29
Listopad
2015
20:11

Włoskie wakacje felieton

Znów wakacje. Znów Toskania. I znów, kiedy stanę w środku mojego ukochanego Piazza del Campo w Sienie , spłynie na mnie spokój a patrząc na proporcje i  harmonię  jego architektury ,znów będę w „ absolucie ‘’.Czerwiec. Włochy. Toskania . Spokój. Od kilku lat tak samo i to samo. I od kilku lat , wizyta w Wenecji i obowiązkowe przejście między kolumną św. Marka i św. Teodora , co przynosi nieszczęście ,a bez czego, wydaje mi się że cały następny sezon, bo moje lata to sezony teatralne , będą katastrofą. Potem miesiąc raju gdzieś nad morzem i oby tak było zawsze. Tam myślę, tam planuję, piszę, czytam, kocham człowieka jakim jest , liżę rany po niepowodzeniach. Tam nie dzwonią telefony, nikt ode mnie nic nie chce, i o nic nie ma pretensji. Tam jesteśmy wszyscy razem i przyglądamy się sobie nawzajem po roku pracy, zaprzyjaźniamy i odkrywamy na nowo. Jeździmy tam bo, nikt nas tam nie rozpoznaje, bo uwielbiamy włoską kuchnię , bo dzieci lubią kąpać się w morzu tak ciepłym jak zupa, ale przede wszystkim dlatego, że będąc tam , czujemy się jak byśmy byli, w środku dzieła sztuki, bo każde , nawet przypadkowe spojrzenie w dal ,jest zetknięciem z natchnionym artystą ,jakim potrafi być natura, a słynne sfumato z boskich krajobrazów malarzy renesansowych, trwa na naszych oczach. Uwielbiamy tam być bo, nagromadzenie dzieł sztuki, obrazów, zabytków, tradycji oszałamia, a harmonia, mądrość i piękno wynikające z nich , zatyka, zachwyca i uspakaja. Bo każde spojrzenia na balkon, wykusz, okno, portal, bramę ,fontannę daje oczom radość i słodycz. Bo przywiązanie do tradycji i wynikające z tego poczucie piękna i harmonii widać nawet, w sposobie ułożenia owoców na straganach. Bo jest to kraj w którym nie usunięto ani jednego pomnika , choćby  wzniesionego na cześć Mussoliniego i zostawiono to wszystko jako przestrogę, z szacunku i uwielbienia do historii i własnego kraju. Kocham Włochy, a przede wszystkim Toskanię . Słońce , klimat i kultura śródziemnomorska , oddalają od chaosu, nienawiści i smutku, pomagają mi potem przetrwać cały rok.

Najpierw zabieraliśmy tam nasze dziewczynki , mała Marysię i Magdę / córkę mojego męża z poprzedniego małżeństwa /, i oburzeni nie rozumieliśmy dlaczego nie podziwiają widoków z okien samochodu, mówią cały czas głupie wierszyki i nie interesuje je zupełnie gdzie są, a w Wenecji są tylko zniecierpliwione. Teraz jeździmy tam z chłopcami , naszymi dwoma synami, i musimy całą podróż musimy odpowiadać na tysiące pytań dotyczących Szwajcarii, Austrii, mijanych miast, rzek i gór i marzymy czasem żeby zaczęli sobie mówić głupie wierszyki.

A teraz dlaczego ten felieton ? Otóż, wczoraj przeglądając zeszyty moich dzieci natrafiłam na takie oto wypracowanie . Nosiło tytuł „ Moje wakacje ‘’, napisane zostało przed rokiem . Jeden z moich synów pisze…. Na wakacjach byłem we Włoszech . Wyjechaliśmy po południu, samochodem. Przed wyjazdem zjedliśmy obiad, a babcia wzięła tez kanapki i ciastka na drogę. Na noc zatrzymaliśmy się tuż przy granicy polskiej w hotelu, było późno ale zdążyliśmy jeszcze zjeść kolację w restauracji. Zjadłem kotlet mielony i buraczki  Z samego rana zjedliśmy śniadanie i od razu wyjechaliśmy. Obiad zjedliśmy w Austrii przy autostradzie. Prawie w nocy zajechaliśmy do małego hoteliku 12 kilometrów od Wenecji  i tam tata przyniósł nam pizzę do pokoju bo już tak byliśmy zmęczeni. Następnego dnia zjedliśmy śniadanie i pojechaliśmy do Wenecji. Tam vaporetto, to jest taki wodny tramwaj, popłynęliśmy przez Canale Grande i zjedliśmy obiad w restauracji koło placu św. Marka. Po południu wyjechaliśmy z Wenecji i już wieczorem dojechaliśmy do miasteczka gdzie mieliśmy wynajęty dom. Było bardzo późno ale tata i mama zdążyli jeszcze pójść do sklepu i kupić dużo rzeczy na kolacje. Potem codziennie chodziliśmy na plażę i tam jedliśmy w barze, ja lazanie albo spaghetti i lody, a wieczorami jeździliśmy do różnych miast żeby coś zjeść. Podczas tego pobytu pojechałem tez statkiem z tatą i Jędrkiem na wycieczkę na sąsiednie wyspy. Wycieczka trwała cały dzień ale na statku dali nam obiad, ale Jędrek nie jadł bo to było risotto z frutti di mare, ale na szczęście na wyspie mieliśmy trochę czasu i tata kupił nam lody. Bardzo mi się we Włoszech podobało i bardzo chciałbym tam wrócić….

Zachwycona  pięknem  Toskanii do łez, pozostawiam to wypracowanie bez komentarza. Podobno podróże kształcą i są maniacy zwiedzania i podróży . Co roku szukają nowych miejsc i nowych wrażeń. Ja pozostanę w Toskanii która sprawia że wracam do równowagi , harmonii i zgody na ten świat , oraz pozostaję w  wierze że pielęgnowanie tradycji , miłość do sztuki i piękna jest czymś najważniejszym

 

 

 

Ps: Niedawno , zima musiałam sobie uprać kożuszek Polecono mi najlepsza podobno w Warszawie pralnie, gdzieś na Pradze. Szukałam długo, z mapą Warszawy , wędrowałam ulicami, uliczkami, coraz mniejszymi, coraz brudniejszymi, potem weszłam na jedno podwórko, z tego podwórka skierowano mnie na jeszcze jedno podwórko, a na końcu było jeszcze jedno, najbardziej szare i najbrudniejsze podwóreczko z napisem Pralnia w rogu. Obok na całej ścianie białym sprayem pysznił się napis…. BYŁEM TU !!! TONY HALIK .

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.