23
Maj
2004
00:05

Tekst dotyczący serialu MĘSKIE-ŻEŃSKIE – BOŻENA JANICKA – KINO

Kot niszowy

Bożena Janicka

Szukałam w słowniku języka polskiego popularnego ostatnio terminu „niszowy”. Nie było. Jest tylko „nisza”: „Wnęka, wgłębienie w ścianie budynku, w skale”. I przykład użycia tego słowa: „W niszach stały posągi”. To by mniej więcej pasowało.Niewiele wiem o serialach (należę do sekty beztelewizorowców), lecz jeśli w telewizji zakwalifikowano serial Krystyny Jandy „Męskie-żeńskie” jako niszowy – pomyślałam, że może naprawdę jest niszowy. Tam znają się przecież doskonale na ścianach (nie do przebicia), skałach (nie do skruszenia) oraz niszach. W telewizyjnych niszach, zupełnie jak w przykładzie ze słownika, upycha się posągi.

A jednak coś się nie zgadza; w serialu Krystyny Jandy (obejrzałam z kasety) w niszach stoją figury jak najbardziej żywe, spotykane codziennie na ulicy. Inteligentka w średnim wieku, Lila, którą życie zmusiło, by „wzięła swoje sprawy w swoje ręce” (jak zaleca stosowny slogan), nadrabiająca miną, by ukryć lęk na pograniczu paniki (Krystyna Janda; w serialu straciła pracę w muzeum, otworzyła więc własną galerię). Jej córka Wanda, która już na starcie czuje się dość beznadziejnie, bo szanse znalezienia życiowego partnera stają się coraz mniej realne (Maria Seweryn; w serialu pani weterynarz). A w epizodach inni.

Najzabawniejszy w galerii typów pobocznych wydał mi się niejaki Kot (młodzieniec, nie felis catus), w którym zakochała się weterynarz Wanda. Kot (tym intrygującym imieniem zastąpił jakieś trywialne, z kalendarza, które dali mu pewnie rodzice) jest przedstawicielem populacji Kotów, które myślą o sobie, że są tygrysami. Najlepszą definicję kota usłyszałam przed laty, w czasie wykładu na studiach. – „Na czym polega kociość kota?” – zapytał profesor i odpowiedział: – „Na wszystkich elementach jego kociości – i coś tam takiego”. Kot z serialu Krystyny Jandy, w odróżnieniu od felis catus, umie mówić – i na tym, co mówi, polega kociość tej odmiany kota.

Kot, „fantastyczny, taki inspirujący, zupełnie wyjątkowy”, jak informuje mamę olśniona Wanda (poznała go, kiedy przyszedł po poradę ze swoją iguaną), pracuje w reklamie. I oto przybywa wraz z Endi (tak ulepszył jej trywialne imię) do galerii Lili. Siada przed talerzem z trzema marchewkami z wody („Kot je trochę inaczej niż inni” – uprzedziła mamę Wanda) i zaczyna rozmowę.

– „Tak trzeba się odżywiać, minimalizacja, a jednocześnie uintensywnienie. I nie mów do mnie „pan”, to mnie szufladkuje, sprawia, że czuję się stłamszony. Nie można nikogo klasyfikować. Nie rozumiesz? To banalnie proste, a jednocześnie subtelne. A propos: czy wiesz, kto to jest dżentelmen? To mężczyzna, który potrafi grać na akordeonie, ale nie gra, bo wie, że nie wypada. Lila; będę mówił do ciebie Li, jeśli pozwolisz. Czujesz, co się staje, kiedy wypowiadam twoje imię? Staje się cud. Pomyśl nad tym. Trzeba wyczulić się na smak, zapach chwili, musisz dać się ponieść naturalnej emocji. Pomyśl o tym.”A oto Kot rozmawia z Endi w kawiarni. – „Nie możemy w sobie tłumić emocji, które nas określają, wyodrębniają z anonimowego tłumu. I bardzo cię proszę, nie traktuj prezentów ode mnie funkcjonalnie, bo zabrniemy w ślepą uliczkę konsumpcjonizmu. Li to wspaniała kobieta, ale trudno jej będzie pozbyć się pewnych schematyzmów w myśleniu, podobnie jak tobie. Zastanów się, czy nie stawiasz mnie w sytuacji wymuszenia. Tak bardzo mnie pragniesz, że przesłania ci to całe meritum. Poza tym mam wrażenie, że nie ofiarowujesz się całkowicie. Ja wiem, że jestem mężczyzną, który nie daje szansy na wybór, bo jestem wyjątkowy. Ale zastanów się, pomyśl o tym.”

I tak oto dwie inteligentne kobiety gotowe są abdykować ze swej inteligencji na rzecz durnia, bo jedna się zakochała, a druga – bo zakochała się jej córka. Dopiero kiedy Kot poszuka sobie następnej narzeczonej (która „ofiaruje się całkowicie”?) zostawiając Endi list, że „codzienność go ogranicza”, starsza z pań sformułuje rzeczową opinię: „Kretyn i głupek, a nie żaden nadzwyczajny człowiek. Zwyczajny dupek”. A kiedy niebawem, spotulniały, przyjdzie do Lili po pomoc, oferując w zamian swoją „dobrą energię”, „Li” już nie zachowa się jak dżentelmen z jego anegdotki, który potrafi, ale wie, że nie wypada, lecz wybuchnie: „Jak jeszcze raz powiesz coś o dobrych energiach, to cię gwizdnę w łeb”. Kot szuka pomocy, bo „w naszej branży jest duża rotacja”, czyli go wylali, oraz pogoniła go następczyni Endi, która szybciej zorientowała się w „całym meritum”.

Wyrzucić bezdomnego kota w nocy na ulicę – tego się nie robi. Kot śpi więc na kanapie w galerii, Lila wydzwoniła córkę, patrzą na śpiącego. Dialog obu pań: – „No i co? – Śpi jak kot. – Chcesz go? – Ale słodki, śpi jak dziecko. – To jak, spuścić go jutro z wodą? Nie będziesz żałowała? – Nie. – To chodź, niech śpi. I zostawiają Kota na kanapie i poniekąd w niszy.

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.