12
Wrzesień
2008
23:09

Tatarak - Andrzej Wajda, Krystyna Janda, Paweł Szajda

zobacz więcej zdjęć (34)

Tatarak

Tatarak
http://www.tagesspiegel.de/kultur/kino/berlinale/Berlinale-Wettbewerb-Tatarak;art16892,2730166

http://www.youtube.com/watch?v=c3t2EF66KVk&feature=related

http://www.youtube.com/watch?v=ikMKBBDekao&NR=1

http://www.tvp.pl/filmoteka/cykle-filmowe/kocham-kino/wideo/berlinale-2009-ems-1102

http://cineuropa.org/newsdetail.aspx?lang=fr&documentID=90249

http://www.tv5.org/TV5Site/webtv/video-3459-24h_a_Varsovie_Krystyna_Janda_la_grande_dame_du_cinema_polonais..htm
http://www.morgenpost.de/printarchiv/kultur/article1034518/Eine_Liebe_die_zweimal_mit_dem_Tod_endet.html

http://www.fr-online.de/in_und_ausland/kultur_und_medien/spezial_berlinale/1675351_Ein-Diamant-in-der-Asche.html

http://www.maerkischeallgemeine.de/cms/beitrag/11432090/63369/Liebe-und-Tod-BERLINALE.html

http://www.kino-zeit.de/filme/artikel/11382_tatarak.html

http://www.berlinonline.de/berliner-zeitung/archiv/.bin/dump.fcgi/2009/0214/berlinale/0034/index.html

https://secure.vnuemedia.com/hr/film-reviews/film-review-sweet-rush-1003941608.story

http://www.variety.com/review/VE1117939675.html?categoryid=31&cs=1

http://outnow.ch/Movies/2009/Tatarak/Reviews/kino/

Tu jest nawet trailer:
http://www.arte.tv/de/film/Berlinale-2009/Berlinale-Filme-im-Ueberblick/2460844.html

a to mi się najbardziej podoba:
http://data.ent.163.com/movie/product/0000CGOd.html
克里斯提娜·杨达 Krystyna Janda

 

 

  • Historia starzejącej się, doświadczonej życiem i schorowanej doktorowej Marty borykającej się z nudą i wspomnieniami. Żyje ze swym mężem w małym miasteczku. Przypadek sprawi, że przypomni sobie, czym jest miłość, a nawet fizyczna fascynacja. Spotkanie z młodym mężczyzną i jego tragiczna śmierć w trakcie wspólnej kąpieli wywołują w niej uczucia i reakcje, jakich sama się nie spodziewała.

[opis dystrybutora kino]

Pierwszy klaps padł 12 sierpnia w Grudziądzu, zdjęcia potrwają następnie do końca września – poinformowała w Ewa Turczańska, reprezentująca Akson Studio Michała Kwiecińskiego – będące producentem filmu. Bohaterką opowiadania Iwaszkiewicza pt. „Tatarak” jest doktorowa Marta, starzejąca się, doświadczona życiem kobieta, borykająca się z nudą i żyjąca wspomnieniami. Przypadek sprawi, że do Marty na moment „powróci młodość”, kobieta przypomni sobie, czym jest miłość, a nawet – fizyczna fascynacja. Niestety, przygoda będzie miała dramatyczny finał. „Tatarak” to opowieść m.in. o przemijaniu i dojmującym poczuciu utraty.

Opowiadanie Iwaszkiewicza na potrzeby filmu Wajdy zaadaptowała Olga Tokarczuk.

Obok Krystyny Jandy, w „Tataraku” wystąpią Jadwiga Jankowska-Cieślak, Jan Englert i amerykański aktor polskiego pochodzenia Paweł Szajda.

Autorem zdjęć do filmu będzie Paweł Edelman.

 

Ukończyła podstawową szkołę muzyczną, Liceum Sztuk Plastycznych i Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Warszawie. Zadebiutowała na deskach Teatru Ateneum w inscenizacji „Ślubów panieńskich” Aleksandra Fredry. Jej debiutem filmowym była rola studentki szkoły filmowej w wielkim dziele Andrzeja Wajdy „Człowiek z marmuru”. Aktorka zwróciła uwagę krytyków i publiczności. Z Wajdą pracowała także przy filmie „Bez znieczulenia”, „Dyrygencie” oraz „Człowieku z żelaza”.

W latach 70. i 80. Janda najczęściej współpracowała z reżyserem Piotrem Szulkinem. Zagrała w „Golemie”, za co otrzymała Srebrny Asteroid, „Wojnie światów – następne stulecie” oraz w „O-Bi, O-Ba, koniec cywilizacji”.

Za jedną z jej najwybitniejszych ról uznano kreację w filmie Ryszarda Bugajskiego „Przesłuchanie”. Aktorce przyznano Nagrodę Fundacji Kultury Polskiej, nagrodę za najlepszą pierwszoplanową rolę kobiecą na festiwalach w Gdyni i Belgradzie, i wreszcie Nagrodę Jury dla najlepszej aktorki na festiwalu w Cannes. Innymi godnymi uwagi rolami były kreację w filmie Radosława Piwowarskiego „Kochankowie mojej mamy” z 1985 roku i „Dekalogu II” Krzysztofa Kieślowskiego.

Rola doświadczonej przez życie Julii zafascynowanej młodszym mężczyzną w obrazie „Stan posiadania” Krzysztofa Zanussiego przyniosła jej Nagrodę Przewodniczącego Komitetu Kinematografii.

Debiutem reżyserskim Krystyny Jandy był film „Pestka”, jest to adaptacja książki Anki Kowalskiej, w której zagrała też główną rolę. Za ten debiut otrzymała nagrodę na festiwalu polskich filmów fabularnych w Gdyni.

Artystka pojawiła się także w dramacie psychologicznym „Matka swojej matki” z 1996 roku, filmie „Życie jako śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową” Krzysztofa Zanussiego, „Weiserze” Wojciecha Marczewskiego, w adaptacji powieści Stefana Żeromskiego „Przedwiośnie” w reżyserii Filipa Bajona oraz „Parę osób, mały czas”.

W 1999 roku aktorka otrzymała Superwiktora za całokształt twórczości.

Aktorka zagrała w kilku filmach europejskich zbierając pochwalne recenzje i wyróżnienia np. nagrodę w Montréalu za rolę w filmie „Laputa”.

Pojawiała się w serialach lub miniserialach TV, m.in. w „Rodzinie Połanieckich , w tytułowej roli w „Modrzejewskiej” Jana Łomnickiego, w dwóch serialach we własnej reżyserii („Fizjologia małżeństwa”, „Męskie – żeńskie”, również scenariusz) oraz w kilku zagranicznych produkcjach telewizyjnych. Od samego początku kariery nieprzerwanie występuje w Teatrze TV, gdzie stworzyła wiele znaczących kreacji.

Do 1987 roku związana z Teatrem Ateneum, zagrała m.in. rolę Doriany Gray w spektaklu w reżyserii Andrzeja Łapickiego Heloizę w „Heloizie i Abelardzie”, Jenny w „Operze za trzy grosze” Bertolda Brechta (1980), czy Wal w sztuce wyreżyserowanej przez Agnieszkę Holland. Od 1988 roku rozpoczęła współpracę z Teatrem Powszechnym, gdzie wystąpiła w tytułowej roli w „Pannie Julii” Strindberga w reżyserii Andrzeja Wajdy, Medei w spektaklu Zygmunta Hübnera, Gizeli w kolejnej sztuce wyreżyserowanej przez Wajdę – „Dwoje na huśtawce” , w monodramie „Shirley Valentine” Macieja Wojtyszki, „Śmierci i dziewczynie” w reżyserii Jerzego Skolimowskiego. Grała Elektrę, Lady Makbet w spektaklu Mariusza Trelińskiego, Marię Callas w sztuce w reżyserii Andrzeja Domalika oraz Marlenę Dietrich w spektaklu w reżyserii Magdy Umer.

W 2004 roku założyła Fundację Na Rzecz Kultury, której siedzibą od 2005 roku jest Teatr Polonia, powstały w sali kinowej byłego kina.

Krystyna Janda była żoną, zmarłego niedawno Edwarda Kłosińskiego. Jest matką Marii Seweryn oraz dwóch synów Adama i Andrzeja Kłosińskich.

 

WYDARZENIE

 

Andrzej Wajda jako aktor we własnej wersji „Tataraku” Iwaszkiewicza z Krystyną Jandą w roli głównej

5 lipca 2006

 

Na odbywającym się w Karlowych Warach festiwalu filmowym Krystyna Janda opowiedziała o planowanej realizacji filmu na podstawie „Tataraku” Jarosława Iwaszkiewicza.

Starsza już kobieta żyje ze swym mężem, lekarzem, w małym miasteczku w smutku i ciężkiej atmosferze po stracie swego dziecka. Spotkanie z młodym, pełnym życia człowiekiem i jego tragiczna śmierć w trakcie wspólnej kąpieli wywołują w niej uczucia i reakcje, jakich sama się nie spodziewała.

– Ma to być nietypowy obraz – wyznała. – Właściwie rozmowa reżysera z aktorką na temat miłości. Andrzej Wajda napisał scenariusz i wystąpi w tym filmie. Zdjęcia rozpoczną się, gdy reżyser skończy obraz o Katyniu – czytamy w „Rzeczpospolitej”.

W 1965 roku powstała krótkometrażowa telewizyjna realizacja na podstawie tego opowiadania Iwaszkiewicza. Film reżyserował Andrzej Szafrański, zaś w rolach głównych wystąpili Zofia Rysiówna (Marta), Józef Łotysz (Boguś), Monika Dzienisiewicz-Olbrychska (Halinka) i Mieczysław Milecki (doktor).

Andrzej Wajda sięgał po Iwaszkiewicza już kilka razy kręcąc bardzo dobrze przyjmowane: „Brzezinę” oraz„Panny z Wilka”. Od kilku dni w naszych kinach pokazywani są „Kochankowie z Marony”. Film na podstawie prozy Iwaszkiewicza nakręciła Izabella Cywińska. Czyżby wróciła moda na Iwaszkiewicza?

 

[KS]

 

„Tatarak” według Wajdy

PIERWSZY KLAPS NOWEGO FILMU 12 SIERPNIA

Fot. Akson Studio

Wajda rozpoczyna pracę nad nowym filmem Gigant polskiego kina – Andrzej Wajda – zmierzy się tym razem z opowiadaniem Jarosława Iwaszkiewicza, które dla potrzeb filmu zaadaptowała pisarka Olga Tokarczuk. Główną rolę zagra Krystyna Janda.Pierwszy klaps padnie 12 sierpnia w Grudziądzu. Zdjęcia potrwają do końca września – poinformowała w piątek Ewa Turczańska, reprezentująca Akson Studio Michała Kwiecińskiego – głównego producenta filmu.

