20
Styczeń
2012
11:01

SEKS DLA OPORNYCH - plakat. Teatr Polonia 2012

zobacz więcej zdjęć (33)

Seks dla opornych

Autor – Michele Riml
Przekład – Hanna Szczerkowska
Reżyseria – Krystyna Janda
Scenografia – Maciej Maria Putowski, Małgorzata Domańska
Producent wykonawczy – Ewa Ratkowska
Obsada – Dorota Kolak, Mirosław Baka

PREMIERA 12 LUTEGO 2012 R. | KOPRODUKCJA Z TEATREM WYBRZEŻE Z GDAŃSKA

To gorzki, ale zabawny tekst. Małżeństwo z trzydziestoletnim stażem, architekt i jego żona, całe życie zajmująca się domem i dziećmi, przeciętni inteligenci, którzy nigdy nie pozwolili sobie na żadne szaleństwo, wiodący dotąd raczej banalne, pracowite ale spokojne życie, zapragnęli jakoś ożywić swój związek, obudzić dawne emocje. Postanawiają więc uciec z domu i spędzić weekend w najmodniejszym hotelu. Co prawda zabierają ze sobą praktyczny poradnik Sex dla opornych, ale nim do niego sięgną, by osiągnąć pożądaną gotowość, muszą dokonać głębokiego obrachunku. Będzie burzliwie i dramatycznie: wzajemne pretensje i urazy zaprowadzą ich niemal do ostatecznego zerwania, poradnikowe recepty dostarczą zdecydowanie groteskowych przeżyć, narażając na zawstydzenie raczej niż powrót wielkich namiętności. Ale też to doświadczenie pozwoli im docenić wartość codziennej, może szarej ale nieodzownej bliskości i przywiązania, zaufania i poczucia bezpieczeństwa. Ich własnej miłości po prostu. A to może się okazać ważniejsze niż podniecający może, ale krótkotrwały błysk ekscytacji.

———————————————————————————–

Gdańsk: Janda reżyseruje „Seks dla opornych” w teatrze Wybrzeże

Dziennik Bałtycki, 20.12.2011

Trwają już próby do sztuki Michele Riml „Seks dla opornych”. Spektakl reżyseruje Krystyna Janda. Przedstawienie powstaje w koprodukcji teatru Wybrzeże z warszawskim teatrem Polonia, grają Dorota Kolak i Mirosław Baka.

Sztuka opowiada o tym, jak to małżonkowie, Karol i Barbara, uzbrojeni w egzemplarz poradnika „Seks dla opornych”, meldują się w modnym hotelu z misją odnowienia związku.

Już po pierwszej próbie spytaliśmy Dorotę Kolak, czy to trudna rola. – Tego jeszcze nie wiem – odpowiedziała aktorka. – Krystyna Janda powiedziała, żebyśmy się uczyli, więc uczę się pilnie tekstu. Jak to będzie poprowadzone, zobaczymy. To typowa komedia na łóżko i dwóch aktorów. Rzecz jest o małżeństwie, które po latach dochodzi do wniosku, że się mija i usiłuje coś z tym zrobić, żeby być znowu razem.

Dorota Kolak często gra postaci mroczne, skomplikowane, o zabarwieniu tragicznym.

Znakomicie czuje się jednak w lżejszym repertuarze.
– Po tylu latach na scenie już wiem, że dobre zagranie farsy jest rzeczą bardzo trudną – przyznaje aktorka.

Kto widział ją w komediach i farsach, wie, że potrafi rozbawić do łez. Zapewne i tym razem nie zawiedzie swoich wielbicieli. Nie tylko tych zrzeszonych w Fan Clubie Doroty Kolak.

Ciekawe, jak z komediowym zadaniem poradzi sobie Mirosław Baka, rzadko grający w lżejszym repertuarze, choć – jak powiedział na jednym ze spotkań z widzami – jego ulubionym gatunkiem filmowym jest komedia romantyczna…

Reżyser przedstawienia, Krystyna Janda, o sztuce „Seks dla opornych” mówi: To gorzki, ale zabawny tekst. Małżeństwo z niemal trzydziestoletnim stażem, architekt i jego żona, całe życie zajmująca się domem i dziećmi, przeciętni inteligenci, którzy nigdy nie pozwolili sobie na żadne szaleństwo, wiodący dotąd raczej banalne, pracowite, ale spokojne życie, zapragnęli jakoś ożywić swój związek, obudzić dawne emocje. Postanawiają więc uciec z domu i spędzić weekend w najmodniejszym hotelu. Co prawda zabierają ze sobą praktyczny poradnik „Seks dla opornych”, ale nim do niego sięgną, by osiągnąć pożądaną gotowość, muszą dokonać głębokiego obrachunku.

Krystyna Janda zapewnia, że w jej przedstawieniu na scenie będzie burzliwie i dramatycznie, a wzajemne pretensje i urazy zaprowadzą bohaterów sztuki niemal do ostatecznego zerwania.

– Poradnikowe recepty dostarczą zdecydowanie groteskowych przeżyć, narażając na zawstydzenie raczej niż powrót wielkich namiętności – dodaje Krystyna Janda. – Ale też to doświadczenie pozwoli im docenić wartość codziennej, może szarej, ale nieodzownej bliskości i przywiązania, zaufania i poczucia bezpieczeństwa. Ich własnej miłości po prostu.

Swoje sztuki Michele Riml, kanadyjska dramatopisarka, wystawiała na wielu scenach Kanady i Stanów Zjednoczonych. W 2008 roku była nominowana do Siminovitch Prize, prestiżowej nagrody, przyznawanej najwybitniejszym kanadyjskim twórcom teatralnym.

Prapremiera sztuki planowana jest na dwóch scenach, 20 stycznia na Scenie Kameralnej w Sopocie oraz 12 lutego w warszawskim teatrzePolonia. Kolejne spektakle na Scenie Kameralnej odbędą się: 21, 22, 23, 24 stycznia 2012 roku.

————————————————————————————

Poradnik o seksie może szkodzić

eb 20-12-2011, rp.pl

W Teatrze Wybrzeże trwają próby do „Seksu dla opornych” Michele Riml w reżyserii Krystyny Jandy.

Przedstawienie powstaje w koprodukcji z warszawskim Teatrem Polonia. Planowana prapremiera – 20 stycznia na Scenie Kameralnej w Sopocie oraz 12 lutego w Teatrze Polonia.

Karol i Barbara, uzbrojeni w egzemplarz „Seksu dla opornych”, meldują się w modnym hotelu z misją niemal rewitalizacji swojego związku. Przeżyte lata odcisnęły na nich swoje piętno, dołożyła się do tego trójka dzieci, stres i codzienna rutyna. Czy jeszcze sprostają wszystkim szalonym i swawolnym pomysłom, jakie podsuwa im autorka wyrafinowanego poradnika, mającego uratować ich więź? Czy Karol jest rzeczywiście gotowy na widok swojej pięćdziesięcioletniej żony, matki ich dzieci, ubranej w seksowne lateksowe wdzianko?

„To gorzki ale zabawny tekst. Małżeństwo z niemal trzydziestoletnim stażem, architekt i jego żona, całe życie zajmująca się domem i dziećmi, przeciętni inteligenci, którzy nigdy nie pozwolili sobie na żadne szaleństwo, wiodący dotąd raczej banalne, pracowite ale spokojne życie, zapragnęli jakoś ożywić swój związek, obudzić dawne emocje. Postanawiają więc uciec z domu i spędzić weekend w najmodniejszym hotelu. Co prawda zabierają ze sobą praktyczny poradnik „Seks dla opornych”, ale nim do niego sięgną, by osiągnąć pożądaną gotowość, muszą dokonać głębokiego obrachunku. Będzie burzliwie i dramatycznie, wzajemne pretensje i urazy zaprowadzą ich niemal do ostatecznego zerwania, poradnikowe recepty dostarczą zdecydowanie groteskowych przeżyć, narażając na zawstydzenie raczej niż powrót wielkich namiętności. Ale też to doświadczenie pozwoli im docenić wartość codziennej, może szarej ale nieodzownej bliskości i przywiązania, zaufania i poczucia bezpieczeństwa. Ich własnej miłości po prostu. A to może się okazać ważniejsze niż podniecający może, ale krótkotrwały błysk ekscytacji.” – Krystyna Janda o spektaklu.

