01
Marzec
2013
00:03

fot. P. Porębski

zobacz zdjęcie

NIE BĘDZIE KSIĄZKI KUCHARSKIEJ AUTORSTWA KRYSTYNY JANDY

NIE BĘDZIE KSIĄZKI KUCHARSKIEJ AUTORSTWA KRYSTYNY JANDY

– Za niezachwianą wiarę w sens życia dla sztuki, wrażliwość artystyczną oraz charyzmatyczną osobowość, niezmiennie inspirującą polską kulturę – oto uzasadnienie nagrody specjalnej operatorów polskich, którą właśnie otrzymałaś. Dlaczego zaliczyłaś ją jako jedną z najważniejszych w swoim życiu?

Dlatego że ta nagroda, to wyróżnienie,  jest od środowiska , od ludzi,  których cenię niezwykle, od operatorów filmowych, mnie chyba najbliższych. Jest to środowisko ściśle związane z naszym, ale będące jakby na uboczu, niezależne, obiektywne, wreszcie środowisko mojego męża. Był jednym z Nich. To dla mnie bardzo ważne.

 

– Cała Polska wie, że niedawno skończyłaś 60 lat. Dużo było o sukcesach, które święcisz na każdym kroku. Ja chciałabym zapytać o porażki, słabości?

O, było ich wile, ale nie w strategicznych, najważniejszych momentach. Co do słabości, uważam że mam same wady i niedoskonałości, ale o tym wiem i staram się z nimi walczyć, z tymi z którymi warto, bo lubię mieć słabości a niedoskonałości  są ludzkie . Każda moja kolejna porażka zawodowa natomiast, jest obwieszczana z hukiem, bo to taki kraj, ale nie było tych złych ról czy reżyserii aż tak dużo, żeby była podstawa huczeć długo, a moje porażki życiowe… proszę wybaczyć, zostawię dla siebie.

 

– Czy ten znaczący jubileusz skłonił Cię to do poczynienia „remanentu” życiowego? Zmieniłabyś coś w swoim dotychczasowym życiu, gdyby to było możliwe?

Nie, nie zrobiłam podsumowania, bo nie mam na to ochoty, ani czasu, szczerze mówiąc. Jestem rozpędzona do granic możliwości. Dlatego pewnie tak chętnie przyznaje się i do mojego wieku i porażek , kłopotów i potknięć, kpiąc z siebie samej i traktując się jak podmiot humorystyczny. Czy bym coś zmieniła? Tak, jak każdy. Ale chyba nie muszę mówić, co. To zbyt intymne w moim przypadku. Nie bardzo mam ochotę na podsumowania , bo wierzę że dużo jeszcze przede mną. W tym roku dwa lub trzy  wydawnictwa zaproponowało mi książki podsumowujące, wywiady rzeki itp. Odmówiłam, z braku czasu , tak, ale także myślę że jak skończę 70 lat może będę bardziej gotowa… W gruncie rzeczy dziś bardziej by mi zależało na książce podsumowującej działalność mojej Fundacji, j powstanie teatrów, jak to było,  i opisującej cały ten „fenomen”,  bo z  bliska, nawet dla mnie, to fenomen. No ale taką książkę może napisać tylko ktoś ze środka, kto wie wszystko od początku. Pracuje w Fundacji kilka osób do tego predystynowanych, myślę że powinni zacząć się przygotowywać…wydam sama , gdyby nie znalazł się nikt chętny… .Dziś JA ma mniejsze dla mnie znaczenie niż MY – Fundacja. Za trzy lata minie 10 lat trwania w chwale i znoju. Czas się szykować…bo umrę i nie zdążę się przyłączyć… Przepraszam , żartuję , często mam taki wisielczy humor. Może raczej zadaj mi nowe pytanie.

 

– Zagrałaś całe mnóstwo kobiecych ról o różnych profilach psychologicznych,  czy kiedy jesteś na scenie, towarzyszy Ci jakiś szczególny  stan,  irracjonalny demiurgiczny?

