26
Maj
1976
16:05

Portret Doriana Gray’a

Autor: Oscar Wilde

Prapremiera odbyła się w Teatrze Małym w Warszawie 26 maja 1976r.

Reżyseria: Andrzej Łapicki

Przekład: Mira Michałowska

Scenariusz: John Osborne (adaptacja sceniczna)

Scenografia: Lidia i Jerzy Skarżyńscy

Muzyka: Zygmunt Konieczny

 

OBSADA:

Dorian Gray – Krystyna Janda

Lord Henryk – Andrzej Łapicki

Bazyli – Zdzisław Wardejn

Pani Vane – Alicja Migulanka

Jakub – Waldemar Kownacki

Sybila – Sławomira Łozińska

Wiktor – Władyław Ebert

Habbard – Zbigniew Kryński

Franciszek – Jerzy Winnicki

Alan – Henryk Machalica

Księżna – Barbara Wrzesińska

Policjant I – Kazimierz Zarzycki

Policjant II – Janusz Bylczyński

 

STRESZCZENIE (ze strony http://www.encyklopediateatru.pl/sztuki/139/portret-doriana-graya) :

Czas akcji: druga połowa XIX wieku.

Miejsce akcji: Londyn.

Malarz Basil Hallward pokazuje swojemu przyjacielowi z Oxfordu, lordowi Henry’emu Wottonowi nieukończony jeszcze portret Doriana Graya. Lord Wotton jest zachwycony, uważa, że to najlepszy obraz Basila. Ku jego zaskoczeniu przyjaciel nie chce go nigdzie wystawiać. Tłumaczy, że portret jest dziełem zbyt osobistym, ujawnia prywatny stosunek malarza do Doriana. Chłopak jest dla niego nie tylko modelem, ale też źródłem inspiracji. Przypadkowe spotkanie zaowocowało przyjaźnią; Basil jest jednak, jak przyznaje, bardziej zaangażowany niż Dorian.

Gdy Gray przychodzi do pracowni, Hallward niechętnie przedstawia go staremu przyjacielowi, słusznie obawiając się, że lord może mieć niekorzystny wpływ na nieskalaną złem naturę chłopca. Zabierając się do malowania, prosi lorda Wottona, aby odszedł – wyraźnie lękając się jego zażyłości z Dorianem. Lord zostaje jednak, gdyż prosi o to Gray. Henry Wotton stara się przekonać pozującego Doriana o wyższości Piękna nad Geniuszem i Myślą. Namawia go, żeby cieszył się urodą i młodością, bo szybko przeminą. Dorian słucha jak urzeczony. Patrząc na gotowy portret uświadamia sobie, że obraz zachowa urodę, którą on straci i wypowiada życzenie, żeby portret zestarzał się zamiast niego. Tego samego wieczoru, wbrew woli Basila, Dorian idzie do teatru z Henry’m.

Lord Wotton jest cyniczny; nie kryje się z tym, że nie dba o innych, w szczególności biednych i nieszczęśliwych – nie chce, by myślenie o nich psuło mu przyjemność korzystania z życia. Głosi ponowne nadejście hedonizmu, kultu zmysłowego doświadczenia. Nie należy opierać się pokusom, ale ulegać im; jedynym niewybaczalnym grzechem jest nuda. Lord Wotton poświęciłby każdego dla zgrabnego epigramu. Zdaniem lorda miłość jest jedna, a zmiana obiektu nie zmienia szczerości uczucia. Dorian jest młody, niedojrzały i podatny na wpływy. Lord od pierwszych chwil znajomości, krok po kroku, zatruwa jego duszę swoimi pouczeniami i radami, lekturami, które mu podsuwa i przykładem, który mu daje. Kusi go, usypia jego sumienie, znieczula na krzywdę. Wotton jest świadomy, że chłopak znalazł się pod jego wpływem – możliwość kierowania nim fascynuje go.

Dorian wyznaje Henry’emu, że zakochał się w Sibyl Vane, młodziutkiej aktorce z podrzędnego teatru, urzeczony jej grą. Sibyl jest bardzo zakochana w – jak go nazywa – Czarującym Księciu (nie zna bowiem nawet imienia Doriana) i bardzo naiwna. James, brat Sibyl, zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, na które naraża siostrę zawód aktorki. Niepokoi go zainteresowanie, którym nieznajomy gentleman darzy jego siostrę. Grozi, że go zabije, jeśli skrzywdzi Sibyl.