————————————————————————————–

Burzliwy i dramatyczny seks według Krystyny Jandy

Mirosław Baran, 20.12.2011 , gazeta.pl Spektakl „Seks dla opornych” w reżyserii Krystyny Jandy z Dorotą Kolak i Miłosławem Baką – wspólną produkcję Teatrów Wybrzeże i Polonia – od stycznia oglądać będzie można w Sopocie. A od lutego przedstawienie obejrzą widzowie w stolicy. Współpraca Wybrzeża z Krystyną Jandą planowana była już od wielu miesięcy. Pierwotnie jednak zakładano, że znana aktorka przygotuje w Trójmieście „Baby są jakieś inne”, najnowszy tekst Marka Koterskiego. Jednak gdy autor „Dnia świra” na podstawie swojej sztuki zrealizował film z Robertem Więckiewiczem i Adamem Woronowiczem, plany premierowe zmieniono. – Reżyserka chciała uniknąć konkurowania i porównywania jej spektaklu z filmem Koterskiego – tłumaczy Grzegorz Kwiatkowski z Wybrzeża.

Ostatecznie na scenę Krystyna Janda przeniesie „Seks dla opornych” (tytuł oryginału „Sexy Laundry”), najbardziej znaną sztukę Kanadyjki Michele Riml. W przedstawieniu zobaczymy dwie największe aktorskie gwiazdy Teatru Wybrzeże: Dorotę Kolak i Mirosława Bakę. Co najważniejsze, ten duet już wieloma rolami udowodnił, że doskonale czuje się razem na scenie. Premiera spektaklu 20 stycznia na Scenie Kameralnej Teatru Wybrzeże w Sopocie oraz 12 lutego – w tej samej obsadzie – w warszawskim Teatrze Polonia.

– To gorzki ale zabawny tekst – opowiada o „Seksie” Krystyna Janda. – Małżeństwo z niemal trzydziestoletnim stażem, architekt i jego żona, całe życie zajmująca się domem i dziećmi, przeciętni inteligenci, którzy nigdy nie pozwolili sobie na żadne szaleństwo, wiodący dotąd raczej banalne, pracowite ale spokojne życie, zapragnęli jakoś ożywić swój związek, obudzić dawne emocje. Postanawiają więc uciec z domu i spędzić weekend w najmodniejszym hotelu. Co prawda zabierają ze sobą praktyczny poradnik „Seks dla opornych”, ale nim do niego sięgną, by osiągnąć pożądaną gotowość, muszą dokonać głębokiego obrachunku. Będzie burzliwie i dramatycznie, wzajemne pretensje i urazy zaprowadzą ich niemal do ostatecznego zerwania, poradnikowe recepty dostarczą zdecydowanie groteskowych przeżyć, narażając na zawstydzenie raczej niż powrót wielkich namiętności. Ale też to doświadczenie pozwoli im docenić wartość codziennej, może szarej ale nieodzownej bliskości i przywiązania, zaufania i poczucia bezpieczeństwa. Ich własnej miłości po prostu. A to może się okazać ważniejsze niż podniecający może, ale krótkotrwały błysk ekscytacji.

_________________________________________________________

Krystyna Janda o seksie, Wajdzie i Wałęsie

Rozmawiał Mirosław Baran, 20.01.2012 Po zamkniętym pokazie w Warszawie jedna z pań chciała się od razu rozwieść. Jestem zdumiona, bo przecież jest to apoteoza małżeństwa i związków wszelkich – opowiada Krystyna Janda, która w Teatrze Wybrzeże reżyseruje „Seks dla opornych”. Polska prapremiera sztuki 20 stycznia w Sopocie

Sztuka, która nosi oryginalny tytuł „Sexy Laundry”, to największy przebój kanadyjskiej dramatopisarki Michele Riml. Cała akcja, rozpisana tylko na dwie postacie, toczy się w pokoju hotelowym. Małżeństwo ze sporym bagażem doświadczeń i blisko trzydziestoletnim stażem zatrzymuje się tam na romantyczny weekend. Chcą pobudzić nieco wygasłą namiętność, w czym pomóc ma im tytułowy przewodnik. Jednak wyjazd staje się przede wszystkim pretekstem do momentami bolesnego rozliczenia się z ich związkiem.

Krystyna Janda, reżyserka „Seksu dla opornych”, debiutowała (i to w jakim stylu) u Andrzeja Wajdy w „Człowieku z marmuru”. Do dziś na swoim koncie ma kilkadziesiąt dużych ról filmowych – także za granicą – oraz dziesiątki nagród za nie. Wśród obrazów, w których występowała, znaleźć można sporo tytułów silnie związanych z Gdańskiem, jak „Człowiek z żelaza” Wajdy czy „Wróżby kumaka” Roberta Glińskiego – czyli ekranizacja jednej z powieści Güntera Grassa.

Pomimo licznych sukcesów filmowych Krystyna Janda parę lat temu zdecydowała się w większym stopniu poświęcić teatrowi. A dokładniej: prowadzić jeden z nich. Teatr Polonia – pierwsza prywatna scena dramatyczna w III RP – rozpoczął działalność w 2006 roku, w budynku blisko warszawskiego placu Konstytucji, dawnej sali kina Polonia. W zeszłym roku pod szyldem Fundacji Krystyny Jandy na rzecz Kultury wystartowała druga scena, Och-Teatr na warszawskiej Ochocie. Krystyna Janda regularnie w obu teatrach występuje i reżyseruje, przez sceny – które nie mają stałego zespołu – przewijają się najsławniejsi polscy aktorzy. Już niedługo dołączy do nich gdański duet: Dorota Kolak oraz Mirosław Baka.

Ta para to największe gwiazdy Teatru Wybrzeże; aktorzy z tą sceną związani są nieprzerwanie od lat 80. zeszłego wieku. Dorota Kolak i Mirosław Baka niejednokrotnie występowali na scenie razem (ostatnio pod koniec zeszłego roku w „Na początku był dom” Doris Lessing w reżyserii Anny Augustynowicz), nieodmiennie z doskonałym efektem. Od 12 lutego „Seks dla opornych” grany będzie na deskach Teatru Polonia.

Rozmowa z Krystyną Jandą

Mirosław Baran: „Seks dla opornych” jest bardzo prostą historią. Co w niej jest takiego, że postanowiła Pani przenieść ją na scenę?

Krystyna Janda: – Ta sztuka jest nie tylko prostą, ale wręcz banalną historią. Natomiast w bardzo precyzyjny sposób nazywa trudne czasem do wyrażenia rzeczy. Jest napisana naprawdę dobrym dialogiem, opowiadającym o sprawach, o których pewnie wszyscy wiemy, ale musimy czasem je sobie przypominać, co jakiś czas. Szczególnie, jak chcemy z kimś przeżyć życie z sensem. Pracując nad przedstawieniem oglądam w kółko próby i na nowo wciąż zaskakuje mnie ten tekst. Poza tym ta sztuka, napisana jako partytura dla dwójki dojrzałych aktorów, daje wielkie pole do popisu. Niewiele jest takich współczesnych tekstów. .

Dyrektor Teatru Wybrzeże Adam Orzechowski zaproponował mi kilka tekstów do wyboru. Ponieważ spektakl będzie grany i w Trójmieście, i w Teatrze Polonia w Warszawie, to myślałam o czymś, co będzie dobre dla obu tych scen.

Sztuka Riml balansuje pomiędzy szlachetną komedią i farsą…

– U nas jest to komedia. . Zupełnie zrezygnowaliśmy z rozwiązań farsowych, na coś zupełnie innego położyliśmy nacisk. Wyszedł nam w efekcie gatunek w jakiś sposób bliski komediodramatowi. Oczywiście żal nam wszystkich żartów sytuacyjnych, które wycięliśmy, ale zysk jest ogromny. Widziałam już spektakl z publicznością, i dokładnie jest tak jak marzyłam. Publiczność wybucha śmiechem i cichnie momentalnie, kiedy sprawy stają się poważne czy wzruszające. Myślę, że ten tekst i spektakl będzie potrzebny ludziom. Zrobiłam już jeden zamknięty pokaz w Warszawie, dla ludzi z naszej fundacji. Zrobiło to na nich wrażenie. Nawet jedna z pań chciała się od razu rozwieść.(śmiech) Jestem zdumiona, bo przecież jest to apoteoza małżeństwa i związków wszelkich.

