25
Sierpień
2001
00:08

Wysokie obcasy, 25.08.2001, s.4

zobacz więcej zdjęć (2)

Odczepcie się od Marleny

Odkąd pamiętam słuchałam jej płyt. Odkąd pamiętam jej sposób wymawiania imion męskich na tych płytach fascynował mnie i podobał mi się najbardziej. Marylin Monroe, Edith Piaf, Juliette Greco, Ella Fietgerald, Ewa Demarczyk – wszystkie one w moim dziecięcym jeszcze uchu, płakały, prosiły, zaklinały, błagały mężczyzn o miłość. Marlena w tym samym czasie zachrypniętym, nonszalanckim głosem wysyłała ich po papierosy. Jeszcze nie wiedziałam dlaczego ale ta „opcja „ podobała mi się najbardziej, jeszcze nic nie rozumiałam ale jej leniwy lekceważący śmiech zarejestrowany na tych płytach, wolałam niż rozpacz Piaf, podlizywanie się Marylin i smutek Greco, a dzień, w którym zrozumiałam że piosenki „ Moje blond maleństwo” nie śpiewa do dziecka, ale do mężczyzny, stał się przełomowym dniem w moim życiu kobiety. Zrozumiałam jedno, że to od niej chcę się uczyć być kobietą a nie od nich. Potem, już prawie zawsze słyszałam o niej „Ta Kurwa!” i ciągle musiałam jej bronić, występować w jej imieniu, szczególnie kiedy pracowałam w Niemczech. Nienawidzą jej tam, przeklinają, jednocześnie po cichu zazdroszcząc i podziwiając. Kiedy przygotowywałam się do mojego spektaklu

„Marlene” pojechałam do jednego z berlińskich teatrów żeby obejrzeć przedstawienie zrobione według tego angielskiego tekstu tam, w Niemczech, i przeżyłam podczas tego wieczoru chwilę zdumiewającą. Ze sztuki wykreślono wszystko co mówiło o wojnie, co przypominało wojnę, każde wspomnienie wojny, wypaczono zupełnie myśl i sens tego tekstu i powód nieobecności Marleny w ojczyźnie, ale kiedy aktorka grająca Marlenę na końcu przedstawienia zaśpiewała nie „Lilli Marlen” jak chce autorka a …..Walizkę małą wciąż w Berlinie mam , dlatego wiem że muszę wracać tam, bo spakowałam wnią radość całą, i szczęście i ten czas najlepszy , jaki znam…. Wszyscy na sali wstali i płacząc śpiewali razem z nią, jakby z teskonoty za kimś kto ich odrzucił, kto miał odwagę się sprzeciwić, wystąpić przeciwko Niemcom hitlerowskim i konsekwentnie wobec całego świata się z tym obnosić, krzyczeć to z odwagą i siłą. Za tą K…..! która przeżyła wojnę w amerykańskim mundurze i skończyła ją w randze majora armii amerykańskiej a największym jej marzeniem było wjechać na pierwszym amerykańskim czołgu do zwyciężonego zbombardowanego Berlina w którym cały czas wojny i bombardowań pozostawała jej matka !!!

Zawsze mi się podobała. Podobała mi się jej pracowitość, pruska dokładność i punktualność, podporządkowanie się autorowi jej wizerunku von Sternbergowi i wierność temu wizerunkowi, jej konsekwencja w autokreacji a jednocześnie nonszalancja z jaką żyła, odwaga przyjmowania i grania ról prawie zawsze negatywnych. A o tym jak zachowała się na wieść o wybuchu wojny i wiedzy o dwóch latach spędzonych przez nią na frontach tej wojny, gdzie odmrożenia, szczury i zagrożenie nie było wymyślonym obrazkiem, nabrałam dla niej prawdziwego podziwu i szacunku. Ale największy zachwyt poczułam po obejrzeniu słynnego dokumentu o niej, zrobionego przez Maxymiliana Schella, w którym Marlena nie pozwoliła się co prawda sfotografować, i na końcu właściwie bełkocze pijana i płacząc śpiewa piosenkę o Berlinie. Byłam i jestem do dziś tym filmem porażona. Marlena komentuje w nim swoje życie i osiągnięcia zawodowe i życiowe w sposób niezwykły. Kpi, szydzi i lekceważy wszystko co zrobiła. Schell pokazuje jej kawałki ról , filmów, najlepsze fragmenty , gdzie jest zjawiskowo piękna, lub gra naprawdę świetnie, Marlena śmieje się ze wszystkiego, prawie wszystko nazywa kiczem, szmirą , gównem, jest bezlitosna w stosunku do siebie , do tamtej estetyki, tamtych czasów, scenariuszy, osiągnięć. Co chwilę wybucha śmiechem i lekceważeniem najrozkoszniejszym że wszystkich.

