16
Wrzesień
2001
00:09

Melancholia

Ta pani z małego miseczka opowiadała babci o swojej córce. Że piękny że Francuz się w niej zakochał, że zabrał do Paryża , że ubrał jak królewnę od stóp do głów, rozpieszczał i traktował jak księżniczkę, że ślub był jak w bajce, że nic jej do szczęścia…..a ona niewdzięcznica, smutniała z dnia na dzień, chudła, milkła, brzydła, aż trafiła do szpitala. Melancholia proszę pani. – Niemożliwe ! – powiedziała babcia. Podobno to choroba, ale to bzdury. To zwykłe fochy i głupota – prychnęła tamta. Ta historia tak mnie przeraziła i opanowała moją dziecięcą wyobraźnię że pamiętam ją doskonale do dzisiaj.

Jesień. Pamiętam dzień, miałam chyba 15 lat , siedziałam nieszczęśliwa nad kartką papieru i pisałam powielokroć jesień , jesień, jesień, deszcz, deszcz, deszcz, smutno, smutno, smutno. Dlaczego było mi smutno, nie wiadomo, przypominam sobie też że wtedy sama to zrozumiałam, było mi źle bez powodu. Więc to jest ta melancholia pomyślałam. Skończy się to w szpitalu. Gorączkowo czytałam nocą książkę prof. Antoniego Kępińskiego „Melancholia” i z każdą przewracaną kartką byłam coraz bardziej na to chora i nieszczęśliwa. Rano mama kazała mi natychmiast wstawać z łóżka I wybiła z głowy fanaberie, a na widok książki prof. Kępińskiego powiedziała: – Jak będziesz miała zamiar czytać jego „Schizofrenię” to nas uprzedź. I tak skończyła się raz na zawsze moja melancholia.

Melancholia, czytałam w „Słowniku wyrazów obcych” – 1.Smutek, przygnębienie, posępny nastrój. 2. Głęboka depresja psychiczna objawiająca się apatią , niechęcią do życia. ( u Platona) depresja psychiczna , wywołana rzekomo rozlaniem się ( w organizmie ludzkim)

„czarnej żółci” od melanina chole – czarna żółć. Melancholik, czytałam w encyklopedii, człowiek o usposobieniu biernym, którego cechuje brak impulsywności, silne wolno narastające reakcje uczuciowe; w działaniu małoodporny, niewytrwały. Podstawę temperamentu melancholika stanowi słaby typ układu nerwowego. Cztalam bo moja przyjaciółka od tygodnia leżała w akademiku, w łóżku, i nie chciała wstać, prosiła żeby ją zostawić w spokoju. Jedni mówili melancholia inni depresja. Lekarza nie pozwoliła wezwać. Przerwała studia. Zatarła za sobą ślady. Zniknęła. Zostało wspomnienie miłej, bardzo interesującej osoby która mnie fascynowała czymś czego nie umiałam nazwać. Klimatem. Melancholia?

Jesień. Za chwilę znów jak co roku kilku znajomych, przyjaciół, którzy w letnie, wiosenne zimowe miesiące błyszczeli, pociągali za sobą tłumy, odnosili sukcesy, zamilknie, trudno się będzie do nich dodzwonić, będą się gdzieś ukrywać, sami, cierpieć, pogrążać w smutku i osobności. I znów jak co roku będą się blado uśmiechać i na moje natarczywe pytania i mówić: – Przestań ty tego nie rozumiesz. Na szczęście. Gdyby nie lekarstwa nie rozmawialibyśmy teraz. – To choroba? Będę pytać. – Tak, ale nie śmiertelna. Chopin na przykład, też był melancholikiem.

Jedną z moich ulubionych historyjek jest opowieść o wielkim Adolfie Dymszy, który pod koniec życia, stał w kulisie teatralnej co wieczór, przed wejściem na scenę i strugał patyczek, a zapytany przez młodego aktora dlaczego to robi, odpowiedział : -Synku robię to po to żebyś ty miedzy innymi, jak za chwilę umrę, mógł powiedzieć : – A jeszcze wczoraj stał tu w kulisie i strugał patyczek. Melancholia.

Zawsze, ilekroć przypomnę sobie tę historie, robi ona na mnie wrażenie. Dymsza. Mistrz. Największy komik tego kraju. Człowiek uwielbiany, kochany przez publiczność. Fenomen. Historie o jego pomysłach, żartach, poczuciu humoru, jego fantazji opowiadane są do dzisiaj. Niedościgniony w zabawie. Po takim życiu. Patyczek. Kulisy. Samotność. Ostatni okres życia spędził w Domu Opieki Społecznej w Górze Kalwarii. Melancholia.

Tego roku latem zwiedzając Alzację, w Kolmarze, przypadkowo trafiłam do tamtejszego muzeum. Zainteresował mnie jeden obraz. Podeszłam bliżej. Nagle spostrzegłam że w rogu obrazu siedzi anioł i ……struga patyczek. Zrobiło mi się ciepło na sercu. Przypomniał mi się Dymsza. Pochyliłam się nad opisem. Lucas Cranach l’Ancien – MELANCOLIE – 1532 przeczytałam. Nie mogłam uwierzyć. Kiedy odchylałam głowę, miałam uczucie że anioł musnął mnie skrzydłem po twarzy. Melancholia.

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.