09
Wrzesień
2016
14:09

Okładka-Pani zyskuje przy bliższym poznaniu 2016

zobacz zdjęcie

Pani zyskuje przy bliższym poznaniu

Pani zyskuje przy bliższym poznaniu

Krystyna Janda w rozmowie z Katarzyną Montgomery

Aktorka. Żona. Matka. Krystyna Janda.
Nie ma w Polsce osoby, która nie znałaby Jej głosu, śmiechu i energii. W każdej ze swoich ról teatralnych czy filmowych zjawiskowa i profesjonalna. Jako Agnieszka w „Człowieku z marmuru” wniosła do kina nieznaną świeżość i nową jakość. W „Przesłuchaniu” poruszyła wszystkich i trwale zapisała się w historii kinematografii. W „Tataraku” dotknęła najczulszych strun, w „Boskiej” rozbawiła. Wychowała kolejne pokolenia , które najpierw do Teatru Powszechnego, a teraz do Teatru Polonia i Och Teatru chodzą „na Jandę”. Każdy spektakl z Jej udziałem kończy się owacją na stojąco. Zawsze wierna sobie i widzom. Szczera, bezpośrednia, wymagająca, choć bezdyskusyjnie zyskująca przy bliższym poznaniu.

Katarzynie Montgomery opowiada o swoich najważniejszych rolach – tych życiowych i tych zawodowych, o powstawaniu filmów i przedstawień, o kulisach teatru, za które widzowie nie mają wstępu, o miłości, przyjaźni, śmierci i życiu…

W tej opowieści nie sposób postawić kropkę.
Katarzyna Montgomery

Pisanie. Kontaktowanie się i porozumiewanie za pośrednictwem pisania. To bardzo istotna część mojego życia zawodowego i nie tylko. Mam nadzieję, że tytuł tej książki – „Pani zyskuje przy bliższym poznaniu” – odnosi się w dużej mierze do tego, co zapisałam, wyznałam, zamieściłam. I mam nadzieję, że jest choć w części prawdziwy.
Krystyna Janda

Krystyna Janda – aktorka teatralna i filmowa, reżyserka, pisarka i piosenkarka. Ma na koncie ponad sześćdziesiąt ról teatralnych i ponad pięćdziesiąt filmowych. Wielokrotnie nagradzana w kraju i na świecie. Uznana za aktorkę stulecia polskiego kina i Człowieka Wolności w kategorii „Kultura” z okazji 25-lecia przemian ustrojowych. W 2004 roku stworzyła fundację a w jej ramach dwa teatry: Teatr Polonia i Och Teatr, które prowadzi do dziś.

 

Katarzyna Montgomery – dziennikarka. Od 2011 roku redaktor naczelna miesięcznika „Zwierciadło”. Wcześniej pracowała m.in. w dwutygodniku „VIVA”, „Gazecie Wyborczej”. W latach 2007-2014 prowadziła popularny program „Mała czarna” w TV4.

Kategoria: Biografie, wspomnienia
ISBN: 978-83-8069-352-4
Data wydania: 17.05.2016
Format: 168mm x 240mm
Liczba stron: 560
Cena detaliczna: 45,00 zł

Pani zyskuje przy bliższym poznaniu.

Książkę z autografem Krystyny Jandy można zamówić tutaj:

http://sklep.fundacjakj.pl/produkt/pani-zyskuje-przy-blizszym-poznaniu

 

RECENZJE:

Krystyna Janda w rozmowie z Katarzyną Montgomery: Pani zyskuje przy bliższym poznaniu

Prószyński i S-ka, Warszawa 2016

17 maja 2016

 O sobie

 Na rynku wydawniczym Krystyna Janda istnieje – i za sprawą zbiorów felietonów, i – rozmów. A jednak „Pani zyskuje przy bliższym poznaniu” to książka wyczekiwana nie tylko przez fanów. Nie ma w Polsce człowieka, który nie kojarzyłby nazwiska Krystyny Jandy, który nie potrafiłby go powiązać z przynajmniej jedną rolą. I między innymi dlatego potężny tom – wywiad prowadzony przez Katarzynę Montgomery – nie jest po prostu kolejnym wywiadem-rzeką, sposobem artysty na pokazanie się czy przypominanie o sobie. To obraz Krystyny Jandy ze sceny i spoza niej, próba dopowiedzeń do biografii. Nic to, że mnóstwo informacji w ten czy inny sposób powtarza – bo najważniejsze jest spotkanie. Tego nie wolno przegapić.

 Katarzyna Montgomery próbuje nadać rozmowom biograficzną chronologię, chociaż sama przyznaje, że sporo nagrań powstawało przy okazji, bez założonego planu i wizji całości. To sprawia, że publikacja – na szczęście – oddala się od typowych realizacji gatunku. Janda o wiele lepsza niż w porządkowaniu życiorysowych danych jest w refleksjach, opowieściach i skojarzeniach. Tym chętnie się dzieli, nawet jeśli gdzieś zaznacza, że nie lubi mówić o sobie. Kiedy tylko zapomina o formie wywiadu, kiedy zaczyna zwyczajnie rozmawiać, staje się niezastąpiona. Można więc sobie wyobrazić, jak wpada się w tę lekturę. Dobrze, że tom liczy grubo ponad pół tysiąca stron – tylko tak dostarczy choć pozorów nasycenia.

