04
Sierpień
2015
23:08

Lubię szary dzień aktora

Wywiad miesiąca

Krystyna Janda: „Lubię szary dzień aktora”

Ma na swoim koncie Złotą Palmę za film „Przesłuchanie“. Jej wielką karierę zapoczątkowała współpraca z Andrzejem Wajdą. Jest nie tylko wybitną aktorką, ale i reżyserką, prowadzi dwa teatry, fundację, opiekuje się młodymi aktorami. Krystyna Janda zgodziła się na rozmowę dla czytelników naszego pisma, choć niechętnie udziela wywiadów. Zastaliśmy ją w warszawskim Teatrze Polonia, u progu którego witała gości przed jednym z sobotnich spektakli majowych.

 

Pani też widzi to tak, że ma swój wkład w obalenie komunizmu dzięki rolom w filmach Andrzja Wajdy „Człowiek z żelaza“ czy „Człowiek z marmuru“?

Nie, nie sądzę. Myślę, że te role miały znaczenie dla kultury Także znaczenie  społeczne, jednak – nie przeceniałabym tego.

 

Ale stała się Pani Człowiekiem Wolności w plebiscycie „Gazety Wyborczej” i stacji telewizyjnej TVN.

No tak, ale t za całokształt, także za stworrzenei Fundacji i otwarciu dwóch taetarów poza srukturai państwowymi. Robię po prostu swoje, z dobrym efektem, nie oglądając się an państwowe pieniądze. Zajmuję się kulturą. Nie zajęłam innego terytorium. Dalej robię to, co robiłam, tylko nowe czasy dały mi inne możliwości. Zajmuję się aktorstwem, reżyserią, rozmową z publicznością i ma to znaczenie.

 

Ta scena teatralna to terapia?

Dal mnie? Niecierpię słowa terapia! Jest nadużywane i zastepuje inne bardziej trafne. Jestem najbardziej zdrową, normalną osobą na świecie i nigdy żadnej terapii nie potrzebuje ani potrzebowałam! ( śmiech)

 

Teatr nie może być terapią dla widzów?

Może tak. Ale teatr jest teatrem, od keidy powstał jest potrebny ludziom do rozwoju duchowego, zrozumeinai wielu spraw, uczy epamatii,  opowiada o świecie i ludziach o ich uczuciach. Nie lubię dużych słów i gadania na temat czm jest to co robimy. Mam zawód, jestem aktorką. Uprawiam ten zawód najlepiej, jak portafię. Koniec. Nielubię całej tej otoczki, tearapia, posłannictwo itd. że niby to jest coś więcej i znaczy więcej niż znaczy. Umiem grać. Umiem opowiedzieć jakąś historię. Jestem fachowcem. Umiem ludziom opowiedzieć ważne rzeczy i mniej ważne, i śmieszne, i straszne. Taki zawód. To jest umiejętność, której się człowiek uczy. Po 40 latach pracy zawodowej trudno mi powiedzieć, ża uprawiam jakąś terapię, a gram 300 razy w roku, trochę za dużo na terapię. ( śmiech)

 

Zawsze chce się iść do pracy?

Nie! Najczescej się nei cce i niechce się wychodzić an scenę. Bardo niechce czasem. Ale trzeba. Szczególnie od 10 lat od keidy istnieje Fundacja , nasze taetr i trzeba to utrzymać i zarobić an nowe produkcje. A zresztą … potem, po 10 minutach spędzonych na scenie najczescej  zapominam, że mi się nie chciało i gram z welka przyjemnoscią. Gram.

 

Czyli nie jest to uprzywilejowany zawód, któremu przypisuje się blask i chwałę – aktora też może znurzyć codzienność?

Nie zobaczy mnie pani w żadnej gazecie, w rubrykach towarzyskich. Tak zwana druga strona tego zawodu, reperezentacyjna,  jest dla mnie koniecznoscią  i nei bardzo ją lubie. Ostatnio też coraz  rzadzie zgadzam się na wywiady, zdjęcia, nie bywam na premierach, chyba ze słuzy to naszym premierm, naszym taetrom i naszej pracy w Fundacji! A tak w ogóle, „celebryckie istnienie”, mnie nie interesuje.

 

Nie lubi Pani tego?

Nie lubię. Poza tym w 99 procentach to jest strata czasu. A mnie czasu…żal. Lubię szary pracowity i twórczy dzień aktora, reżysera i dyrektora teatru. Lubie keidy rodzi się cos nowego. Tyle!

