25
Lipiec
1998
01:07

Tantra – hinduska sztuka miłości

Zwrócił moją uwagę tym że co chwila oglądał długą nadwiędniętą czerwoną różę. Koniec łodygi był owinięty w małą mokrą ligninkę i umieszczony w malutkiej plastikowej torebce. Dotykał tej róży , troszczył się o nią , obserwował z jakąś nadzwyczajną troskliwością , delikatnością i wdziękiem. Siedzieliśmy w końcu samolotu lecącego do Toronto. Przed nami było jeszcze siedem godzin lotu. Przyjrzałam mu się, był dziwny, miał jakby za dużą głowę, dziwne oczy i nieśmiały uśmiech, był chudziutki a raczej wychudzony , ale naprawdę uwagę zwracały niezwykłe dłonie, piękne, które w jakiś niespotykanie czuły sposób, dotykały wszystkiego.

Otworzyłam gazetę zaczęłam czytać, cały czas myśląc o tym dziwnym, czułym dotykaniu róży i o tym że na zawsze pozostanie to w mojej pamięci .

– Ploszę panią, ja panią znam, pani się nazywa Klystyna Janda, widziałem wsystkie pani filmy w telewizji Polonia, wie pani ? I widziałem tez panią w takiej sukni, o tu było goło, goło as dotąd, wie pani ? I miała pani tak modnie ostsyzone włosy, wie pani ?

Odwróciłam wściekła głowę. – Pamiętam , odpowiedziałam przez zaciśnięte ze złości zęby. Uśmiechał się do mnie szeroko.

– A pani podoba się moja flyzula ? Ostsygłem się w Gdańsku, u flyzjela, za pięć zlotych. Ładnie, plawda ? Wie pani, ja jestem niepełnosplawny, ale jesce da się wytsymać. Mamusia miała klescowy polód, wie pani , niedotlenienie mózgu, ale jesce całkiem, całkiem. Niektózy to by nie psejechali sami pses ocean, a ja plosę. Do Mamusi. Mamusia w Kanadzie. Placuje, spsąta , jesce ma dziesięć lat do emelytuly, zeby wie pani wypłacali te emelytule w dolalach , a potem do mnie do Polski wlóci i będzie ze mną , wie pani ?

Mamusia mi co miesiąc psysyła sto dolalów, zebym miał psynajmniej na dwa posiłki ciepłe w tygodniu, sobota i niedziela, wie pani ? Dobze mi jest .

I tata dla mnie dobly , pije duzo ale w ogóle na mnie nie ksycy. I [1]wsyscy w ogóle mówią ze ja jestem miły. Mam piekną mamusię , wie pani ? Nie starą i zdrowa, a teras to sobie takie ślicne ząbki zlobiła,widziałem na zdjeciu. Dziesięc dolalów jeden ząb. Ślicne. Mamusia będzie na lotnisku. A ja ile mam lat, niech pani zgadnie .

– Nie wiem- odpowiedziałam zupełnie zahipnotyzowana tym monologiem.

-Tsydzieści tsy, ale nie wyglądam ,plawda ? A podoba się pani ta kosulka ? Celwona ale ma hafcik. To od mamusi. I spodenki tes kanadyjskie od mamusi, tylko kultka nie od niej, ale chyba ostatecnie ,moze być. Wstał i się ubrał w kurtkę. Patrzył na nią długo, rozczarowany, wreszcie zdjął ją i usiadł. -Ale ostatecnie, moze być , – pocieszył się sam, – kupili mi, ale to nie od niej . Wziął różę i poszedł do toalety. Po chwili wrócił. Zapytałam . – Dlaczego pan tak często chodzi z tą różą do toalety, tam jest woda w tej torebce. – A nie, ja się tylko pseglądam w lustse, oglądam tę flyzulę , wie pani ? Bo ja tak bym się chciał spodobać mamusi. W tej Kanadzie to w ogóle będę się stalał , wie pani ? Psyzekłem sobie ze się nie będę denelwował, i będę patsył wsystkim w ocy, o tak jak pani . Bo ja bym tak chcial zlobić doble wlazenie na mamusi. Myśli pani ze się jej spodobam ? Ta lóza to dla niej, ja ją wizę z Gdańska, bo wcoraj był dzien matki , wie pani ? Tsy złote za nią zapłaciłem . Niedlogo . Wiozę tes gazety dla mamy. Podał mi je . „ Halo, halo „Naj i ‘’ Chwila dla Ciebie „ wszystkie sprzed dwóch lat, z rozwiązanymi krzyżówkami.