 A przecież Katarzyna Montgomery wcale go do końca nie wypełnia. Ma zadanie utrudnione o tyle, że Krystyna Janda wiele momentów i punktów zwrotnych (lub chociaż ciekawych) ze swojego życia już opisała lub opowiedziała w wywiadach. Dlatego też „aktualne” rozmowy gęsto przetykane są fragmentami felietonów czy dawnych wypowiedzi. Te cytaty najlepiej wypadają w całości, więc tak też są przedstawiane. Być może rozczaruje to trochę fanów Jandy i jej wiernych czytelników – w końcu liczyliby na nowe opowieści. Z drugiej strony, po co omawiać coś, co zostało już z poczuciem humoru i celnie zaprezentowane, jeśli tylko forma miałaby ulec zmianie? Odwołania do starszych tekstów uzupełniają wywód. Niepotrzebnie tylko czasami pojawiają się w rozmowach fragmenty cytatów, które później powrócą raz jeszcze w większej całości. Katarzyna Montgomery oprócz biograficznej kolejności przyjmuje tematyczny układ książki: osobno zajmuje się prywatnością i życiem zawodowym, czytelnikom łatwiej będzie się odnaleźć w życiorysie Krystyny Jandy i sprawdzić, co sądzi o rolach, teatrach, przyjaźniach czy zwierzętach. Nie ma w tej książce powierzchowności, Janda na żadne z pytań nie odpowiada zdawkowo. Można nie lubić jej scenicznych wcieleń, a i tak doceniać szacunek do widzów i czytelników. W tym kontekście tytułowy cytat, „Pani zyskuje przy bliższym poznaniu”, to strzał w dziesiątkę. W tej rozmowie Janda nie próbuje grać na emocjach odbiorców, opowiada o sobie z lekkim dystansem, jakby tym mogła ochronić się przed ciągłym ocenianiem. Zatraca się w opowieściach – co stanowi bardzo miły kontrast do pospiesznie przygotowywanych wywiadów-rzek. Tu nikomu nie zależy na tempie, rozmowy toczą się we własnym rytmie i są dogłębne.

 W tomie znalazło się oczywiście mnóstwo zdjęć oraz artykułów przedstawianych jako graficzne ozdobniki. Katarzyna Montgomery nie cytuje recenzji, już wystarczająco dużo cytatów wprowadza felietonami – swojej bohaterki. To rozwiązanie pozwala jej przedstawić przynajmniej część prasówki. A przerzucenie wycinków do grafiki sprawia, że nie rozbijają one toku półprywatnych rozmów. I tu wielkie brawa za opracowanie – prawie wszystkie tak przywoływane fragmenty dają się przeczytać w całości (z bodaj dwoma wyjątkami), co jeszcze powiększa objętość tomu.

 Krystyna Janda funkcjonuje jako sceniczny i artystyczny fenomen. Co ciekawe, po tej książce może jeszcze zyskać fanów. Nikt nie powinien po lekturze czuć się zawiedziony, bez względu na to, czy jest stałym bywalcem teatrów, czy skusi go znane nazwisko.

Izabela Mikrut

http://tu-czytam.blogspot.de/2016/05/krystyna-janda-w-rozmowie-z-katarzyna.html

Krystyna Janda: Ktoś chce zaszkodzić mojej fundacji [ROZMOWA]

Jakub Panek

17.05.2016

Krystyna Janda przy okazji promocji książki Katarzyny Montgomery „Pani zyskuje przy bliższym poznaniu” opowiedziała „Stołecznej” o przyszłości Teatru Polonia i Och-Teatru w związku z nową polityką Ministerstwa Kultury.

 Jakub Panek: „Gdy wychodzę na scenę, to fruwam” – mówi pani w ostatnim zdaniu książki Katarzyny Montgomery, która właśnie trafiła do księgarń. A co pani czuje, gdy codziennie czyta falę nienawistnych komentarzy?

Krystyna Janda: Mój dzień zaczynam bardzo wcześnie, ok. godz. 4-5, od przeglądu prasy, serwisów internetowych, także tych skrajnie prawicowych, w których różne rzeczy na mój temat są wypisywane. Chcę zdobyć wiedzę na temat bieżącej sytuacji, w tym politycznej. Interesują mnie też nastroje społeczne. Jeżeli chodzi o tzw. hejt, nie czytam tego w ogóle.

Jestem świadomą internautką. Moje siedzenie przy komputerze ma na celu głównie pracę, a nie analizowanie nienawiści i niechęci zawartej w niektórych tekstach czy komentarzach. Jestem już za duża, żeby mnie to specjalnie bolało, ale boli mnie, że pierwszy raz od dziesięciu lat ktoś chce zaszkodzić mojej fundacji.