 

Jest Pani aktorką, ale wzięła sobie Pani na barki dodatkowe zadania związane z prowadzeniem teatru. Po co? Żeby się sprawdzić?

Nie. Choc powodów było wiele. Odeszłam z teartu państwowego i przez rok nie dostałam żadnej propozycji. Postanowiłam otworzyć teatr, by móc czasem zagrać. Tęskniłąm do grania, do teatru, do zawodu.

A tearz…mamy tu 63 tytuły w eksploatacji i oba teatry graja 880 razy do roku. Teatr totalny. Ja gram tylko w 8 sztukach reszta to aktorzy z z całej Polski.

Niektórzy siedzą i płaczą, a Pani wzięła sprawy w swoje ręce…

Wydaje mi się że mnie nie dotyczą tego rodzaju dywagacje,  ja nigdy nie siedziałam i nie płakałam. Nigdy też nie czekałam na telefon, bo te telefony dzwoniły bez przerwy. Ja robiłam cztery filmy rocznie! Kiedyś!

 

Tęskni Pani za filmem?

Może trochę, choć nie mam głodu grania. Zresztą nie ma dobrych dla mnie scenariuszy – ról. Najważniejszy film ostanio to „ Tatarak” Andrzeja Wajdy, pięć lat temu.

 

Nie myślała Pani o napisaniu scenariusza?

Nie, zresztą mam tyle pracy, tyle zajęc , taki bół głowy i tyle problemów z ta fundacją ,że….Ja tu jestem nie tylko dyrektorem artystycznym, ale też szefem literackim, gram, reżyseruję , ratuję…… Naprawdę wykonuję tu prace za wielu ludzi. Gdybym jeszcze miała napisać jakiś scenariusz… Poza tym…moja kariera w jakimś sensie jest zamknięta. Jetsem spełniona. Nie ma ról, o których marzę, mogę poświęcić swoje życie i czas młodym aktorom. Tak spędziłam ostatnie 10 lat. No a sama gram to co uważam za ważne.

 

Jednym z tych rzeczy jest spektakl „Danuta W.“, który powstał na bazie książki napisanej przez żonę Lecha Wałęsy. Jak doszło do tego, że to właśnie Pani wystawia ten spektakl?

Zadzwoniono do mnie z wydawnictwa, czy bym nie pomyślała o spektaklu na podstawie książki. Że pyta mnie o to pani Daunta (śmiech). Byłąm zaskoczona i zaszczycona. Dałąm tylko jeden warunek że to ja muszę napisać adaptację. Pani Danuta zgodziła się. Z 500-stronicowej książki napisałam  72 stronicową adaptacje taetralną. Pani Danuta i pan prezydent Włesa, spektakl zobaczyli dopiero na premierze. Zagrałąm go już ponad 150 razy.

 

Jaka była jej reakcja?

Myslę że byłą i  jest zadowolona (śmiech) i to jest najważniejsze. Nie wiem, czy przed wieloma aktorkai sranęło równei trudne zadanie . Wszystkei widownie dota wstały na zakończenei spektakli. Mma welka satysfakcje . Ale jest to spektakl o Polsce. O nas . O naszej historii. Pani Danuta bardzo często siedzi na widowni, Dla mnie to było i jest także przeżycie pozartystyczne i niebywała odpowiedzialność.

 

Na jakiej podstawie dokonywała Pani wyboru, by pokazać te, a nie inne fragmenty z życiorysu Danuty Wałęsy?

Z tej książki możnaby zrobić 10 bardzo różnych spektakli, o odmiennej wymowie i różnych tematach. Jest w niej tak wiele wątków, jest też wielonastrojowa. Pani Daunta jawi się w niej jako osoba oceniająca współczesność, karierę męża i swoje życie. Ja zagrałam swoją Danutę Wałęsę. To moja wersja. Bardzo ją lubię i szanuję. A poza tym jest to opowieść o Lechu Wałęsie i o mojej Polsce.

 

Książka wywołała wiele kontrowersji, dyskutowano przecież o tym, co kierowało autorką, że zdecydowała się pokazać światu również i słabe strony swojego męża. Jak Pani to ocenia? Należy Pani do grona krytykujących Danutę Wałęsę, czy przyklaskujących jej?