– A mogę psecytać pani gazetę ? – Proszę. – Ma pani buty z węza ? – Nie wiem odpowiedziałam ze wstydem, – chyba nie z prawdziwego – patrzyłam na moje buty z nadzieją. – E z węza , powiedział , -a ile kostowały ? – Nie pamiętam. – A pani ma tloje dzieci plawda ? Zdlowe ? – Zdrowe. – No. Ja to wiem . Mówiła to pani w telewizji, słysałem ,wie pani ? Zaczął oglądać któreś z pism, które leżały koło mnie. Obserwowałam go oniemiała. W pewnym momencie coś go zainteresowało, zaczął czytać. Spojrzałam mu przez ramię…..TANTRA – SEKS KTÓRY UZDRAWIA….nosił tytuł artykuł który go zajął …. STAROŻYTNE KSIĘGI TANTRY, HINDUSKIEJ SZTUKI MIŁOŚCI, MÓWIĄ ŻE SEKS JEST DZIEŁEM STWÓRCY , DZIĘKI NIEMU MOŻEMY OSIĄGNĄĆ DUCHOWE OŚWIECENIE SPOKÓJ UMYSŁU I SZCZĘŚCIE…..czytał w skupieniu , a ja z nim ….PARTNERZY KŁADĄ SIĘ NA LEWYM BOKU , JEDNO ZA DRUGIM , PARTNER ZEWNĘTRZNY OBEJMUJE RAMIONAMI PARTNERA WEWNĘTRZNEGO….. WEWNĄTRZ KŁADZIE SIĘ TEN KTO MIAŁ WIĘCEJ STRESÓW W CIĄGU DNIA ….. POSZERZENIE ŚWIADOMOŚCI JEST DOSTĘPNE DLA KAŻDEGO Z NAS …. GDY ZACZYNA SIĘ ORGAZM , WEŻCIE GŁĘBOKI ODDECH I WYOBRAŻCIE SOBIE ŻE CIĄGNIE ON SPIRALĘ ŻÓŁTAWEGO ŚWIATŁA OD PĘPKA W GÓRĘ …. PŁYNIE JAK ROZTOPIONA PLATYNA PRZEZ SPLOT SŁONECZNY , SERCE ….JAK ŚWIATŁO WNIKA DO MÓZGU I NASTĘPUJE EKSPLOZJA….. ZATRZYMAJCIE TĘ WIZJĘ. JESTESCIE TERAZ PROMIENNYMI ISTOTAMI ……ZNIKAJA WSZELKIE OGRANICZENIA…. – Wie pani, uśmiechnął się , ja wydaję się dolosłym męscyzną plawda ? ale jak cytam takie zecy to nie wiem o co chodzi. Westchnął ciężko. – Wypełni mi pani ten papielek co dali ? Deklaracja celna . Podał mi swój paszport, bilet. – Panie Leszku, tu jest napisane że nie można wwozić kwiatów. Ale jeśli pan chce to porozmawiam z celnikiem, wytłumaczę . Spojrzał na swoją zwiędłą czerwona różę. Pomyślał. Zasmucił się. Wziął ją najdelikatniejszym dotknięciem ręki jakie widziałam w życiu i wyniósł do toalety. Wrócił bez niej . Nie odezwał się więcej w trakcie tej podróży. Kiedy lądowaliśmy widziałam jak dyskretnie wymiotuje do papierowej torebki , ale zaraz potem poszedł jeszcze raz do toalety, umył zęby , przyczesał się . Przed wyjściem z samolotu pocałował mnie szarmancko w rękę . – Trzymam za pana kciuki – powiedziałam. Uśmiechnął się i zniknął.

Luty 1998

[1] Ące zęby

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.