Bohaterką opowiadania Iwaszkiewicza jest starzejąca się, doświadczona życiem kobieta, która żyje w świecie utkanym ze wspomnień.

Przypadek sprawi, że Marta na nowo doświadczy miłości i fizycznej fascynacji. Finał historii będzie jednak tragiczny. Jak zapowiada reżyser – „Tatarak” to opowieść o przemijaniu i dojmującym poczuciu straty.

U boku Krystyny Jandy wystąpią m.in. Jadwiga Jankowska–Cieślak, Jan Englert, Lesław Żurek i amerykański aktor polskiego pochodzenia Paweł Szajda.

Autorem zdjęć do nowego obrazu Wajdy będzie Paweł Edelman – wielokrotnie nagradzany autor zdjęć m.in. do filmów „Katyń”, „Pan Tadeusz” czy „Pianista”.

ab

Źródło: PAP, tvn24.pl (http://www.tvn24.pl)

 

Tatarak
———
Na stronie http://www.stopklatka.pl/wydarzenia/wydarzenie.asp?wi=48996 czytamy o następującym wydarzeniu:

„Tatarak” Wajdy, najwcześniej po Walentynkach (23 września 2008)

W Warszawie odbyła się konferencja prasowa z twórcami filmu „Tatarak” realizowanego na podstawie prozy Jarosława Iwaszkiewicza. Na spotkaniu obecni byli między innymi odtwórcy głównych ról: Krystyna Janda, Paweł Szajda i Julia Pietrucha, a także producent Michał Kwieciński, reprezentujący Agencję Filmową TVP Sławomir Jóźwik oraz oczywiście reżyser Andrzeja Wajdy.

Film, który pojawi się na dużych ekranach najwcześniej w drugiej połowie lutego 2009 roku, poza opowiadaniem Jarosława Iwaszkiewicza, wykorzystuje jednocześnie wątki tekstu „Nagłe wezwanie” z tomu „Magia” autorstwa węgierskiego pisarza Sandora Maraiego. Jak tłumaczy ten zabieg sam reżyser, chodziło mu o to, aby móc zrobić film kinowy, który później obejrzy pewna liczba widzów.

„Tatarak” Iwaszkiewicza” chodził mi po głowie już od dawna. Problem był zawsze jeden, jak przenieść go na ekran? Trudność polegała na tym, że jest to dość krótkie opowiadanie, a żadnego innego, tego autora, nie dało się z tym połączyć, aby móc zrealizować pełnometrażowy obraz. W końcu zdecydowaliśmy zrobić to na podstawie tylko tego utworu Iwaszkiewicza i zobaczyć, co z tego wyjdzie – powiedział Andrzej Wajda.

Prace na planie zakończyły się 15 września br., a zaczęły 12 sierpnia tego roku w Grudziądzu. Nie jest to też pierwsza próba przeniesienia na ekran twórczości Jarosława Iwaszkiewicza przez twórcę niedawnego „Katynia”. On sam zresztą miał co najmniej dwa powody, dla których krok ten po raz czwarty postanowił zrobić.

Jest to już moja czwarta próba zmierzenia się z prozą Jarosława Iwaszkiewicza, po „Brzezinie” i „Pannach z Wilka”, a także teatrze telewizji zatytułowanym „Noc sierpniowa”, którą Iwaszkiewicz napisał specjalnie dla mnie. Można w tym momencie zadać pytanie czego w tej twórczości poszukuję? Mianowicie tego, czego nie ma w polskiej literaturze, czyli wyrazistych postaci kobiecych – tłumaczy reżyser.

Projekt okazał się być równocześnie pretekstem do ponownego spotkania Wajdy z Krystyną Jandą. Jak sam opowiada: Spotkałem któregoś dnia Krystynę Jandę, która ku memu zaskoczeniu przypomniała mi, że pierwszy raz spotkaliśmy się już 34 lata temu. Pomyślałem, że jest to dobra chwila, aby móc raz jeszcze coś razem zrobić. Szukałem więc jakiegoś pretekstu, aby do takiego zawodowego spotkania mogło wreszcie dojść. I właśnie opowiadanie Jarosława Iwaszkiewicza było najlepszym materiałem, czymś najbardziej owocnym, dla zrealizowania tej myśli.

Andrzej Wajda podkreślił dziś coś jeszcze. Zauważył mianowicie poprawę w polskim kinie, którą obserwuje już od jakiegoś czasu i co według niego potwierdził tegoroczny Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. To właśnie możliwość współpracy z profesjonalistami, młodą krwią, tak bardzo go dziś dopinguje do robienia kolejnych filmów.

Muszę powiedzieć, że jest to też ważny moment w naszym filmowym życiu. To ożywienie polskiego kina, które obserwuję z wielką radością od jakiegoś czasu. Jestem szczęśliwy, że dożyłem chwili kiedy to kino znowu reprezentuje swoją jakość, a ja sam mogę być jego uczestnikiem – zakończył.

W „Tataraku” oprócz wymienionych wykonawców wystąpią także Jadwiga Jankowska-Cieślak (przyjaciółka), Jan Englert (Doktor), Julia Pietrucha (Halinka) oraz Roma Gąsiorowska (gosposia). Film w tej chwili wchodzi w fazę postprodukcji i powinien być ukończony do końca roku. Według słów producenta obrazu, Michała Kwiecińskiego, trwają dopiero negocjacje z potencjalnymi dystrybutorami, ale istnieje prawdopodobieństwo, że tytuł trafi na ekrany po Walentynkach 2009.

Premiera „Tataraku” bez Jandy
FILM WAJDY NA FESTIWALU W BERLINIE
tvn24

„Tatarak” pokazuje jak „film krzyżuje się z życiem aktora” – mówił przed berlińską festiwalową premierą swojego najnowszego filmu Andrzej Wajda. W ten sposób nawiązał do jednego z wątków filmu – osobistej opowieści Krystyny Jandy, która w „Tataraku” zagrała główną rolę. Aktorka na premierę nie przyjechała. – To historia dla niej zbyt osobista i dotkliwa – tłumaczył Jan Englert.
„Tatarak” jest ostatnim filmem pokazywanym w ramach konkursu głównego 59. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Berlinale. – Berliński festiwal ma szczęśliwą rękę. Filmy tu pokazywane zostały zauważone, weszły nie tylko na polskie, ale światowe ekrany – stwierdził Wajda.

Nowy Wajda powalczy o Niedźwiedzia

Najnowszy film Andrzeja Wajdy jest ekranizacją prozy Jarosława Iwaszkiewicza. W „Tataraku” występują m.in. Krystyna Janda, Jan Englert, Jadwiga Jankowska-Cieślak, Julia Pietrucha i Paweł Szajda – amerykański aktor polskiego pochodzenia, znany z filmu „Pod słońcem Toskanii” Audrey Wells (2003), gdzie wystąpił u boku Diane Lane.

– Cieszę się, że dyrekcja berlińskiego festiwalu filmowego znalazła miejsce dla starego reżysera i jego filmu – mówił reżyser.

Powrót do Iwaszkiewicza

Wajda przyznał, że „Tatarak” powstał z dwóch powodów. Po pierwsze – jak mówił – po filmie „Katyń” szukał jakiegoś innego tematu, który „uwolniłby go od wszystkich napięć, jakie tamten film niósł ze sobą”. – Dlatego wróciłem do autora, który zawsze dawał mi wielką radość – Jarosława Iwaszkiewicza – powiedział reżyser. Na podstawie utworów tego autora powstały także wcześniejsze filmy Wajdy „Panny z Wilka” i „Brzezina”.

„Tatarak” według Wajdy
Drugim powodem była chęć ponownego spotkania się na planie z Krystyną Jandą – dodał. „Tatarak” nie powstał jednak dwa lata temu, jak planowano, lecz dopiero w zeszłym roku, ze względu na ciężką chorobę męża aktorki.

Dwie opowieści

W filmie „Tatarak” Krystyna Janda zagrała główną bohaterkę, doktorową Martę – dojrzałą, doświadczoną życiem kobietę, która żyje wspomnieniami. Przypadek sprawia, że do Marty na moment „wraca młodość”. W życiu doktorowej pojawia się młody mężczyzna. Kobieta przypomina sobie, czym jest bliskość. Niestety, przygoda będzie miała smutny finał. „Tatarak” to m.in. opowieść o przemijaniu i o dojmującym poczuciu utraty.
Nigdy nie zdarzyło mi się, bym dostał tak bolesne wyznanie aktora na jego osobisty temat. Przeczytałem i zadałem jej proste pytanie: czy dajesz mi te kartki, żebym ja to przeczytał, czy ty chcesz to powiedzieć do kamery. Ona (Janda) nagle ku mojemu zdziwieniu powiedziała: ja to powiem do kamery.
Andrzej Wajda

Rozwinięciem opowiadania jest nakręcona w ciemnym, prawie pustym pokoju hotelowym osobista opowieść aktorki o chorobie i śmierci jej męża, operatora Edwarda Kłosińskiego. Zmarł on w styczniu 2008 r.

„Film krzyżuje się z życiem aktora”

Na początku nie było jasne, czy opowieść Krystyny Jandy znajdzie się w filmie. – Dokładnie w dniu, kiedy skończyliśmy realizację części filmu opartej na opowiadaniu, Krystyna Janda wsunęła mi do ręki kilka kartek i powiedziała: „przeczytaj to” – relacjonował reżyser.

– Zrobiłem 50 filmów, wydawało mi się, że mam już za sobą wszystkie sytuacje, jakie zachodzą pomiędzy aktorami a reżyserem. Tymczasem okazało się, że nie – mówił Wajda. Według niego „Tatarak” pokazuje, jak „film krzyżuje się z życiem aktora”.

Premiera bez Jandy

Krystyna Janda nie pojawiła się na Berlinale. O powodach jej decyzji poinformował Jan Englert. – To historia dla niej zbyt osobista i dotkliwa. To, co się wiąże z publicznymi pokazami i naszym zawodem, ten rodzaj jarmarku, w którym uczestniczymy, byłby zbyt dużym wysiłkiem dla pewnej ofiarności, jaką (Janda) włożyła w swą rolę – wyjaśnił Englert.

Złoty Niedźwiedź już w sobotę

Laureata Złotego Niedźwiedzia za najlepszy film na tegorocznym Berlinale poznamy w sobotę wieczorem. Przyznane zostaną też Srebrne Niedźwiedzie – m.in. dla najlepszego reżysera, aktora i aktorki.

mon

W Berlinie wyświetlono najnowszy film Wajdy
sobota 14 lutego 2009 07:30

Poruszająca spowiedź Krystyny Jandy

Najnowszy film Andrzeja Wajdy, pokazany po raz pierwszy oficjalnie wczoraj na festiwalu w Berlinie „Tatarak”, w mniejszym stopniu jest ekranizacją opowiadania Jarosława Iwaszkiewicza, w większym – przejmującym i osobistym monologiem Krystyny Jandy.