Wybrała Pani do obsady swojego spektaklu dwie największe gwiazdy Teatru Wybrzeże.

– Od dawna chciałam i panią Dorotę Kolak, i pana Mirosława Bakę ściągnąć do Warszawy, żeby u nas zagrali. Szczerze mówiąc, najpierw byli oni, ta obsada, a potem dopasowywaliśmy do Nich tekst. A sztuka Riml jest jakby specjalnie wymyślona dla tego wspaniałego duetu aktorskiego. Jest to absolutna partytura koncertowa dla aktorów.

Gdy ogłoszono, że będzie Pani reżyserować w Teatrze Wybrzeże, to była mowa o innym tytule – „Baby są jakieś inne” Marka Koterskiego. Co się stało, że do tej premiery nie doszło?

– Było dużo perypetii z tym tekstem. Pomysł na jego wystawienie pojawił się już dwa lata temu, zanim Pan Marek zaczął pracę nad swoim filmem. Gdy przygotowania do produkcji filmu ruszyły, pan Marek Koterski powiedział, że woli abyśmy poczekali z premierą w teatrze, aż „Baby są jakieś inne” pojawią się w kinach. W międzyczasie zdecydowaliśmy się więc na „Seksem dla opornych”.

Czy ten spektakl jest początkiem stałej współpracy Wybrzeża i Polonii?

– To jest współpraca, współprodukcja mojej Fundacji i Teatru Wybrzeże. Jeśli chodzi o fundację i mnie, bardzo chętnie. Choć zrealizowanie tego spektaklu było możliwe tylko dlatego, że prawie wszystkie próby odbyły się w Warszawie, bo ja co wieczór gram. W związku z tym, na dłuższą metę współpraca wymagająca mojej nieobecności w Warszawie jest niemożliwa. Teatr Polonia i Och-Teatr, wymagają mojej ciągłej obecności,.. „Seks dla opornych” udało się przygotować, bo pani Dorota Kolak i pan Mirosław Baka mieli w Warszawie jeszcze inne zajęcia zdjęcia, mogliśmy się więc w ciągu dnia spotykać na próby.

Pytam o współpracę, bo w Teatrze Wybrzeże już w lutym odbędzie się prapremiera „Ciał obcych” Julii Holewińskiej, zdobywczyni Gdyńskiej nagrody Dramaturgicznej 2010. A pierwotnie spektakl miał trafić na deski Pani Teatru Polonia. To przypadek?

– Faktycznie, byliśmy już umówieni na premierę w Warszawie. Wielkim zwolennikiem tego tekstu jest Jerzy Stuhr, który miał go zresztą reżyserować. Ja miałam w nim grać główną rolę – mężczyzny, który chce zmienić płeć. Jak wiadomo, pan Jerzy, z powodu choroby musiał przerwać pracę; zobaczymy, jakie będą rezultaty jego leczenia. „Ciała obce” to tekst bardzo gorący. Gdy zwrócił się do mnie dyrektor Teatru Wybrzeże, z pytaniem o ten tekst , rozumiałam, że nie możemy dalej blokować jego wystawienia, bo zasługuje on na jak najszybszą premierę. W efekcie zwolniliśmy tekst bez żadnych warunków.

Jak Pani, wybitnej aktorce, pracuje się nad reżyserią spektakli?

– To zawsze dla mnie trochę dziwna sytuacja, ale i radosna. Niestety często wchodzę na scenę w trakcie prób i „pokazuję ” zamiast opowiadać, bo dla mnie to dużo prostsze, a poza tym grając można moim zdaniem dużo więcej przekazać intencji i odcieni niż opowiadając o nich, skraca się czas. Ale karcę się za to i staram się robić to jak najrzadziej, zostawiać aktorom wolność. Uwielbiam pracować z aktorami, kolegami. W pracy w teatrze nie bawią mnie wielkie inscenizacje. To lubię wykorzystywać przy pracy w Teatrze Telewizji, jak to zrobiłam chociażby w „Porozmawiajmy o życiu i śmierci” czy „Związku otwartym”. Technika telewizyjna daje takie możliwości i jest bardzo inspirująca. Ale w teatrze zawsze stawiam na aktorów. Cała moja reżyseria polega na przede wszystkim ustaleniu tematu akcentowanego, charakterów, wymowy całości, wspólnego gustu, priorytetów, także światopoglądowych. Gdy to się uda, cała reszta jest już czystą przyjemnością. No a tzw. reżyseria to już rzemiosło, które posiadam.

Jest Pani ulubioną aktorką Andrzeja Wajdy, który właśnie w Gdańsku kręci film o Lechu Wałęsie. Nie żałuje Pani, że w nim nie występuje?

– Nie znam scenariusza. Jeżeli Andrzej mnie nie zaprosił, to pewnie nie byłam mu tym razem potrzebna. . Myślę , że to trudny film…i bardzo ważny. Wstrzymałam oddech .

Trudny, jak temat i bohater.

– Dobrze, że ten film robi właśnie Andrzej Wajda. I w tym sensie żałuję, że nie mogę się też pod nim podpisać, nie grając. Myślę, że należymy oboje z panem Wajdą do tych , którzy Lecha Wałęsę oceniają jednoznacznie pozytywnie, nie mamy w tej kwestii żadnych wątpliwości. Ten punkt widzenia był już widoczny w „Człowieku z żelaza”. Poza tym ten film silnie związał nas emocjonalnie i z Wałęsą, i z Solidarnością, i z Wybrzeżem. Wiem, że Andrzej Wajda, choćby nie miał sił, to „Wałęsę” i tak nakręci, bo uważa, że to jego obowiązek.

Mówiła Pani o wielu obowiązkach w pracy w teatrach. Jak udaje się pani łączyć je z grą filmach?

– Nie udaje mi się.

Jak to? Przecież zobaczymy Panią chociażby w nowym filmie Małgorzaty Szumowskiej „Sponsoring”.

– W przypadku „Sponsoringu” to był zaledwie jeden czy dwa dni zdjęciowe , mały epizodzik. Poleciałam na plan do Kolonii zagrałam i wróciłam do Warszawy. Teatry zmusiły mnie do całkowitej rezygnacji ze wszystkiego innego. W tym roku odmówiłam już kilku rzeczy. Trudno.

Nie szkoda Pani?

– Nie. Jestem dorosła, podjęłam taką decyzję.

__________________________________________________________

Miałam wyjątkowe życie

– To jest bardzo porządnie zrobiony spektakl, świetnie grany, niegłupi, ważny a jednocześnie dla wszystkich – mówi KRYSTYNA JANDA przed premierą „Seksu dla opornych” na Scenie Kameralnej Teatru Wybrzeże w Sopocie.

Katarzyna Wysocka: Pani Krystyno, jak to jest z miłością? Pisała pani w swoim dzienniku, że ostatnio zakochała się w obrazie Mehoffera, tutaj w Sopocie.

Krystyna Janda*: Tak, w pewnym wieku człowiek wybiera sobie takie miłości, z jakimi mu wygodnie.

Co było takiego urzekającego w tym obrazie?

– Ten obraz jest nadzwyczajny, po prostu, nadzwyczajny, wisi tutaj naprzeciwko. Ale ja się w wielu rzeczach zakochuję, w swoim łóżku, że mam lepsze niż poprzednie, w filiżance się zakochuję, w Toskanii się zakochuję, w temperaturze powietrza się zakochuję, w łazience jednej pani, że ma taką samą temperaturę powietrza jak wychodzi z wanny, co temperatura wody, a to wydaje mi się nadzwyczaj miłe. Tak mi się wydaje, że w życiu każdy dochodzi do takiego momentu, jakby wszystkie rzeczy się stały i potem stara się żyć zgodnie z organizmem i wewnętrzną harmonią.

Jest Pani dla mnie od wielu lat synonimem dobrej energii i mówienia ludziom o tym, że mają wyzwalać z siebie dobrą energię. Jest pani dobrym duchem, patrzy pani bardzo uważnie na życie, na ludzi. Kocha pani życie.