Jej komentarze są okrutne, nowoczesne, dowcipne, odważne. Nie znam innego takiego przykładu, kogoś kto z taką bezwzględnością rozprawiłby się publicznie ze swoim wizerunkiem. Całkowity brak sentymentalizmu, trzeźwa okrutna ocena, poczucie humoru, kpina z samej siebie i osiągnięć całego życia i tylko tęsknota za ojczyzną a raczej Berlinem gdzie rozumiano żarty tak samo jak ona, jak mówi z nostalgią. Nieprawdopodobne.

Z jeden strony pisano o niej: „Była jedną z najsłynniejszych światowych gwiazd filmu. Aura leniwej zmysłowości, która wyrażać miała dekadentyzm i wyrafinowanie republiki weimarskiej, była cechą charakterystyczną większości jej ról”. „Jedna z najwyraźniejszych ikon dwudziestego wieku”, „Gwiazda która sprowadzała do sal kinowych setki tysięcy widzów na całym świecie”, „Duchowe dziecko Europy”, „Orędowniczka idei demokratycznych, o które walczyła wykazując wielką odwagę osobistą”,” Symbol nieskończonego piękna” „ Niezmienny przez całe życie kodeks postępowania, ambitne dążenie do sławy i poczucie obowiązku wobec otaczającego ją świata i publiczności”. „Jedna z najbardziej fascynujących kobiet dwudziestego stulecia”. A z drugiej strony opisywano jej biseksualnośc, brak moralności, nikłe zdolności aktorskie, romanse i skandale. Podważano intencje wyjazdu na front, oceniano ją źle jako żonę i matkę. To los każdej tego typu wyraźniej wielkiej osobowości.

Marlena była geniuszem autokracji, przerosła swego nauczyciela von Sternberga, pilnowała swojego wizerunku do końca a ostatnie lata spędziła samotna zamkniętą w swoim paryskim mieszkaniu , nie pojawiając się nigdzie , nie odpowiadając na telefony i listy. Mówiła zawsze :” Prawda o mnie, mnie zupełnie nie interesuje” Tak powiedziała i w dokumencie o sobie samej. A jednak jej zdjęcia roześmianej, swobodnej , rozluźnionej, zawsze w otoczeniu mężczyzn, wydają się być prawdziwsze niż zdjęcia jej współczesnych aktorek hollywoodzkich. Legenda o jej wspaniałym gotowaniu i przezwisko które nosiła w hollywoodzkim świecie „ Kapusta”, od kapusty którą umiała przyrządzać na różne sposoby, i którą karmiła uciekających z Niemiec arystow – Żydów, dla których jej dom był często pierwszą przystanią, pokazują kogoś z nas, kogoś zwykłego i przystępnego, zaprzeczającego temu wykreowanemu i pilnowanemu wizerunkowi.

Marlena jak każda gwiazda jest skazana na legendę skandalu i negatywne interpretacje swego życia, a okrutna, obrzydliwa biografia Marleny napisana przez jej córkę, zaciążyła na jej legendzie poważnie. Nie ma to już dziś większego znaczenia, tak musi być i to normalne, tylko za każdym razem ja, buntuję się kiedy odbiera się Marlenie szacunek jako człowiekowi. Zachowała się podczas wojny w sposób niezwykły. Demonstracyjnie z pełną świadomością że je nazwisko i pozycja mają ogromne znaczenie, że jest jak sztandar w tej sprawie i była w tym krańcowo konsekwentna. Bardzo, ją za to szanuję i uważam że jej zachowanie i postępowanie to jeden z ważniejszych gestów stulecia.

Mam do tej k…. y szacunek i podziw!. Lubię ją tez za poczucie humoru i inteligencję. I ciągle mam ochotę powiedzieć ODCZEPCIE SIĘ OD NIEJ! Ale po obejrzeniu filmu w którym Marlena sama mówi o sobie, mogę spokojnie użyć jednego z moich ulubionych powiedzonek : WIECIE CO, MALI LUDZIE? MOŻECIE JEJ NAJWYŻEJ NASKOCZYĆ NA OGON!

Wysokie obcasy, 25.08.2001, s.4

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.