12
Lipiec
2007
00:07

„Teatry to są dwa”

Teatr czyli biznes

Czy da się zarabiać na teatrze? Tak, jeśli traktuje się to przedsięwzięcie jak prawdziwy biznes, a nie tylko prawdziwy teatr – pisze Iwona Kokoszka w magazynie Forbes.

«Teatr zarabia najwięcej wtedy, gdy nie pracuje – to powiedzenie jest dobrze znane dyrektorom polskich teatrów. Jak się okazuje, koszty wystawiania wielu spektakli często przekraczają wpływy ze sprzedaży biletów. Bez dotacji państwowych i datków sponsorów o zysku nie ma mowy. Bo w porównaniu z Zachodem ceny biletów są bardzo niskie, a rodzima publiczność rzadko wybiera tę formę spędzania wolnego czasu. Mimo to w Polsce działa kilkaset niezależnych grup teatralnych. W dwa lata w Warszawie powstały trzy prywatne teatry: Polonia Krystyny Jandy, Centrum Artystyczne Montownia firmy Teart i Kamienica Emiliana Kamińskiego. Teraz rolą zarządzających jest uczynienie z nich dobrze prosperujących przedsiębiorstw. Jednak z samej sztuki nie da się wyżyć, chyba że gra się – jak na Broadwayu – tylko komedie i farsy. Chcąc wystawiać ambitny repertuar, trzeba część spektakli sprzedać korporacjom lub wynajmować im sale na imprezy. We współczesnym teatrze, który chce zarabiać, muszą współistnieć dwie sceny: dramatyczna i komercyjna.

Na całym świecie jak grzyby po deszczu powstają prywatne zespoły teatralne. Jeżdżą od teatru do teatru i czekają na wolną salę. Jednak po jakimś czasie zaczynają myśleć o własnej scenie. – Od zespołu do budynku to prawidłowa droga rozwoju teatru prywatnego na świecie – mówi Krystyna Meissner, szefowa Festiwalu Dialog-Wrocław, skupiającego grupy teatralne z całej Europy, i dyrektor naczelny Teatru Współczesnego we Wrocławiu.

W Polsce jest odwrotnie. Pragmatycznie i biznesowe Znani aktorzy – Krystyna Janda i Emilian Kamiński, najpierw znaleźli miejsce, potem pomyśleli o repertuarze. Jedynie grupa Montownia, składająca się z warszawskich aktorów młodego pokolenia, rozwija się według modelu europejskiego. Przez 10 lat grała w różnych teatrach, dwa lata temu znalazła stałe miejsce. – Wydawało nam się, że kiedy zdobędziemy własną scenę, potencjał i możliwości się zwiększą – mówi Piotr Duda, zarządzający Centrum Artystycznym Montownia.

Rzeczywistość biznesowa okazała się bardziej zaskakująca od artystycznej. Organizacja teatru i poszukiwanie pieniędzy na premiery uczyniły z Montowni, niegdyś modernistycznej teatralnej trupy, poważną spółkę z o.o. Grupa podzieliła się na dwie struktury. Zespół aktorów zajmujących się tworzeniem przedstawień i grupę zarządzających, którzy od roku budują Centrum Artystyczne Montownia. Znajdują się w nim dwie sceny, łącznie na 600-osobową widownię. Z wpływów ze sprzedaży biletów, w cenie od 17 do 60 zł, centrum jest w stanie pokryć koszty stałe. Sam czynsz to wydatek 50 tys. zł miesięcznie, inne rachunki pochłaniają podobną kwotę. Zwykle koszt wystawienia przedstawień premierowych w Montowni waha się od 70 do 100 tys. złotych. Dla porównania głośny spektakl Krzysztofa Warlikowskiego „Anioły w Ameryce” (TR Warszawa, dawniej Teatr Rozmaitości) kosztował pół miliona złotych.

– Prowadzimy teatr dramatyczny średnio za jedną czwartą kwoty, którą mają do dyspozycji teatry miejskie o podobnej wielkości – mówi Piotr Duda. – Nie mamy etatów dla aktorów. Jeśli jest mało widzów, odwołujemy przedstawienia – dodaje.

Roczny budżet kierowanego przez niego teatru, z którym obecnie współpracuje ok. 50 osób (w tym ok. 20 aktorów), to 1 mln zł rocznie. Teatry miejskie dostają co najmniej pięć razy tyle dotacji z Urzędu Miasta, Teatr Muzyczny Roma – dziesięć razy więcej, a Opera Narodowa – ok. 100 mln złotych. Miasta zdecydowanie wspierają teatry państwowe, rzadko prywatne inicjatywy. Wystarczy porównać tegoroczny budżet na działalność artystyczną teatrów w Warszawie.

