01
Marzec
2004
00:03

REKLAMA

Dlaczego zdecydowała się pani na udział w reklamie preparatu na gardło?

Wydaje mi się, że teraz mogę sobie na to pozwolić.

Już wcześniej zdarzyło się pani reklamować samochody. Tamten zastrzyk gotówki nie wystarczył?

To było dziesięć lat temu, w trochę innej rzeczywistości, i reklamowałam dwa produkty jednocześnie, mój film „pestka” i samochód równocześnie. W zamian za mój udział w reklamie, jej zleceniodawca zapłacił za wyprodukowanie kopii filmu, wydał płytę z muzyką, a na tak dużą reklamę nie stać było ani producenta ani dystrybutora. Byłam bardzo zadowolona z tej transakcji.

Wiele osób uważa, że wystąpienie w reklamie deprecjonuje wizerunek szanowanego aktora.

Być może. Szacunek ludzi zdobywa się tym, co się robi w swoim zawodzie i na jakim poziomie. Dlatego udział w reklamie nie zaszkodził wielu moim wybitnym kolegom. Nie wstydzę się tego, co robię jako aktorka, producent i reżyser, więc ze spokojnym sumieniem biorę pełną odpowiedzialność za całą resztę. Szczególnie, że często także biorę udział w kampaniach reklamowych różnych fundacji i akcji charytatywnych.

Długo się pani zastanawiała przed podjęciem decyzji?

Tak, zwłaszcza, że wcześniej regularnie odrzucałam podobne propozycje. Tym razem zadziałał jednak przypadkowy argument, który przeważył szalę. Ostatnio uczestniczyłam bardzo aktywnie w kilku akcjach zbierania pieniędzy na leczenie dzieci znajomych, chorych kolegów, ludzi ze środowiska. Kiedy przyszła propozycja wzięcia udziału w tej reklamie , byliśmy waz z moimi kolegami z teatru, kolegami z całego właściwie środowiska teatralnego i filmowego, poruszeni chorobą naszej wspaniałej, uwielbianej przez nas wszystkich koleżanki, i jej problemami z leczeniem za granicą, ze sfinansowaniem tego leczenia. Byłam świadkiem tego, że jej życie i zdrowie zależy wydaje się, tak naprawdę od pieniędzy na sfinansowanie leczenia za granicą. Ta dramatyczna konkluzja dotarła do mnie akurat w momencie, gdy dostałam propozycję wystąpienia w reklamie. Jedna z moich młodych koleżanek, aktorek naszego teatru, słuchając podczas zajęć teatralnych moich rozmów z agencja reklamową, moich odpowiedzi i wahań, podeszła do mnie i powiedziała:, „Jeśli jeszcze się zastanawiasz, to jesteś kretynką. Gdyby coś ci się stało, albo twojemu dziecku, to myślisz, że my będziemy się na ciebie składać?” – oczywiście powiedziała to żartem, a także dlatego że wysłuchiwała moich długich rozmów telefonicznych na ten temat a moja odmowa ją denerwowała. Uświadomiłam sobie, że po tylu latach pracy ja właściwie nie mam odłożonych pieniędzy. Nie mam po tylu latach pracy i mając status zawodowy, jaki mam, żadnego zabezpieczenia. Gdyby mnie lub moje dziecko dopadło nieszczęście, to byłabym właściwie w identycznej sytuacji jak Dusia Trafankowska, Jacek Karczmarski czy Ewa Błaszczyk walcząca latami bezsilnie i rozpaczliwie między innymi z powodu pieniędzy, o swoje dziecko.

Jaką kwotę odłoży pani na konto?

Jest pan nietaktowny. Zresztą obowiązuje mnie klauzula poufności. Powiem tylko, że suma, którą zarobiłam jest ekwiwalentem półtora roku mojej pracy, którą mogą ocenić widzowie. Nie jest to kraj, który rozpieszcza swoich artystów w tym względzie. Ale rozumem, gdybym miała się zastanowić komu bym dała pieniądze czy nam czy szpitalom, pielęgniarkom, górnikom, dałabym tym najbardziej potrzebującym.

Marcin Prokop

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.