Krystyna Janda vs. Piotr Gliński

Ostatnio często dyskutowano na temat dotacji dla pani teatrów, głos wielokrotnie zabierał minister kultury Piotr Gliński. Jak się współpracuje z wrogo nastawionym ministerstwem?

 – Przy poprzednich ministrach kultury, i to wszystkich, także tych z PiS, miałam przekonanie, że gdy będę w trudnej sytuacji i będę potrzebowała pomocy, mogę się o nią nie tylko zwrócić, ale również ją otrzymać. Tak było np. przy produkcji spektaklu „Danuta W.”, gdzie potrzebowałam dostępu do archiwów i dokumentacji historycznej. Bez pomocy ministerstwa to przedstawienie po prostu by nie powstało. Dzisiaj wiem, że nie mogę pójść do ministerstwa i poprosić o pomoc.

Mam jednak wrażenie, że chodzi nie tylko o brak chęci pomocy. Ze słów ministra Glińskiego płynie po prostu niechęć do pani.

– Minister często zabiera głos w mojej sprawie, bo go o to pytają. Jestem przekonana, że gdyby temat nie był drążony, toby go nie podejmował. Niechęć jest kwestią dyskusyjną. Przy każdym ministrze jest powoływana komisja, w skład której wchodzi wielu ludzi. I ja od tej komisji nie dostawałam pieniędzy nigdy, za żadnej opcji rządzącej. To dopiero minister ze swojej puli zawsze dawał mi pieniądze, przede wszystkim na spektakle plenerowe grane za darmo na pl. Konstytucji i przy ul. Grójeckiej przed Och-Teatrem.

W tym roku tych darmowych przedstawień w plenerze nie będzie?

– Niestety, nie. Bardzo żałuję, bo wielu ludzi przyzwyczaiło się do tego, że latem gramy pod chmurką specjalnie przygotowane przedstawienia. Rocznie oglądało je ok. 15 tys. ludzi. Obecnie w repertuarze tego ulicznego teatru mamy dziesięć tytułów, których nie gramy w teatrach. Zostały wyprodukowane wyłącznie z myślą o graniu w plenerze. Warszawa ich w tym roku nie obejrzy. Co nie oznacza, że znikną. Prezydenci innych miast, np. Poznania, chcą nas zaprosić do siebie.

Krystyna Janda: Chciałabym znać przyszłość

Co tak drastycznie obcięta dotacja ministerialna – przypomnijmy, to w tym roku jedynie 150 tys. złotych – oznacza dla funkcjonowania teatrów prowadzonych przez pani Fundację na rzecz Kultury?

– Dotychczas robiliśmy dziesięć premier rocznie i jedną plenerową, najczęściej była to bajka dla dzieci. W tej chwili zaplanowaliśmy dwie premiery dla Teatru Polonia i dwie dla Och-Teatru. Mamy trochę oszczędności z poprzednich lat, więc wydamy je na te premiery. Wnioski odrzucone przez ministerstwo w większości nie dotyczyły wsparcia premier, ale koniecznego remontu budynku, w którym mieści się Polonia, i zakupu sprzętu. Na to także będziemy musieli wydać oszczędności.

Czy perspektywa bardzo złej współpracy z Ministerstwem Kultury oznacza, że będzie pani musiała zamknąć któryś z teatrów lub podnieść ceny biletów?

– Jesteśmy w stanie bez większych zmian funkcjonować jeszcze rok. Co będzie dalej? Chciałabym to wiedzieć. Odrobiny optymizmu dodaje fakt, że od tego roku nasi widzowie mogą przekazywać 1 proc. podatku na funkcjonowanie fundacji. W ogóle bez widzów już dawno nie istnielibyśmy. Powinnam umieścić na fasadzie teatru wielki napis, najlepiej złotymi literami „Naród – sobie”.

Zaangażowała się pani w budowę pomnika prof. Władysława Bartoszewskiego w Warszawie. To kolejny kij w mrowisko, bo obecna władza woli stawiać pomniki smoleńskie.

– Powstał społeczny komitet budowy tego pomnika. I ja czuję, że powinnam go wspierać, bo należy stawiać pomniki takim ludziom jak prof. Władysław Bartoszewski. Ale to nie oznacza, że nie powinny także powstawać pomniki smoleńskie. Jestem zwolenniczką honorowania ludzi zasłużonych dla Polski i Polaków, cenionych i kochanych przez wielu.

Część dochodu ze sprzedaży książki „Pani zyskuje przy bliższym poznaniu” Katarzyny Montgomery (wyd. Prószyński i S-ka) jest przeznaczona na rzecz Fundacji Krystyny Jandy na rzeczy Kultury.

http://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/1,34862,20091088,krystyna-janda-ktos-chce-zaszkodzic-mojej-fundacji-rozmowa.html?utm_source=facebook.com&utm_medium=SM&utm_campaign=FB_Warszawa_Wyborcza

 

Spotkanie autorskie Krystyny Jandy

Weronika Trzeciak

2016-06-17

14 czerwca w warszawskim Empiku Juniorze odbyło się spotkanie autorskie Krystyny Jandy, poświęcone książce „Pani zyskuje przy bliższym poznaniu”.