Placówki miejskie otrzymają 80 mln złotych. Pozostałe, które przedstawią wnioski na dofinansowanie swoich premier -2,4 mln złotych.

– Dotacja urzędowa zazwyczaj zaspokaja 60 proc. naszych potrzeb na utrzymanie infrastruktury i zarobki pracowników – mówi Tomasz Janowski, zastępca dyrektora naczelnego TR Warszawa. – Na nowe przedstawienia musimy sami zapracować – dodaje.

TR Warszawa, jedna z najmodniejszych dzisiaj scen w Polsce, powoli zarabia na swojej popularności. Nazwiska światowej już sławy reżyserów: Grzegorza Jarzyny i Krzysztofa Warlikowskiego, wystawianie spektakli współczesnych zagranicznych dramaturgów przyciągają publiczność na tyle skutecznie, że zdobycie biletu (ceny od 10 do 100 zł) często graniczy z cudem. To jeden z niewielu teatrów, który skupia polską klasę średnią, trendsetterów, dziennikarzy, nową publiczność, szukającą w teatrze nowatorskich form i treści. Choć poziom aktorski i merytoryczny repertuaru owocuje licznymi zaproszeniami na zagraniczne słynne festiwale w Awinionie, Salzburgu czy Toronto, nie przynosi wielu sponsorów w kraju (na szczęście spektakle wystawiane za granicą generują 40 proc. przychodów).

– Wolą inwestować w przedsięwzięcia bezpośrednio przekładające się na sprzedaż produktów – mówi Janowski.

Teatr to medium elitarne. Wystawiane sztuki pracują na wizerunek firmy, która je sponsoruje. Samo wspieranie instytucji kulturalnych w wielu środowiskach staje się nobilitacją. Tę prawidłowość rozumie niewiele firm w Polsce.

– Trzeba znaleźć na sponsora własny sposób – zdradza Krystyna Meissner. Teatr Współczesny, którym kieruje, od wielu lat, wspiera PKO Bank Polski i Telefonia Dialog oraz władze Wrocławia. Szefowa Współczesnego urządza wspólny opłatek dla darczyńców i artystów. Co jakiś czas wysyła sponsorom małe prezenty. Dwadzieścia procent rocznego budżetu zdobywa właśnie od zewnętrznych sponsorów.

W Montowni darczyńcy przynoszą 5 proc. rocznych przychodów, z czego najwięcej ofiarują Toruńskie Zakłady Materiałów Opatrunkowych, stały sponsor teatru. W Polonii i TR – od kilku do 20 procent. Teatr Kamienica Emiliana Kamińskiego będzie sponsorowała Polenergia.

Znalezienie rozumiejącego sztukę partnera biznesowego gwarantuje większe pieniądze niż nazwisko artysty, który firmuje dany teatr. Takim przykładem jest m.in. Krystyna Janda, która jako pierwsza (nie licząc muzycznego teatru Studio Buffo Janusza Stokłosy i Janusza Józefowicza, który powstał 15 lat temu) zapoczątkowała otwieranie teatrów prywatnych w Polsce. W październiku 2005 r., wspólnie z mężem Edwardem Kłosińskim, operatorem filmowym, sprzedali dom i otworzyli teatr-fundację w dawnym kinie Polonia. Za 1,5 mln zł kupili dużą scenę (z widownią na 266 miejsc), salę prób i garderobę. Mała scena (na 150 osób), bufet, hol kasowy należą wciąż do właściciela budynku (Miasta Stołecznego Warszawy), z którym podpisali umowę wynajmu na trzy lata. Adaptacja pomieszczeń i remonty kosztowały już 8 mln złotych. 1,85 mln zł teatr otrzymał z dotacji z Ministerstwa Kultury, co wzbudziło animozje w środowisku teatralnym, które utyskuje, że Janda otrzymała wsparcie nie ze względu na swój program artystyczny, lecz na nazwisko. – Przy otwarciu rzeczywiście wiele firm pomagało, dostarczając materiały budowlane czy elementy wyposażenia – mówi Roman Osadnik, dyrektor Teatru Polonia. Ale choć ostatnio Krystyna Janda, przy protekcji Marka Goliszewskiego, szefa BCC, odwiedziła osobiście wielu dyrektorów największych firm w Polsce, nie znalazła żadnego stałego sponsora.