Moim zdaniem nie. Mam tylko w głowie jakby dwie rzeczywistości, tę graną i tę kontrolującą to co robię i wszystko dookoła. Ale ta konstrukcja , która powstaje każdego wieczoru, czy podczas każdego ujęcia filmowego, jest świadoma. Zawód . Używanie wyobraźni, wiedzy, dostosowywanie środków wyrazu i ….serce. Czasem tylko zastanawiam się co się dzieje z tą energią którą wydalam z siebie kiedy gram. Zostaje gdzieś ? Czy wchodzi w ludzi? Rozpływa się?  Ciekawe…

Myślę, że wchodzi w ludzi, jest im potrzebna….., chyba po nią przychodzą.          A odwrotnie, jak to jest, czy mają  wpływ Twoje kolejne role, kolejne wieczory spędzone z publicznością, na Ciebie – Krystynę?

Tak, chyba tak. Od tego co właśnie gram, kogo właśnie gram, zależy  jakość …kondycja psychiczna, mojego życia poza sceną czy planem filmowym. Moje życie to tak jakby strojenie się do grania roli, która przede mną staje, lub którą gram wieczorem. Dlatego teraz, bardzo uważam co biorę do grania. Bo to jakby ślub na jakiś czas z postacią przeze mnie graną. Jestem teraz ostrożna. Lubię w związku z tym i grać i reżyserować  komedie,  a farsy, to już po prostu uwielbiam. To jest zabawa! Profesja i wyobraźnia, sprawność  i zawodowa, znajomość natury ludzkiej. Rozkosz. A jeszcze jak się ma dobrych aktorów do dyspozycji, z dobrym gustem ! Upojny czas. Radość.

Podobno po  spektaklach kobiety przychodzą do Ciebie , porozmawiać, nawiązać do losów bohaterek oglądanej sztuki. Jakie są Twoje spostrzeżenia co do kondycji polskich kobiet?

Przychodzą? Nie, teraz raczej nie piszą do mnie. Mam otwarte forum na stronie internetowej, można się ze mną porozumieć tą drogą , od jakiegoś czasu proszę o chronienie mnie po spektaklach, nie bardzo teraz można do mnie wejść. Mam 60 lat. Pracuję cały dzień, każdy mój dzień to 16, 17 godzin pracy, w soboty i niedziele trochę mniej, spektakl jest zakończeniem dnia ale i wysiłkiem największym, jestem zmęczona na litość Boską! Kobiety?! Piszę od kilku lat felietony w miesięczniku PANI, piszę, to znaczy odpowiadam na listy, od kobiet głównie. Jest wiele, wiele, nieszczęśliwych, zagonionych, bez wiary w poprawę losu, kobiet. Te suwerenne, szczęśliwe, nawet jeśli samotne , to rodzynki.

 

– Kobiety ciekawią się, jak ci się udało pogodzić  wielkie zaangażowanie zawodowe z rolą matki trojga dzieci? Dzisiaj, aktywne zawodowo panie , z trudem i często w ostatniej chwili, podejmują decyzję o urodzeniu jednego dziecka. Co możesz im powiedzieć?

Oj, to chyba najczęściej zadawane mi pytanie. Drugie najczęstsze to skąd mam tyle energii. No i co ja mam odpowiedzieć? Wszystkie dzieci wychowywał mój mąż i moja mama, do tego była gosposia, nianie, dalsza rodzina i łańcuch ludzi dobrej woli. A ja zawsze byłam szefem tego wychowywania, ”zawiadowcą stacji”… Jestem otwarta, łatwo kontaktuję się z ludźmi, dziećmi tym bardziej. Zawsze twierdziłam, że dzieci wychowują się przez obserwację dorosłych. Nie politykuję , nic nie ukrywam, mówię wszystko wprost, jestem emocjonalna, i szczera…to w kontaktach z dziećmi bardzo pomaga , w pracy też… Jakoś to szło. Było burzliwie, emocjonalnie, gorąco, dobrze, otwarcie, z miłością . I do dzieci i do rodziny i do pracy.

