25
Luty
2004
21:02

Pani Irena Kwiatkowska

Moja Droga B.!

Zobaczyłam dzisiaj, z okien mojego samochodu, samotnie idącą ulicą, panią Irenę Kwiatkowską. Wzruszenie ścisnęło mi gardło. Ile zawdzięczam, uświadomiłam sobie nagle, ile wszyscy zawdzięczamy tej genialnej aktorce! Ile wzruszeń, ciepła i jak wielki obszar naszej wyobraźni wypełnia. To zdumiewające, to nie do przecenienia. Ta drobna, niepozorna, szara, podobna do nas wszystkich kobieta, jak wielu rzeczy nauczyła nas o człowieku, jak dzięki niej uczyliśmy się go kochać i rozumieć, ze wszystkimi jego wadami i śmiesznościami. Czy zdajemy sobie wszyscy sprawę z tego, jak wiele chwil wzruszeń i „zapomnienia” jej zawdzięczamy? Przez ile godzin w naszym życiu, ta drobna kobieta, w swojej genialności, uczyła nas wszystkich być ludźmi?

Moja B.! Piszę to i do Ciebie, bo w wypadku Pani Ireny wszyscy jesteśmy równi, i ja i Ty i wiejska gospodyni domowa i czołowi intelektualiści tego kraju. Piszę to z absolutną pewnością. Pani Irena, a raczej wszystkie jej role, wszystkie uśmiechy, sposób mówienia, zlane w jedno, w Nią, są dziś naszą wspólną własnością, naszym wspólnym Dobrem Narodowym. Skarbem kultury. Pani Irena to gigant, to cud nad cudy, jakie się nie zdarzają.

Nie znam Jej prywatnie, nigdy właściwie z Nią nie rozmawiałam, słyszałam wielokrotnie śmieszne opowieści, historyjki na Jej temat, krążące w środowisku, ale to wszystko bzdury, my wszyscy nie uświadamiamy sobie jak bliską jest nam osobą, jak czule o niej myślimy. Chcemy czy nie chcemy. Tak jest. To ktoś najbliższy. Dokonała tego przez lata swojej pracy i bylibyśmy wszyscy inni bez niej, jestem pewna że gorsi, nawet jeśli tego sobie nie uświadamiamy.

Wiesz co B., dziś miałam ochotę, zatrzymać samochód, wybiec na ulicę, na plac w środku Warszawy, i krzyczeć na całe gardło do nadchodzących ludzi, od strony Nowego Światu, Placu Trzech Krzyży, Alei Jerozolimskich: – Ludzie! Obudźcie się! Zatrzymajcie na chwilę! Zastanówcie, kto koło Was przechodzi! Jaki cud koło was i dla was żyje! Podziękujcie jej! Padnijcie przed Nią na kolana!

Moja B. Jak to wyrazić co czuję? Jak się za coś takiego dziękuje! Jak za to zapłacić? Docenić?!

Pani Ireno, dziękuję Pani za wszystko, dziękuję za ten kawałek mnie który Pani stworzyła, który Pani zawdzięczam i który należy do Pani. Dziękuję za to że słuchając Pani głosu, pani radości i wzruszeń, dochodzących z pokoju moich dzieci, które kołysze Pani co wieczór do snu, jako Kubuś Puchatek, jestem spokojna, uśmiecham się, bo wiem, że są w dobrych rękach, że uczy je Pani reagować i spostrzegać świat najpiękniej i najczulej jak można. A ja wchodząc na chwilę do pokoju, żeby je pocałować na dobranoc, chciwie łowię zdania przez Panią powiedziane i uśmiecham się sama do siebie. Gdyby Pani wiedziała jaką czuję dla Pani wdzięczność. Całuję Panią najserdeczniej w imieniu Narodu Polskiego, dużo zdrowia i radości, oby Pani była wśród nas i tworzyła jak najdłużej. Bez Pani bylibyśmy o tyle bardziej samotni.

B., masz pretensję że to w liście do Ciebie? Nie!!! Sama byś to napisała, gdybyś na to wpadła. A ja po prostu zobaczyłam ją z daleka, idącą samotnie ulicą, w białym kapelusiku, z charakterystycznie przechyloną głową. I zalała mnie fala wzruszenia i wdzięczności.

Pa moja B. Następnym razem może zajmę się Tobą i Twoimi problemami, ale przyznaj o ile marniejsze byłoby nasze życie bez Niej?

Moja B, pozdrawiam Cię,

Twoja K.

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.