25
Luty
2004
23:02

Słowa

Czy pamiętacie film Oczy szeroko zamknięte Kubricka? Film mi się nie podobał, nie lubię go, ale pomysł, żeby cała ta koszmarna historia zaczynała się, była następstwem, przypadkowego wyznania lekko wstawionej żony, jest rewelacyjny. Kobieta mówi, że kiedyś ktoś podobał jej się, że przez chwilę, że raz go widziała, że przeszedł, że pomyślała, że mogłaby z nim, że nic nie było, że wyjechał, nawet go nie poznała, ale gdyby chciał… I od tego momentu w głowie mężczyzny zaczyna się tworzyć konstrukcja. Uruchamiać wyobraźnia, budzić zazdrość. Raz wypowiedziane nieopatrznie słowa zaczynają niszczyć ich życie. Wielki pomysł! Na film, ale w życiu koszmar!!!

Ten felieton jest po to, żebyście nigdy, nigdy, nie wypowiedzieli słów, których potem możecie żałować, których, jak już raz zawisną w powietrzu, nie da się odwołać, zapomnieć, po wypowiedzeniu których życie już nigdy nie będzie takie jak przedtem. Błagam Was! Słowa mogą zniszczyć wszystko. Nie czyny, słowa. Słowa mają nieprawdopodobną moc. Zawsze uważałam, że słowo jest największym afrodyzjakiem jak i największym wrogiem miłości. Uważajcie na to co mówicie!!! Jedno pozornie niewinne, w afekcie wypowiedziane słowo, jedno słowo za dużo, może zniszczyć życie.

Nie rób bliźniemu co tobie niemiłe, powinno istnieć i w wersji … Nie mów bliźniemu co tobie niemiłe.

Moja urocza babcia, obracająca się pośród zasad współżycia małżeńskiego obowiązującego na jej ulicy, miała pod ręką całą talię prawd i prostych zasad, uczących jak postępować z partnerem, a jedną z nich było… Nigdy nie przyznawaj się do niczego. Mężczyzna wierzy w to co chce uwierzyć, a nie w prawdę. I tu dawała przykład skrajny: – Krysiu, gdybyś nawet leżała z obcym mężczyzną w łóżku i przyszedł mąż, do końca, nawet, gdyby cię darli na pasy, utrzymuj, że nie znasz tego pana.

Moje drogie Panie i Panowie, w ostatnich dniach byłam przypadkowym i niemym świadkiem tortur, przemocy psychicznej, jaką zgotowała sobie para moich serdecznych przyjaciół. Zaczęło się to podczas niewinnej kolacji, podczas której ona powiedziała niebacznie, właściwie żartem, co o nim myśli. Drobiazg, zaczęło się od drobiazgu, ale drobiazgu, który podważył jego poczucie własnej wartości. I lawina ruszyła, bo on nie został jej niestety dłużny. Mówili sobie straszne rzeczy, prawie przez całą noc, nie pozwalając mi odejść. Ranili się jak zaślepieni idioci, ociekali krwią, podnosili się i znowu zadawali sobie cios.

Bezmyślnie, bez sensu, na oślep.

To ludzie, którzy przeżyli ze sobą prawie dwadzieścia lat, kochali się i nie mogli bez siebie żyć, kochają się, nie będą mogli bez siebie żyć dalej, tego jestem pewna, ale słów, które padły tej nocy, nie zapomnimy nigdy. Ani oni ani ja.

Po co to było. To inteligentni, wrażliwi, fajni ludzie.

Ona już rano dzwoniła, że on się wyprowadził, że powiedział, że po tym co mu wyznała, nie wyobraża sobie jak mogą żyć dalej w jednym mieszkaniu, we wspólnej intymności. Płakała jak zarzynane zwierzę. Teraz czekam na telefon od niego.

I podkreślam, nie chodziło ani o zdradę, ani o nielojalność, ani o nic poważnego.

Oj ludzie, ludzie… a pamięć nie zapomina!

Oboje są za uczciwi, za prawi, żeby udawać, że nic się nie stało, że nic nie zostało nazwane i o tym zapomnieć. To też sprawa godności, wolności osobistej i poczucia własnej wartości. Są za wspaniali, żeby przejść nad tym, co się stało, do porządku dziennego. Jak im pomóc?

Błagam Was, jeśli ktoś z Was właśnie zbiera się, żeby komuś powiedzieć PRAWDĘ, niech się jeszcze raz zastanowi, i to przemyśli. Zaklinam Was.

Wasza, też impulsywna, też szczera i żywiołowa, przyjaciółka.

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.