Przybyli tłumnie wielbiciele talentu i osoby Krystyny Jandy – ludzie, którzy czytają, to co pisze na blogu, w dzienniku internetowym, na Facebooku i wielbiciele jej ról. Spotkanie poprowadziła Katarzyna Montgomery, która na początku zażartowała, że tym razem możemy mieć pewność, że prowadzący przeczytał książkę.

Spotkanie miało trwać co najmniej godzinę. – Gdyby się coś nie kleiło, na końcu książki jest 12-stronicowe kalendarium – zażartowała Katarzyna Montgomery. Nawiązała przy tym do anegdoty o urodzinach Andrzeja Wajdy. Podczas imprezy, na którą została zaproszona Krystyna Janda, powiedział do niej: – wyjdź na scenę i coś powiedz. – Ale co ja mam powiedzieć? – spytała. – Nie wiem, ale żeby to trwało około godziny. Janda otworzyła o nim książkę, było tam kalendarium jego twórczości. I zaczęła je czytać przez godzinę, dodając jakiś zabawny komentarz. Na szczęście podczas spotkania autorskiego Krystyny Jandy nie było to konieczne, gdyż tematów nie brakowało.

Rok 2016 jest niezwykłym rokiem dla Krystyny Jandy. Obchodzi 40 lat na scenie, 25 lat od napisania pierwszego felietonu, 10 lat istnienia Polonii i 5 lat istnienia Och-Teatru. I właśnie tym jubileuszowym roku wyszła jej książka „Pani zyskuje przy bliższym poznaniu”. Ktoś na Facebooku przekształcił ten tytuł na „przy dalszym Krakowie również jest miło”.

Ignacy Gogolewski powiedział, że to ryzykowny tytuł książki, bo jak się nie sprawdzi. Z kolei Mirosław Baka zadzwonił, by podziękować za książkę i za to, że się w niej nie napuszyła. Rzadko kto z aktorów potrafi spojrzeć na siebie takim krzywym oczkiem. Zdaniem Krystyny Jandy trzeba mieć odwagę mówić o sobie krytycznie. Kiedy widzę w telewizji Beatę Tyszkiewicz, myślę sobie: O! Miło się ją ogląda. Bo ona jest jak program „Przy kawie”, a ja jak reportaż „Psy w klatkach”. Nie da się przy mnie odpocząć. Ale nie zamęczam innych swoją osobą. Jestem z nimi, kiedy tylko chcą. W innym miejscu przyznaje: Mam 63 lata, jestem sobą zmęczona. Moje życie to hardcore. Czy da się to zmienić? Za późno.

Krystyna Janda i Katarzyna Montgomery znają się długo, dlatego aktorka nie musiała dużo mówić, bo współautorka książki wiedziała wszystko od razu, znakomicie się rozumiały. Ale wiedziała jedno, jak coś mówi, to nie do książki, tylko dla ludzi, żeby im było z tym dobrze. Aby się roześmiali albo zrozumieli, że trzeba mieć odwagę. Katarzyna Montgomery wybrała tematy rozmowy i według nich ułożyła wypowiedzi i fragmenty. Nie było to chronologiczne. Czasem mogą się zdarzyć powtórzenia, ale są one świadome. Taka forma bardzo się spodobała Krystynie Jandzie. Jerzy Stuhr przyznał, że czyta na wyrywki, bo tę książkę można zacząć w każdym miejscu i czytać po kawałku.

Jest to książka o uporze w byciu, chce żyć jak chce i robić co chce ale bez ranienia innych. O takiej misji poświęcenia się dla sztuki. – To nie jest żadne założenie, ja się nie poświęcam tak naprawdę. Ja sobie nic nie zaplanowałam. Ja tylko budzę się rano i myślę, co to ja dziś robię – przyznała Krystyna Janda. – Od dziecka byłam taka, że jak czegoś nie zrobiłam, nie ulepiłam garnka, nie podlałam kwiatków, nie uszyłam lalce sukienki, to miała wrażenie, że życie zmarnowałam. I tak dalej, przez 63 lata, podlewam te kwiatki i zamiast tych sukienek dla lalek, szyjemy kostiumy, robimy spektakle. Ale nie po to, by zostawić po sobie ślad za wszelką cenę – dodała. Jej zdaniem aktor, teatr, to jest takie ulotne. Wszyscy zapominają, recenzenci napiszą złe recenzje. Młodzi recenzenci jej nie doceniają, nie chodzą zbytnio na jej sztuki. To chwila taka, potem już nic nie zostanie. Stwierdzenie to wzbudziło sprzeciw publiczności.

Aktorka ma napięty grafik, prowadzi Fundację na Rzecz Kultury. Od godz. 5 do 7 rano wypowiada się na różne tematy, bo wciąż ją o coś pytają. Potem czyta, co musi zrobić danego dnia. Najgorsze, gdy trzeba się ubrać i umalować, przyznała ze śmiechem. Kiedy trzeba wejść na scenę o godz. 19, to nie ma już siły.