Dorian oświadcza się Sibyl, a następnego dnia zabiera przyjaciół do teatru, chcac im ją pokazać. Tego wieczoru dziewczyna gra jednak bardzo źle; publiczność gwiżdże i wychodzi. Dorian Gray wściekły idzie za kulisy. Sibyl, choć wie, że grała fatalnie, promienieje szczęściem. Tłumaczy Dorianowi, że dotąd teatr był całym jej życiem; potrafiła grać namiętności, których nie czuła, a teraz nie umie zagrać uczucia, które ją przepełnia. Dorian nie słucha jej – czar prysł, więc odtrąca ją brutalnie. Wróciwszy do domu o świcie, spostrzega ze zdumieniem, że na jego portrecie, podarowanym mu przez Basila, pojawił się nowy rys – okrucieństwo. Dręczony wyrzutami sumienia postanawia przeprosić dziewczynę i ożenić się z nią. Nie chce więcej widywać się z Henrym, świadomy jego negatywnego wpływu. Jednak to Lord Wotton przynosi wiadomość o samobójstwie Sibyl, martwiąc się tylko o to, aby Dorian nie został wplątany w dochodzenie – skandal mógłby zaszkodzić jego reputacji. Pod jego wpływem Dorian zaczyna myśleć o Sibyl jak o bohaterce tragicznej, a o jej samobójstwie – jak o zakończeniu wspaniałej sztuki. Wspólnie sprowadzają całe zajście do rangi nowego doświadczenia w życiu Doriana. Po wyjściu przyjaciela Dorian dochodzi do wniosku, że śmierć Sibyl przesądziła o jego losie: on będzie korzystał z życia, a jego portret – magiczne zwierciadło jego duszy – będzie gromadził w ukryciu ślady jego występków.

Basil jest zbulwersowany chłodem i znudzonym wyrazem twarzy Doriana; był przekonany, że przyjaciel rozpacza po śmierci ukochanej. Malarz dziwi się też, że wydarzenia ostatnich dni nie pozostawiły żadnych śladów w twarzy jego modela. Chce zobaczyć portret Doriana i wysłać go na wystawę. Dorian postanawia za wszelką cenę temu przeciwdziałać. Zarzuca malarzowi niekonsekwencję – Basil zdecydował przecież, że nigdy nie będzie wystawiał jego portretu. Gray wie od lorda, że wiąże się z tym jakaś tajemnica i zmusza malarza do jej ujawnienia. Basil z trudem przełamując zażenowanie wyznaje, że Dorian jest dla niego ucieleśniem ideału, że uległ fascynacji, że stał się o niego zazdrosny. Dorian nie potrafi docenić wagi ani dostrzec intymności tego wyznania – nie okazuje zrozumienia ani nawet cienia serdeczności, nie zdradza też malarzowi swojego sekretu. Przez chwilę tego żałuje – wie, że Basil pomógłby mu oprzeć się zgubnemu wpływowi lorda Wottona.

Obawiając się, że ktoś może poznać jego tajemnicę, Dorian każe zanieść swój szczelnie zasłonięty portret do nieużywanego od lat pokoju, w którym bawił się i uczył jako dziecko. Klucz do pokoju będzie odtąd zawsze nosił przy sobie. Z czasem założy na drzwiach pokoju kraty i będzie unikał dłuższych nieobecności w domu, a lordowi powie, że portret został skradziony.

W przebraniu, posługując się fałszywym nazwiskiem, Dorian bywa w cieszącej się złą sławą tawernie. Po Londynie krążą plotki o występnym życiu Graya, ale nikt, kto go widuje i patrzy na jego młodą, niewinną twarz nie chce im dać wiary. Sam Dorian, coraz bardziej narcystycznie zakochany we własnej urodzie, w zamkniętym pokoju z osobliwym upodobaniem porównuje własne odbicie w lustrze z twarzą starzejącego się mężczyzny na portrecie i sam nie wie, co przeraża go bardziej: zmarszczki czy widoczne coraz bardziej rysy okrucieństwa. Czasem tylko, w trakcie bezsennych nocy zastanawia się nad swoim moralnym upadkiem, ale nie czuje skruchy, tylko użala się nad sobą.

W poszukiwaniu nowych doznań Dorian ulega kolejno mistycznym, intelektualnym i kolekcjonerskim pasjom: liturgią kościoła katolickiego, teorią Darwina, muzyką i instrumentami muzycznymi, kamieniami szlachetnymi, haftem i gobelinami. Każda pochłania go całkowicie; żadna nie trwa zbyt długo. Obcując z pięknymi rzeczami, wciąż przekonuje się, że czas rujnuje piękno.

