09
Kwiecień
2010
21:04

Tekst dla K. Rudzińskiego

Tak gonimy, tak się śpieszymy, tak staramy się nadążyć, wypełnić obowiązki, pokładane w nas nadzieje, być w porządku wobec ludzi, dzieci, przyjaciół, siebie.

Kiedyś dzień dzieliłam na pół. Jedna połowa była dla pracy, druga dla mnie. Domu i wszystkiego, co w nim, nie uznawałam za pracę. Potem przez długie lata dni dzieliłam na trzy części, dwie oddawałam pracy, jedną reszcie. Teraz najczęściej pracuję cały dzień, noc mam dla siebie, choć i to ostatnio nieprawda, nawet w nocy, kiedy gorzej śpię lub się budzę nocą, czytam to, co potrzebne do pracy a nie to, co miałabym ochotę przeczytać. Coraz częściej, kiedy nie zdążam czegoś zrobić, myślę, po co ja się denerwuję? Jest przecież jeszcze noc, mogę to zrobić nocą.
Dziś rano zdałam sobie sprawę, że, podczas kiedy zmieniają mi opony w samochodzie o 8 rano i mam z tego powodu darowane 25 minut, co robię? Czytam poezje. To paranoja! Zdziwiłam się nie tylko ja, kiedy to sobie uświadomiłam, ale i pan, co zmieniał opony, stałam na silnym wietrze w deszczu i czytałam Pawlikowską-Jasnorzewską. Co za czasy!
Zaczynam się zastanawiać, z czego zrezygnować, jak dalej żyć. W jednej z moich ról, mówię od siedemnastu lat, bo gram tę rolę już lat siedemnaście – trzeba sobie uświadomić że z każdego działania wynika jakiś skutek. I wciąż nie mogę tego sobie uświadomić. I wciąż zgadzam się na spotkanie, udział, uczestnictwo, podpis, projekt, zadanie, z poza moich normalnych zawodowych obowiązków, a potem nocami wypełniam, nadganiam sprawy, które ta lekkomyślna zgoda wypchnęła z harmonogramu.

I tak robimy wszyscy.

Ale jak odmawiać? Jak nauczyć się bronić siebie? Swoich dwudziestu pięciu minut dla poezji? Mówią – trzeba wyznaczyć priorytety i ich pilnować, nie ustępować.

Ale co jest priorytetem? Oślepione konie wywożone na rzeź w nieludzkich warunkach, czy nowa ustawa o mediach, a może pomoc w dokarmianiu głodnych dzieci? A może jednak moje dzieci, które dorastają i bardzo mnie potrzebują? Rozmowa z matką, która mnie widzi tak rzadko czy bal charytatywny na rzecz chorych na AIDS?

Staram się robić wszystko, iść nie tylko za rozumem, ale i za sercem, nie zważając na konsekwencje podjętych zobowiązań. Gonię, gubię się, nie widuję już przyjaciół, nie chodzę do kina, a to teoretycznie mój obowiązek.

Czy jest ktoś, kto umie na zimno ocenić czy ważniejsza jest pomoc amatorskiej grupie teatralnej w ich przedstawieniu czy przeczytanie nowej sztuki autora który już pół roku czeka na odpowiedz? Ja nie umiem. I niestety, zawsze w dalszej kolejce jest dom, dzieci, mama, ja sama.

Nie umiem sobie poradzić i jestem pewna, że wielu z Was także nie umie.

Święta grudniowe, okres karnawału, czekamy na ten czas jak na wybawienie. To dopiero będzie ocean czasu! Wytchnienia,przyjemności. Skąd?! Sami sobie robimy także  z tego czasu piekło, nadmiernie przejmując się organizacją świat a nie samymi świętami.

Podobno są ludzie obok nas, którzy maja dużo czasu, i nie wiedzą, co z nim zrobić. Ja nie spotkałam. W moim otoczeniu nie znam. Przy naszym stole wigilijnym siądzie z nami kilka osób samotnych, ale oni są też zaganiani, taki czas.

Dziś spadł śnieg. Gdybym nie zmieniła opon, chwalę sama siebie, byłby problem, a przecież wybrałam wymianę opon odmawiając wywiadu na temat sytuacji teatrów prywatnych.
Wczoraj umarł nagle w południe na serce Jan Machulski. W południe dowiedziałam się o śmierci mojego przyjaciela Nikodema Jasińskiego, przeglądając gazetę, zobaczyłam nekrolog Tomka Wertha, operatora filmowego, z którym zrobiłam kilka teatrów telewizji. Jak dawno się nimi nie wiedziałam, nie dzwoniłam?

No nic. Dziś pracuję około 14 godzin, skończę dopiero późną nocą. Muszę. Czy muszę? Nie wiem. Do tego się zobowiązałam.

Mam nadzieję, że Tam się wszyscy spotkamy, porozmawiamy, poczytamy dla przyjemności, w spokoju, nieograniczoną ilość godzin. Mam nadzieję że tam nie ma czasu, ale także ze i tam jest tak interesująco i tyle rzeczy do zrobienia.

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.