02
Październik
2004
22:10

Opowiadanie o kawie – pierwsze

Był piątek, 23:25. Stała drżąc z zimna w zakamarku ogrodu. Rozejrzała się kolejny raz dokoła. – Mam nadzieję że mnie nikt nie widzi- pomyślała. Tego by tylko brakowało! Co ja robię? Przecież jestem rozsądną, dorosłą, wykształconą kobietą! A niech tam. Uświadomiła sobie po raz kolejny że jest gotowa na wszystko. Na śmieszność też. Kochała go nieprzytomnie. Trzy lata małżeństwa minęły tak jakby co dzień było święto. Za każdym razem na jego widok, nawet jeśli widziała go przed momentem, czuła wzruszenie. Nie, nie wyobraża sobie bez niego ani dnia, ani chwili. Gdyby rzeczywiście przestał ją kochać, umarłaby. Nawet jeśli jej ostanie obawy są histerią, przeczuleniem, jej wymysłem, zrobi wszystko żeby to zmienić. Jeszcze raz sprawdziła wydruk z komputera: Księżyc w nowiu. Jest w nowiu? Spojrzała podejrzliwie na księżyc. – No stary tylko ty mi nie zrób numeru. Tak. Jest, jest w nowiu. Nie denerwuj się, mówiła do siebie, przecież to sprawdzałaś wielokrotnie. Kalendarz, piątek, księżyc w nowiu. Godzina 23:30. Zaczęła kopać dołek punktualnie. Biała kartka z napisanymi czerwonym tuszem jego i swoim imieniem, bieliła się w ciemności. Kopała łopatką którą podarował jej wiosną na urodziny, do prac w ogrodzie, ścisnęła mocniej uchwyt, kocha nawet tę łopatkę. Szlag by trafił! Może powinna się leczyć? Jeśli będzie trzeba będzie się i leczyć. Trudno. Nawet jeśli jest nienormalna przez to uczucie, to jest jej z tą nienormalnością wspaniale. W tym momencie podmuch wiatru porwał kartkę. O nie! W życiu! Pognała za kartką . Biegnąc przez ogród, uświadomiła sobie że jest w białej koszuli nocnej. Było się ubrać w coś ciemnego, każdy mnie zauważy – przemknęło jej przez głowę. Nie ważne! Nie ważne niech zauważą, on śpi a innym jakoś to wytłumaczy. Trzymała kartkę w ręku. Już pochylała się nad wykopanym dołkiem i zapalała świecę starając się jednocześnie uspokoić. Było jej znów zimno. Paliła dokładnie kartkę nad świecą, czytając z komputerowego wydruku : Ty i ja będziemy złączeni na wieki, a gdyby nasza miłość umierała, płomień tej świecy pomoże mi oświecić twój umysł, abyś mnie nie zostawił i żebyśmy byli razem na zawsze. O Boże jak to jest tandetnie napisane! Kto to wymyślił?! Jakiś kretyn! Milcz! Krzyknęła do siebie w głowie i dokończyła zaklęcie półgłosem: Tak niech się stanie, i tak niech będzie! Nigdy w życiu nie opowie nikomu co robiła tej nocy, żeby ją darli na pasy! Teraz wsypała popiół do dołka i zrobiła nad nim według instrukcji znak krzyża. Zakopywała dołek, plując do niego siedem razy i rozglądając się na boki, obeszła go potem też siedem razy i pobiegła do domu. Nie mogła zasnąć. Patrzyła w ciemności na zarys głowy męża, słuchała jego oddechu i miała uczucie że dusi się z rozpaczy, na samą myśl że mógłby ją przestać kochać, a myśl wracała i była uparta. Zmarznięta nie mogła się rozgrzać do świtu, leżała nieszczęśliwa, płacząc po cichutku, a o świcie zanim się obudził pobiegła do kuchni: Mały moździerz, woda mineralna, odrobina soli w granulkach, 28 ziarenek białego pieprzu, 28 gramów suchych płatków czerwonej róży, 28 ziarenek kolendry. Wszystko miała przygotowane wcześniej, pochyliła się nad wydrukiem: Wskazującym palcem lewej ręki naznacz na moździerzu znak krzyża, myśląc o osobie, której zaaplikujesz ten proszek…Myśląc o osobie która kochasz! Miałaby kłopoty gdyby polecenie mówiło – zrób znak krzyża nie myśląc o osobie którą kochasz, z „myśląc” nie miała najmniejszych problemów od dwóch miesięcy, kiedy po raz pierwszy wydało jej się że coraz rzadziej na nią patrzy, prawie się nie odzywa, uśmiecha mniej niż dawniej i zamyśla co chwilę . Ucieraj teraz wszystkie składniki w moździerzu. Ucierała znów płacząc. Łzy wpadały do ucieranego proszku. A może to nie dobrze? Może czar się przez te łzy nie uda? Teraz spokojnie jak co dzień rano przygotowała śniadanie. Na dnie jego filiżanki do kawy była szczypta utartego proszku. Pobiegła się wykąpać i ubrać, zanim on wstanie. Kiedy wszedł do kuchni, na śniadanie, nie śmiała mu spojrzeć w oczy. Nalała jak co dzień gorącej kawy do jego filiżanki i …nie wytrzymała nerwowo, wybiegła przepraszając. Siedziała na łóżku w sypialni zaciskając szczotkę do włosów w dłoni tak że pobielały jej palce. Intensywny zapach kawy dochodzący z kuchni, sprawiał że kręciło jej się w głowie. Kiedy usłyszała jego kroki zbliżające się do drzwi miała uczucie że mdleje. Wszedł z niedopitą filiżanką, uśmiechając się. Postawił filiżankę na stoliku koło lampy, usiadł koło niej i przytulając ją ni to mówił ni to całował: „-Przepraszam kochanie, nie zajmowałem się tobą ostatnio. Przepraszam. Mam problemy w pracy, ale dziś się wszystko skończy a niezależnie do tego jak przebiegnie dzisiejsza decydująca rozmowa z moim szefem, wyjedziemy jutro na Mazury, na dwa dni. Kocham cię i przepraszam za ostanie dwa miesiące”.

