03
Maj
2001
00:05

Toronto

Pierwszej nocy po przylocie do Toronto ,nie mogliśmy z Jędrkiem spać.- Jędrek, mój ośmioletni syn  towarzyszący mi w podróży zawodowej, po to żeby coś zobaczyć, zapamiętać , rozszerzyć horyzonty.- Ja aktorka ,nie mająca dostatecznej ilości czasu żeby konwencjonalnie i spokojnie wychować dzieci, w związku z czym zabieram je do Kanady, Ameryki, gdzie bądź, myśląc za każdym razem że to je naprawdę wzbogaci i rozwinie.

– Mamo będziesz tu grała ? W teatrze ? Po polsku ?!  Tu nikt nie rozumie po polsku !

A więc czwarta rano. Nie chce nam się spać. Tłumaczę, różnica czasu, w Polsce jest teraz już południe, ziemia się kręci, te sprawy, zaplątuję się, sama już nic z tej kręcącej się ziemi nie rozumiem, liczę ile godzin różnicy. Patrzy na mnie spokojnie : – Sześć do przodu mówi , w Chicago będzie siedem. Milknę skonsternowana. Rezygnuję z tłumaczenia.

Piąta. Idziemy na spacer. Na przeciwko hotelu. Galeria sztuki. Muzeum. Przed nią, wielka rzeźba Henry Moora ,dwie zwinięte przedziwnie metalowe rury, zachwycam się tym wyzywającym kształtem , agresywnym , zaskakującym.  Znów zaczynam tłumaczyć : – Jędrusiu, Henry Spencer Moor !  Najwybitniejsza  osobowości we współczesnym rzeźbiarstwie, jeden z pierwszych rzeźbiarzy który zajął się problemem związanie rzeźby z otaczającym ją krajobrazem, wywarł ogromny wpływ na całą sztukę XX wieku….

Mamo ! Zobacz w tej rzeźbie śpi bezdomny. Ale ma fajny dom !

To zachwycające, mówię, mieszka w dziele sztuki ! Jak myślisz czy on to wie ?

Wracamy dwie godziny później. Bezdomny uprał gdzieś koszulę i suszy ją rozłożoną na metalowym, wyrafinowanym kształcie. Znów jestem zachwycona.- – – Co za fantastyczny pomysł, skrót, symbol, anegdota. -Mamo, może byśmy poszli na śniadanie, chce mi się jeść. – Przepraszam, zapomniałam. Wieczorem pada deszcz, bezdomny leży w rzeźbie, suchy, spokojnie czyta gazetę i pali papierosa. My spędziliśmy cały dzień nad Niagarą .Ja poruszona siłą, niezwykłością Niagary, sprawdzam czy nagrał mi się na dyktafon jej ryk, zastanawiam się skąd się bierze wciąż tyle wody, Jędrek odpowiada spokojnie …z gór. Nic nie mówię ale się trochę obrażam. Mówi : – Wiesz że  można tę Niagarę zobaczyć od tylu.?  – Czyś ty zgłupiał, Niagara od tyłu, to jest dobry tytuł ale nic więcej. Następnego dnia dowiaduję się że rzeczywiście jest możliwość wejścia pod wodospad w jednym miejscu, że prowadza się tamtędy, czasem, wycieczki.

Muszę zrobić zakupy. Kupuję Jędrkowi  game – boy kolor, gry do niego, zostawiam go w kawiarni, na przeciwko domu towarowego. Oboje nie zauważamy jak czas mija. Po powrocie pyta tylko ile wydałam i szybko , szybciej moim zdaniem niż komputer przelicza na złotówki. Po czym mówi spokojnie – Wiesz że co dziennie w Ameryce ginie masę małych dzieci ? Nie mówili ci ?. – ——Jesteśmy w Kanadzie a nie w Ameryce, odpowiadam przerażona i postanawiam więcej nie spuścić go z oka. Gramy w Toronto, dwa spektakle, podczas których on bawi się swoją grą. Pytam jak się czuje. Mówi- O, key, tylko mam problem z czerwonym ptakiem nie mogę go pokonać. Nie zabieram głosu na ten temat. Nie mogę mu pomóc. Kiedy wracamy do hotelu, Jędrek kłania się Bezdomnemu. Kłaniam się i ja.

Nagle pyta: – Co zrobiłaś żeby być taka sławna ?

– Nic. Pracuję dwadzieścia pięć lat, i jakość tak się uzbierało tych co mnie cenią, i którym się podobam .

– Ale co konkretnie zrobiłaś ?

Nowy Jork. Przyjeżdżamy w nocy do hotelu z lotniska. Podnosi głowę.