Mijają lata; coraz częściej na widok Doriana damy bledną ze wstydu i przerażenia, a gentlemani ostentacyjnie wychodzą. Do wielu domów Gray nie ma wstępu, jednak skandale nie osłabiają towarzyskiej pozycji Doriana Graya. Po pierwsze jest bogaty; po drugie w towarzystwie łatwiej wybacza się występki niż podanie gościom wystygłych dań. W przeddzień trzydziestych ósmych urodzin Doriana wyjeżdżający do Paryża Basil odwiedza przyjaciela, aby go przestrzec. Podobnie jak inni, nie wierzy we wszystkie ohydne plotki, które krążą na temat Doriana – jako malarz jest szczególnie wrażliwy na to, co można wyczytać z twarzy, a twarz Doriana świadczy o jego niewinności. Niepokoi go jednak zgubny wpływ, jaki Dorian wywiera na przyjaciół – jeden popełnił samobójstwo, inny, straciwszy dobre imię, wyjechał za granicę. Basil sam już nie wie, co ma myśleć, mówi, że chciałby poznać duszę Doriana. Zirytowany moralizatorskim tonem przyjaciela Dorian z mściwą satysfakcją postanawia więc pokazać mu ukryty portret – obraz swojej duszy. Basil wydaje okrzyk przerażenia, nie chce uwierzyć własnym oczom. W obrazie przedstawiającym odrażającą twarz o zmysłowych ustach i przerzedzonych włosach z trudem rozpoznaje własne dzieło. Gray przypomina malarzowi o swoim życzeniu-modlitwie, by portret zestarzał się zamiast niego… Basil, z trudem pojmując, co się stało, uświadamia sobie jednocześnie, że Dorian musiał popełnić gorsze rzeczy niż te, o których plotkują ludzie… Czuje się winny – to on schlebiał mu, zachwycał się jego urodą, rozbudził w nim próżność. Namawia Doriana do wspólnej modlitwy; wierzy, że jeszcze nie jest za późno, że modlitwa skruchy może zostać wysłuchana, podobnie jak przed laty modlitwa pychy… Pod wpływem ogarniającej go nienawiści, Dorian chwyta leżący na komodzie nóż i zadaje nim Basilowi kilka śmiertelnych ciosów.

Tej nocy Dorian śpi głęboko, a rano delektuje się śniadaniem. Nie odczuwa żadnych wyrzutów sumienia, martwi się tylko tym, jak uniknąć kary. Wszyscy sądzą, że Basil wyjechał do Paryża, Dorian musi więc tylko pozbyć się ciała. Listownie wzywa dawnego przyjaciela, Alana Campbella, znanego z zamiłowań do eksperymentów chemicznych i prosi go, żeby unicestwił zwłoki. Alan odmawia stanowczo, gdyż żywi wobec Doriana głęboką urazę, a poza tym nie chce być wmieszany w sprawę kryminalną. Dorian ucieka się więc do szantażu, grożąc ujawnieniem ciemnej sprawy sprzed lat. Alan ulega. Wprowadzając Alana do pokoju, spostrzega, że poprzedniego dnia nie zasłonił portretu; na dłoni błyszczą krople krwi. Udając się tego samego wieczoru na kolację do lady Narborough, Dorian jest całkiem opanowany. Świadomość, że prowadzi podwójne życie zaczyna go podniecać. W tym samym czasie Alan popełnia samobójstwo.