To wspaniała kobieta , godna szacunku a jednoczęsnie dla mnie posatc antyczna, nei odbiegajaca od antycznych kanonów  i tragedii. Trzeba mieć odwagę, by napisać książkę o tak wielkiej i skompikowanej historii z punktu widzenia kobiety. Trzeba być naprawdę kimś, żeby w tamtych czasach z taką godnością wychować ośmioro dzieci. Los ją zaskoczył. Umiałą mu sprostać. Trzeba być naprawdę wolnym wewnętrznie człowiekiem, by podjąć takie decyzje życiowe, które  podjęła w momencie, kiedy Lech Wałęsa został prezydentem. Trzeba być niezwykle taktowną osobą, o wielkiej kulturze, by przez te pięć lat umieć się tak nosić, nie zrobić błędu, nie powiedzieć nic, co by obniżyło rangę Polski i rangę jej męża. Wiemy, że wielu pierwszym damom, wydaje się  lepiej predysponowanym do tego stanowiska, zdarzało się potykać. Myślę, że pani Danucie powinniśmy dziękować, że w tych najtrudniejszych czasach umiała nas reperezentować. Zasługuje na bardzo wysoką ocenę i wdzięczność.

 

Tym spektaklem można zainteresować widzów za granicą?

Nie wiem. „Danutę W.“ zagrałam i w Niemczech i na Litwie.

 

Jaki był odbiór?

Świetny.

 

Wróćmy do filmu. Jest Pani reżyserką, więc mogłaby Pani kreować filmową rzeczywistość. Kiedy wyreżyserowała Pani swój pierwszy film „Pestka“…

I jedyny.

 

Ale potem reżyserowała Pani spektakle…

Tak, zrobiłam 13 Teatrów dla telewizji.

 

…Pani mąż mówił, że od tej pory nie będzie Pani czekać na telefony, ale Pani będzie dzwonić. Lepiej jest brać życie w swoje ręce?

To taka różnica jak między dziennikarzem a szefem danej gazety który decyduje o sensie i kształcie tego co prezentuje gazeta. Jeżeli ktoś ma potrzebę wypowiedzenia się od siebie, bierze odpowiedzialność za wszystko i sam sobie wyznacza zadania, to jedyna droga.

 

Nie szkoda, że wyreżyserowała Pani tylko jeden film?

Realizacja filmu zabiera dwa lata pracy. Od kiedy otworzyłam fundację, nie mam czasu na nic więcej, nie mogę się stąd ruszyć. Ale to jest coś za coś. A pzoa tym po Pestce dostałąm tak okropne recenzje od krytyków, podniosł się krzyk w niebogłosy! Dzis t kalsych gatunku….

 

Odrzuca Pani propozycje gry także w zagranicznych filmach.

Zagranie we francuskim czy niemieckim filmie to są cztery miesiące nieobecności. Niestety, fundacja jeszcze nie stoi tak silnie na nogach, bym mogła sobie pozwolić na to, że mnie tu nie będzie i że nie będę grać.

 

Ale ma Pani przecież pomoc w córce – Marii Seweryn.

Żeby nie było nieporozumień – ja prowadzę od strony artystycznej oba teatry (Teatr Polonia i Teatr Och – przep. od red.)! Mam wielka pomoc, ogromna i dzięki temu możemy mieć dwa teatry, ale ejdnak o artystycznych planach decyduje jeszcze ja, może za chwilę…będzie decydować ona.

 

Ale podobno córka dobrze sobie radzi?

Świetnie. I zaczęła reżyserować. Jednak nei ejst to tak proste wszystko jakby się mogło wydawać. Jestem szefem artystycznym obu teatrów, czyli czterech scen, do tego zwyczajnie trzeba mieć duże doświadczenie i autorytet.

Córka poszła w Pani ślady i jest aktorką.

Bardzo dobrą aktorka na szczęście.  Ale synowie się nie wybierają w tę stronę.Takze na szczęście.

 

Na szczęście?

Moje życie zawodowe zawsze było szczęśliwe, ale wiem, jak wiele musiało się zdarzyć szczęśliwych przypadków, bym odniosła sukces iile tokosztowało pracy i emocji.  Zaczynałam pracę w zawodzie, w dużo szczęśliwszych czasach dla aktorów. Dziś nikt o nich nie dba. Młodzież musi sobie radzić sama. Pogubiły się wartości, młodzi ludzie nie umieją sobie poradzić w dzikich czasach show-biznesu. Królującej komercji.

 

Dlatego kształtuje Pani swój wizerunek, posługując się mediami społecznościowymi?

Po pierwsze, jeżeli istniej  takie narzędzie i jest dostępne, można dzięki niemu kontaktować się z widziami, należy z niego korzystać. A po drugie, jest to kształtowanie wizerunku własnymi słowami, a nie oddawanie tego komuś innemu. Wpisy na moim fanpage’u czyta więcej ludzi, niż wysokonakładowe pisma kobiece. Jeden z ostatnich moich wpisów miał półtora miliona odwiedzin w przeciągu pięciu godzin! To niesamowite narzędzie.