– No tak, ale to też taki banał. Jest bardzo wielu ludzi, którzy nie kochają życia i nawet tego nie wiedzą. Myślę, że jest niewielu takich, którzy tak naprawdę kochają życie i wiedzą o tym, że je kochają. Bo wielu kocha życie, ale tego nie wiedzą… Zyskać tę świadomość to jest prawdziwe szczęście, moim zdaniem, bo wtedy wszystko się odmienia i właściwie wszystko jest dobre. Kiedyś, pamiętam, denerwowałam się, jak czegoś zapomniałam, że wracam do domu, że jestem kretynką, która ciągle czegoś zapomina i tracę czas, i wracam. A wie Pani, że się przestałam w ogóle tym denerwować ? Po prostu mówię: o, czegoś zapomniałam i jeszcze raz pojadę. I jeszcze raz pojadę, i jeszcze raz wyjadę, i będzie bardzo miło. W ogóle przestałam się tym denerwować. To raczej taka prostota jest w tym, to raczej na takiej prostej rzeczy polega niż czymś innym, bardziej filozoficznym.

Słucham tego z zazdrością, bo mówi pani o potędze człowieka, kobiecości. Patrzę na panią jak na pewnego rodzaju ideał emocjonalny, że można sobie radzić z pewnymi emocjami, zbierać je, szufladkować. Z drugiej strony ma pani ciągłą ochotę poznawania nowych emocji, nie jest pani tutaj zaspokojona.

– No tak, ale ja miałam bardzo dobre życie. Dostałam od życia więcej niż się spodziewałam, oceniono mnie lepiej niż sama o sobie myślałam. To jest bardzo szczęśliwe życie, strasznie rzadko się to zdarza, niewielu ludziom się to zdarza. Albo muszą bardzo walczyć, a ja nigdy nie walczyłam specjalnie, albo muszą udowadniać za wszelką cenę, a ja nigdy nie udowadniałam czegoś za wszelką cenę, tylko po prostu coś tam grałam, kręciłam. Myślę, że miałam wyjątkowe życie i przez to nie mam pretensji do nikogo, ani żalów jakichś, ani nie muszę udowadniać, że jestem lepsza niż jestem. Mam odwagę przez to, tak się po prostu życie potoczyło.

W tekście sztuki Karol mówi, że aktorka nie jest kobietą...

– Nie, nie chodzi o to… Ona mówi znowu o takim banale, że w gazetach, w filmach, w prasie, wszędzie są mężczyźni starzy, młodzi, brzydcy, piękni, pomarszczeni, grubi, chudzi, a kobieta jest zawsze piękna, zawsze młoda, albo Julia Roberts. I tym samym ona ma pretensję, że tak jest pokazywana kobieta w naszym kręgu zwyczajowym, bo już nie chcę powiedzieć – kulturowym, ponieważ to jest trochę więcej. Nasze media i nasza taka codzienność nie dopuszczają kobiet, które się zestarzały, które są gorsze, słabsze, starzeją się, nie mają siły. A mężczyźni mają większe prawa i te prawa mężczyzn się nie zmniejszają. Ona tylko to mówi. A on jej na to opowiada: „Ale to są aktorki, nie kobiety”, ale to jest oczywiście wymijająca odpowiedź.

Jakby pani nazwała tę energię między małżonkami po 27 latach wspólnego życia? Wydaje się, że w tym fragmencie, kiedy ich obserwujemy w tym tekście, we fragmencie ich życia, przeszli wiele różnych momentów.

– Po pierwsze, ta energia jest bardzo dobra. Oni się bardzo kochają i za to głównie dziękuję aktorom. To jest najtrudniejsze do uzyskania, wychodzi para aktorów, coś grają, ale między nimi nic się nie zdarza. A tu jest tak, że oni grają, rzeczywiście wszystko wykonują, wszystko jest „wyrobione”, jak my to nazywamy, ale jednocześnie tak się zdarzyło, że pani Dorota Kolak i pan Mirosław Baka bardzo się przyjaźnią i to widać na scenie, i to się przełożyło na spektakl. Za to jestem im bardzo wdzięczna. Grałam wielokrotnie z różnymi aktorami i muszę powiedzieć, że większość tych związków na scenie była czysto techniczna, czysto zawodowa, że mieliśmy problem z fizycznością. A tu nie ma żadnego problemu, po prostu oni się tak lubią, w tak naturalny sposób całują, dotykają, że to jest wielkie. To coś dostałam w prezencie razem z nimi. Na scenie uwielbiam grać z Piotrkiem Machalicą, z Markiem Kondratem, bo nie mam żadnych problemów. A są aktorzy, z którymi nie mogę wyjść poza formę. Wszystko musi być konwencjonalne, bo na niekonwencjonalność nas nie stać. Fizyczność na scenie to jest w ogóle wielki problem. Tu tego problemu nie ma.

Czy dla pani Barbara to postać, która łączy w sobie cechy kobiety dojrzałej, która przeszła już wiele? Czy ona zachowuje się typowo dla kobiety 50-letniej? Rozmawiałam z Dorotą Kolak i śmiałam się z nią nie zgodzić, że to jest typowa kobieta w określonym wieku.

– Myślę, że przeciętna, typowa kobieta nie ma już takich ambicji, żeby za wszelką cenę zmienić życie. Codzienność ją tak dogania, że jakość jej związku przyjmuje jako rzecz, z którą nie może walczyć. Mówię o inteligentach, nie można o tym zapomnieć, że są to ludzie, którzy po pierwsze analizują swoje życie, którzy oceniają się nawzajem i co więcej – nie oceniają tylko siebie, ale są autoironiczni i krytyczni wobec siebie! To już się naprawdę nieczęsto zdarza. Ludzie w ogóle tylko siebie widzą, mają tylko pretensje do kogoś innego, a ten tekst uczy między innymi patrzenia na swoje winy, swoje słabości, swoje błędy i to jest też cenne. Dlatego z jednej strony jest to typowa kobieta, bo ja takich kobiet znam bardzo dużo, a z drugiej strony jest tyle kobiet, które są zagonione w jakąś szarą stronę, że już nie mają siły na takie zabawy

Powiedziała pani, że kobiety wchodzą w swoją rolę, że pozostają w tych rolach współcześnie. Trochę się z tym nie zgadzam, czasami kobiety próbują wyjść poza swoją rolę, nie zawsze dobrze to się kończy.

– Nie, nie ma pani racji, dlatego że 80 proc. małżeństw to są ludzie, którzy po kilku latach już ze sobą nie rozmawiają, są sobie obcy, wychowują wspólnie dzieci, nienawidzą się nawet. Mężczyzna w ogóle nie chce zmian, nie ma ochoty na zmiany i ma dosyć, a jeśli kobieta ma jakiekolwiek apetyty na inne życie, to dostaje po nosie i nie tylko od męża, ale od dzieci, od wszystkich, ponieważ nikt nie rozumie, o co jej chodzi. Tak wygląda prawda moim zdaniem, a tu mówimy o kobiecie i ludziach z większymi aspiracjami. Jest taka warstwa ludzi, ale to są ci sami, którzy czytają książki w tym kraju, czyli 700 tysięcy, 2 proc. podobno.

Kiedy kończy się seksualność, potrzeba na seksualność? Czy w ogóle można mówić o czymś takim?

– Moim zdaniem nigdy. Natomiast zwyczaj każe i w naszym kręgu kulturowym kończy się bardzo wcześnie, ale jeśli ludzie się nienawidzą, to i nie ma potrzeb seksualnych. Jeśli ludzie się nienawidzą, to nie chcą się w związku ani całować, ani dotykać. To jest innego rodzaju problem. Mają ochotę na seks, ale z kim innym. I tyle.

Co pani powiedziała kobiecie, która obejrzała pani próbę w Warszawie i powiedziała, że chciałaby się rozwieść?

– Nic. Nic. Jak gram Shirley, to wiele kobiet nagle twierdzi, że zmieniło życie, po obejrzeniu „Shirley Valentine”.

Ja zmieniłam.