 

– Mocno żyjesz i pracujesz dużo. Zarządzasz dwoma teatrami. Korzystasz czasem ze wsparcia psychoterapeutycznego? Co przynosi Ci odprężenie, relaks, odnowę sił.

Nie, nie korzystam. Po śmierci męża przez rok, spotykałam się co jakiś czas z psychoterapeutą , ale raczej na przyjacielską rozmowę. Mówił że się o mnie martwi, o moją kondycję życia psychicznego, na przyszłość, ale z czasem…wydaje się,  że sobie poradziłam.

 

– Co wnoszą w Twoje życie zwierzęta domowe, psy, koty, które jak wiem b. lubisz i z którymi się b. liczysz?  Ostatnio piszesz na swoim blogu, że kot staruszek nie lubi kiedy w nocy włączasz telewizor, więc go nie włączasz. Albo zabierasz ze sobą wszędzie przez wiele dni, suczką wziętą ze schroniska, żeby ją oswoić, zapewnić jej bezpieczeństwo. To dość szczególne postępowanie u tak zajętej osoby. Opowiedz o tym.

Uważam że to zupełnie nie  „szczególne” zachowania, w każdym razie w kręgach ludzi których znam. Zresztą w  ogóle ludzie w Polsce kochają zwierzęta. Nie mówię o zwyrodnialcach , ludziach prymitywnych, no ale to są raczej zwierzęta i żyją na poziomie zwierząt, także w relacjach ze swoimi dziećmi, rodzinami, bliskimi. Reszta kocha zwierzęta, szanuje je, jest im wdzięczna za towarzystwo, za pomoc w samotności i towarzystwo w kłopotach dnia codziennego. Wystarczy wejść na fora internetowe dotyczące zwierząt, mam wrażenie ze Polacy bardziej kochają zwierzęta niż ludzi. A ja nie pamiętam żeby w moim, w naszych domach, od dzieciństwa, nie było zwierząt. I to zawsze kilku takich przyjaciół. I psy i koty. Znalezione, przyplątane, ratowane. Nie bardzo „eleganckie”. Nigdy kupionych z hodowli. Raz …ale ten piesek  był prezentem dla mnie.

 

– Robisz czasami taki zabieg, myślisz o sobie w perspektywie. Np. za 15 lat? Jak to widzisz? Co robisz, jak żyjesz?

Staram się nie myśleć. Ale myślę. Boję się , mam wzięłam na siebie dużą odpowiedzialność, ale jednocześnie, nie dbam o siebie. Za dużo pracuję. Mam za mało charakteru, jestem w stosunku do swoich zachcianek pobłażliwa. A z drugiej strony, mieszkam z moją matką, obserwuje ją….jest w niebywałej formie. Codziennie przemierza ulicami Milanówka 4, 5 kilometrów, jest aktywna, tak jak była zawsze, interesuje się wieloma sprawami i śledzi wiele spraw. Energią mogłaby obdarzyć moich synów , radością i optymizmem z pół miasta. Nigdy o siebie nie dbała. Nigdy nie myślała o sobie, zawsze martwiła się o innych. Jest super. Może w Jej wieku, czyli za 20 lat,  będę czuła się podobnie?

Zrobiło się rodzinnie więc zapytam – gotujesz czasem ?

Nie, nie gotuję nigdy. Nie interesuje mnie to i nie sprawia przyjemności. Poza tym nasza gosposia by się zapłakała jakbym nagle rzuciła się do gotowania. Myślałaby że nie jestem z niej zadowolona, że nie smakuje mi to co ona przyrządza. Moja mama gotuje świetnie, ale też nie lubi gotować. Najlepiej w rodzinie gotowali mój ojciec i mój mąż.

 

–  Hmmm, to znaczy, że nie będzie  programu telewizyjnego ani książki kucharskiej autorstwa Krystyny Jandy.  A  jedzenie sprawia Ci przyjemność?

Jedzenie? Co za pytanie. Oczywiście , choć bez przesady. Tego czego nie zjem idzie mi na zdrowie. Jak to w tym wieku. Im mniej jemy tym lepiej.

Może to dobra rada dla każdego, bez względu na wiek.

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.