Nie mogła złapać tchu. – Smakowała ci dzisiaj kawa ? – spytała łamiącym się ze wzruszenia głosem. – Nie, była jakaś dziwna, przepraszam wylałem ją do zlewu i zrobiłem sobie tę nową, rozpuszczalną, żeby było prościej. Bardzo mi smakuje. Kochanie, jeszcze raz przepraszam że miałaś ze mną kłopoty.

Wyszedł jeszcze na moment, po swoje dokumenty. Siedziała jakiś czas nieruchomo, nie mogąc uwierzyć w to co się stało. Po czym jak szalona rzuciła się do biurka , wygrzebała z zakamarków w pośpiechu wszystkie wydruki komputerowe gromadzone przez ostanie dni. „Odzyskać miłość ukochanej osoby” – nie to nie to! „Przyciągnąć swoim włosami”, „Przywołać miłość” – nie! Jest! „Rozkochać na dobre za pomocą pyłku z paznokci”…potrzebna odrobina pyłku twoich paznokci, wyszarpnęła szufladkę koło łóżka, pilnik, jest. Tego starego sposobu używa się żeby całkowicie podbićukochaną osobę- przebiegała szybko tekst wzrokiem – pierwszego dna martwego księżyca ( tj. Księżyca w nowiu) – to teraz, to dziś, pomyślała gorączkowo- opiłuj paznokcie, a gdy przyjdzie ukochany, podaj mu kawę , dosypując do niej odrobię pyłu. Będziesz teraz miała na zawsze ukochanego u stóp. Obiekt twoich uczuć i czarów będzie zakochany w tobie na wieczność. Wszedł ponownie do sypialni żeby się pożegnać. – Do popołudnia kochanie. Nawet nie będę dziś dzwonił, bo to bardzo trudny dla mnie dzień. Ale nie zależnie od wszystkiego, po moim powrocie wyjeżdżamy i będziemy cudowne dwa dni razem. Kocham cię. Dobrego dnia.

– Dopij kawę.- poprosiła. Wziął filiżankę do ręki i zaczął wychodzić, dobiegł ja znów zapach kawy . – Odprowadzę cię do drzwi, szepnęła. Szła za nim pilnując aby wypił kawę do ostatniej kropli. Przy drzwiach pocałowała go najczulej jak umiała, bez słowa, najdelikatniejszym, najspokojniejszym pocałunkiem na jaki umaiła się zdobyć. Uśmiechnął się. – To coś nowego. Aż tak? Dotknął dłonią swoich warg jakby chciał zatrzymać ślad pocałunku na cały dzień. Wyszedł. A ona zemdlała.

Przywołał ją do porządku głos wewnętrzny: – Szybko! Do pracy! Dziś zebranie zarządu! Pani prezes nie może się spóźnić! A potem trzeba się spakować! Spakować na miłość. Tylko co mi jest ? – zastanowiła się . Jestem szczęśliwa! Jak przed dwoma miesiącami. Tylko coś mi jest. Co? – Ach , nie wypiłam dziś porannej kawy.

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.