Szary pokój, łóżko przykryte czarną kapą, okna z widokiem na podwórze i kobieta w żałobie. W dekoracjach rodem z obrazu Edwarda Hoppera Krystyna Janda rozpoczyna przerażająco szczery monolog, w którym krok po kroku opisuje, jak jej mąż, operator Edward Kłosiński, umierał na raka. Opowiada bez egzaltacji, bez aktorskiej szarży, co – jeśli pamiętamy o jej tradycyjnym emploi – zaskakuje. Janda mówi, jakim Kłosiński był towarzyszem życia, jak wspólnie budowali warszawski Teatr Polonia, ale przede wszystkim precyzyjnie przywołuje detale z każdego etapu choroby – jak złościł się na nią, gdy wydano jej wyniki jego badań tylko dlatego, że jest popularną aktorką, jak znosił chemię, jak żył pod aparatem tlenowym. Jednak jej opowieść nie jest monumentalną półgodzinną przemową, widz otrzymuje ją w kilku dawkach, splecioną z dwiema historiami. Tą wzięta z Iwaszkiewicza, opowiadającą o przerwanym tragicznym wypadkiem uczuciu dojrzałej kobiety o imieniu Marta do 20-letniego chłopca. I tą, która rozgrywa się na planie filmu na podstawie „Tataraku”.

Pierwszy pomysł scenariuszowy to struktura filmu w filmie: kręcąca „Tatarak”, grana przez Jandę bohaterka miała uciec z planu i przeżyć przygodę podobną do historii postaci odtwarzanej przez nią w ekranizacji Iwaszkiewicza. Czyli spędzić noc z przygodnie spotkanym mężczyzną, odkryć, że to uczucie jej życia i nie spotkać go już nigdy potem. Ta część pierwotnego scenariusza „Tataraku” powstała na podstawie historii, którą Wajda usłyszał jako autentyczną w latach 70. podczas pobytu w Moskwie. Dotyczyła rosyjskiego aktora, który kręcąc na ulicy film, wypatrzył w tłumie gapiów dziewczynę, umówił się i spędził z nią noc. Gdy rano poszedł do sklepu kupić coś na śniadanie, odkrył, że w labiryncie identycznych bloków nie potrafi odnaleźć mieszkania swojej kochanki. Dziewczyna, sądząc zapewne, że miał takich romansów wiele, więcej na planie się nie pokazała. Wajda opowiedział tę anegdotę Jerzemu Gruzie, który napisał na jej podstawie scenariusz „Blok mieszkalny”. Film miał powstać w latach 70., a jako obsadę rozważano Władimira Wysockiego i jego żonę Marinę Vlady.

Do tekstu Wajda wrócił niedawno, zlecając jego odświeżenie kilku osobom. Na tekście Gruzy w połączeniu z opowiadaniem Iwaszkiewicza pracowało kilka osób, m.in. Władysław Pasikowski, Olga Tokarczuk (która nadal figuruje w wielu serwisach informacyjnych jako autorka scenariusza „Tataraku”, choć w czołówce filmu jest nim sam Wajda) i Krystyna Janda. Ta ostatnia we wstępnej propozycji przedstawionej reżyserowi włożyła w swój tekst osobiste akcenty bezpośrednio odnoszące się do śmierci jej męża. Wajdzie pomysł się spodobał i ostatecznie zamiast historii miłosnej o ucieczce z planu powstał 19-stronicowy monolog dotyczący relacji aktorki z Edwardem Kłosińskim.

Z ekranu Janda opowiada widzowi, że telefon od Wajdy w sprawie kręcenia filmu odebrała w samochodzie – w dniu, w którym badania potwierdziły nieuleczalną chorobę jej męża. Przez chwilę myślała, że będzie mogła grać, że plenery – planowane w Grudziądzu, gdzie ostatecznie powstał film – da się przenieść bliżej Warszawy. Szybko okazało się, że nie da się tych rzeczy pogodzić. „Edward powiedział mi: ” – mówi do widza Janda. Poczekał siedem miesięcy po śmierci Kłosińskiego, a pomysł nabrał skrajnie różnego od pierwotnej wersji kształtu. Scena ucieczki z planu pojawia się w nim wprawdzie, ale bez dalszej części historii i z zupełnie nowym znaczeniem. Janda ucieka, by przerwać zdjęcia do filmu, by być z mężem, który daje coraz wyraźniejsze sygnały, że jej potrzebuje.

To nie pierwszy przypadek w karierze Wajdy, gdy reżyser gra z biografią własną lub swoich przyjaciół. W powstałym w 1968 r. filmie „Wszystko na sprzedaż” podobnie jak tutaj powodem takiej decyzji była strata. Wtedy miał zagrać reżysera poszukującego aktora wzorowanego na Zbyszku Cybulskim. Osadził aktorów pod ich własnymi imionami, w roli żony reżysera wystąpiła jego ówczesna żona Beata Tyszkiewicz. Ostatecznie powierzył rolę siebie Andrzejowi Łapickiemu. Tym razem odważył się stanąć przed kamerą – w początkowych scenach pojawia się, omawiając z aktorami – Jandą i Janem Englertem – sceny z „Tataraku”.

Czy ten eksperyment – mieszania filmu w filmie ze spowiedzią Jandy – wyszedł filmowi na dobre? Otóż tak. Monolog aktorki doskonale komponuje się z tym, co dzieje się we właściwym, Iwaszkiewiczowskim „Tataraku”, włącza się nienachalnie, w odpowiednich momentach, i odnosi się do nich tematycznie. Może trochę gorzej łączą się z całością sceny kręcenia filmu, bardzo zgrabne na początku, w drugim wejściu – ucieczce Jandy z planu – wypadają sztucznie i są nie do końca uzasadnione. Już lepsze są drobne sugestie umowności kręconego filmu, jak choćby scena, w której chcąc zachęcić swojego młodego znajomego, by czytał książki, bohaterka Jandy Marta podsuwa mu… „Popiół i diament”.

Mimo to powrót do kameralnego kina wyszedł Wajdzie tylko na dobre. Pięknie plastycznie zakomponowany film, w którym każdy kadr ma wagę malarskiego dzieła, z dużą siłą działa na emocje widza. Janda w swoim monologu nie daje recepty, jak zmierzyć się ze stratą, dzieli się z widzem najbardziej prywatnymi obserwacjami, bez patosu przyznaje, że nie wie, jak po miesiącach napięcia była w stanie wyjść na scenę w kilka godzin po śmierci Kłosińskiego, by zagrać „Boską”. Jej odwagi i chłodnego oglądu tego, co się stało, nie sposób nie docenić. To chyba zresztą bardziej jej film niż Wajdy – w dużej mierze wymyślony przez nią i bez niej niemożliwy.

Na pierwszym prasowym pokazie brawa były skromne. Ale to film bardzo udany, dystansujący dorobek Wajdy z lat 90. o kilka długości i jeden z najlepszych w tegorocznym berlińskim konkursie. Nie zdziwiłoby mnie, gdyby dostał jedną z głównych nagród. Dowiemy się tego w sobotę wieczorem. Już wiemy, że filmem zainteresowali się zagraniczni dystrybutorzy. Michael Barker, szef Sony Pictures Classics, poważnego dystrybutora kina niezależnego, rozważa wprowadzenie filmu do kin w USA.

Magdalena Michalska
„Dziennik”

„Samobójczo odważny film”
PIERWSZE RECENZJE „TATARAKU” ANDRZEJA WAJDY
TVN24

„Tatarak”, najnowszy film Andrzeja Wajdy, otrzymał na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Berlinie pierwsze recenzje. Film polskiego reżysera jest nominowany do nagrody Złotego Niedźwiedzia Berlinale.
„Diament w popiele”, „Samobójczo odważny film”, to tylko niektóre z komentarzy, które pojawiły się po premierze polskiego filmu na Festiwalu w Berlinie.

Niemcy zachwyceni „Tatarakiem”

Wajda jeszcze raz nakręcił prawdziwie osobisty film, minimalistyczne dzieło o szczerej poetyckiej sile.
Daniel Kothenschulte, recenzent „Frankfurter Rundschau”

– Jestem bardzo szczęśliwy, że mój nowy film mogłem pokazać po raz pierwszy publiczności właśnie tu – w Berlinie. Ten festiwal przynosi mi szczęście – powiedział Andrzej Wajda po wczorajszym premierowym pokazie swojego najnowsze dzieła „Tatarak”. Recenzent „Frankfurter Rundschau” Daniel Kothenschulte uznaje film Wajdy za najbardziej interesujący film biograficzny.

– Wajda jeszcze raz nakręcił prawdziwie osobisty film, minimalistyczne dzieło o szczerej poetyckiej sile – pisze Kothenschulte.

„Tatarak” dla Jandy

-Zrobiłem ten film z dwóch powodów – mówił na konferencji prasowej Wajda. – Po pierwsze szukałem tematu, który uwolniłby mnie od wszelkich obciążeń, jakie niósł ze sobą „Katyń”. Ale ważniejsze było pragnienie artystycznego spotkania z Krystyna Jandą, która przecież swoje pierwsze aktorskie kroki stawiała w moim filmie.

Reżyser podkreślił, że opowiadanie Iwaszkiewicza, na którego podstawie powstał film, idealnie nadawało się do tego celu. – Miałem nadzieję, że będzie to tekst wystarczająco satysfakcjonujący dla tak utalentowanej aktorki.
Jestem wdzięczny dyrekcji festiwalu, powiedział reżyser na konferencji prasowej

Smutny finał

Najnowszy film Andrzeja Wajdy jest ekranizacją prozy Jarosława Iwaszkiewicza. W „Tataraku” obok Jandy występują m.in. Jan Englert, Jadwiga Jankowska-Cieślak, Julia Pietrucha i Paweł Szajda – amerykański aktor polskiego.
Zrobiłem ten film z dwóch powodów. Po pierwsze szukałem tematu, który uwolniłby mnie od wszelkich obciążeń, jakie niósł ze sobą „Katyń”. Ale ważniejsze było pragnienie artystycznego spotkania z Krystyna Jandą, która przecież swoje pierwsze aktorskie kroki stawiała w moim filmie.
Andrzej Wajda

W filmie Krystyna Janda zagrała główną bohaterkę, doktorową Martę – dojrzałą, doświadczoną życiem kobietę, która żyje wspomnieniami. Przypadek sprawia, że do Marty na moment „wraca młodość”. W życiu doktorowej pojawia się młody mężczyzna. Kobieta przypomina sobie, czym jest bliskość.

Niestety, przygoda będzie miała smutny finał. „Tatarak” to m.in. opowieść o przemijaniu i o dojmującym poczuciu utraty. Ten wątek filmu jest oparty na osobistych doświadczeniach Krystyny Jandy i opowiada o jej związku z Edwardem Kłosińskim.