Nie mogąc jednak uwolnić się od myśli o morderstwie, Dorian udaje się do spelunki, żeby szukać zapomnienia w opium. Jedna z pijących tam kobiet zwraca się do Doriana per „Czarujący Książę”. Gray opędza się od niej wzgardliwie i wychodzi. Po chwili w ciemnej bramie napada go James Vane, brat tragicznie zmarłej przed osiemnastu laty Sibyl. Przez te wszystkie lata James tropił Doriana, żeby pomścić siostrę, ale znał tylko przezwisko, które nadała mu Sibyl. Usłyszawszy je w spelunce, wyszedł za Dorianem; chce go zabić. Przerażony Dorian prosi napastnika, żeby zaprowadził go do najbliższej lampy. Nie musi długo przekonywać Jamesa, że człowiek, który skrzywdził jego siostrę powinien wyglądać o wiele starzej. Vane puszcza Doriana, ale chwilę później spotyka kobietę, która nazwała Doriana Czarującym Księciem. Kobieta przysięga, że to Dorian – ją także uwiódł przed osiemnastu laty, sprawiając, że znalazła się na dnie. Tydzień później przez szybę oranżerii swojej wiejskiej posiadłości w Selby Royal Dorian zobaczywszy twarz Jamesa Vane’a – mdleje. Odzyskawszy przytomność chce przekonać sam siebie, że było to tylko przywidzenie, ale wciąż się boi. W trakcie polowania Dorian, kierowany nagłym odruchem litości, bezskutecznie usiłuje powstrzymać jednego ze swoich gości strzelającego do zająca. Kula zabija nie tylko zająca, ale i człowieka – wszyscy są przekonani, że to jeden z naganiaczy. Dorian uważa śmierć naganiacza za zły omen, lęka się, że sam może zginąć w ten sam sposób. Chce natychmiast opuścić posiadłość, gdy nagle okazuje się, że zabitym mężczyzną jest brat Sibyl.

Dorian postanawia zmienić swoje życie, spełnia nawet swój pierwszy dobry uczynek, rezygnując z uwiedzenia poznanej na wsi dziewczyny (choć w ten sposób łamie jej serce). Lord Henry usiłuje jednak odwieść Doriana od zamiaru rozpoczęcia nowego życia. Lord nie wie, jaki użytek Dorian zrobił z jego nauk, nie zna mrocznych aspektów jego życia, nie zna tajemnicy portretu i oczywiście nie wie o morderstwie. Uważa, że życie Doriana jest doskonałe. Wychodzi na jaw zniknięcie Basila Hallwarda. Lord Henry stwierdza, że odkąd Basil przestał przyjaźnić się z Dorianem, jego malarstwo straciło na wartości. Lord nie wie albo nie chce wiedzieć, że to on poróżnił Basila z Dorianem. Dorian pyta Lorda Henry’ego, jak zareagowałby na wiadomość, że to on zabił Basila. Lord Henry nie traktuje słów Doriana poważnie. Sądzi, że zbrodnia nie leży w jego naturze, że do jej popełnienia zdolni są tylko ludzie z niższych warstw społecznych.

Dorian żałuje swojego występnego życia. Winą za całe zło obarcza portret. To namalowany przez Basila obraz sprawił, że on był bezkarny. Dzięki portretowi Dorian mógł swoją młodą, niewinną twarzą wprowadzać w błąd otoczenie. Teraz sądzi, że lepiej byłoby dla niego, gdyby każdy występek zostawił na jego własnej twarzy ślad. Ma jednak nadzieję, że – gdy zacznie nowe życie – dobre uczynki zmażą z portretu ślady zła. W nocy Gray idzie do zamkniętego pokoju, żeby zobaczyć, czy jego szpetny wizerunek wyładniał po tym, co uważał za swój pierwszy dobry uczynek. Ze złością stwierdza jednak, że w portrecie pojawił się jedynie rys hipokryzji. Dorian postanawia zniszczyć portret, by uwolnić się od swojego sumienia. Chwyta nóż, którym zabił Basila i wbija go w obraz. Straszny krzyk budzi służbę i zwraca uwagę przechodniów. Służba znajduje martwego mężczyznę o pomarszczonej, szpetnej twarzy z nożem wbitym w serce i tylko dzięki pierścieniom poznaje w nim swojego pana. Na ścianie wisi piękny portret młodego, niewinnego Doriana Graya.

 

RECENZJE/ARTYKUŁY:

Janda

 Eichlerówna to cel, do którego JANDA powinna dążyć. Lena też była lepsza w komediach. No i miała niezrównaną osobowość. I poczucie humoru. Potrafiła po łzawo-tragicznym monologu w „Marii Tudor” wyjąć białą chustkę i siarczyście wytrzeć nos. Janda może wzięłaby mniejszą chustkę – pisze Andrzej Łapicki w Teatrze.