Krystyna Janda nie jeździ tramwajem, jej zdaniem aktorki, które to robią, są nieszczęśliwe. Przywołała przy tym anegdotę o niemieckiej aktorce, która gra Marię Callas. Janda specjalnie poszła na tę sztukę, by zobaczyć, jak wciela się w divę. Przed przedstawieniem, aktorka przyszła do teatru z siatkami zakupów, co wywołało zaskoczenie u Jandy. Spytała ją, jak ty teraz zagrasz Callas po tych zakupach. Królowa jeździ do pracy taksówką albo ją niosą w lektyce (żartowała). Aktorka musi o sobie pomyśleć, żeby dać ludziom coś wyjątkowego. Trudno zagrać królową, gdy się wysiada z tramwaju czy przychodzi z zakupami. Trzeba się do tego nastawić, po to jest czas w garderobie.

Zdaniem Krystyny Jandy aktor musi się zmieniać, cały czas doskonalić. Janda gra Shirley Valentine od 23 lat. I teraz gra tę rolę inaczej niż na początku. Oczywiście mówi to samo, o tym samym to jest, ale to już jest zupełnie inna kobieta. Dzięki temu ten spektakl jest wciąż aktualny i ludzie chcą go oglądać.

Wspomniała także, że kiedyś był niepisany zakaz angażowania jej do sztuk. Argumentowano to tym, że jej twarz przypomina narodowi niepotrzebne rzeczy. Teraz zapraszają ją do różnych wywiadów, żeby się wypowiedziała na dany temat. Jak zażartowała także wszystkie marsze są jej. Zaproszono ją na zlot psychiatrów, bo zagrała psychicznie chorą, w radu był wywiad o rozwodach, a ona się rozwiodła. Jak przyznała, dobrze, że już nie jest młodą matką, to był najnudniejszy czas. Pytano ją np. czy karmi piersią.

Swój numer telefonu komórkowego ma od początku, przez co prawie każdy go ma. Dzwonią do niej bez przerwy, a ona oddzwania, bo tak wypada. Jednak nie zawsze, niektóre numery podpisała dość zabawnie i już ich nie odbiera – „ten który dzwoni w nocy” (dzwoni tylko w nocy), „fałszywy hrabia” (chciał się z nią ożenić), „ten głuchy” (głuchy telefon).

Ludzie często utożsamiają ją z postacią, w którą się wciela. Przyszła pani do kasy Och-Teatru i zapytała, czy już przyjechała Callas i w którym hotelu mieszka. Albo podczas spektaklu usłyszała od pana, ale mnie ta Callas wkurza, wychodzę. Na co żona mówi, to tylko aktorka. Po spektaklu Shirley Valentine zagranym w Poznaniu, przyszła pani i powiedziała, że to jest okropne tyle opowiadać o sobie na scenie, ale po co zmieniać imię i nazwisko.

Aktorka wspomniała także zabawne lapsusy słowne, które padają podczas kupowania biletów. Ludzie przeinaczają tytuły i tak z „Darkroomu” zrobił się ciemny Rom, z „Białej bluzki” – biała bluzeczka oraz biała bluza z kapturem, a z „Po co są matki” – pocą się matki.

Janda opowiedziała także o najnowszym spektaklu Teatru Polonia – „Matki i synowie”. To sztuka o dwóch mężczyznach, którzy wychowują dziecko. Matka byłego partnera jednego z mężczyzn jest niepogodzona z tym, że jej syn był gejem (jakby była z Torunia, a jest z Dallas). Jest to ważny temat. Napisał ją ten sam autor, co „Callas. Master Class”. Janda bardzo chciała ją wystawić, jednak prawa autorskie były tak drogie (60 tys. zł), że nie udało się to przez 2 lata. Ale od czego są mecenasi sztuki.

Podczas spotkania można było posłuchać o zbliżających się premierach w teatrach Krystyny Jandy. W Och-Teatrze trwają próby do farsy „Kto nas odwiedzi” (zagrają Jadwiga Jankowska-Cieślak i Jan Peszek). Zaplanowano także wystawić „Szwejka” (reżyseruje Andrzej Domalik, zagra Zbigniew Zamachowski), „Lekcję stepowania” (zaangażowano najlepsze aktorki w stepowaniu, Janda jest reżyserem), „Słoneczną linię” (zagra Wyrypajew i Karolina Gruszka, prywatnie małżeństwo), „…” (Iza Kuna zadebiutuje na jesieni jako reżyser, sztukę napisał jej mąż Marek Modzelewski – pewnie się rozwiodą, zażartowała Janda) oraz „Chłopców” Stanisława Grochowiaka (zagrają m.in. Marian Opania, Krzysztof Gosztyła, Maria Pakulnis).

Niestety tego lata nie będzie sztuk na placu Konstytucji. Za to Gołda Tencer gra na placu Grzybowskim „Skrzypka na dachu”. W 2017 roku będą tylko cztery premiery (dwie w Polonii i dwie w Och-Teatrze), bo nie ma więcej pieniędzy Na przyszły rok Krystyna Janda szykuje się do tytułowej roli w farsie „Pomoc domowa” (głównie mówi: „a nie mówiłam?”), na którą bardzo się cieszy. Bardzo zabawny utwór, jest mąż, żona, kochanek, kochanka i… pomoc domowa.