Reżyser dzieli się z aktorem

W „Tataraku” kryją się jeszcze głębsze intencje. W jednej ze scen w hotelowym pokoju, Janda wspominając męża mówi: „Zadziwiające, jak duże znaczenie w życiu człowieka ma zawód”. „Tatarak” to również opowieść o aktorstwie, o tym jak osobowość i losy aktora splatają się z materią filmu.

Wajda zrobił już kiedyś taki obraz – we „Wszystko na sprzedaż” rozliczył się z legendą Zbyszka Cybulskiego. Ale jego najnowszy film to historia znacznie bardziej intymna, w której reżyser decyduje się na nadzwyczajny artystyczny gest – dzieli się dziełem ze swoim aktorem.
Film dla Jandy

Powrót do podejmowanego już wątku filmu w filmie to zresztą nie jedyne autotematyczne odniesienie w „Tataraku”. Gdzieś udało się przemycić „Popiół i diament”, inna jeszcze scena przywołuje wspomnienia „Brzeziny” i „Panien z wilka” – czyli dzieł Iwaszkiewicza, które Wajda przeniósł na duży ekran. Subtelne siatki odniesień, filmowe wspomnienia, ten sam krąg współpracowników – wszystko to czyni z „Tataraku” obraz w pewien sposób nostalgiczny.

„Zbyt prywatny”

Tabloid „BZ” pisze natomiast, że film nie ma szans na Złotego Niedźwiedzia, gdyż jest zbyt prywatny, a monologi Jandy są wstrząsające.

Widownia w Berlinie przyjęła film bardzo ciepło, co w kontekście nie najlepszych recenzji z innych startujących w konkursie obrazów (wygwizdany Lukas Moodysson czy rozczarowujący Francois Ozon), może wróżyć obiecująco.

Ale najważniejsze są odczucia samych widzów. Jeden z nich na konferencji prasowej wyraził nie tylko podziw dla odwagi aktorki, która postanowiła podzielić się swoimi przeżyciami, ale podziękował też reżyserowi: – Opowiedział pan swoim filmem bardzo uniwersalny i odwieczny temat – powiedział. Czy to wystarczy, by zdobyć festiwalowy laur? O tym przekonamy się już podczas sobotniego rozdania nagród.

Laureata nagrody Złotego Niedźwiedzia za najlepszy film poznamy dziś wieczorem.

Monika Borycka/msz/sm/bea

Recenzje: „Tatarak” Wajdy to diament w popiele
awe, PAP
2009-02-14

„Tatarak” Andrzeja Wajdy to „diament w popiele tegorocznego konkursu” na festiwalu Berlinale – napisał dziennik „Frankfurter Rundschau” o nowym filmie polskiego reżysera.
Krystyna Janda w ”Tataraku”. Film Wajdy nie porusza żadnego współczesnego problemu,mówi o czymś tak elementarnym i tajemniczym, jak zderzenie sztuki ze śmiercią

Premiera „Tataraku” odbyła się w piątek późnym wieczorem na 59. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Berlinie. Recenzent „Frankfurter Rundschau” Daniel Kothenschulte (który nawiązał do tytułu filmu Wajdy z 1958 r. „Popiół i Diament” na podstawie powieści Jerzego Andrzejewskiego) uznaje „Tatarak” za najbardziej interesujący film biograficzny konkursu Berlinale. – Wajda jeszcze raz nakręcił prawdziwie osobisty film, minimalistyczne dzieło o szczerej poetyckiej sile – pisze.

„Tatarak” jest „poruszającą medytacją o śmierci. Niemal samobójczo odważny film- – napisał z kolei dziennik „Tagesspiegel”.

– W zeszłym roku Wajda był na Berlinale z „Katyniem”. W „Tataraku” znów chodzi o śmierć, ale nie tak nieuniknioną i bezsensowną, jaką dyktuje często historia. Tym razem 82-letni Polak nakręcił wielką, subiektywną medytację o umieraniu – napisał dziennik.

„Zbyt prywatny film”

Z kolei berliński tabloid „BZ” ocenia, że „wstrząsające” są monologi Krystyny Jandy o jej prawdziwej żałobie, nakręcone w pokoju hotelowym. Gazeta dodaje jednak, że film Wajdy raczej nie ma szans na Złotego Niedźwiedzia Berlinale. – Jest zbyt prywatny – pisze „BZ”.

Najnowszy film Andrzeja Wajdy jest ekranizacją prozy Jarosława Iwaszkiewicza. Krystyna Janda zagrała główną bohaterkę, doktorową Martę – dojrzałą, doświadczoną życiem i śmiertelnie chorą kobietę, która jednak nie wie, że może nie przeżyć lata. Przypadek sprawia, że w jej życiu doktorowej pojawia się młody mężczyzna.

Rozwinięciem opowiadania jest nakręcana w ciemnym, prawie pustym pokoju hotelowym osobista opowieść aktorki o chorobie i śmierci jej męża operatora Edwarda Kłosińskiego. Zmarł on w styczniu 2008 r. Monolog Jandy kilkakrotnie przerywa fabułę „Tataraku”. Obie historie krzyżują się, Janda gra zarówno doktorową Martę jak i siebie samą.

Laureata nagrody Złotego Niedźwiedzia za najlepszy film poznamy w sobotę. Za faworytów uchodzą „London River” francuskiego reżysera Rachida Bouchareba, amerykański film „The Messenger” Orena Movermana oraz niemiecki thiller „Sturm” w reż. Hansa-Christiana Schmida.

Tatarak: powrót Mistrza Wajdy
Krzysztof Kwiatkowski z Berlina
Newsweek, 14 lutego 2009

Wśród czystej rozrywki i doraźnych, niemal publicystycznych filmów, jakie ostatnio zalewają ekrany świata, „Tatarak” Andrzeja Wajdy przypomniał, że kino może zadawać wielkie pytania. Że może opowiadać o śmierci, życiu, sztuce.

W „Tataraku” Wajda wrócił do twórczości Jarosława Iwaszkiewicza, wzbogacając ją o wątki z prozy Sandora Maraia. Opowiedział historię „pani Marty” – żony małomiasteczkowego lekarza, która przeżywa fascynację młodym człowiekiem. Kobieta, choć o tym nie wie, jest nieuleczalnie chora. Śmierć jednak wcześniej dosięga 20-latka, który topi się w rzece, zrywając taratak. Ta historia jest filmem w filmie, na ekranie pojawia się nawet sam Andrzej Wajda. W całość wpleciony jest też monolog Krystyny Jandy – bolesna, przejmująco szczera opowieść o śmierci jej męża – operatora Edwarda Kłosińskiego.

Ból, cierpienie, rozpacz. To wszystko odciśnięte jest na celuloidowej taśmie. „Kiedy dostałam opis rentgena zadzwoniłam do znajomej lekarki. Powiedziała tylko „czytaj” i „współczuję”” – mówi Krystyna Janda w ciemnym, hotelowym pokoju. Nie patrzy w kamerę. Podchodzi do okna, siada na krześle. Jakby przeżywała wszystko od nowa. Na śmierć najbliższej osoby nie można być przygotowanym, nie da się z nią pogodzić. Zawsze zostaje żal: ktoś odszedł, a świat trwa dalej. Jakby nic się nie zmieniło. Tylko wspomnienia bolą.

Śmiercią naznaczone jest w „Tataraku” wszystko. „Kiedyś wokół nas było tyle dzieci” – mówi przyjaciółka Marty. W domu głównych bohaterów na klucz zamknięty jest pokój, w którym mieszkali ich synowie. Zginęli w powstaniu. Ze zdjęć zawieszonych na ścianach uśmiechają się dwaj chłopcy w żołnierskich hełmach. Teraz doktor i jego żona żyją samotnie, ich dni wypełnione są codzienną rutyną.

„Tatarak” jest także filmem o tęsknocie za młodością, której rozpaczliwie szuka starzejąca się, wypalona kobieta. To witalność i energia fascynują Martę w prostym, prymitywnym, nieco topornym dwudziestolatku. Marta czepia się jego młodości, jakby chciała na siłę trzymać się życia, uciec przed wspomnieniami i pustką.
Nowy obraz Wajdy to również rozprawą o sile sztuki i cenie, za jej uprawianie. O przenikaniu się fikcji i rzeczywistości. Sztuka nie niesie tu ukojenia. „Robiłam mu zdjęcia. Jako operator wiedział, jakie to ważne, by zatrzymać moment” – mówi w swoim monologu Krystyna Janda. I dalej: „Teraz ciągle oglądam te zdjęcia”. Ale czy to uśmierza ból?

Jest odwrotnie. Sztuka wysysa, artysta oddaje jej siebie, własne emocje, własne szczęście i własny ból. W iwaszkiewiczowskiej części „Tataraku” Marta rozpacza nad ciałem wyciągniętego z wody, martwego chłopaka. To wstrząsająca scena. Czy Janda ją gra czy wyrzuca z siebie własne cierpienie?
„Nie wiem jak mogłam tego wieczoru wyjść na scenę” – mówi w swoim monologu. Wtedy naprawdę zagrała w „Boskiej”.

Wielką opowieść o istocie sztuki podkreślają nawet dialogi i styl gry aktorów w ekranizacji Iwaszkiewicza. Nieco teatralne, świadomie odwołujące się do konwencjonalnych przedstawień. Ale ta pozornie statyczna forma kryje prawdziwy krzyk rozpaczy.

Andrzej Wajda stworzył film uniwersalny. A jednocześnie bardzo polski. Jest w nim kilka delikatnych sygnałów, które może odebrać tylko widz wychowany nad Wisłą. Jak rozliczenie z inteligencką tradycją, gdy mówiąc o śmierci synów, Marta wzdycha: „Musieli pójść do powstania. Tak ich wychowaliśmy”. Jak melodia z „Pożegnań”, przy której młodzi tańczą na małomiasteczkowej zabawie. Jak niezwykłej urody rozlewiska Wisły, które trwają, choć wokół nich wszystko się zmienia.

„Tatarak” jest dziełem gęstym, precyzyjnym, w którym każda scena ma znaczenie. To niezwykły eksperyment z formą filmową. Ale przede wszystkim wielki triumf Krystyny Jandy. Trzydzieści kilka lat temu Andrzej Wajda zrobił z niej gwiazdę oferując jej rolę w „Człowieku z marmuru”. Dziś spłaciła swój dług. Ten film jest jej. Przekroczyła w nim granice intymności i bezpieczeństwa. To dzięki niej „Tatarak” jest dziełem wielkim.

Nowy obraz Wajdy nie wszystkim będzie się podobał. Padną zarzuty, że reżyser nie wykorzystał całej głębi opowiadania Iwaszkiewicza. Ale to nie jest zwykła ekranizacja. To dzieło wykraczające poza ramy literatury.

Odeszli już na zawsze mistrzowie XX wiecznego kina — Fellini, Visconti, Antonioni, Bergman. Andrzej Wajda jest jednym z ostatnich, którzy wciąż tworzą. „Tatarakiem” udowodnił, że nie chce być mistrzem postawionym na pomnikowym cokole, że wciąż potrafi widza zaskoczyć.