– Naprawdę? Bardzo mi miło. Następna ofiara Shirley. Myślę, że to jest też taki tekst, oni mówią coś tak prostego i dotykającego czasem, że jak się to ogląda, to wstaje nagle taka kobieta i mówi: „Boże, ja nie mam nawet cienia szansy na taką rozmowę, ja nie ma cienia szansy na taką zmianę, ja nie mam przy sobie partnera, który jest choćby w 10 proc. tak otwarty jak ten Karol”. Nagle uświadamia sobie, że ona nie chce dalej tak żyć. I to się stało tej kobiecie, ona nagle zrozumiała, że pójdzie teraz do domu, do tego człowieka, z którym nie ma nic wspólnego i nie ma szansy z nim na taką szczerość, taką rozmowę i w ogóle na rozmowę. Rozumiem, że ona powiedziała, mam dosyć i nie dlatego, że się zestarzałam, że na niego nie zasługuje, tylko dlatego, że nie jesteśmy partnerami w żaden sposób. Więc może lepiej zrobić wysiłek w 50. czy 55. roku życia i po prostu się rozstać i uratować to, co zostało, te kilka lat życia w harmonii, jakimś spokoju, własnych upodobaniach?

Które góry pani będzie w najbliższym czasie przenosić? Wciąż wyznacza pani sobie nowe cele, otworzyliście kolejną scenę w Och-Teatrze.

– Zobaczyłam tam ostatnio próbę generalną kabaretu Macież, który jest bardzo zabawny i cieszę się, że nasza publiczność może ich obejrzeć, usłyszeć te żarty, ale od razu pomyślałam, że sama powiedziałabym tam jakiś monolog. I od razu „uderzyłam się po mózgu łapą”. Bez przesady, przecież ja już mam tyle ról i tyle gram. Natomiast jestem po pierwszych próbach „Mayday”. Wracam do Warszawy, żeby w 22 próby zrobić tak trudną sztukę, jeszcze zrobić ją oryginalnie, farsę, ale tak, żeby ludzie dostali tak zwaną nadwartość. Muszę ją zrobić w latach 60., bo inaczej akcja nie miałaby sensu, czyli wchodzi cała sfera historii sztuki, ubioru, muzyki i sposobu zachowania się. Muszę się tym zająć, przypomnieć, zacząć decydować o kolorycie całej tamtej historii. To bardzo poważne zadanie, bo chciałabym bardzo, żeby to była taka Mondrianowska trochę w estetyce historia, bo inaczej nie ma sensu. Gdyby były wtedy telefony komórkowe, to „Mayday” nie mogłaby się zdarzyć, no i tyle.

Jaki jest przepis na sukces w przypadku „Seksu dla opornych”, nazwiska?

– Nie. To musi być dobre i to jest dobre. To jest bardzo porządnie zrobiony spektakl, świetnie grany, niegłupi, ważny a jednocześnie dla wszystkich.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

„W pewnym wieku człowiek wybiera sobie takie miłości, z jakimi mu wygodnie”
Katarzyna Wysocka
www.portkultury.pl

 

Spotkanie mistrzów, czyli „Seks dla opornych” po sopocku

„Seks dla opornych” w reż. Krystyny Jandy na Scenie Kameralnej Teatru Wybrzeże w Sopocie. Pisze Katarzyna Wysocka na portalu Portkultury.pl.

Wszelkie powody, dla których ten spektakl miał się udać- zaistniały. Wysmakowane role, dopracowana reżyseria, bezcenna mitologia działań promocyjnych zaistniały równolegle, powodując, że oto otrzymaliśmy popisowe dzieło mistrzów. Aktorskie trio, bogate w doświadczenia filmowe i teatralne, produkcyjny duet Teatru Polonia i Teatru Wybrzeże oraz ogromna potrzeba na niebanalną komedię okraszoną refleksją nad skłonnościami ludzkiej natury złożyły się na aplauz publiczności i szaleńczą pogoń za biletami (pogoń fotografów za ujęciami na próbie medialnej bezcenna, przeszła oczekiwania wszystkich).

 

„Seks dla opornych” napisany przez 37-letnią Michele Riml (tekst powstał w 2002 roku) to opowieść o małżeńskich oczekiwaniach, niespełnieniach, banalnej codzienności po dwudziestu siedmiu latach pożycia, w sytuacji, gdy jeszcze nie zgasła nadzieja na miłość we dwoje. Barbara wydaje się świadomą swoich potrzeb dojrzałą kobietą, która ma odwagę werbalnego ogłoszenia światu i mężowi, że jej czas się jeszcze nie skończył, że chce ponownie kreować swoje szczęście, a nie być tylko ofiarą pogłębiającej się frustracji. Samoświadomość bohaterki jest „niewyczerpana” do momentu, kiedy okazuje się, że nie jest w stanie „przeskoczyć” własnej i książkowej pomysłowości na renesans małżeństwa, czyli zaakceptowania mężowskich fantazji, wcale nie ułańskich, oraz tego, co on ma do powiedzenia. Bohaterka nie ułatwia Karolowi zadania otworzenia się po raz kolejny na miłość, stawiając przed nim wymagania godne pokerowego gracza. Barbara okazuje się być w stanie permanentnej determinacji miejsca i czasu, ulega zatem porywom emocji, wyobraźni i szlachetnej miłości do Karola. On bardzo długo pozostaje pod wpływem wyrobionego latami nawyku przytakiwania, przemilczania i obrony dotychczasowych wyobrażeń o sobie. Oboje mają intelektualne skłonności do analizy osobistych wspomnień, przeżyć i możliwych rozwiązań ( w sposób językowo cywilizowany), czym zdecydowanie odcinają się od setek małżeństw stojących na skraju szaleństwa komunikacyjnego. Pozorne podobieństwo do innych historii małżeńskich kończy się zapewne już na początku spektaklu – ponieważ bohaterowie nadal się kochają. Idealne sposoby i przepisy na udany związek, i w sytuacji awaryjnej – na ratowanie go, zawarte w podręczniku „Seksu dla opornych”, tracą na znaczeniu, zwycięża tęsknota. „Miss you” zespołu The Rolling Stones staje się momentem zwrotnym weekendowego spotkania hotelowego (być może także dlatego, że „małżeństwo” Micka Jaggera i Keitha Richardsa trwa już 50 lat).

Tekst sztuki nie jest na pewno psychologicznym studium postaci, jednak aktorzy mają duże pole manewru w kreacji postaci. Dorota Kolak jako Barbara okazuje się nie być typową kobietą w swoim wieku. Mimo odchowania trójki dzieci, skończonych studiów, zajmowania się domem i wykonywania pracy zawodowej ma ciągle apetyt na życie, na szczęście budowane z bycia razem, przeżywania razem, patrzenia na siebie z zachwytem i wiele innych zdawałoby się banałów, które przestają nimi być w momencie, gdy uważność na partnera i jego emocje jest wysoka. Kolak gra przepysznie, to znaczy umie być zabawna, komiczna, pozornie niezrównoważona, zadziwiająco stanowcza i jednocześnie niezdecydowana. Wykazuje się kobiecą intuicją, podejrzliwością mężowskich intencji, budowaniem napięcia z werbalnych niedopowiedzeń i Karolowych metafor. Wkłada w postać ogromne ilości ciepła, co powoduje, że widz w skupieniu śledzi jej tok rozumowania, niczemu się nie dziwiąc, a raczej przytakując. Znakomicie partneruje jej Mirosław Baka, dla którego ta rola to powrót do energii scenicznej, z jaką pojawiał się przed laty w Teatrze Wybrzeże. Przekonywująco gra męża, życiowo nastawionego na mitologizację zawodu, jaki wykonuje i na zachowanie osobistego spokoju „wywołanego” społeczną pozycją. Karol nie jest typem kreatora rzeczywistości, nie lubi w swoim życiu radykalnych zmian i kocha żonę. Zdał się na nią w codziennym bytowaniu, więc trudno mu przyjąć nowy wizerunek małżonki, która już nie tylko chce pielęgnować powierzchnie użytkowe ich domu. Baka nadał postaci kolorytu dobrotliwego, skromnego i uczuciowego mężczyzny, który bawi swoją nieporadnością i tokiem myślenia, choć przecież nie odbiega to absolutnie od naszej rzeczywistości i schematów, o jakich mówi się na wszelkich terapiach małżeńskich, warsztatach i kawiarnianych pogawędkach damskich i męskich.

