25
Luty
2004
23:02

Prunelki

Drogie, młode, czytelniczki URODY! Czy wiecie co to są prunelki? Są to pantofelki z atłasu. Ich nazwa pochodzi od nazwy tkaniny. „Prunela, franc. Prunelle – cienka mocna tkanina jedwabna o splocie atłasowym, jednobarwna lub wzorzysta wyrabiana w Europie Zachodniej co najmniej od połowy XVIII wieku z przeznaczeniem na obuwie tekstylne i obicie mebli”, cytuję za „Słownikiem Ubioru” pani Ireny Turnau.

Claudel, jeden z najwybitniejszych katolickich francuskich pisarzy, napisał sztukę teatralną pod tym tytułem „Atlasowy pantofelek”, ten tytuł mnie zawsze fascynował, ale nie o to chodzi, w sztuce nie chodzi też o but, jak się domyślacie i to w ogóle nie ma nie ma związku ze sprawą, o której chcę pisać.

Po co ja Wam Drogie Młode Czytelniczki URODY wyjaśniam co to są prunelki? Po co zawracam Wam tym głowę? Ponieważ jako osoba starsza, chcę Was o czymś przestrzeć. Zwrócić, moje Panie, Waszą uwagę na pewien aspekt spraw związany z bucikami z materiału. Temat, który przyszedł mi do głowy.

Jak się domyślacie, buciki z atlasu są wygodne. Szybko się niszczą ale są niezwykle wygodne. I otóż o to chodzi. Nie zniekształcają stóp, nie poci się w nich nóżka, można w nich biegać kilometry, tańczyć całą noc, pracować bez ustanku, a noga w luksusowym delikatnym futerale pozostaje w komforcie niewymownym. Słynna śpiewaczka Wanda Wermińska, podobno przed każdym latem zamawiała u swojego szewca dziesięć par prunelek, czy prunelków, nawet dziś nie wiadomo jak to odmienić, pakowała do kufrów i wyjeżdżała na lato do Ciechocinka. I nic dla niej w tym męczącym, jak twierdziła, Ciechocinku, nie było w związku z tym straszne, żaden wysiłek, żaden spacer, żadna odległość.

Słowa LUKSUS użyłam powyżej bardzo świadomie. Chciałam Was, Drogie Młode Czytelniczki URODY, w skrócie DMC-URODY, namówić na myślenie o swoim…. luksusie. Luksusie bardzo specjalnie pojętym, bo nie chodzi tu o pieniądze, o rzeczy, na które nie można sobie pozwolić, o marzenia niespełnialne czy specjalne zachcianki. Chodzi o sposób myślenia o sobie, o swojej wygodzie, higienie, odpoczynku i komforcie. A zaręczam, że w większości przypadków polega to na waszej DMC-URODY, decyzji.

W dalszym ciągu tego wynurzenia nie będę Wam opisywała przykładów na potwierdzenie mojego spostrzeżenia, zilustruję to Wam, na moim przykładzie.

Mam trochę lat, przeszłam w życiu różne próby i koleje losów, i to, że większość tego życia przebiegła w socjalizmie, ma tu oczywiście znaczenie, ale nie o tym mówię. Byłam typową dziewczynką podążającą za modą, później typową młodą kobietą starającą się zorganizować domowe ognisko, kilka razy byłam w ciąży, pracowałam całe życie dość ciężko. Myślę, że ciężej niż przyjdzie pracować wielu z Was, i tego Wam życzę. Nigdy się nie oszczędzałam i interes mojego organizmu oraz ciała nigdy nie był interesem nadrzędnym. To tytułem wstępu bo DMC, możecie o mnie nic nie wiedzieć.

Wczoraj weszłam do wanny pełnej miłej letniej wody, miałam niespodziewanie czas i oto co skonstatowałam:

1) Mam zniekształcone stopy od niewygodnych, za ciasnych, za wysokich butów. Za to bardzo modnych i ładnych jak mi się w młodości wydawało. (A propos, tutaj skorzystam z okazji i zdradzę Wam, że buty wyższe niż 8 cm. obcasem zniekształcają chód, sprawdziłam to wielokrotnie przed kamerą i dziś chodzę kupować buty z centymetrem w torebce, ale to na marginesie.)