Po spotkaniu można było uzyskać autograf na książce, kolejka była imponująca. Podobnie jak na Warszawskich Targach Książki.

http://www.wiadomosci24.pl/artykul/spotkanie_autorskie_krystyny_jandy_349699-1–1-d.html

 

 

 

Krystyna Janda w rozmowie z Katarzyną Montgomery „Pani zyskuje przy bliższym poznaniu”.

 14.06.2016

Agnieszka Grabowska

 Jedni ją uwielbiają, drudzy jej nie znoszą. Trudno jednak byłoby wyobrazić sobie historię filmu i teatru polskiego 2. połowy XX wieku i początku XXI bez tej artystki. Krystyna Janda – ikona, fenomen, tytan pracy. Niezapomniana dziennikarka Agnieszka z filmu „Człowiek z marmuru” w reż. A. Wajdy, zdobywczyni Złotej Palmy w Cannes za rolę w „Przesłuchaniu”, na scenie wcielała się m.in. w postaci Shirley Valentine, Marii Callas, Danuty Wałęsowej, czy w „boską” Florence Foster Jenkins. Nikt tak jak ona nie śpiewa „Na zakręcie” do słów Agnieszki Osieckiej, nikt nie podaje takich „Różowych tabletek na uspokojenie”.

Książka przygotowana z udziałem dziennikarki Katarzyny Montgomery potwierdza, że ta „pani zyskuje przy bliższym poznaniu”. Czytelnicy mogą bowiem zapoznać się z sylwetką Jandy nie tylko jako aktorki, reżyserki, wykonawczyni piosenek, ale także matki, żony, przyjaciółki, opiekunki zwierząt, czytelniczki, znakomitej obserwatorki i komentatorki otaczającej ją rzeczywistości, prozaiczki, felietonistki.

Prezentowana publikacja nie ma jednorodnego charakteru, to nie jest typowy wywiad-rzeka. Kolaż różnorodnych materiałów stanowi bogate źródło, z którego każdy, choć troszkę zainteresowany tą osobą, powinien czerpać pełnymi garściami. Zdjęcia, rozmowy, wycinki prasowe, fragmenty recenzji filmów i spektakli, książek, felietonów, wywiadów z poprzednich lat składają się na wielowymiarowy, wielobarwny, szczery portret kobiety, która żadnej pracy się nie boi, dźwiga na barkach wiele zadań, kocha, cierpi, marzy… Prowadzi dwa teatry, reżyseruje, występuje na scenie, gra na filmowych planach, pisze, tworzy internetowy dziennik… Zawsze pełna pasji, energii, nienasycona życiem, perfekcyjna, pracowita, zaangażowana. Po prostu – wielka. Godna podziwu.

Podczas lektury, owszem, zaglądamy za kulisy, ale tak z klasą, bez przesady, na tyle, na ile bohaterka tej książki uchyla nam drzwi. Bez patosu, z wyczuciem, ciekawie i ciepło opowiada o życiu prywatnym i pracy zawodowej, nie omijając trudnych chwil i ważnych spraw. Nie sposób ukryć łzę wzruszenia przy opowieści o śmierci ukochanego męża, operatora filmowego, Edwarda Kłosińskiego, czy przy historii o poczciwej gosposi Honoracie. Trudno przejść bez emocji nad fragmentami o powstawaniu „Tataraku”, czy innych, ważnych przedsięwzięciach artystycznych. Nie można obyć się bez uśmiechu przy opowieści o wakacjach z przyjaciółkami (Magda Umer, Zuzanna Olbrychska, Magda Czapińska) we Włoszech.

„Pani zyskuje przy bliższym poznaniu” to książka pięknie wydana, wartościowa pod względem merytorycznym, dająca nie tylko zasób ciekawych informacji, ale  też podbudowująca na duchu. Krystyna Janda niewiele ma czasu na sen, zawsze aktywna, perfekcyjna, szlachetna, niezależnie od tego, czy – mówiąc tytułami jej piosenek i książek – jest w białej bluzce, na zakręcie, żuje gumę, czy ma czerwone pazury… Znakomicie włada piórem. Jej teksty literackie, wypowiedzi publiczne pochłania się jednym tchem.

Warto zapoznać się z tą wyjątkową publikacją o wyjątkowej osobie. Polecam bardzo!

http://www.polscyautorzy.pl/index.php/pl/recenzje/909-krystyna-janda-w-rozmowie-z-katarzyna-montgomery-pani-zyskuje-przy-blizszym-poznaniu

 

 

 „Pani zyskuje przy bliższym poznaniu”

8.09.2016

Agnieszka L. Janas

 Związki z modą Krystyny Jandy

Recenzja książki „Pani zyskuje przy bliższym poznaniu” Krystyna Janda, Katarzyna Montgomery, Prószyński Media, 2016.