 

echa nagrody

przez nat N, 15.02.2009 11:05

08:00, 15.02.2009 /tvn24.pl, stopklatka.pl, PAP
„Stary reżyser dostał nagrodę za nowe horyzonty”

– Nigdy nie przypuszczałem, że stary reżyser może dostać nagrodę za wyznaczanie nowych horyzontów kina. Świat się kończy – Andrzej Wajda nie mógł ukryć radości i zaskoczenia po odebraniu nagrody w Berlinie. Film polskiego reżysera „Tatarak” został wyróżniony nagrodą im. Alfreda Bauera (twórcy festiwalu), przyznawaną „za innowacyjność”. – To bardzo ważna nagroda, z której powinien się cieszyć, której serdecznie mu gratulujemy – powiedział TVN24 krytyk filmowy Wiesław Kot.

„Tatarak” pokazuje jak „film krzyżuje się z życiem aktora” – mówił przed… czytaj więcej »
– To nagroda dla Krystyny Jandy, która oddała temu filmowi nie tylko talent, ale też część swojego życia – mówił szczęśliwy reżyser, kiedy wręczano mu nagrodę. – Jestem bardzo szczęśliwy, że – jako najstarszy chyba reżyser na tej sali – otrzymuję nagrodę po debiutach, które tu widzieliśmy – komentował w swoim stylu werdykt jury nasz reżyser.

Swoje słowa ze sceny powtórzył nieco później. Reżyser podkreślił swoją radość z powodu tego, że razem „z młodymi reżyserami, którzy zaczynają swoje życie filmowe”.

Telefon do Jandy

Utrzymać emocji w ryzach się nie dało. Andrzej Wajda niemal natychmiast zadzwonił do Krystyny Jandy – głównej aktorki „Tataraku”, by podzielić się dobrymi nowinami. – Bardzo się ucieszyła. Jest szczęśliwa, że film został zauważony. Dla polskiego reżysera jest to o tyle ważne, że być może tym sposobem mój film znajdzie się na ekranach jeszcze tej wiosny – powiedział Wajda.

Jakie kino?

Choć emocje rozpierały, przyszedł też czas na ogólniejszą refleksję nad kinem. Zdaniem Wajdy „nowym horyzontem” w sztuce filmowej jest połączenie filmu fabularnego z filmem dokumentalnym. – Spodziewam się, że to będzie przyszłość kina. Wiele oczekuję od tej kombinacji. To by ożywiło film fikcyjny, dało mu drugi wymiar. Spodziewam się, że to jest kino przyszłości – mówił reżyser na konferencji prasowej.

Dla uhonorowanego w Berlinie reżysera, przyszłość to kino, które odgrywa rolę społeczną i polityczną. W jego ocenie „prawdziwe filmy robi się ze strachu – że świat nie idzie w tę stronę, w którą powinien, ludzie nie są tacy, jak byśmy się spodziewali, że istnieje wojna, przemoc, a ludziom dzieje się krzywda”.

To nie film do multipleksów

Krytyk filmowy Wiesław Kot, ocenił że dostał on nagrodę boczną, ale bardzo ważną. – Z której powinien się cieszyć i której mu bardzo serdecznie gratulujemy – powiedział Kot. I dodał: – Andrzej Wajda wkracza w wiek sędziwy i będzie teraz – mam nadzieję – kręcił niespiesznie filmy kameralne – bo do takich właśnie należy ta opowieść.

Krytyk podkreślił przy tej okazji, że nie jest to obraz, który mógłby być pokazany w każdym kinie. – Gdzie taki film może znaleźć swoje miejsce, gdzie taki film znalazłby w Polsce swoje miejsce? Na przeglądach, w kinach klubowych najrozmaitszych, w projekcjach na wyższych uczelniach i w innych tego typu instancjach. Niekoniecznie, a nawet wcale nie, w multipleksach, w tego typu kinach, które opanowały nasze miasta i gdzie my właściwie na co dzień chodzimy do kina, ponieważ tam jest czysta komercja – powiedział Kot.

Niedźwiedź nie dla faworyta

Nie można zapomnieć o innych nagrodzonych w Berlinie. „Złotego Niedźwiedzia” – główną nagrodę festiwalu – otrzymała pochodząca z Peru Claudia Llosa za film „La teta asustada”. Obraz nie był faworytem bukmacherów. Najnowszy film Llosy to nasycona alegoriami, symboliką i peruwiańskimi legendami opowieść o strachu, smutku i cierpieniu. Jej tło stanowią burzliwe i pełne przemocy wydarzenia z historii Peru.

Za najlepszą aktorkę 59. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Berlinale uznano Austriaczkę Birgit Minichmayr za rolę w filmie „Alle Anderen”. W kuluarach mówiło się, że duże szanse na tę właśnie nagrodę ma Krystyna Janda. „Srebrnego Niedźwiedzia” dla najlepszego aktora otrzymał Sotigui Kouyate („London River”), a dla najlepszego reżysera Irańczyk Asghar Farhadi za film „Darbareye Elly”.

Dwie historie

„Tatarak” był ostatnim filmem pokazywanym w ramach konkursu głównego berlińskiego festiwalu. Najnowszy obraz Andrzeja Wajdy Wajdy to opowieść o starzejącej się, doświadczonej życiem, schorowanej kobiecie (w tej roli Krystyna Janda), która boryka się z nudą i samotnością u boku wiecznie zapracowanego męża lekarza. W końcu spotyka młodego mężczyznę i zaczyna przeżywać drugą młodość, znowu czuć się kobietą.

Rozwinięciem opowiadania jest nakręcona w pokoju hotelowym osobista opowieść aktorki o chorobie i śmierci jej męża operatora Edwarda Kłosińskiego. Zmarł on w styczniu 2008 r. Monologi Jandy kilkakrotnie przerywają fabułę „Tataraku”. Obie historie krzyżują się.

Lista nagrodzonych:

Złoty Niedźwiedź
„La Teta asustada” reż. Claudia Llosa

Srebrny Niedźwiedź – Grand Prix Jury
„Alle Anderen” reż. Maren Ade
„Gigante” reż. Adrian Biniez

Srebrny Niedźwiedź (reżyseria)
Asghar Farhadi za film „Darbareye Elly”

Srebrny Niedźwiedź (aktorka)
Birgit Minichmayr za „Alle Anderen”

Srebrny Niedźwiedź (aktor)
Sotigui Kouyate za „London River”

Srebrny Niedźwiedź (wkład artystyczny)
Zoltan Karaszek – dźwięk w „Katalin Varga”

Srebrny Niedźwiedź (scenariusz)
Alessandro Camon i Oren Moverman
za „The Messenger”

Nagroda im. Alfreda Bauera
Adrian Biniez za film „Gigante”
Andrzej Wajda za film „Tatarak”

Nagroda za debiut reżyserski
Adrian Biniez za film „Gigante”


Berlinale 2009. Życzę każdemu tak pouczającego festiwalu
16 lutego 2009

Tegoroczny Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Berlinie przeszedł już do historii. Z pewnością zapisze się w niej jako edycja niezwykle różnorodna, na której „dużo się działo”: światowe kino zaprezentowane zostało w wielu przeróżnych formach, filmy popularne przeznaczone dla szerokiej publiczności wyświetlane były tu obok artystycznych adresowanych do wąskiego grona widzów, a mainstream sąsiadował z obrazami niezależnymi i autorskimi. Poza tym wydarzyło się w tym roku w Berlinie dużo, dużo więcej.

Atrakcji dostarczali widzom także: filmowcy mówiący w swoich filmach o sprawach najważniejszych prawdziwie i wiarygodnie, a czasem bredzący kompletnie bez sensu; konkurs, w którym dominować miały hasła o kryzysie i globalizacji, a który nie do końca był właśnie taki oraz Andrzej Wajda, jeden z największych bohaterów tegorocznej imprezy, który kolejnym dowodem poparł tytuł Mistrza od lat stawiany przed jego nazwiskiem. „Stary reżyser”, jak sam siebie nazywa, dał się uwieść modnemu minimalizmowi, a malkontentom biadolącym nad „popadaniem w patos” i „unikaniem nowych interpretacji”, udowodnił, że nie ma problemu z realizacją filmu, który otrzyma nagrodę za innowacyjność. „Tatarak”, to dojrzałe, osobiste kino kontynuujące wątki obecne już w jego twórczości – krzyk przeciwko śmierci i przemijaniu. Wajda łączy w nim kilka form: tradycyjną ekranizację opowiadania Jarosława Iwaszkiewicza o kobiecie, która w przeczuciu śmierci zaczyna szukać młodości, przejmujące monologi Krystyny Jandy, w których aktorka z odwagą dzieli się rozpaczą, strachem, poczuciem bezsilności i straty jakie towarzyszyło odchodzeniu jej męża, a także swoisty „making-off” z okresu realizacji „Tataraku”, w którym wraz z Jandą jawią się jako artyści, dla których obroną przed nicością, przemijaniem i śmiercią jest ich uszlachetnienie i oswojenie w sztuce, a także sam akt tworzenia.

Andrzej Wajda z nagrodą

Życzę każdemu tak pouczającego festiwalu, bo choć w jego podsumowaniach pojawiają się zarzuty o niespójność i zamotanie w pułapce programowego hasła o kryzysie i globalizacji, to zaprezentowanych zostało na nim sporo filmów świeżych i naprawdę ważnych. Tak jak obraz Wajdy i Jandy wyrafinowanych i mądrych, a także realizowanych przez twórców tworzących to o co chodzi na Berlinale – kino zaangażowane, otwierające oczy na problemy jakimi żyje świat i zanurzone w lokalnej kulturze. Twórcy tych obrazów za pomocą kamer opowiadają historie, które dotykają najbardziej palących świat kwestii: stosunku do inności, spraw kobiet, problemów władzy, krytycznie wypowiadają się o sprawach swoich narodów. Nie rezygnują też z zadawania zasadniczych pytań o stan ducha człowieka uwikłanego w historię często demaskują w ten sposób systemy, które nas ograniczają, i szerzą idee wyzwolenia i wolności.

To właśnie takie filmy wzbudziły w Berlinie największe zainteresowanie, zebrały najlepsze recenzje, a także nagrodzone zostały przez jury, któremu przewodziła w tym roku Tilda Swinton, wychowanka piewcy wolności artystycznej – Dereka Jarmana.
(…)

Stopklatka

Spada ranga Berlinale
„Dziennik”, poniedziałek 16 lutego 2009 08:00

Zupełnie nietrafiony werdykt – nie tylko jeśli chodzi o Złotego Niedźwiedzia, ale także o większość kategorii – powtarza błędy jurorów zeszłorocznego Berlinale i kompletnie rozmija się z atmosferą i duchem festiwalu. W rozdaniu nagród pominięto najważniejsze filmy i kreacje aktorskie

Przyznanie nagrody peruwiańskiemu „Milk of Sorrow” Claudii Llosy dowiodło, że po raz kolejny zmęczona Europa uległa egzotycznemu kinu, w przypadku którego brak zrozumienia jest odbierany jako wielka głębia znaczeń i treści. W tym kontekście boczną nagrodę dla „Tataraku” Wajdy należy potraktować jako wielki błąd jurorów.