Jedyną firmą, która wspiera premiery w Teatrze Polonia, jest Centrostal. Datki wpływają również od osób prywatnych, które wykupiły też 300 foteli w dużej sali (500 zł za sztukę), kiedy sponsor nieoczekiwanie się wycofał. Mimo to muszą tak samo zabiegać o bilety, bo teatr ma 100-proc. frekwencję. Teatr Polonia gra codziennie, w weekendy nawet dwa razy dziennie, bo chętnych nie brakuje. Bilety w cenie (20-80 zł) czasami sprzedaje Maria Seweryn, aktorka i córka właścicielki.

Janda jest dyrektorem literackim, artystycznym i programowym, sama gra w jednej trzeciej z 15 aktualnie wystawianych przedstawień. Ma na etacie dziewięć osób z obsługi technicznej. Gabinet dyr. Osadnika znajduje się na pół-piętrze schodów. Przy tych oszczędnościach (dla porównania – personel administracyjno-techniczny w TR liczy 80 osób, w Teatrze Rozrywki w Chorzowie pracuje 250 osób na etacie) udaje im się zarobić na koszty stałe oraz koszty codziennych spektakli (honoraria aktorów i tantiemy autorskie), wynoszące 90 tys. zł miesięcznie. Dorabiają, podobnie jak Montownia, grając zamknięte spektakle dla firm. Montownia czasem wynajmuje sale do kręcenia reklamówek i udostępnia je wędrownym teatrom, od tych drugich kasując 2 tys. zł za wieczór. Dzięki temu może już w 2008 r. wyjść na plus. Osadnik z Polonii nie spodziewa się szybkich zysków, zwłaszcza że teatr wymaga jeszcze sporych modernizacji.

Z tym samym problemem boryka się Emilian Kamiński (etatowy aktor Teatru Narodowego), który najpierw przez 2,5 roku walczył o dotację z UE. A gdy ją otrzymał, bo Urząd Miasta Stołecznego Warszawa poręczył mu weksel na 8 min zł, musiał uporać się ze środowiskową nagonką. Oskarżano go, że za pieniądze miasta buduje własny teatr. Kamiński jest oburzony. – Wynająłem od miasta zabytkową kamienicę, zdobyłem z UE pieniądze na remont, dołożyłem 300 tys. zł z własnych oszczędności – broni się aktor.

Prace budowlane ruszyły późną wiosną. W Kamienicy zaplanowane są trzy sale – kabaretowa, kameralna i klasyczna teatralna na ok. 300 osób, znajdzie się też miejsce na galerię. – Nie zamierzam konkurować z teatrami. Chcę stworzyć nowe miejsce w pejzażu kulturalnym Warszawy – mówi aktor, który nie zdradza koncepcji artystycznej w obawie przed jej skopiowaniem.

Jego pomysł łudząco przypomina jednak Fabrykę Trzciny – centrum artystyczne z restauracją, które w 2003 r. otworzył kompozytor Wojciech Trzciński. Tam też odbywają się koncerty i przedstawienia, jest galeria, miejsce na firmowe imprezy, których i Kamiński nie wyklucza. Teraz jednak aktor szuka menedżera, który przekształci Kamienicę w przedsiębiorstwo. Kamiński szacuje roczny obrót swojego centrum na 2 min zł, ale jak twierdzi, z cyframi musi zmierzyć się na nowo. Pieniędzy na teatrze dramatycznym w Polsce zarobić się nie da. Dlatego np. Montownia już za kilka miesięcy ma zamiar otworzyć pierwszą u nas scenę teatru tańca współczesnego. Takie przedsięwzięcie gwarantuje bowiem wyższe ceny biletów i lepszą frekwencję.

Teatr komercyjny to biznes dla zapaleńców. Wiadomo, że nie chodzi tu o pieniądze, lecz o marzenia o wielkich pieniądzach. Zarabiać czy nie zarabiać, oto jest pytanie.

***

Budżet Kamienicy

8 mln PLN pochłonie remont i przygotowanie trzech

scen w centrum teatralnym Kamienica Emiliana Kamińskiego

Przychody Polonii

90 tys. PLN ze sprzedaży biletów wpływa co miesiąc do kasy Teatru Polonia

Dotacje dla prywatnych

2,4 mln PLN – tyle Urząd Miasta Stołecznego Warszawa przeznaczy w 2007 r. na wspieranie prywatnych scen i grup teatralnych

Budżet 2007

80 mln PLN – tyle wynosi tegoroczny budżet na działalność artystyczną warszawskich teatrów miejskich.

Na zdjęciu””Boska” w reż. Andrzeja Domalika w Teatrze Polonia Krystyny Jandy.»

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.