2) Bardzo szybko, nawet przy minimalnych zmianach temperatur czerwienieją i sinieją mi kolana i dłonie, bo nosiłam mini nawet w największe mrozy a grube ciepłe rękawiczki zniekształcały całość sylwetki, tak mi się wydawało. (Dziś mam nawet w kieszeni letniej kurtki cieniutkie rękawiczki, tak na wszelki wypadek.)

3) Moja skóra nie jest idealnie gładka, bo pozostałości po siniakach, urazach, zadrapaniach, poparzeniach, pozostawiły ślady na całe życie. A przyczyną wszystkich jest nieuwaga, pośpiech, mierzenie sił na zamiary i chęć udowodnienia, że kobieta da radę. Pytam dziś: – Po co?

4) Dłonie często puchną mi bez powodu, a jest to konsekwencja dźwigania ciężarów i myślenia, że jak zaniosę dwa kilo cukru do domu a nie kilo, to będzie lepiej. Będą lepszą żoną, matką i gospodynią.

5) Moje wieczne kłopoty z włosami polegają miedzy innymi na tym, że czapka, jak myślałam w Waszym wieku, szpeci i po jej zdjęciu, w pracy czy szkole, wygląda się beznadziejnie. Wiecznie zmarznięta głowa pozostawiła też ślad w chorobie zatok, częstych bólach głowy i czerwieniejącym nosie.

6) Boli mnie wiecznie kręgosłup. Ale kto mi kazał przy wszystkich przeprowadzkach nosić więcej niż ci panowie do tego wynajęci, i podczas wszystkich ciąż udowadniania, że nic się nie zmieniło, mogę biegać i pracować jak dawniej. Kto mi kazał?

7) Mam wielkie ciągłe sińce pod oczami. Bo nigdy nie pomyślałam serio, że żeby ich nie było to trzeba trochę spać. Dziś już spać nie mogę i sińce zadomowiły się na zawsze. Itd., itd.

Moje Drogie, mogłabym tak wymieniać cały dzień, ale nie będę, bo to nie jest w najlepszym guście. Piszę to tylko po to, żeby Wam, póki czas, coś uświadomić i namówić, żebyście o siebie dbały. Po prostu. Nie chodzi o kremy, fryzjery, manicury. Chodzi o miłość do siebie samej, swojego ciała i organizmu, i do tego stworzenia, którym jesteście, a które się nazywa KOBIETĄ. Pokochajcie być kobietami! Słabszymi, delikatniejszymi, wrażliwszymi niż to się Wam wydaje. Starajcie się stwarzać sobie komfort, wygodę i luksus. Nie starajcie się nic udowadniać wszystkim dookoła. To POLAK POTRAFI! – KOBIETA NIE MUSI! Oświadczam Wam.

A teraz jeszcze jedno i nie wiem czy nie najważniejsze. Nie liczcie w tej sprawie na nikogo innego! Same musicie sobie to zorganizować! To Wy bądźcie dla siebie miłe, czułe, troskliwe, delikatne. Doceniajcie się i szanujcie i nie liczcie w tej sprawie naprawdę na NIKOGO.

Żegnam Was czule MŁODE KOBIETY. Nie kobity, nie damy, nie kobietony, demony, paniuńcie, pańcie, damulki, puchy marne, niewiasty, baby, babki, facetki i co jeszcze chcecie. Po prostu KOBIETY. Pokochajcie siebie, zachwyćcie się tym, że jesteście tym czymś, KOBIETĄ, doceniajcie to i bądźcie NIĄ, dla siebie samych.

Żegnam leżąc dalej w wannie, w tej porannego godzinie zachwytu nad tym kim jestem, nawet taka pokancerowana przez życie.

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.