 

Tymi wpisami Pani nas tak trochę wychowuje?

Nie, raczej dzielę się swoimi doświadczeniami. Ludzie są mi za to wdzięczni. Mają one charakter raczej przyjaznych porad, czy zwierzeń, pełnią rolę salonu towarzyskiego. Nie mam uczucia ze mi czytelnicy sa przeze mnie pouczaniami.

 

Powiedziała Pani, że dawne czasy były lepsze dla aktorów. Dziś to Pani opiekuje się młodymi aktorami. Czy w ten sposób spłaca Pani dług za to, co dostała w tak zwanych lepszych czasach?

Nie, broń Boże, ja nie spłacam żadnego długu! Moje szczęście polega także na tym, że główną część mojego życia przeżyłam w tamtych czasach. Nauczyłam się wtedy dziękować, za to choćby że mój dzień mija bez tragedii. To były naprawdę trudne czasy. Dzisiaj dziękuję Bogu, że mogłam otworzyć teatry. W tamtych czasach to nie mogło się zdarzyć. Nie spłacam żadnego długu, bo nie mam żadnego długu w stosunku do nikogo.

 

Nigdy nie kusiło Pani w tamtych czasach, by wyemigrować?

Nie. W Polsce zawsze byłam elitą, byłam w pierwszym rzędzie! Gdybym wyjechała za granicę, to tam byłabym tylko gościem, albo zajmowała dalsze rzędy. Zagrałam w dziesięciu filmach na Zachodzie. To dużo. Otrzymałam też bardzo znaczące nagrody. Ale zawsze byłam honorowana jako Polka, jako gość z Polski.

 

A jednak niektórych naszych wybitnych aktorów czy reżyserów skusił Zachód…

Mój zawód jest nierozerwalnie związany z językiem. Mówię po polsku, myślę po polsku. Nie wiem, czy portafiłabym dla Francuzów czy Niemców tak wiele rzeczy zagrać. Znam historię naszego kraju, każdy niuans, smak każdego przymiotnika…

 

Napisała Pani sześć książek…

Nie napisałam tych książek. To są zebrane felietony, to jest różnica. Ja nie miałabym czasu, by napisać tylu książek. Za każdym razem jest tak, że jakaś gazeta prosi, żebym pisała felietony, ja się na to zgadzam a potem….. Te książki są zbiorami tych felietonów, które powstawały latami. To, że je wydano, jest niejako poza mną.

 

Nie zamierza Pani napisać książki o sobie?

Nie. Piszą o mnie książki, ale bez mojego udziału. Za chwilę taka ksiazka znów się ukaże.  Bardo mi miło.

 

Za Pani zgodą?

Tak. Ale powstały też dwie książki bez mojej zgody. No ale jestem osobą publiczną. Kazd może mnie oceniać  to upubliczniać.  No trudno!

 

W Pani teatrach pracują głównie kobiety. Łatwiej się współpracuje z kobietami?

Nie wiem… Ostatnio pomyślałam sobie, że muszę tu wpuścić kilku mężczyzn, bo już mam trochę dosyć tych kobiecych klimatów.( śmiech)

 

Jakie są kobiece klimaty?

Jednak przydałoby się trochę więcej spokoju.Ja sama jestem kobietą i soą jestem teżzmeczona. Swoimi nerwami, niepokojami , obawami.

 

Kobiety wnoszą niepokój?

Nie, kobiety wszystko traktują w większości emocjonalnie. Czasem w takim dużym przedsiębiorstwie, jakim w tej chwili są te dwa teatry i fundacja, przydałoby się mniej emocji. Ja też jestem emocjonalna, wolałabym jednak trochę więcej spokoju.

 

Jak Pani ocenia to, że Polsce udało się zyskać wreszcie Oscara? Zmieni to coś w polskiej kinematografii?

Nie, generalnei nie, bo to nie zależy od jednego Oscara. Ale z polska kinematografią jest nieźle w ogóle. Zawsze to zależy, jaki jest czas i jacy ludzie tworzą.

 

A Pani marzy o Oscarze?

Mam Złotą Palmę i myślę, że to wystarczy (śmiech). Nie marzę o niczym. Dostałąm od życia i losu więcej niż oczekiwałąm.

 

Małgorzata Wojcieszyńska, Warszawa

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.