01
Czerwiec
1997
00:06

Uroda, nr 6/1997, Felieton

zobacz zdjęcie

Bravo, Maestra (Janina Romanówna)

Zajmuję się sztuką o Callas. Tekstem „Kurs Mistrzowski”. Cały pierwszy akt Callas nie pozwala nikomu zaśpiewać albo przerywa po pierwszym dźwięku. Wszystko jest źle, wszystko jej się nie podoba, jakby nie mogła znieść, że ktoś śpiewa – „profanuje” jej ukochane arie, muzykę, z którą wiążą się jej największe triumfy, która przypomina jej najwspanialsze momenty z życia.

Zachwyca mnie to, bawi, jest w tym coś bardzo prawdziwego.

Przypomina mi historię z mojego życia w Szkole Teatralnej i relacje z jedną z najbardziej zachwycających osób, jakie dane mi było spotkać w życiu – Panią Profesor Janiną Romanówną. Wielką aktorką, wspaniałą kobietą i niezwykłego pedagoga.

Mieliśmy mieć z Nią zajęcia tylko jeden semestr, szybko zorientowaliśmy się, że najwspanialsze wykłady, spotkania z Nią, na których uczymy się najwięcej, to te podczas których Ona gra parodiując nasze błędy lub pokazując coś co trudno jest przekazać słowami. Cała sztuka polegała więc na tym, żeby Ją sprowokować do tego, wyprowadzić zza Jej stolika. Wynajdowaliśmy tysiące powodów, wybiegów, sposobów, żeby nastąpił ten moment kiedy Pani Profesor wstaje. Nigdy nie zapomnę Jej absolutnie genialnych demonstracji uczących nas jak posługiwać się wachlarzem, szalem czy radzić sobie z trenem w sukni. Sposobów chodzenia i siadania we fraku. I zawsze będę pamiętać jak kiedyś na zajęciach zagrała grubego, chorego Dauma z „Panny Maliczewskiej” – niedoścignionego w wyrażaniu przebogatej gamy uczuć (tak jak nigdy nie zapomnę jak Profesora Zapasiewicza, który – zniecierpliwiony nami, zagrał scenę obłędu Ofelii. Była to najbardziej niezwykła, krucha, bezradna i nieszczęśliwa Ofelia, jaką można sobie wyobrazić).

Pani Profesor Romanówna mnie niecierpiała. Byłam dla Niej uosobieniem wszystkiego czego nie lubiła. Nowoczesna, krótko ostrzyżona, przeraźliwie chuda, bez piersi, dziewczyna – chłopak, bez wdzięku i cienia tego co kobietą się nazywa albo będzie nazywało. Mówiła … Moja zlota Jando, (zlota – to cudne „ł” przedniojęzykowe, które dla nas, w każdym razie dla mnie, było niedostępne, którego nie chciałam się uczyć i w mojej głupocie uważałam za bzdurę i szczyt nieprawdy. Mówiłam z pogardą … do muzeum! A bez tego „ł” cały Fredro, Mickiewicz brzmią naprawdę gorzej.). No więc…. Moja zlota Jando, nie dość, że jesteś niezdolna, to masz jeszcze nazwisko do cyrku… umaluj się (chodziłam zupełnie nie umalowana i też szczerze mówiąc nie bardzo się sobą prywatnie zajmowałam, najważniejsza była „twórczość”.) … umaluj się – wyglądasz jakbyś przed chwilą rzygala, jak chlopcy chcą się z tobą calować? … – Proszę na moich zajęciach być umalowaną i być kobietą.

Nie obrażałam się, uwielbiałam Ją. Na Jej zajęciach byłam umalowana jak stary płot, do tego stopnia, że, wtedy asystent, Piotr Fronczewski przeprowadził ze mną poważną rozmowę, w której radził mi żebym się tak nie malowała, bo maluję się za bardzo.