Tegoroczny 59. festiwal filmowy w Berlinie nie spełnił pokładanych w nim oczekiwań. Imponująca lista znaczących twórców w konkursie głównym, m.in. Stephen Frears, Lukas Moodysson, Sally Potter, chiński mistrz Chen Kaige czy Grek Theo Angelopoulus zaprezentowali filmy poniżej oczekiwanego poziomu i zebrali chłodne, a czasami miażdżące recenzje. Uratować sytuację mógł rozsądny werdykt. Tymczasem jury pod przewodnictwem Tildy Swinton zignorowało najwyżej oceniane przez krytykę filmy – brytyjsko-francuską koprodukcję „London River”, irańskie „About Elly” i świetnie przyjęty „Tatarak” Wajdy. Tytuły, o których było w Berlinie najgłośniej, wprawdzie zostały wyróżnione, ale niekoniecznie w kategoriach, w których na te nagrody zasługiwały.

Na żadną nagrodę nie zasłużył zdobywca Złotego Niedźwiedzia – drugi film w karierze peruwiańskiej reżyserki Claudii Llosy „La Teta asustada”. Odwołując się do ludowych wierzeń i rytuałów, próbuje ona uchwycić traumatyczne przeżycia pokolenia czasów terroru w Peru, który panował od początku lat 80. do końca 90. Wedle ludowych wierzeń tytułowe mleko smutku to choroba, na którą cierpią wszystkie dzieci urodzone w złym okresie – z mlekiem matki przekazany im bowiem został nie tylko smutek, ale także lęk, melancholia i fizyczna słabość. Bohaterka filmu Fausta jest jedną z takich ofiar. Matka karmi ją śpiewano-recytowanymi drastycznymi opowieściami o tym, jak była gwałcona, jak zmuszano ją do zjedzenia penisa zabitego męża. Córka nie odróżnia rzeczywistości od tych opowieści – boi się mężczyzn i nosi w waginie ziemniak, by uchronić się przed ich atakami. Sposobem na oswojenie jej lęku jest śpiew, którym zainteresowana jest jej pracodawczyni. Po śmierci matki Fausta najmuje się jako służąca, by zarobić na pogrzeb i transport ciała do jej rodzinnej wioski.

Portretując lokalne zwyczaje, obrzędy pogrzebowe, przesądy i lęki Llosa wraca do tematów, które fascynowały ją w debiutanckim filmie „Madeinusa”. Rozgrywał się on w wiosce w peruwiańskich Andach i opowiadał o najważniejszych świętach dla tamtejszych Indian – Wielkanocy. Reżyserka pokazała okres od Wielkiego Piątku do Święta Zmartwychwstania, który przez mieszkańców jest tradycyjnie czasem bez Boga – nie ma wówczas prawa, moralności, grzechu i wszystko wolno. Film miał szerszy kontekst religijny, wychodziły poza granice etnograficznej ciekawostki. Tymczasem „La Teta asustada”, porywając się na połączenie kina politycznego z kinem etnicznym, odniosło porażkę. A symbolicznie odcinająca pędy rosnącego w niej ziemniaka Fausta – tak jakby chciała odciąć się od kultury, która narzuciła jej rolę słabszej i innej – wypada zwyczajnie karykaturalnie.

Widząc taki werdykt jury, trudno nie oburzyć się za przyznanie Wajdzie jedynie nagrody im. Alfreda Bauera– za poszerzanie horyzontów sztuki filmowej. To fascynujące, że 82-letni reżyser ma być wzorem innowacyjności dla młodszych kolegów, ale „Tatarak” – najlepszy film Wajdy od dekady – zasługiwał na więcej, przynajmniej nagrodę za scenariusz i za przejmującą kreację Krystyny Jandy. Wajda, rozmawiając z „Dziennikiem”, opowiadał o „Tataraku”: „Mnie się wydaje, że kino w ogóle idzie w tę stronę, by łączyć film fabularny z filmem dokumentalnym. Coraz częściej widzi się materiał dokumentalny, który jest częścią fabuły. Może to jest jakaś droga do nowych rozwiązań w filmie”. Choć polski reżyser odebrał nagrodę z uśmiechem, po werdykcie jury pozostaje niesmak.

I to nie pierwszy rok, kiedy Berlin ma kontrowersyjne rozdanie nagród. W zeszłym roku po politycznej nagrodzie dla brazylijskich „Elitarnych” jury pod przewodnictwem Costy Gavrasa dostało się za koniunkturalizm. Tym razem członkowie komisji zaserwowali mieszankę jeszcze mniej strawną – eskapistyczno-polityczno-mitologiczną. Podczas konferencji prasowej otwierającej festiwal aktorka Tilda Swinton i pisarz Henning Mankell mówili o potrzebie kina komentującego sytuację tu i teraz, o tym, że zbyt wiele bolesnych historii pozostaje nieopowiedzianych. Taka deklaracja pasowała do społeczno-politycznego profilu Berlinale. Tylko dlaczego mając do wyboru kilka niezłych filmów, którym udało się uchwycić złożone problemy naszych czasów, zdecydowano się na najgorszy?

Werdykt skrzywdził świetne „London River” Rachida Bouchareba, w którym splatają się losy Brytyjki i muzułmanina z Francji. Oboje poszukują swoich dorosłych dzieci, które zaginęły w dniu ataków terrorystycznych na londyńskie metro. Film zasługiwał na nagrodę dla grającej główną rolę Brendy Brethlyn, ale nie zdziwiłaby też nagroda dla niego za reżyserię, scenariusz czy nawet Złoty Niedźwiedź. Zamiast tego jurorzy w „London River” dostrzegli partnerującego Brethlyn i słabszego od niej Malijczyka Sotigui Kouyate (współpracował m.in. z Peterem Brookiem przy „Mahabharacie”). Nagroda dla aktorki powędrowała w ręce Brigit Minichmayr („Alle Anderen”), która ani z Brethlyn, ani z fantastyczną Jandą w „Tataraku” nie mogła się równać.

Z kolei amerykański „Messenger”, przez wielu typowany do nagrody dla aktora Bena Fostera i też znakomicie wpisujący się w formułę Berlinale, zasłużył jedynie na Srebrnego Niedźwiedzia za scenariusz. Opowiada on historię dwóch oficerów, którzy po powrocie z Iraku muszą poinformować rodziny zabitych żołnierzy o śmierci bliskich. Na szczęście w swoim kinowym debiucie Izraelczyk z Nowego Jorku Oren Moverman zgrabnie ucieka od banału obecnych filmów o wojnie, stracie, polityce amerykańskiej, ale przede wszystkim o jego sile stanowi gra młodego Fostera.

W tym roku dystrybutorzy wyjechali w Berlina prawie z pustymi rękami. Wielu narzekało, że kryzys spowodował, że kupili 2 – 3 razy mniej filmów niż zwykle. W sytuacji, kiedy rynek się kurczy, targi nie są tak intratną imprezą, jaką były jeszcze rok temu. Szefowie festiwali powinni bardziej uważać, komu powierzają wybór zwycięskiego filmu, bo na obniżenie prestiżu artystycznego swoich imprez chwilowo nie mogą sobie pozwolić.

Magdalena Michalska

Andrzej Wajda nagrodzony za innowacyjność w Berlinie
16.02.2009

Andrzej Wajda nie wyjechał z Berlina ze Złotym Niedźwiedziem – nagrodą za najlepszy film – ale jego „Tatarak” wzbudził tak wielkie zainteresowanie na 59. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym, że jury nie pozostawiło go bez wyróżnienia. 83-letni reżyser odebrał w sobotę nagrodę im. Alfreda Bauera za innowacyjność.

„Tatarak” na podstawie opowiadania Jarosława Iwaszkiewicza i „Zapisków ostatnich” Krystyny Jandy to film osobisty, wręcz intymny. Janda w swoich „Zapiskach” szczerze opisała uczucia, jakich doznawała gdy umierał jej mąż, operator filmowy Edward Kłosiński. Pierwsza część „Tataraku” to przejmujący monolog Krystyny Jandy występującej jako ona sama, sfotografowany niczym scena wyjęta z obrazu amerykańskiego malarza Edwarda Hoppera.

Ale film ten opowiada również o fascynacji Marty, chorej, odchodzącej już ze świata kobiety w kwiecie wieku (Janda) młodym chłopakiem Bogusiem (urodzony w USA Paweł Szajda). W dodatku wszystko wpisane jest w konwencję filmu w filmie – widzimy jak Wajda omawia z Jandą kolejne sceny „Tataraku” czy jak aktorka ucieka z planu w trakcie wyjątkowo wyczerpującej emocjonalnie sceny.

Widzowie, którzy mieli szczęście obejrzeć „Tatarak” w Berlinie, zwracali uwagę właśnie na przejmującą rolę Krystyny Jandy. Niestety, Srebrnego Niedźwiedzia za najlepszą rolę kobiecą jury festiwalu przyznało Birgit Minichmayr za film „Alle Anderen”. – „Tatarak” jest bardzo mocno oparty na Jandzie. Jej rola w tym filmie jest wybitna – mówi Joanna Malicka, filmoznawczyni, uczestniczka festiwalu w Berlinie. – Uważam, że skrzywdzoną ją nie przyznając Srebrnego Niedźwiedzia. Za to Wajda dostał nagrodę jak najbardziej słusznie za innowacyjność, bo „Tatarak” w niezwykle świeży sposób mówi o starzeniu się i śmierci, tematach wydawałoby się już ogranych. Nie jest to łatwe kino, niektórzy twierdzili, że film jest trudny, dziwny i nudnawy, ale ja uważam, że jest fantastycznie zrobiony – dodaje Malicka.

Najważniejszą statuetkę – Złotego Niedźwiedzia – otrzymał peruwiański film „La teta asustada” w reżyserii znanej w Polsce m.in. z „Madeinusy” Claudii Llosy.

Grand Prix Jury – Srebrne Niedźwiedzie – powędrowały do niemieckiego „Alle Anderen” w reż. Marena Ade i urugwajsko-argentyńsko-niemieckiego „Gigante” w reż. Adriana Binieza.

To kino artystyczne, oparte na literaturze najwyższej klasy

Dzieło 83-letniego Wajdy podbiło serca jurorów festiwalu w Berlinie. Michał Kwieciński, producent „Tataraku”, relacjonuje sukces Magdalenie Rigamonti

Dlaczego „Tatarak” nie wziął Złotego Niedźwiedzia?