Krystyna Janda, wbrew odżegnywaniu się i lekko ironicznemu stosunkowi do mody, należy do artystek, której strój-kostium przeszedł z ekranu filmowego na ulicę. Chociaż w najnowszej książce aktorki pt. „Pani zyskuje przy bliższym poznaniu” moda nie stanowi jej treść, to jednak nie brak w niej opisów ubrań oraz roli, jaką odegrały w życiu i twórczości aktorki. Dowód?

Rola Agnieszki, którą wykreowała w „Człowieku z marmuru”. Kostiumografka Wiesława Starska i reżyser Andrzej Wajda poszukiwali stroju-manifestu wyrażającego nowy rodzaj bohaterki: charakternej, skoncentrowanej na celu, niezależnej. Długo przebierano w ubraniach, które udało się zdobyć. Na końcu stanęło na dżinsach należących do aktorki. Dodano do nich wielką torbę, która mieściła „całe życie” Agnieszki – była nonszalancka, bo nie miała nic do stracenia. Jednak filmowa bohaterka nie była abnegatką. Przeciwnie – była zorientowana w trendach! Nosiła pożądane wówczas oryginalne dżinsowe ubrania, miała także modny cienki i długi szal owinięty raz wokół szyi tak, by jego końce spadały swobodnie na piersi oraz parasol „na kiju”. Po premierze ulice zaroiły się od „Agnieszek” targających na ramieniu torbiszcza oraz worki i niewygodne parasole.

Strojem, który wywołał pewny skandal, była szafirowa suknia uszyta przez utalentowaną krawiecko fryzjerkę z Teatru Ateneum, w którym wówczas grała Janda. W Opolu w 1977 roku aktorka zaśpiewała w niej brawurowo piosenkę „Guma do żucia” Marka Grechuty. Kreacja była długa i prosta z przodu, pod samą szyję. Uszyta została z lekko lejącej się w czasie ekspresyjnych ruchów tkaniny. Gdzie tu skandal? Suknia miała długie rozcięcie pokazujące zgrabne nogi oraz dekolt na plecach sięgający miejsca, gdzie trącą one swą nazwę. Krystyna Janda przebiła nim nawet dekolt Kaliny Jędrusik w czarnej sukni, w której wystąpiła w „Kabarecie Starszych Panów”.

Być może jednym z najważniejszych ubrań aktorki był niebieski kostium i pasujące do niego wyszywane pantofle. Krystyna Janda odebrała w nich wyniki badań swojego męża Edwarda Kłosińskiego. Tragiczne i pokazujące terminalny etap choroby. W przejmujący sposób artystka opowiada o tym w filmie Andrzeja Wajdy „Tatarak”. Wstrząsająca jest pamięć szczegółów stroju, w którym jej życie zmieniło się nieodwracalnie.

To nie są wszystkie wzmianki o ubraniach. Między opowieściami o życiu i pracy nie brak historii o sukniach na najważniejsze festiwale filmowe, na których Krystyna Janda odbierała nagrody za legendarne role. Ale to już Czytelniku sam znajdź w książce.

„Pani zyskuje przy bliższym poznaniu” jest kroniką życia i osiągnięć autorki. Ma formę wywiadu rzeki, który Krystyna Janda udzieliła Katarzynie Montgomery, ale nie brak tu reprodukcji artykułów z gazet, zdjęć, recenzji itp. Aktorka z charakterystyczną dla siebie swadą opowiada o życiu, miłościach do: mężczyzn, dzieci, zwierząt, sztuki (kolejność przypadkowa). Książka jest lekturą obowiązkową dla każdego, kto chce poznać nie tylko wybitną aktorkę, ale także realia w jakich żyje i tworzy.

Agnieszka L. Janas

 

Milanówek czyta – Spotkanie z Krystyną Jandą

Ewa Kubacka

2016-10-14

 Tym razem Milanówek czyta książkę „Pani zyskuje przy bliższym poznaniu”, która jest efektem rozmów Krystyny Jandy z Katarzyną Montgomery. Na spotkanie z Krystyną Jandą, wieloletnią mieszkanką Milanówka, przyszło wielu Jej sympatyków, którzy po spotkaniu czekali w długiej kolejce z wcześniej zakupioną książką, a często z kilkoma jej egzemplarzami, by uzyskać dedykację Gwiazdy.

Rozmowę z Krystyną Jandą prowadziła Elżbieta Abramczuk-Kalinowska, zastępca dyrektora Milanowskiego Centrum Kultury. Nie była to łatwa rozmowa, bo już na jej początku pani Krystyna zastrzegła, że nie lubi rozmawiać na swój temat. „Książkę napisała Kasia i wymyśliła jak ma wyglądać. Przeprowadzała ze mną wywiady przy różnych okazjach. Przygotowywała takie kapsuły tematyczne i dawała mi je do korekty. A potem spotkałyśmy się na 2-3 dni by wykonać korektę całości. Książka zawiera też dużo moich felietonów” – mówiła.

