25
Luty
2004
23:02

Tusz do rzęs

Mężczyzno, jeśli zabłąkałeś się na tę stronę, to idź! Uciekaj! Nie czytaj tego dalej, bo zupełnie nie będzie to dla Ciebie. Chcę wreszcie napisać o tuszu do rzęs. Moim odwiecznym zmartwieniu!

Jestem kobietą. Jestem aktorką. Rzęsy to podstawa! Twarz bez rzęs, oko bez rzęs, to twarz bez poezji. A tusz to zdrajca.

Jestem kobieta wrażliwą, jestem kobieta pośpieszną. Praca moja polega na wzruszaniu się i emocjach. Ilość pracy wyklucza kontrolę nad twarzą. A tusz ciągle rozmazany. Oczy mokre z byle powodu, nawet ze złości. A emocji i złości dużo. Jeszcze więcej wzruszeń. Pracy też. I Bogu Dzięki. Ale tusz nie wytrzymuje. Problem!

Odkąd pamiętam szukam tuszu. Tusz do rzęs jest najczęściej przeze mnie kupowanym kosmetykiem. Ciągle wchodzę do jakiejś perfumerii i pytam: – Czy nie pojawił się jakiś nowy rewelacyjny tusz? I oni oczywiście mówią mi, że tak. Nawet kilka.

Po przetestowaniu wszystkich tuszy, wszystkich firm, wszystkich opcji, z przedłużaczem, z pogrubiaczem, naturalny, specjalny. Po skonstatowaniu, że po każdej próbie w teatrze, seansie w kinie, ba, rozmowie, nie mówiąc już o całowaniu czy awanturze, wyglądam jak clown. Postanowiłam przerwać tę walkę i zastosować TUSZ WODOODPORNY! Koniec, pomyślałam! Betonuję! Zaczęłam testować te same firmy i te same opcje ale w wersji WODOODPORNY! Figa.

Mój temperament i moje życie zwyciężyło i ten cud, rezultat długoletnich badań laboratoriów kosmetycznych na całym świecie. Cały dzień dalej jestem rozmazana i groteskowa, do tego w wersji absolutnie trwałej. A do tego pół nocy schodzi mi na szorowaniu, zrywaniu, usuwaniu z oczu, za pomocą przemyślnych tłuszczy i toników, czegoś, co się usunąć zupełnie nie daje, bo jest z jakiejś gumy, a co cały dzień, o ironio, wydawało się tak nietrwałe! (Dodam tutaj, że zmywaczy do oczu są tysiące, każda firma ma rewelacyjny, inny, który zupełnie nie działa. A to kolejny problem. Tusz wodoodporny zmusił mnie kiedyś do pójścia w jakimś hotelu, nocą, na przyjęcie weselne zupełnie obcych ludzi, po to tylko, żeby z niego niepostrzeżenie wynieść trochę oliwy, do usunięcia podgumowanego tuszu, bo okazało się, że w moim bagażu nie ma specjalnego zmywacza. Okazałam się, przy okazji, najważniejszym gościem weselnym, cała rodzina pana i panny młodej ma ze mną zdjęcia. Na zdjęciach ja trzymam w ręku zagadkową buteleczkę z oliwą wziętą ze stołu.)

Wracając, zmywam oczy pół nocy. Tłuszcz zalewa mi oczy, widzę jak przez mgłę. Szczypie mnie wszystko, nie mogę potem czytać. A czytać by się przydało, bo to poprawia rozum. A dużo go nie ma sądząc po tym felietonie. Dodam jeszcze, że jestem blondynką i rzęsy mam jasne. Znikąd ratunku. Brunetki przefarbowane na blondynki mają lepiej.

Co tu robić, drodzy kreatorzy kobiecych wizerunków? Co tu robić, poszukiwacze nowych technologii w kosmetyce? Nie malować się? Przykleić sztuczne, czarne, na stałe? Bo to też możliwe acz kłopotliwe. Zmienia wyraz twarzy, na stałe upodabnia do lalki Barbi.

Ten felieton jest dlatego, że straciłam ostatecznie nadzieję. Przetestowałam wszystkie, nie ma dla mnie dobrego! Może w trumnie się nie rozmażę i to będzie pierwszy raz.

Ale co robić teraz? Póki co?

Piszę ten felieton ze wstydem i mieszanymi uczuciami. No bo niby, co to za problem? Ale pismo ostatecznie nazywa się URODA. Gdzie mam się wyżalić? Na łamach POLITYKI?

A swoją drogą pomalowałabym Ich wszystkich, raz, na obrady sejmu. Wytuszowałabym Im rzęsy tuszami różnych firm. Ciekawe, czy i jak by się porozmazywali? Taki test dla różnych tuszy i na zaangażowanie polityków! Trzeba by tylko wybrać dobrą sesję, może być budżet. Przepraszam za głupoty, ale piszę z rozmazanymi oczami i w stresie. Straciłam zresztą, już jak wspomniałam, nadzieję. Będę nadal żyła rozmazana.

Aktorka zaangażowana i z temperamentem.

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.