Krystyna Janda, nadająca blask pracy przy tym spektaklu swoją rolę określiła bardzo wyraźnie. Ludziom należy dawać nadzieję, dlatego bohaterowie walczą o miłość, co kończy się dla nich optymistycznie, oboje odkrywają się przed sobą na nowo, ciekawie i z miłością. Reżyserka, jak zawsze zaangażowana całą sobą w pracę, tym razem miała nieco ułatwione zadanie na poziomie aktorskim. Wieloletnia przyjaźń zawodowa dwojga „Wybrzeżowych” aktorów zlikwidowała jedną z najczęstszych barier scenicznych, czyli opór na poziomie fizyczności. Ponadto wnikliwość Jandy, również aktorki, pomogła „stawać się” postaciom Barbary i Karola. W kategoriach optymistycznych można również potraktować pastelową scenografię, na potrzeby spektaklu pełnowymiarową (według koncepcji Macieja Putowskiego). Inspirujące było światło wpadające przez ściany z żaluzji (czym zajmowali się Adam Czaplicki i syn Krystyny Jandy, Adam Kłosiński).

Sopocka premiera „Seksu dla opornych” to oczekiwany i potrzebny majstersztyk gatunkowy. Z ogromną przyjemnością widz ulegał biegowi wydarzeń scenicznych oraz urokowi postaci, bo przełożenie komediowe pozwalało mieć nadzieję, że mimo wielu podobieństw, nam, inteligentom, taka sytuacja zdarzyć się nie może. Z drugiej jednak strony w widzach została pobudzona sfera wspomnień sytuacyjnych i marzeń w odniesieniu do twórczych relacji partnerskich. I choć powaga dylematów postaci z filmu „Casablanca” rozpoczęła spektakl, finał wlał sporo optymizmu. Udana współpraca teatru państwowego i prywatnego przełoży się zapewne na sukces kasowy, ponieważ medialny, frekwencyjny (bilety w Sopocie rozeszły się jak chrupiące bułeczki) i artystyczny został już osiągnięty.

„Spotkanie mistrzów, czyli „Seks dla opornych” po sopocku”
Katarzyna Wysocka
www.portkultury.pl
Link do źródła
23-01-2012

_________________________________________________________

Krystyna Janda o „Seksie dla opornych”

Na scenie Dorota Kolak i Mirosław Baka. Reżyseruje Krystyna Janda. „Seks dla opornych” to wspólna produkcja dwóch teatrów – trójmiejskiego Teatru Wybrzeże i warszawskiej Polonii. Warszawska premiera – 12 lutego

Tekst „Seks dla opornych” kanadyjskiej autorki Michele Riml to opowieść o małżeństwie (z niemal 30-letnim stażem), które próbuje ożywić swój związek podczas weekendu w modnym, drogim hotelu. Recenzenci z Trójmiasta byli zgodni, że ten wdzięczny komediowy utwór to dobry materiał na ciekawe, niejednoznaczne role. „Mistrzowskie aktorstwo Doroty Kolak i Mirosława Baki – to najważniejszy powód, dla którego warto obejrzeć komedię » Seks dla opornych «” – pisał Mirosław Baran na łamach trójmiejskiego dodatku „Gazety” po premierze w Sopocie. Warszawska premiera „Seksu dla opornych” odbędzie się 12 lutego w Teatrze Polonia.

Dorota Wyżyńska: To nietypowa koprodukcja. Doszło do współpracy między sceną publiczną i prywatną. Warto łączyć siły?

Krystyna Janda: Myślę, że tak. Teatr Wybrzeże zwrócił się do mnie z propozycją reżyserii u nich, w Trójmieście. Ja z kolei nie mogę wyjeżdżać na dłużej z Warszawy z powodu obowiązków, jakie mam w Polonii i Och-teatrze. To było najprostsze rozwiązanie. Próby odbywały się w Warszawie, a koszty produkcji zostały podzielone na dwa teatry. Ale najważniejsze, że udało mi się dzięki tej koprodukcji ściągnąć do Warszawy Dorotę Kolak i Mirosława Bakę, gwiazdy Teatru Wybrzeże. Od dawna marzyłam, żeby zagrali u nas.

Ci aktorzy w Teatrze Wybrzeże często występują razem. Wspaniały duet. Oglądałam ich niedawno w „Grupie Laokoona” Różewicza. Widać, że rozumieją się bez słów. Jak się z nimi pracowało?

– To była rozkosz. To wspaniali aktorzy i ludzie. Oni się bardzo lubią, przyjaźnią. Duety aktorskie to potęga. Zapominamy o tym. A w historii teatru mają wielkie znaczenie. Ja też miałam kilku kolegów, z którymi udawało nam się w parze dojść daleko. Tęsknię za nimi. Chciałabym zagrać znów w parze np. z Piotrem Machalicą. Mamy za sobą wiele „przyjemności”: „Dwoje na huśtawce” „Medeę”, „Fedrę”, „Kotkę na blaszanym dachu” czy ” Męża i żonę” – nasze wspólne spektakle sprzed lat w Teatrze Powszechnym. Czekam też z niecierpliwością na powrót do teatru Jerzego Stuhra i nasz spektakl „32 omdlenia”.

Wybrzeże i Polonia to bardzo różne teatry – mówiła pani o tym w wywiadzie, który ukazał się w „Magazynie Teatru Wybrzeże”. A jednak mam wrażenie, że te dwie sceny wiele łączy. Przede wszystkim podobne myślenie o widzu.

– Tak, absolutnie. Jesteśmy podobni, jeśli chodzi o stylistykę, tematy. Cenimy dobre aktorstwo i na aktorach budujemy repertuar. Oczywiście my nie możemy się równać z Teatrem Wybrzeże, jeśli chodzi o możliwości produkcyjne. Wybrzeże to teatr o wielkiej renomie, z zespołem aktorskim pracującym razem od lat, wypracowanymi doświadczeniami, stylem i osiągnięciami. Teatr państwowy i jako taki służący widzom: jeśli chodzi o edukację i rozrywkę, tradycję i awangardę, eksperymenty i klasykę. Natomiast Teatr Polonia istnieje od sześciu lat i wciąż zmaga się z istnieniem i nieistnieniem na granicy między ambicjami i sprzedażą.

Tekst „Seks dla opornych” kanadyjskiej autorki Michele Riml to opowieść o małżeństwie, które próbuje ożywić swój związek podczas weekendu w modnym, drogim hotelu. Z pozoru błaha komedia

– To świetny tekst, z błyskotliwymi dialogami. Potrzebny niewątpliwie. To komedia. Sytuacja jest komediowa. Odświeżenie emocji, także związanych z seksem, po 27 latach małżeństwa, z pomocą popularnego amerykańskiego poradnika, z naiwnymi i nie najmądrzejszymi radami, oczywiście śmieszy. Ale czasem robimy najgłupsze rzeczy z miłości i z lęku o przyszłość. Myślę, że wiele małżeństw marzy o tym, żeby móc ze sobą tak otwarcie porozmawiać czy w atmosferze przyjaźni wykrzyczeć swoje pretensje, zwierzyć się z marzeń.

Tekst bliski widzom, niegłupi, miejscami wzruszający, czasem śmieszny, zawsze prawdziwy. Jeden z tych, które jeśli są dobrze zrobione i dobrze zagrane, wchodzą w życie widzów na zawsze, budzą osobiste refleksje.
_____________________________________________________________

„Seks dla opornych”, czyli przepis na hitowy spektakl

Dowcipna sztuka, słowo „seks” w tytule, nazwisko Krystyny Jandy na afiszu, gwiazdy w obsadzie – tak wygląda przepis na teatralny hit. Kupienie biletów na spektakl Teatru Wybrzeże „Seks dla opornych” graniczy z cudem. Takiego hitu gdańska scena nie przygotowała od dawna. „Seks dla opornych” jest koprodukcją Wybrzeża oraz Teatru Polonia w Warszawie, pierwszego prywatnego teatru dramatycznego w III RP. Tekst tej komedii napisała szerzej nieznana w naszym kraju Kanadyjka Michele Riml, spektakl wyreżyserowała Krystyna Janda, szefowa Polonii, występują w nim największe aktorskie gwiazdy Teatru Wybrzeże – Dorota Kolak i Mirosław Baka.

Premiera „Seksu dla opornych” odbyła się na Scenie Kameralnej Teatru Wybrzeże w Sopocie 20 stycznia. Od tego czasu zagrano go w Trójmieście siedem razy, w tym dwa razy na dużej scenie teatru w Gdańsku. Zawsze przy pełnej widowni. Kolejne trójmiejskie spektakle zaplanowano na koniec marca i początek kwietnia. I… właściwie nie ma już na nie biletów.