Krystyna Janda przyznała, że w jej życiu nie mężczyźni a kobiety odegrały znaczącą rolę. To dla nich stworzyła Teatr Polonia, w którym w sztukach dla kobiet grają głównie kobiety i na widowni siedzą przede wszystkim kobiety. Mówiła o swoich przyjaźniach, szczególnie z Agnieszką Osiecką, Zuzanną Łapicką i Magdą Czapińską.

Jednym z  tematów rozmowy był  Milanówek, w którym Krystyna Janda mieszka od wielu lat. A dlaczego zamieszkała w Milanówku? Jak stwierdziła musiała uciekać z Warszawy, gdzie z mężem, operatorem Edwardem Kłosińskim prowadzili otwarty dom, w którym często nocowali przyjaciele przyjeżdżający  do Warszawy z różnych miast. Było to miłe i mogło funkcjonować dopóki nie urodził się ich syn. Przy małym dziecku trudno było zajmować się gośćmi, a kiedy w drodze był drugi syn, trzeba było szukać spokojnego miejsca, oddalonego od Warszawy. Szukali domu, w którym mogli zamieszkać razem z rodzicami pani Krystyny i uznali, że właśnie ten dom spełniał wszystkie ich wymagania.

Aktorka podzieliła się również z zebranymi pewnymi trudnościami, które wystąpiły przy remoncie willi, kiedy to leżąc (tego wymagała zagrożona ciąża) z łóżka sterowała pracami pod nieobecność męża przebywającego zagranicą. Wspominała swój spacer po milanowskim cmentarzu, w trakcie którego wśród nazwisk umieszczonych na szeregach białych krzyży odkryli nazwisko jego babci. Okazało się, że babcia zmarła w ich domu, gdzie po Powstaniu Warszawskim znajdował się szpital (jeden z 11, które wówczas funkcjonowały w Milanówku – dopisek redakcji). Z humorem mówiła jak po kilku dziwnych wydarzeniach, które miały miejsce w willi prawie uwierzyła, że w domu straszy i jak wraz z mamą do grobu Stanisława Gruszczyńskiego na warszawskich Powązkach  (tenor, znany z nadużywania alkoholu, który w przeszłości był właścicielem domu należącego obecnie do Krystyny Jandy) wlewały wódkę. Działanie okazało się skuteczne, przestało straszyć.

Po rozmowie z Krystyną Jandą zebrani mogli zadawać pytania. Było ich kilka. Pierwsze dotyczyło samopoczucia Krystyny Jandy w poniedziałkowy wieczór (dzień, w którym odbywał się Czarny Protest kobiet). Pani Krystyna przyznała, że była zaskoczona, nie wie co będzie dalej i nie byłaby taką hura optymistką. Tego dnia była w Starachowicach i wróciła na drugą część manifestacji.  Potem pojawiła się sugestia, że skoro aktorka ma taką moc sprawczą, to może zdecydowałaby się w przyszłości komentować pewne wydarzenia polityczne. Tu aktorka zaprotestowała mówiąc – „Z polityką jest tak, że nie można być trochę w ciąży. Ja w swoim teatrze wystawiam sztuki, które poruszają również tematy polityczne. To jest teatr, który zaczepia”. Odpowiadając na pytanie o swoje odczucia kiedy wychodzi na scenę powiedziała „Po kliku minutach zapominam, że gram. Te 2 godziny przemijają jak sen jaki złoty. Umiem grać i lubię grać. To są moje najszczęśliwsze momenty. Gram i mam nadzieję, że jeszcze będę długo grała”. Mówiąc o planach na przyszłość stwierdziła, że jest osobą bardzo zajętą. Obecnie gra w ośmiu sztukach, przygotowuje nową, w której zagra jesienią przyszłego roku. Wspomniała o przygotowywanej inscenizacji (utwór polifoniczny) do której już wybrała najlepiej stepujące aktorki. Wiele czasu musi poświęcić swojej fundacji, dlatego też musiała odmówić 3 reżyserii operowych i ciągle czeka na nią duży film we Włoszech.

Poza pytaniami było też podziękowanie. Prezes Milanowskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku Dominika Inkielman  dziękowała Krystynie Jandzie za szczególny stosunek do seniorów, którzy jeżdżą do Jej Teatrów otrzymując ulgowe bilety, a zdarza się że bezpłatne zaproszenia.

Spotkanie odbyło się w ramach projektu „Milanówek Czyta”,  adresowanego przede wszystkim do szkół. Inicjatorkami projektu, nad którym honorowy patronat objęła burmistrz Wiesława Kwiatkowska, są: Dyrektor Miejskiej Biblioteki Publicznej  –  Ewelina Pawłowska, Dyrektor Publicznego Przedszkola nr 1 – Dorota Malarska i mieszkanka Milanówka – Mira Opalińska. Głównym celem projektu jest rozwijanie pasji czytania i zainteresowania literaturą. Spotkanie z Krystyną Jandą było pierwszym spotkaniem autorskim. Szczegółowe informacje o projekcie znajdą Państwo na stronie internetowej Biblioteki. 

file:///Users/maciejmareklysakowski1/Desktop/Platforma%20-%20przeglądarka.webarchive

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.