Zapytała pewnego dnia, co chcielibyśmy zagrać na egzaminie, że oczekuje na propozycje scen nad którymi chcemy pracować. Natychmiast zgłosiłam „Pigmaliona”, Elizę, scenę z rzucaniem kapciami w Higginsa. Pani Profesor zamarła. Eliza w „Pigmalionie” i Elwira w „Mężu i żonie” były Jej największymi rolami, grała je zachwycająco. Moja bezczelność była bez granic. Ja! i Eliza – uosobienie wdzięku i kobiecości! Powiedziała „Jak chcesz, ale nawet

najzdolniejsza i najładniejsza studentka jaką znałam w tej szkole – Ewa Wiśniewska – miała z tym problemy.

Na każde zajęcia przygotowywałam wersję sceny i za każdym razem nie pozwalała mi zagrać ani kawałka. Przerywała mi najczęściej już przy wejściu. Nie podobało Jej się wszystko, na przykład, wchodziłam w kapeluszu – krzyczała Stop! Zdejmij to ulatwienie z glowy… albo – Stop! Jak ty chodzisz…. Eliza chodzi malymi krokami… itd., itd.

Przez całe dwa miesiące nie wyszłam poza pierwsze zdanie tej sceny i zaczęła się między nami jakaś tajemnicza walka. Ona przerywała, a się zacinałam coraz bardziej. Koledzy, przed każdymi zajęciami, zakładali się w którym momencie mi przerwie. Wojna trwała.

Pewnego dnia postanowiłam zagrać całą scenę za wszelką cenę. Przeczytałam wszystkie istniejące opisy mówiące o tym, jak Ona to grała, wypytałam wszystkich pamiętających Ją w tej roli profesorów o szczegóły, obejrzałam wszystkie zdjęcia. Wiedziałam wszystko. Postanowiłam zagrać tak jak Ona. Założyłam się z całą szkołą o skrzynkę wina, że tego dnia mi nie przerwie. Cała szkoła położyła się na korytarzu pod drzwiami audytorium. Koledzy z roku siedzieli w napięciu czekając na rozwój wydarzeń. Wiedziałam wszystko, jak wchodziła na scenę, jak się ruszała, znałam sytuacje, intencje, ustawiłam meble, rekwizyty, wszystko!

Nie zdążyłam wejść, od razu krzyknęła Stop! Buchnęła salwa śmiechu w całej szkole. A koledzy z zajęć tarzali się ze śmiechu. Spojrzała zdziwiona. Zapytała: – Kto kichnął? A ja zaczęłam krzyczeć i walić pięścią w jej stół.

Dlaczego!? Dlaczego!? To niesprawiedliwe! Nie pozwoliła mi Pani zagrać nigdy tej sceny! Nawet spróbować zagrać! Przez całe dwa miesiące! Dlaczego Pani mi tym razem przerwała!?

Odpowiedziała: – B o  d y w a n i k  l e ż a ł  z  l e w e j  s t r o n y !

Po latach dostałam propozycję zagrania Elwiry w „Mężu i żonie”. Elwira – wielka rola Romanówny. Podobno ani przed Nią ani po Niej nie było takiej Elwiry. Było to w słynnym przedstawieniu Bohdana Korzeniewskiego. Wyszukałam w archiwum Kroniki Filmowej dwadzieścia minut zarejestrowane z tego przedstawienia, z czego większość bez dźwięku i kawałeczek z Jej głosem. Postanowiłam powtórzyć wiernie ten fragment, najdokładniej jak umiem.

Ukłonić się przed Nią najgłębiej jak potrafię.

Po pierwsze – dzięki temu fragmencikowi roli rozszyfrowałam interpretację całości, na którą sama bym nie wpadła, po drugie – każdego wieczora, kiedy gram ten fragment reakcja publiczności jest nadzwyczajna. Dokładnie się sprawdza! A powtarzam wiernie Jej modulację głosu, pauzę, zawieszenie i ruch ręki – zawsze śmiech, często brawa.

Brawo! Brawo Maestra! Bardzo, bardzo dziękuję.

Uroda, nr 6/1997

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.