25
Luty
2004
22:02

Sprawdzian

Moja Droga B! Ostatnio z powodu zupełnie zapchanej drogi do nikąd, bo mój dom jest przy drodze, której kresem są Skierniewice czyli „nikąd”, znalazłam sobie zupełnie bezsensowny skrót czyli objazd, za to całkowicie bezludny. Jadę godzinami do Warszawy i z Warszawy, bezkresnymi polami zawianymi śniegiem, małymi śliskimi drogami, błotami, zmagam się z deszczami, wiatrami i samotnością, a w nagrodę nie uczestniczę w chamskim, brutalnym wyścigu kto kogo, obowiązującym na zwykłej drodze prowadzącej do „matki karmicielki”, czyli Warszawy. Powiesz mi, możesz jeździć pociągiem, albo kolejką, tak jak ja. Tak, moja droga, tylko że kiedy ja wsiadam do kolejki albo pociągu, ludzie mnie zaczepiają, nie mówiąc już o tym, że chcą, żebym im coś załatwiła, bo przecież znam wszystkich, jak mówią. Ciekawe jak sobie z tym radzi pan Zbigniew Bujak albo pan Aleksander Hall, których wielokrotnie widziałam wsiadających do pociągu w Milanówku, oni to dopiero muszą się nasłuchać. A ty, moja kochana, możesz sobie jeździć czym chcesz; od rzeźbiarek, nawet bardzo zdolnych, nikt nic nie chce, chyba że pokażesz się kilka razy w telewizji, ale wiem że masz do tego wstręt, i bardzo cię rozumiem.

Wracając do moich baranów, wczoraj jadąc moim wietrznym, zaśnieżonym skrótem czyli objazdem, zobaczyłam pochylonego nad rowerem, dyszącego, samotnego starego mężczyznę. Nie zatrzymywał mnie, stał i ciężko oddychał, nic ode mnie nie chciał, minęłam go i pojechałam. Byłam spóźniona, spieszyłam się, czekają na mnie, telewizja, radio, publiczność, pomyślałam. Nie mogę zatrzymywać się przy każdym starym człowieku i pytać co mu jest, tłumaczyłam sobie, egzaltowanie. Po chwili dopadły mnie natrętne myśli. Ten człowiek umierał! To był początek zawału! Powinnam była się zatrzymać. To stary bezbronny człowiek, jest tu sam, w pobliżu nie ma żadnych zabudowań. Nikt mu nie pomoże. Na tle nieba, dyszący, wyglądał niesamowicie. W domu czeka na niego stara żona. Są biedni. Stał nad czarnym zardzewiałym rowerem. Ciekawe czy ma dzieci? Może jest samotny, umrze i nikt go nawet nie będzie żałował. Powinnam wrócić. Nie chcę, boję się. Przecież mam telefon. Mogę zadzwonić. Jakie są te pilne numery? Pogotowie! Ale co im powiem? Że w polu, w zamieci śnieżnej, gdzieś pod Warszawą, chyba umiera człowiek? Do kogo zadzwonić? Męża nie ma w Polsce. Boże! Przecież kiedy dochodzi do jakiejkolwiek konfrontacji z życiem, ja też jestem zupełnie samotna! Zaczęłam zawracać. Może leży i jest już nieprzytomny. Moim obowiązkiem jest go ratować, zanim przyjedzie pogotowie. Uciskać serce, rytmicznie mocno, i wtłaczać powietrze w jego stare usta. Brzydzę się, nie zrobię tego. Nie potrafię. Boję się. Boże, gdzie ja właściwie jestem? Jak się nazywa ta miejscowość, to miejsce, w którym życie kazało mi zdawać egzamin. Pogotowie nie przyjedzie od razu. Co zrobię z nim sama? Jechałam coraz szybciej. Nie widzę go. Leży, pewnie leży. Muszę wypatrywać przewróconego czarnego roweru. Przyśpieszałam. Nie widziałam go. Jestem pewna, że to było tutaj. Zatrzymałam samochód i wysiadłam. Cisza. Biało. Pusto. Wietrzno. Nikogo. Panie Boże, dziękuję Ci, że go nie ma. Że nie umarł. Odjechał. Zobaczyłam ślady kół od roweru. Pofalowana charakterystyczna linia. Był pijany. Jak dobrze.

Moja B, być może moja opowieść śmieszy Cię i nudzi, wydaje Ci się nieważna i przesadzona, ale czy rozumiesz jak ważny był ten egzamin? Jak dziękowałam Bogu, że wróciłam? Czy rozumiesz, że dzięki temu mogę dalej spokojnie żyć i być sobą? Z drugiej strony, łaskawy los nie kazał mi obmywać jego stóp i nie egzaminował mnie dalej, ale to tylko dlatego, że jestem szczęściarą i że zawsze mi się jakoś udaje, tak już w życiu mam. A wtedy, dzięki temu, że wróciłam, mogłam spokojnie, denerwując się już tylko spóźnieniem, niezmieniona, pojechać do Warszawy, spotkać się z kamerami, ludźmi, publicznością!

Droga B, opisałam to zdarzenie, bo wydaje mi się ważne, a Ciebie przepraszam za być może nudny list, ale mnie on był potrzebny. Całuję. Dziś Sylwester, trzy dni temu Papież otworzył drzwi do nowego tysiąclecia i nie musimy chodzić dookoła, jak powiedział jeden z moich znajomych. Jutro rano, pierwszego dnia 2000-ego roku o szóstej rano, cały świat zacznie się modlić o pokój na świecie. Boże, co będzie dalej?

Twoja K.

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.