– Patrz. Empire State Bilding. Widać kawałek. Ale oświetlony! Wiesz Ameryka oślepia.

-Skąd wiesz że to jest Empire.?

-Każdy to wie.

Idziemy nocą na Times Skuere. Tylu ludzi że nie można przejść, ludzie z wielkimi węzami na szyi, ludzie tańczący, śpiewający. Jędrek niczemu się nie dziwi. -Fajnie…mówi. – Ameryka oślepia. W nocy budzi się , płacze, mówi że śnił mu się film „ Gwiezdne wojny”.

Gdzie go oglądałeś?

W szkole, nie chciałem , ale bałem się że koledzy pomyślą  że jestem tchórz.

Zasypiamy przytuleni i objęci. W ciągu następnych dni gramy kolejne dwa spektakle podczas których on czyta książkę albo gra na swojej zabawce.

Po spektaklach zawsze pyta :

– Jak ci poszło ? O key ?

-O key .Ale właściwie, nie wiem co oni z tego zrozumieli.

-Ale z twojego punktu widzenia ?

-O key.

Idziemy zaproszeni na kolację . Elegancka restauracja na świeżym powietrzu. Jędrek cały wieczór milczy .Raz tylko wtrąca się do rozmowy – A gdyby tak Murzyn został Papieżem ?,i widząc nasze miny dodaje : – A zresztą, nie posuwajmy się za daleko.  Wśród nas całkowita konsternacja. Temat jest wyczerpany.

Wracamy nocą. Taksówką. On płaci ze swojego kieszonkowego bo to jemu nie chciało się wracać pieszo.

Mówię w taksówce:

– Nowy Jork jest jak grzechotnik, jak niespokojne żerujące dzikie zwierze.

– Tak  Toronto to prowincja , no i bezdomni tu śpią po prostu na kratach wentylacyjnych , a tam w dziełach sztuki.

Dwa dni jazdy samochodem z Nowego Jorku do Chicago.  Pochylony cały czas nad grą nie patrzy w okno. Pokonał czerwonego ptaka, sprawdza wszystkie warianty zakończeń.

– Jędrek patrz przez okno! Pensylwania !

-Mhm . To rolniczy stan, tu nie ma co oglądać.

-Skąd wiesz ?

-Przed chwilą powiedział to ktoś z was , w samochodzie.

– Jędrek ! Spójrz, chociaż raz ! Ohio !

– Mamo , widzę, nie przeszkadzaj to jest gra koncepcyjna.

Wieczorem drugiego dnia na horyzoncie pojawia się panorama Downtown Chicago. Jędreeeeek ! Na litość Boską ! Patrz ! Zobacz najwyższy budynek świata, a ten jest piąty co do wielkości.

– Mamo wiem , ja to znam./ Podnosi głowę / -Tu jest tym mostem wyjazd z Dowtown, a tu wjazd do takiego tunelu.

– Skąd ty to wiesz ?

– Mamo ja się tu ścigam  samochodami od dwóch lat w jednej grze. Znam te ulice na pamięć.

Następnego dnia w muzeum  Techniki, oglądamy trójwymiarowy film o Ameryce południowej. Jędrek zachwycony bezbłędnie rozpoznaje i wymienia  nazwy miast. Patrzę zdumiona. Zauważa to. – Mamo ja podróżuję po świecie w jednej takiej grze od dawna, w każdym z tych miast mogę sobie zrobić zdjęcie na moim komputerze.

Następnego dnia w planetarium, ja się nudzę, on rozumie wszystko, godzinami nie chce odejść od komputerów z programami symulacji zmian orbit planet, czy coś takiego. Wie która z planet jest większa, która mniejsza. Wracamy. Ja się jak zwykle boję lotu. Ukrywam to. Przecież jestem z małym dzieckiem. Jędrek mówi :-Teraz będzie szybciej bo z wiatrem , i spokojnie zasypia prawie od razu, pytając przedtem, – Idę jutro do szkoły ?  Mówię niepewnie :- Chyba nie . – To fajnie. Zasypia. Nie mogę zmrużyć oka. Nie znałam własnego dziecka ? Czy to możliwe ?

Na  lotnisku w Warszawie Jędrek mówi do ojca :

-Chciałbym być bezdomnym  co mieszka w rzeźbie.

Mąż pyta :- Sukces ? Odpowiadam :- Całkowita porażka. Słuchaj , muszę z Tobą poważnie porozmawiać o naszych dzieciach.

– Przestań ty zawsze przesadzasz.- On jest w porządku.- Oni obaj są w porządku, dołącza do niego naszego starszego syna. – Teraz takie są dzieci.

Maj 2001

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.