17
Lipiec
2006
16:07

Pięć minut od Jandy

Pięć minut od Jandy

„Skok z wysokości” – monodram Krystyny Jandy w Teatrze Polonia w Warszawie. Pisze Iza Natasza Czapska w Życiu Warszawy.

«Są widzowie, którzy do CV mogą sobie wpisać: „Grałem w spektaklu z Krystyną Jandą”. W sobotę oklaskiwali ich m.in. Katarzyna Figurai Andrzej Wajda.Krystyna Janda spędza lato w mieście. Kulą u nogi, która nie pozwala jej się ruszyć w największy upał z Warszawy, jest teatr Polonia. Jak sama otwarcie przyznaje, żeby utrzymać założoną przez siebie scenę, musi grać w wakacje.

W prażącym świetle reflektorów nakłada kąpielowy czepek. Asystentka od czasu do czasu ochlapuje ją wodą ze szklanki. Myślami jest w Grecji.

Aktor z ulicy

Do niedawna Krystyna Janda wypadała do Grecji jako Shirley Valentine, zahukana kura domowa, która decyduje się na odmieniającą życie wycieczkę. W „Skoku z wysokości” gra podobnie. Główna bohaterka to jakby Shirley, która wraca do Grecji z mężem i synem. Tym razem nie mówi do ściany (która była najlepszą i jedyną przyjaciółką Shirley). Za to kurczowo się jej trzyma, bojąc się skoczyć do basenu. Numer ten ma uświetnić jej pięćdziesiąte urodziny. „Shirley” z nowego spektaklu Jandy nie musi mówić do ściany – nie jest bowiem sama. Towarzyszy jej rodzina i spory tłumek gapiów, którzy zagrzewają ją do skoku. Ich role co wieczór gra inny zestaw aktorów – wziętych niemal z ulicy.

Błagam, bez głębi

Przed spektaklem asystentki Krystyny Jandy rozdają widzom kartki z kilkoma prostymi kwestiami. Chętnych do gry jest sporo, mało kto się uchyla. Można, będąc postawnym mężczyzną, zagrać kobietę topless, można, będąc miłą starszą panią, rzucić Jandzie „Pokaż, dzidzia, co potrafisz”. Byle w odpowiednim momencie. – Bardzo państwa proszę, żeby nie tworzyć głębokich psychologicznie postaci – uprzedza aktorskie zapędy swoich nowych scenicznych partnerów Krystyna Janda. – I błagam – nie improwizujcie, nawet jeśli wydaje wam się, że sami wymyślilibyście zabawniejszą kwestię.

Widownia pęka w szwach. Gra niemal czterdzieści osób. Janda balansując nad basenem, w którym siedzi dwóch muzyków grających greckie kawałki, mówi tekst sztuki (to prosta, zabawna historyjka kobiety, którą całe życie prześladuje pech), i moderuje aktorskim narybkiem rozsianym na widowni. Na jej znak podrywa się któraś z osób czekających na swoje wielkie pięć minut. Są tacy, dla których owa szansa ogranicza się do powiedzenia „Psepadło”. Widzowie występujący jako mąż i syn to przy takich epizodystach prawdziwe gwiazdy: ich zadaniem jest namawiać Jandę do skoku nie jeden raz.- Kochasz mnie, synku? – pyta przerażona skokiem bohaterka sztuki.- Tak – mówi szybko chłopak w roli syna.- Tej odpowiedzi nie było w scenariuszu! – śmiejąc się triumfalnie, ogłasza Janda reszcie widowni.

Parę słów na pamiątkę

„Skok z wysokości” to mniej niż spektakl. Więcej niż zwykła zabawa latem w mieście. Olśniewający w swej prostocie pomysł pozwala na spędzenie wieczoru w przyjemnej, relaksującej atmosferze z aktorką na wyciągnięcie ręki, z poczuciem lekkiej adrenaliny, że nic do końca w tej zabawie nie jest przewidywalne. Z pamiątką w postaci paru słów na kartce, które powiedziało się w prawdziwym teatrze. Polonia znów zarobiła – na siebie, na renomę i na zasłużone wakacje Jandy.»

„Pięć minut od Jandy”
Iza Natasza Czapska
Życie Warszawy nr 165
17-07-2006

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.