Podobna jest sytuacja w Teatrze Polonia w Warszawie, gdzie w niedzielę odbędzie się stołeczna premiera „Seksu dla opornych”. W sumie w lutym, razem z sobotnim pokazem przedpremierowym, spektakl zostanie zagrany 10 razy.

– Bilety zostały już tylko na ostatni z tych pokazów, na 20 lutego. Ale po premierze już pewnie ich nie będzie – usłyszeliśmy w kasie Polonii.

Czemu „Seks dla opornych” – spektakl bardzo solidny, zabawny i wyśmienicie zagrany, ale nawet niepretendujący do miana teatralnego arcydzieła – cieszy się tak dużym powodzeniem? Czy to zasługa tekstu, reżyserki, czy aktorów?

Nazwisko kanadyjskiej autorki nie może być tym magnesem, bo niewiele ono mówi nawet ludziom zawodowo zajmującym się teatrem. Sam tekst, opowiadający o kłopotach miłosnych małżeństwa ze sporym stażem, jest daleki od taniej farsy, przewidywalny i nieskomplikowany.

– Ta sztuka jest nie tylko prostą, ale wręcz banalną historią – przyznała „Gazecie” przed premierą Janda. – Natomiast w bardzo precyzyjny sposób nazywa trudne czasem do wyrażenia rzeczy. Jest napisana naprawdę dobrym dialogiem, opowiadającym o sprawach, o których pewnie wszyscy wiemy, ale musimy czasem je sobie przypominać.

I właśnie w tej banalności może tkwić siła sztuki Riml. W końcu większość widzów traktuje teatr przede wszystkim jako rozrywkę. Potwierdza to świetna sprzedaż biletów – zresztą dość drogich, jak na trójmiejskie realia – do Teatru Muzycznego w Gdyni. Poza tym mało co budzi takie zainteresowanie, jak słowo „seks” w tytule.

Na pewno wielu z widzów przyciągnęło też nazwisko Jandy, wybitnej polskiej aktorki. I to nieważne, że tym razem ona sama nie pojawia się na scenie. Poza tym Janda, prowadząc już przez parę lat prywatną Polonię, wie doskonale, jak zrealizować spektakl z jednej strony nieobrażający inteligencji widza, z drugiej – potrafiący na siebie zarobić. A pamiętajmy, że w Warszawie o publiczność walczy ze sobą kilkanaście – państwowych i prywatnych – scen.

Wreszcie w „Seksie dla opornych” mamy na scenie duet wyśmienitych aktorów. Kolak i Baka znani są nie tylko w Trójmieście, ale – dzięki licznym rolom w filmach kinowych, spektaklach Teatru TV i telewizyjnych serialach – w całej Polsce. Poza tym świetnie czują się razem na scenie, co wielokrotnie w ostatnich dekadach udowadniali w Teatrze Wybrzeże.

________________________________________________

Janda i seks dla opornych

Dawno nie zdarzyło się tak, żeby na spektakl Teatru Wybrzeże zabrakłobiletów. W ostatnich dniach jednak widzowie chcący obejrzeć „Seks dla opornych” niejednokrotnie musieli odejść od kasy z kwitkiem. Za takim frekwencyjnym i – zważywszy na entuzjastyczne recenzje, artystycznym – sukcesem ostatniej premiery gdańskiego teatru stoją trzy wielkie aktorskie nazwiska: Kolak, Baka i Janda.


Farsowy komediodramat kanadyjskiej autorki Michele Riml miał swoją premierę 20 stycznia. Za reżyserię spektaklu odpowiada dawno nie widziana na Wybrzeżu w tej roli Krystyna Janda – „Seks dla opornych” powstał bowiem w koprodukcji z jej warszawskim Teatrem Polonia. Kameralna sztuka rozpisana na dwoje aktorów opowiada prostą historięmałżeństwa z trzydziestoletnim stażem. Karol (Mirosław Baka), wzięty architekt, i jego żona Barbara (Dorota Kolak), gospodyni domowa, prowadzą pozbawione wielkich emocji życie zwyczajnej pary w średnim wieku. Po wielu latach spędzonych razem pragną jednak odmiany i odrobiny szaleństwa. Postanawiają spędzić weekend w drogim hotelu i dla urozmaicenia skorzystać z porad zamieszczonych w tytułowym poradniku „Seks dla opornych”.

To, co miało być upojnym weekendem spędzonym na łóżkowych igraszkach, szybko przeradza się jednak w dyskusję podsumowującą ich wieloletni związek. Karol i Barbara kłócą się i godzą, stają na granicy zerwania, ale w sukurs przychodzi im praktyczny erotyczny poradnik. Zawarte w nim wskazówki okazują się być jednak raczej żenujące niż pomocne w sprowokowaniu ponownego wybuchu namiętności.

Doskonałe role Kolak i Baki, najbardziej znamienitych wykonawców spośród obsady gdańskiego teatru, w połączeniu z reżyserią uwielbianej przez publiczność Jandy, najwyraźniej stworzyły mieszankę wybuchową. Trójmiejscy widzowie, którzy chcą załapać się na sopockie przedstawienia „Seksu dla opornych”, muszą się jednak spieszyć. Już wkrótce aktorzy przenoszą się bowiem do stolicy – 12 lutego spektakl będzie miał swojąwarszawską premierę w Teatrze Polonia

……………………

Przepis na miłość

„Seks dla opornych” w reż. Krystyny Jandy z Teatru Polonia w Teatrze Wybrzeże. Pisze Ewa Wójcicka w serwisie Teatr dla Was.

Krystyna Janda jako reżyser oraz dwójka genialnych aktorów – Dorota Kolak i Mirosław Baka stworzyli tercet doskonały.

 

Spektakl Seks dla opornych w Teatrze Wybrzeże (autorstwa kanadyjskiej dramatopisarki Michele Riml) powstał w koprodukcji z warszawskim Teatrem Polonia. Pierwotny tytuł sztuki miał brzmieć Banalna historia. Jednak na tę wersję nie zgodziła się autorka. Słusznie, ponieważ temat nie jest banalny, raczej zawsze aktualny i jak powiedziała Pani Krystyna Janda powszechny.

 

Jak wygląda związek i pożycie po prawie 30 latach spędzonych razem? Kiedy to we wspólne życie wdaje się rutyna, a na romantyczne wyskoki zawsze brak czasu, wszystko staje się płaskie, bez wyrazu. Barbara i Karol są małżeństwem 27 lat. Oboje to wykształceni ludzie, którzy dorobili się w życiu trójki dzieci. Bagaż doświadczeń i przeżyć wdał się we znaki ich małżeństwu. Aby uratować tę relację, a przecież to nie o przelotny romans chodzi, wybierają terapię ekspresową – kurację seksem. Nie chodzi tu o żadne niekonwencjonalne techniki pseudomedyczne, ale o szybką rewitalizację życia łóżkowego. W planie tym ma pomóc wygodny apartament w luksusowym hotelu oraz podręcznik Seksu dla opornych.

 

Ten „bestseller” zawiera serię porad, brzmiących jakby były wyrwane z kolorowej gazety. Wyuzdane i twórcze pomysły autorów podręcznika jakoś nie bardzo pomagają już niemłodej parze.

 

Barbara jest nastawiona do wskazówek bardzo pozytywnie. Ma nadzieję, że pikantne przepisy zawarte w książce rozruszają jej wiecznie znudzonego męża. Karol twierdzi, że korzystanie z podręcznika to głupota i nie chce brać udziału w zabawach. Ich poglądy się różnią, oni się od siebie różnią, są całkowitymi przeciwieństwami. Nic więc dziwnego, że mają odmienny punkt widzenia na recepty z seksualnego vademecum.

 

Ona jest apodyktyczną i stanowczą kobietą. Monotonny styl życia jej nie pociąga, pragnie wrażeń, uniesień. Chce rządzić i ustalać reguły. To emocjonalna ekstrawertyczka, szukająca uwagi swojego męża. Denerwuje ją, że Karol nie przysyła jej kwiatów, jak to bywa w słodkich i łzawych komediach romantycznych. Pragnie poczuć rozkoszne zauroczenie jak w czasach młodości.