Bo odstawał od reszty filmów.

Był gorszy?

Po prostu zdecydowanie inny. W tym roku większość filmów pokazywanych na festiwalu to obrazy o wielkich problemach społecznych. Wygrała fabuła z Hiszpanii, rozgrywająca się w Peru i dotycząca tamtych realiów. Drugie miejsce zajął obraz urugwajski. Widać było, że jurorzy stawiają na filmy zaangażowane, pokazujące światy dla Europejczyka zupełnie nieznane.

„Tatarak” im się nie podobał?

Z tego, co wiem, podobał się bardzo, ale nie mieścił się w społecznym nurcie. To kino artystyczne, oparte na literaturze najwyższej klasy, opowiadające o uczuciach. Myślę, że prestiżowa nagroda im. Bauera, którą przyznano „Tatarakowi” jest szczera, bo film został świetnie przyjęty. Szeroko komentowano połączenie emocjonalności z nietypową formą.

Wajda wydawał się zdziwiony werdyktem jury…

Nie spodziewał się żadnej nagrody, bo wiedział, że kino społeczne jest bardzo silnie reprezentowane.

Chciał, żeby nagrodę dostała Janda. Była typowana do Srebrnego Niedźwiedzia.

 

 

Niemiecka prasa o „Tataraku”
Jerzy Płażewski
2009-02-18

Jury Berlinale, jednego z trzech największych festiwali filmowych świata, potwierdziło międzynarodową rangę kina polskiego. Świadczy o tym nagroda dla „Tataraku” Andrzeja Wajdy z niebywałą rolą Krystyny Jandy

Film dostał Nagrodę Alfreda Bauera. W Polsce premiera wiosną. Cytujemy fragmenty opinii berlińskich dzienników na dowód, &

 

Andrzej Wajda w Filmówce
2009-05-06

Znany reżyser przyjechał w środę do Łodzi na spotkanie ze studentami łódzkiej szkoły filmowej.

Wajda wysiadł z pociągu z Warszawy punktualnie o godz. 16.50. Obecności na peronie rektora Roberta Glińskiego mógł się spodziewać, ale tego, że towarzyszący mu studenci będą ubrani w kostiumy z „Pana Tadeusza”, już nie. Nie tylko Wajda był zaskoczony, również podróżni – i strojami, i obecnością reżysera na Fabrycznym. W ruch poszły aparaty fotograficzne i komórki.

W szkole na Wajdę także czekała niespodzianka. Legendarne schody będą od wczoraj ozdabiane przez okolicznościowe tabliczki poświęcone słynnym absolwentom. „Andrzej Wajda przesiadywał tu w latach 1949-53” – głosi pierwsza z nich. – Jestem wzruszony – nie krył reżyser.

Kiedy Wajda chodził dobrze znanymi sobie szkolnymi korytarzami, po których oprowadzał go rektor Gliński, studenci oglądali jego najnowszy film „Tatarak”. – Czego się pan spodziewa po spotkaniu z nimi? – pytali dziennikarze. – Bardzo surowej krytyki. Tu nigdy inaczej nie było. Gdy studiowałem, nic nam się nie podobało.

A jednak. Krytyki nie było. Za to reżyser z humorem odpowiadał na pytania, sypiąc anegdotami. – Z czego jest pan niezadowolony w „Tataraku”? – pytał jeden ze studentów. – Z widowni. Po tylu latach zmagań w polskim kinie miałem nadzieję na większą frekwencję – mówił Wajda. – Telewizja tak ukształtowała gusta, że widownia jest przyzwyczajona do łatwizny. I nie szuka w kinie sztuki.

Ale zaraz dodawał otuchy studentom. – To się może zmienić, sytuacja nie jest beznadziejna. Potrzeba odbudowania sieci kin studyjnych i dyskusyjnych klubów filmowych. Kina powinny pojawić się znowu na prowincji, dziś między Krakowem a Kielcami nie ma żadnego, a bilety powinny być tańsze. Nie idźcie na łatwiznę i nie wychodźcie naprzeciw oczekiwaniom masowej publiczności. Zadziwiajcie widza, opowiadajcie mu o świecie, o którego istnieniu nie ma pojęcia.

I znów dopiekł TVP. – Tam pracuje osiem tysięcy ludzi. A w Polsacie 240. Czy muszę mówić więcej?

Tłumaczył także dlaczego po „Katyniu” sięgnął po kameralne kino. – Nie warto robić filmów podobnych do siebie. A poza tym znów chciałem spotkać się na planie z Krystyną Jandą. Warto spełniać marzenia, bo życie jest takie krótkie. Człowiek nie zrobi nawet 50 filmów i już koniec.

Jakub Wiewiórski
Gazeta Wyborcza Łódź

WYWIAD: Andrzej Wajda o spotkaniu sztuki ze śmiercią

Kilkanaście dni temu w sklepach pojawiło się wydanie DVD z najnowszym filmem Andrzeja Wajdy pt.”Tatarak”. Mistrz polskiego kina łączy w nim wątki z opowiadań Jarosława Iwaszkiewicza i Sándora Márai’ego z niezwykle intymnymi wspomnieniami Krystyny Jandy dotyczącymi śmierci jej męża Edwarda Kłosińskiego.

W wywiadzie udzielonym dla Filmwebu Wajda opowiada o duchach i pracy nad filmem, a także tłumaczy, dlaczego lubi przenosić na ekran opowiadania Iwaszkiewicza. „Tatarak” to trzecie, po „Brzezinie” i „Pannach wilka”, spotkanie reżysera z twórczością wybitnego pisarza.

Nie myślał Pan nigdy, aby w dowodzie osobistym obok zawodu reżyser dopisać jeszcze „egzorcysta”?

Andrzej Wajda: Egzorcysta? Ale w jakim sensie?

Przecież bohaterami większości Pana filmów są duchy. Zarówno te wielkie, mające znaczenie dla całego narodu (jak w „Popiołach” czy „Katyniu”), jak i te małe, prywatne – jak we „Wszystko na sprzedaż” czy „Tataraku”. Pan próbuje te duchy obłaskawić.

Ale czy to nie jest w ogóle domena sztuki? Oczywiście, że u nas te duchy nabierają innej wyrazistości, bo łączą się z naszymi nieszczęściami narodowymi. Ogromna część naszego świadomego życia to zmaganie się z sytuacją polityczną, która odbiera nam możliwość działania, odbiera wolność – najpierw przez sto lat niewoli, potem przez krótki okres dwudziestolecia międzywojennego, potem pięć lat okupacji i prawie pięćdziesiąt lat zależności od Związku Radzieckiego. I nieustannie, choć duch musi istnieć, natrafia na różnorakie ograniczenia. Myślę, że może w tym sensie wszyscy polscy artyści, którzy chcą odmienić tę sytuację, odwołują się jakoś do tego ducha. Ponieważ nie mamy armat, staramy się, żeby duch przetrwał. Muszę powiedzieć, że polska literatura, a po wojnie polskie kino, w dużym stopniu taką rolę odegrały. Przeszliśmy przez te wszystkie ciężkie lata i zachowaliśmy swoją narodową tożsamość.

Teraz powiedział Pan o narodowych duchach. A co z tymi prywatnymi? Przecież w „Tataraku”, który jest po części opowiadaniem Jarosława Iwaszkiewicza, a po części niezwykle intymnym monologiem Krystyny Jandy, próbuje Pan ze swoją aktorką obłaskawić ducha jej zmarłego męża, zmarłego w ubiegłym roku wybitnego operatora Edwarda Kłosińskiego.

Jeżeli tak pan myślał, to każdy pisarz oraz niektórzy reżyserzy mogliby nazywać siebie egzorcystami. Oswajaliby człowieka ze śmiercią, niepowodzeniami oraz faktem, że nie wszystko potoczy się tak, jakby tego chciał. W tym sensie, tak. Można by nazwać nas, którzy staramy się odkryć, na miarę swojego talentu, duszę ludzką. Staramy się wesprzeć człowieka, który zawsze żyje w otoczeniu mu przeciwnym. Przeciwna jest przyroda, państwo, często rodzina. Bardzo niewiele rzeczy wspiera człowieka w jego dążeniu i dlatego tematem sztuki są silne charaktery i dążenia. To staramy się wyeksponować, bo wydaje nam się, że to jest jedyna droga, aby człowiek wyznaczał własne perspektywy, przesuwał jak najdalej granice zniewolenia.

Miłość i śmierć to chyba Pańskie dwa ulubione tematy?

(śmiech) No wie pan, „ulubiony” to może nie jest akurat dobre słowo, ale faktycznie te tematy pojawiają się u mnie najczęściej. Powiem panu dlaczego. My, którzy przeżyliśmy wojnę, mieliśmy świadomość, że lepsi, odważniejsi i śmielsi nie przeżyli jej, bo zaangażowali się, zginęli w lesie, w akcjach albo w Powstaniu Warszawskim. Staliśmy się więc głosem tamtych, którzy głosu już nie mieli. Śmierć nie była dla nas czymś odległym. Nie mówiliśmy sobie, że to się może gdzieś tam kiedyś stać. Śmierć była na każdym kroku. Jednego człowieka zastrzelili przy mnie. Wieźli go bryczką, najprawdopodobniej na przesłuchanie z jednego więzienia do drugiego. On wyskoczył z tej bryczki i zaczął uciekać. I szedł ulicą taki żołnierz, spojrzał tylko, zrzucił karabin, złożył się, strzelił i trafił zbiega w plecy. Wtedy zobaczyłem, że w każdej chwili każdy może być zlikwidowany.

Pamięta Pan swoje pierwsze spotkanie z Edwardem Kłosińskim? Ponoć o mało nie wylał go Pan z posady szwenkiera na planie „Brzeziny”, ponieważ miał problemy z obsługą głowicy korbkowej.

Edwarda przywołał ze szkoły filmowej robiący zdjęcia do „Brzeziny” Zygmunt Samosiuk. Nie ingerowałem w tę decyzję, bo zawsze uważałem, że operator powinien dobrać swoich ludzi. Widziałem jednak, że Edwardowi bardzo trudno szło. Był po prostu strasznie zdenerwowany. Praca szwenkiera wymaga refleksji. Wszystko, co się dzieje, dzieje się szybko i tylko człowiek, który ma w sobie spokój, zdąży uchwycić to, co się dzieje. Ktoś, kto jest nerwowy, nie może tej nerwowości złapać. Kamera nie działa wówczas tak, jakbyśmy chcieli. Mnie zależało na tym, żeby kamera w „Brzezinie” płynęła. Rzeczywiście, był taki moment, gdy zastanawiałem się, czy nie szukać kogoś innego, ale Zyzio pięknie stanął w obronie swojego podopiecznego (śmiech). Obronił go do tego stopnia, że w niedługim czasie staliśmy się z Edkiem Kłosińskim dobrymi przyjaciółmi. Wkrótce powierzyłem mu zdjęcia w jednym z moich najtrudniejszych projektów. „Ziemi obiecanej”… A potem zrobiliśmy jeszcze niezwykle ważnego „Człowieka z marmuru”, no i „Człowieka z żelaza”.

