08
Luty
2002
00:02

Ty który skrzywdziłeś

 

Ten dzień był taki dlatego, że zaczęło się od nieporozumienia. Wyjechałam z domu raniutko, śpiesząc się do pracy, do Warszawy. Dojeżdżając do przejścia dla pieszych zauważyłam, że światła nie działają a człowiek w niebieskim kombinezonie, przechodzący przez ulicę miał już jedną nogę na jezdni. Zatrzymałam się, on się cofnął. Ja czekałam i on czekał. Pomyślałam, nie, nie, on ma pierwszeństwo. Czekałam. Spojrzał na mnie przestraszony. Zdziwiłam się i uśmiechnęłam do niego. Przestraszył się jeszcze bardziej. Odwrócił głowę, udawał, że mnie już nie widzi. Mój panie, ty masz pierwszeństwo, pomyślałam, a jednocześnie wszystko zrozumiałam. Ścisnęło mi się serce. Straszy już człowiek, jakiś robotnik, chciał przejść przez jezdnię i cofnął się z lękiem, nie dlatego że gwałtownie się zatrzymałam, tylko, dlatego że uważa, że mu się to nie należy, mimo że takie są przepisy ruchu drogowego. Że nic mu się już w życiu pewnie nie należy i woli ustąpić, bo pewnie ustępuje od dawna. Ustępuje przed życiem. Przed wszystkim i wszystkimi. Bo uważa, że jest gorszy. Tego nauczył go świat i życie. Serce ściskało mi się coraz bardziej. Otworzyłam okno. -Proszę! Proszę przejść! – krzyknęłam. Odwrócił się przerażony, z lekiem w oczach i cofnął się na chodnik jeszcze krok głębiej. Boże!- Pomyślałam, i zrobiło mi się go żal. Jeszcze go upokorzyłam! Zaczepiam tego biednego człowieka! Po co? Co ja mam za charakter!? Niespodziewanie pojawiły mi się łzy w oczach. Ty Debilko! – Myślałam o sobie, jesteś rozchwiana psychicznie! Egzaltowana do mdłości! Daj spokój temu człowiekowi. On przeżył życie w skromności, cieniu, wycofaniu, los go nauczył, że ma się cofnąć i się cofa. Wie, że jak na przykład pójdzie do szpitala to dadzą mu butlę bez tlenu, jak twojemu dziadkowi, i sobie umrze, bez skargi po cichu, bo będzie uważał, że to jest normalne, to jest jego los. Bo tak zawsze jest i było w jego życiu. On się już nawet z tym pogodził.

Nie! Nigdy!!! Zaczęłam wysiadać. Mężczyzna spojrzał na mnie z paniką, jeszcze raz krótko, bo przez moment, udawał, że patrzy na coś daleko, że ma inne sprawy, pewnie marzył żebym sobie pojechała. Wysiadłam, szłam w jego kierunku,- pewnie biedny myśli, że mam do niego o coś pretensję, znów pomyślałam Nie zdążyłam nic powiedzieć, odwrócił się i szybko odszedł w inną stronę. Spóźni się do pracy, bo taka kretynka go meczy. Patrzyłam za nim, przestraszony uciekał…Ty, który skrzywdziłeś człowieka prostego/ śmiechem nad jego krzywdą wybuchając/ Gromadę głupców wokół siebie mając….przemknęło mi przez głowę…..