Takich długich nóg i takiej krótkiej mini w życiu nie widziałem. I do tego miała osobowość. Miała na pewno. Tak to jest na egzaminie wstępnym w szkole teatralnej. Defiluje kilkaset przypadkowych osób. Nuda ogarnia salę wraz z komisją. I nagle wchodzi ktoś, kto elektryzuje, budzi uśpione grono. Dlaczego? A bo ja wiem. Może uśmiech, może nogi, może głos. Chcesz na nią (na niego) patrzeć. A o cóż chodzi na scenie? To się dawniej nazywało wdziękiem scenicznym, jeszcze dawniej – talentem. Nikt nie powie, na czym to polega. Otóż weszła – przedstawiła się – i już dla mnie była w Szkole, ba, na scenie. Później etapy, męczarnie egzaminów – paniom niezbyt się podobała, jak zwykle. Tak się złożyło, że ja prowadziłem jej ostatni egzamin. Mówiła chyba jakiś monolog z „Niebezpiecznych związków”. Poprosiłem, żeby usiadła naprzeciwko mnie i nie recytowała, ale wyznała mi swoją miłość prywatnie. Jeden ze znanych numerów egzaminacyjnych. Zrobiła to od razu świetnie, aż za świetnie, może za erotycznie, bo ochmistrzyni PWST (wg terminologii Bogusławskiego) Rena T. nagle się wyrwała: „Proszę o zmianę egzaminatora!”. Że niby coś uprawiamy seksualnego. „Oczywiście” – powiedziałem i poprosiłem Janka Kreczmara: „Jasiu, bądź łaskaw pani popartnerować, a pani zechce tym samym tekstem zrobić panu profesorowi dziką awanturę”. Też stary trik egzaminacyjny. Janek protestował, że dlaczego mnie ma kochać, a jemu wymyślać, ale skończyło się na śmiechu. Oczywiście zdała. Potem, jak to w Szkole, różnie było. Panie kręciły nosem. U Romanówny nie wyszła poza dostateczny, ale mnie i Saszy Bardiniemu bardzo się dalej podobała.

Była na czwartym roku, siedziałem w swoim gabinecie dziekana. Wkracza Janda: „Panie dziekanie, jestem w ciąży”. „To szczęśliwe wydarzenie” – mówię. „Tak, ale nie chcę tracić roku”. A to był wrzesień! „Nic nie stracisz. Wiem, że profesor Bardini w telewizji robi z tobą Maszę w Trzech siostrach, w Szkole szykuje Krakowiaków i Górali. Zagrasz jakąś góralkę, zaliczymy ci telewizję i wystarczy do dyplomu”. Trzeba było zagrać na czwartym roku dwie role. I tak się stało.

Po dyplomie porwało ją Ateneum, żeby zagrała Anielę w „Ślubach” u Swiderskiego. Ja bym jej tak nie obsadził. Jednocześnie Hanuszkiewicz, u którego byłem, dał mi do przeczytania „Portret Doriana Graya” w przeróbce Osborne’a. Zwróciłem uwagę na wskazówkę autora – „Doriana może grać dziewczyna”. Wyrwałem Jandę z Ateneum. Była rewelacyjna. To, że Doriana grała dziewczyna, stwarzało trzecie piętro perwersji. Wyglądała, w czarnym fraczku i białej koszuli, jak chłopiec, który wraca z konfirmacji (chyba tak napisał pan Grodzicki). Grała świetnie. Była bardzo kontaktowa, po czym poznaje się klasę. Wajda przyszedł, zachwycił się i obsadził ją w „Człowieku z marmuru”. I tak się zaczęła wielka kariera Jandy. Granie jej nie wystarczało. Reżyserowała w filmie, w teatrze. Grała te swoje monodramy, czy półmonodramy. Nie można na nie było dostać biletów. Role Valentine i Callas dały jej scenę na własność. Tylko ona się liczyła. Zetknąłem się z nią jeszcze w „Niemcach” Kruczkowskiego w Teatrze Telewizji. Grała Ruth. Jest tam taka kwestia, która decyduje o roli. Kiedy po nią przychodzi Gestapo, Ruth mówi do Liesel, która ją wydała: „Ach, Liesel, Liesel…”. Genialnie mówiła to niegdyś Eichlerówna. Opowiedziałem Jandzie, na czym to polegało. Była tam pogarda, litość i wybaczenie. Połączenie nie do zagrania. Janda to wykonała.

Eichlerówna to cel, do którego Janda powinna dążyć. Lena też była lepsza w komediach. No i miała niezrównaną osobowość. I poczucie humoru. Potrafiła po łzawo-tragicznym monologu w „Marii Tudor” wyjąć białą chustkę i siarczyście wytrzeć nos. Janda może wzięłaby mniejszą chustkę.

Andrzej Łapicki, TEATR, 21.11.2007

© Copyright 2019 Krystyna Janda. All rights reserved.