Były jeszcze „Bez znieczulenia” i „Panny z Wilka”. Ale potem, w latach 80., Państwa drogi zawodowe się rozminęły.

Edward zaczął pracować o wiele więcej na Zachodzie, w Berlinie. Ja z kolei przez całe życie poszukiwałem różnych ludzi do różnych filmów. Czym innym jest „Ziemia obiecana”, czym innym jest „Wesele” albo taki film jak „Człowiek z żelaza”, który powstaje in statu nascendi – wtedy, kiedy te wydarzenia polityczne mają miejsce.

Pierwsza wersja scenariusza „Tataraku” powstała wiele lat temu…

Jeżeli chce się robić filmy polityczne, to od czasu do czasu, aby nie stać się maniakiem tego gatunku, trzeba poszukać jakiejś odtrutki. Iwaszkiewicz jest pod tym względem dobry. U niego polityka nie gra głównej roli. On wolał pochylać się nad życiem i wiedzieć, dlaczego jego bohaterowie żyją. Wyławiać z tego wszystkiego jakąś głębszą refleksję. Film polityczny idzie szybko, bo jest agitacyjny i musi poruszać widownię. A przy dziełach w rodzaju ekranizacji Iwaszkiewicza nie trzeba się z niczym śpieszyć, tylko przyjrzeć się temu, co jest dookoła. I tekst „Tataraku” wywarł na mnie duże wrażenie dawno temu.

Z tego, co Pan mówi, wynika, że „Tatarak” był odtrutką na „Katyń”.

Po „Katyniu” zrozumiałem, że jeżeli mam dalej robić filmy, to muszę szukać innego świata. Problem polegał wyłącznie na tym, że „Tatarak” jest krótkim opowiadaniem. Żeby nie wiem jak się starać, to opowiadanie nie może wyjść poza 40 minut. A film musi mieć przynajmniej półtorej godziny. Od samego początku myślałem, że jeżeli mam wprowadzić drugą część, to muszę uzmysłowić widzowi, iż ja się po latach spotykam z Krystyną Jandą, iż robię ten film dla postaci, którą ona gra. Na drugą część były różne pomysły. Miałem inne opowiadanie, które też się nie dawało powiększyć do całego metrażu. Jego bohaterem był aktor, ale równie dobrze mógł stać się aktorką. Jednak w momencie, gdy Krystyna Janda dała mi do przeczytania swoje wyznanie, problemem stało się dla mnie tylko to, czy ona zdecyduje się to powiedzieć przed kamerą.

„Tatarak” był pierwszym od 27 lat filmem, przy którym pracował Pan z Krystyną Jandą.

Dosyć dawno żeśmy się ze sobą rozstali, ale w międzyczasie ona starała się jakoś odnaleźć nie tylko jako aktorka, ale i w ogóle osobistość świata kultury, który otworzył się, gdy nastąpiła wolność. Jestem wielkim zwolennikiem jej decyzji, że znalazła miejsce w swoim teatrze. Ten teatr gra to, co ona chce. Krystyna ma stałą widownię czekającą na jej kolejne przedstawienia. Tyle teatrów bierze pieniądze od Państwa, ale tylko Krysia potrafi zrobić przedstawienie za darmo na MDM-ie. Niektórzy ludzie widzą pierwszy raz aktorów na własne oczy, dowiadują się, że takie przedsięwzięcie w ogóle jest. Myślę, że jej działalność społeczna jest w jakimś sensie zakotwiczona w tych filmach, które razem zrobiliśmy.

Córka Jarosława Iwaszkiewicza stwierdziła jakiś czas temu, że jest Pan najlepszym adaptatorem twórczości jej ojca. Ponoć w Pańskiej relacji z pisarzem były „dobre fluidy”. Skąd się one brały?

Może to się brało stąd, że obaj byliśmy bardzo zajętymi ludźmi. Ale wielkie w Iwaszkiewiczu było to, że on potrafił się odnaleźć w chaosie wydarzeń i obowiązków wynikających z pełnienia funkcji prezesa literatów. Iwaszkiewicz potrafił znaleźć taką izolację dla siebie, żeby napisać o tym, co się dzieje tuż obok. Jechał do Rzymu albo leciał na Sycylię po to, żeby napisać, co się dzieje w Brwinowie między zwykłymi ludźmi. To mnie zachwycało. Ponieważ brakowało mi czegoś takiego w moich filmach, szukałem materiału literackiego, w którym mógłbym to znaleźć. Wydawało mi się, że dobrze jest spotkać się z takim niespiesznie, ale za to dokładnie obejrzanym światem.

Łukasz Muszyński

 

Sweet Rush

 

Lost in Transition
by Jeff Reichert

Sweet Rush
Dir. Andrzej Wajda, Poland, no distributor

Is 2009 the year of Wajda? After the U.S. release of his long-gestating Katyn last February, Sweet Rushpremieres a few short months later at the New York Film Festival. This kind of confluence is usually more the result of the vagaries of distribution than any sort of creative surge (though, seeing Claire Denis’s excellentWhite Material uptown at NYFF while her similarly excellent 35 Shots of Rum hangs in downtown at the Film Forum has to be regarded as some kind of positive augur for the state of world cinema), but even if Katyn was a Hindenburg of a piece, and Sweet Rush is something of a lesser excursion, two films in one year from the 82-year-old Pole is a gift worth embracing. It’s already been noted, but it’s worth repeating: along with Wajda, NYFF entries from Rivette, Resnais, and Oliveira make this year’s edition something akin to a geriatric director’s convention. That no film is an embarrassment, and most approach the heights achieved by these filmmakers’ youthful excursions, suggests that, for the right artists, the quality of artmaking is ageless.

Sweet Rush, the second film in the festival to open with hazily inviting shots of blowing grasses (the other being Resnais’s Wild Grass), kicks into gear with a dire monologue from lead Krystyna Janda detailing how the initial production plans for the film had to be put on hold for a year due to her husband’s (Edward Klosinski, Wajda’s cameraman for Man of Marble and Man of Iron) death from cancer. Janda, icily blonde, like a freeze-dried Gena Rowlands, stalks the spare room, lit only by the glow from its single window, as she delivers her self-scripted speech, recounting in frightful detail the events leading up to the cancer and how they collided with calls from her director about plans for the film and how Sweet Rush grew to be a very different kind of film. For his part, Wajda sits back and doesn’t disrupt focus or tone by moving the camera closer to his actress for easy emotional effect.

When the unbroken take finally cuts, Wajda takes us to another place entirely—a riverside dock, where Janda and Wajda discuss the titular marsh plant and scenes from the movie that we’re about to see. The documentary continues until an assistant strikes the clapper to start the first scene of the original Sweet Rushscenario, and the film switches modes seamlessly into a post-WWII period drama in which Janda (now an earthy, welcoming redhead) plays Marta, a country doctor’s lonely wife unknowingly dying of cancer who slips into a romance with a young town stud. Marta’s absent son, killed in the Warsaw uprising (a piece of information that raises the specter of Kanal), hangs over her narrative, lending her instantly familiar and physical interactions with the boy a queasy aspect. These jarring and intriguing hops from staged monologue to assumedly unstaged documentary realism to an obviously filmic space suggests that Sweet Rush will constantly shuttle back and forth between modes.

It might have been a more successful film if it had—Sweet Rush sticks too long with its overly familiar sun-dappled memory play before bringing us back to the monologue’s continuation, and reintroduces the documentary element even later. After Marta meets her young tryst for a rendezvous on the beach, his body conspicuously revealed, hers more discreetly covered, and the two roll around together in the sand for a spell, the boy nearly drowns while swimming across the river to procure for her the titular rushes. As she tries in vain to save him, Wajda cuts back to behind his cameraman (the always estimable Pawel Edelman) in time to see Janda break the take and head for the shore, much to the crew’s confusion. Soon after, she’s waiting by a modern highway, trafficked by modern cars, but still sporting her red wig and Fifties swimming suit. It’s a neat trick if you don’t stop for a second and wonder: “What the hell is the camera doing here?”

All three of the film’s modes pun off of each other in exactly the ways they’re supposed to—Marta’s fictional cancer rhymes with Klosinski’s real cancer and the documentary ties the events of the monologue to the events of the script. The idea is impeccable, and so is the production, but Sweet Rush remains mostly airless as enacted, a function of the fragmented conception that collides the three main strands over the film’s brief running time. I’m not sure the melodrama would have worked on its own terms, just as I’m not sure that further crosscutting would have fixed the uneven sense left by the oddly weighted bits. Even so, the film is still a confoundingly enjoyable muddle, mostly because of Janda, compelling both as her grieving self and a lusty country housewife. But even if Wajda’s construction can be faulted, one can’t help but assume this reconceived tripartite project is more watchable than the straightforward melodrama that was initially planned would have been. If Sweet Rush had been made by a young Polish (or Swedish or American) director, it’d probably be laughed out of theaters. Wajda makes it, and it’s still somehow adorable. There’s the curse of auteurism for you.

 

Sweet Rush, 2009

Part coming of age story set in the aftermath of the Warsaw Uprising, and part personal testament by lead actress Krystyna Janda on her husband, Edward Klosinski’s battle with cancer during filming, Andrzej Wajda’s poignant, if disarticulated Sweet Rush, on the surface, suggests kinship with the metacinema of Abbas Kiarostami in exploring the interpenetration between art and life. This ambiguity is suggested in the film’s opening sequence, as Janda awakens gasping for breath in a sparely furnished room before expressing her recounting her husband’s diagnosis, reluctance to embark on a new project, and disbelief that he would succumb to his illness. However, inasmuch as the scene suggests a shift from dream to reality, it also underscores its construction – Janda’s acting in the staged awakening and delivery of the subsequent monologue. The juncture between reality and fiction is also reflected in the image of a film crew setting up a scene that transitions to the sequence of a country doctor (Jan Englert) diagnosing his wife Marta’s (Janda) terminal illness. Still mourning the loss of her sons and distanced from her overworked husband, Marta begins to turn her attention to a handsome young man, Bogus (Pawel Szajda), briefly finding a renewed sense of purpose in her life in the midst of disillusionment and uncertainty. At the core of Wajda’s interweaving stories of grief and loss is the nature of performance. Juxtaposing Janda’s real-life ordeal with the tragic denouement of the fiction film, Wajda transforms a seemingly conventional, period romance into an intimate and contemporary tale of enduring love and, in the process, elevates the grace of everyday struggle into the realm of art.

http://www.tvn24.pl/24467,1633410,0,1,europejska-nagroda-filmowa-dla-wajdy-za-tatarak,wiadomosc.html

 

http://www.arte.tv/de/Videos-auf-ARTE-TV/2151166,CmC=2987602.html

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.