Jechałam. Zaczynał się dzień. Matka szła ciągnąc płaczące, zaspane dziecko, pewnie do przedszkola. Zimno temu dziecku- pomyślał mój mózg bez mojego udziału. A ja jadę ciepłym luksusowym samochodem. O cholera! Co jest z tobą? Kochana?- Powiedziałam do siebie. Zwariowałaś? No tak, w tym futrze, a butach jak rękawiczki cieniutkich, zamszowych, trudno by mi było iść po kałużach, po błocie, z dzieckiem, z ciężką siatką. Debilko, ty musisz mieć te buty, bo masz wywiad w telewizji i nie możesz mieć na wizji ciężkich buciorów, i siatka nie może leżeć obok ciebie w studio, w trakcie wywiadu. Masz samochód i nie masz siatki między innymi, dlatego że chcą od ciebie wywiadu. Że jesteś specjalna. To, co robisz, różni się od przesuwania skrzynek w sklepie, czy wymurowania kawałka ściany, bo ten pan w niebieskim kombinezonie szedł pewnie na budowę do pracy. A dlaczego to, co innego? Jakim prawem? Ukąszenie lewicowe postępowało. Zatłoczone autobusy, szare twarze, ludzie na przystankach pogłebiali moją depresję i jakiś dziwny w sercu żal, ból i bunt…Co to jest? Co mi się dzisiaj dzieje? Kiedy weszłam do teatru chciałam kubeł z brudna wodą po zmywaniu schodów wyrwać sprzątaczce z ręki i pomóc jej go po nich wnieść, opanowałam się w ostatnim momencie. Próba, na której oczywiście czytałam rolę wyjątkowej kobiety. I co z tego? Po południu męka pogłębiała się, rosła, niesprawiedliwość świata, ogromniała. Kupiłam czajnik elektryczny w prezencie mojej gosposi. Dawno to miałam zrobić, mam jej tyle do zawdzięczenia. Siadając przed kamerą, w telewizji, schowałam dłonie pod szal, nie zdążyłam zrobić paznokci, wszyscy to zauważą, i ręce mam czerwone, przecież nie pracuję na świeżym powietrzu, cholera jestem aktorką muszę dobrze wyglądać i ręce mieć zadbane i białe. No widzisz! Debilko!. Musisz mieć samochód. Kiedy wyszłam z telewizji za karę że mam lepiej postanowiłam zamiast już jechać na wieczorny spektakl i trochę się przed nim skupić, załatwić jeszcze wszystko co możliwe, w sklepach i urzędzie. Po drodze dawałam pieniądze wszystkim żebrajacym czy chcieli czy nie chcieli. Wpadłam to teatru na ostatnich nogach, wyprzedziłam starego portiera i pomogłam mu otworzyć drzwi, nie chciałam wejść przed bileterką, uparłam się, że ona ma wejść pierwsza, mimo że jest młodsza, zapytałam bufetową o jej problemy życiowe i rekwizytora czy dziecko zdrowe, w garderobie prawie płakałam, że nie zdążę na scenę nie mówiąc o skupieniu się przed wejściem, choć na moment.

Kiedy wracałam nocą do domu stanęłam na czerwonym świetle w tym samym miejscu co rano. Światła przy przejściu dla pieszych działały. Do przejścia zbliżało się trzech kompletnie pijanych mężczyzn. Światło zmieniło się na zielone, ale jeden z nich koniecznie musiał iść dalej, darł się na całe nasze małe miasteczko, budził ludzi, koledzy trzymali go za kurtkę. Wyrwał im się i ze złością kopnął w mój powoli przejeżdżający samochód -Ty Kurwo! Usłyszałam. Myślisz, że jak masz samochód to wszystko ci wolno! Rzucił za mną kamieniem, czy bryłką błota. Uderzyła na zakręcie w moja tylną szybę. W lusterku wstecznym zobaczyłam jak przechodzą we trzej przez ulicę na czerwonym świetle drąc się na całe gardła,  i się zataczając. Ulżyło mi.

Pod domem po zaparkowaniu, z satysfakcją stwierdziłam, że mam wgniecione tym kopnięciem drzwi. No. Nareszcie. Nareszcie mogę się uspokoić.

Weszłam do domu. Lepper darł się na mnie z telewizora. Pomyślałam- gdybym mogła to bym go przejechała moim samochodem i wgniotłabym sobie te drzwi do końca.

Nareszcie znów wszystko wróciło do normy.

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.