 

Karol to typ kanapowca wiecznie tęskniącego za kapciami i pilotem. Wieczorne oglądanie wiadomości sprawia mu największą przyjemność, a fakt że nie pamięta, kiedy spał z własną żoną, nie wywołuje w nim żadnych emocji. Nie mówi Barbarze o problemach w pracy, jest introwertykiem, duszącym w sobie swoje przemyślenia i żale. Nie wyznaje współmałżonce miłości w poetycki sposób, bo dla niego to oczywiste, że ją kocha. Wszystkie romantyczne igraszki do których próbuje namówić go żona to dla niego błazenada.

 

Oboje się kochają – co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości. Jednak oboje mają zupełnie inny horyzont oczekiwań, przez co romantyczny wyjazd przekształca się w groteskową wymianę zdań.

 

To co widza śmieszy, dla bohaterów jest źródłem cierpienia. Seria wyrzutów, które kierują do siebie Barbara i Karol, jest nacechowana rozpaczą i przerażeniem, że tego związku już nic nie uratuje. Hiperbolizowane wypowiedzi, dobór słownictwa, intonacja bohaterów powoduje, że dramat małżonków przekształca się w komedię (dla widza), w której mimo wszystko gdzieś pobrzmiewają gorzkie słowa.

 

Dorota Kolak (Barbara) rewelacyjnie przedstawiła swoją bohaterkę. Nie była to prosta sprawa, ponieważ zagrać kobietę rozbitą, zdesperowaną, a do tego odziać ją w błazeńską maskę było nie lada wyzwaniem. Na scenie jest ruchliwa, ciągle się zmienia emocjonalnie i doskonale „gra twarzą”. Można zauważyć jak wyraziście rysuje grymas, zdziwienie, złość. W tym spektaklu dał prawdziwy popis swoich umiejętności aktorskich również Mirosław Baka. Jego rozbrajające spojrzenie było rewelacyjne i idealnie komponowało się z ospałymi ruchami i znaczącymi minami. Konstruuje on postać obojętnego i znudzonego męża, ale jednocześnie nie odbiera mu charakteru.

 

Hotelowy apartament, w którym znajdują się małżonkowie jest bardzo przytulny. Świetnie została wykorzystana gra światłem. Imitacja promieni słonecznych wpadających przez wielkie hotelowe okno wprowadzała w klimat wyczekiwanej wiosny i wakacji.

 

Współpraca tercetu okazała się strzałem w dziesiątkę. Spektakl zakończył się owacjami na stojąco. Seks dla opornych to nie mdła komedia bez polotu. Reżyserce i aktorom udało się powiedzieć o rzeczy ważnej, problematycznej, w figlarny i żartobliwy sposób. Sztuka nie daje jednoznacznej odpowiedzi jaki jest przepis na miłość – i dobrze. Niech na takie pytanie każdy odpowie sobie sam, bo przepisów na miłość jest wiele – i dla każdego jest zapewne inny.

„Przepis na miłość”
Ewa Wójcicka
Teatr dla Was
Link do źródła
07-03-2012

———————————————-

OKIEM OBSERWATORA
SEKS DLA OPORNYCH [reż. Krystyna Janda]
Teatr POLONIA – 05 lipca 2018 r.

No i mamy lato i wakacje, a to jeszcze nie dawno oznaczało najgorszy czas dla teatromanów, czyli tzw. przerwę urlopową, czy inaczej – przerwę miedzy sezonami. Ale w kulturze zadziałała niewidzialna ręka rynku i powstały teatry niepubliczne, a one są dużo bardziej elastyczne w stosowaniu przepisów dotyczących czasu pracy. Dzięki temu, właściwie w każdym większym mieście, zagonieni na co dzień mieszkańcy ale i – co bardzo ważne – turyści, mogą zobaczyć ciekawe przedstawienia teatralne. Pod tym względem Warszawa zaczyna wręcz rozpieszczać miłośników Melpomeny.

Jednym z pierwszych teatrów, który nie miał (jako cała firma) przerwy urlopowej był Teatr Polonia. Mało tego, w letnich miesiącach zaczął rozszerzać swą działalność, grając spektakle w otwartej przestrzeni, czyli na pl. Konstytucji. Każdy może na nie przyjść i nie trzeba kupować biletów!
A na kilku scenach gra nieprzerwanie swoje hity, zarówno te najnowsze jak i te troszkę starsze, wystawiane już rzadziej.
Stwarza to niepowtarzalną okazję zarówno dla turystów ale też i dla warszawiaków mogących nadrobić ewentualne zaległości.
Jednym z takich spektakli, który miał swoją premierę już kilka lat temu [ luty 2012 r.], jest Seks dla opornych Michele Riml, w reż. Krystyny Jandy.
O tym, że warto utrzymywać ten tytuł w repertuarze niech świadczy fakt, że pomimo, iż od premiery upłynęło sześć i pół roku, widownia dużej sceny Teatru Polonia, zapełniona była do ostatniego miejsca, a sporo chętnych odeszło od kas z kwitkiem. Najwyraźniej widzowie wiedzą co dobre – dobre, a co dobre – inaczej. „Seks dla opornych” zdecydowanie zalicza się do tej pierwszej kategorii.
Na scenie oglądamy tylko dwójkę aktorów: Dorotę Kolak i Mirosława Bakę, a tytuł nie jest wyłącznie wabikiem mającym przyciągnąć publiczność ale faktycznie anonsuje wprost główny wątek sztuki. No! Może nie tak do końca, bo tych oporów – co najmniej z jednej strony – nie ma za wiele ale temat seksu faktycznie jest wiodący!
Trzeba przyznać, że kanadyjska autorka idealnie wstrzeliła się w temat ogólnoludzki i ogólno cywilizacyjny. Na całym świecie, sztuka cieszyła się i cieszy ogromną popularnością, ponieważ porusza temat stary jak świat, a w każdym razie jak ludzkość i który wedle wiedzy podręcznikowej dotyka wszystkich bez wyjątku. Co prawda w realnym życiu zdarzają się odstępstwa od reguły, ale są one rzadkie. No więc widownia składa się z osób, które mają już za sobą takie doświadczenia, albo młodszych, które osobiście ich nie przeżyły ale widziały co się działo z rodzicami, dziadkami, ciotkami, stryjkami, sąsiadami itd.

Ponieważ skład warszawskiej publiczności, po sześciu i pół roku grania „Seksu dla opornych” był właśnie taki, więc i odbiór sztuki był bardzo emocjonalny ale i zróżnicowany. W zależności od własnych doświadczeń, widownia reagowała na konkretne sytuacje bardzo różnie. Z samej obserwacji zachowań widzów przez te półtorej setki zagranych już spektakli, uzbierałby się niezły materiał do pracy naukowej nt. problemów małżeństw z długoletnim stażem!
A na scenie Kolak i Baka też nie muszą już nic udawać, bo przez tyle lat wspólnego grania, poznali się „na wylot”, zupełnie jak Barbara i Karol ze sztuki. „Seks dla opornych” jest jak dobre wino, z upływem czasu staje się coraz lepsze, nabiera jakości i smakuje wybornie!
Ciekawostką związaną z tym spektaklem może być kontekst ogólnej rzeczywistości, która zmieniła się od momentu premiery [Vancouver w Kanadzie, w 2002 r.]. W przerwie spektaklu grupki dyskutantów dzieliły się bardzo żywo swoimi wrażeniami i często słychać było stwierdzenie: „Super! Ale mam nadzieję, że po przerwie pokazane będą męskie stereotypy, a nie wyłącznie kobiece!”. Oczywiście takie stwierdzenie jeszcze bardziej ożywiało dyskusję. Jestem ciekaw ile z tych osób wiedziało, że autorem spektaklu jest kobieta i to mająca w momencie premiery 35 lat?!
Ta zmiana optyki jeżeli chodzi o odbiór „Seksu dla opornych” jest jeszcze jednym argumentem na to, aby spektakl utrzymywał się cały czas w repertuarze Teatru Polonia. Bo naprawdę warto pójść na niego i przyłożyć swój wzorzec do oglądanego na scenie. I przemyśleć temat! I dotyczy to obydwu płci!

TEKST: KRZYSZTOF STOPCZYK
FOTO: materiały prasowe TEATRU POLONIA

Kulturalnie.waw.pl, Krzysztof Stopczyk, 6.07.2018

http://kulturalnie.waw.pl/artykuly/2667/okiem-obserwatora-seks-dla-opornych-[rez.-krystyna-janda].html

© Copyright 2019 Krystyna Janda. All rights reserved.