04
Wrzesień
2010
00:09

plakat_Boska_ostat

zobacz zdjęcie

Krystyna Janda: Nauczyłam się fałszować

Krystyna Janda: Nauczyłam się fałszować

Henryka Wach-Malicka
2010-09-04 00:28:23

O tym, czym zaintrygowała aktorkę niejaka Florens Jenkins, niecodziennym śpiewaniu, planach zawodowych i o próbie współpracy z synem, Krystyna Janda opowiada Henryce Wach-Malickiej.

Wkrótce zobaczymy panią w Domu Muzyki i Tańca z Zabrzu w spektaklu „Boska!”, którego bohaterką jest Florence Jenkins. Jej udziałem była jedna z najdziwniejszych karier w historii opery. Pozbawiona talentu, a nawet słuchu, dzięki koneksjom i pieniądzom przez lata występowała na scenie; jakby nieświadoma faktu, że wystawia się na pośmiewisko. Grała pani już Marię Callas i Marlenę Dietrich, które były olśniewającymi artystkami. Ale Florence? Co panią w niej zaintrygowało?

Płyty z nagraniami Florence Foster Jenkins do dzisiaj sprzedawane są w najlepszych sklepach muzycznych na całym świecie. Bo ona jest symbolem amerykańskiej kariery pod hasłem: „nawet najbardziej śmiałe marzenia można spełnić”. Dodatkowo, teatralny tekst Petera Quiltera pt. „Boska!” jest świetny. To nie tyle opowieść o Florence Foster Jenkins, co o grupie ludzi, dla których przyjaźń, dobroć, naiwność nawet, ale także muzyka i sztuka są rzeczami najważniejszymi. I to bez oceny wartości tego, co powstaje! Jest to „towarzystwo” nadzwyczajne, takie o jakich w Polsce, gdzie cynizm i interesowność panują także w sztuce, dawno zapomnieliśmy. A Florence Foster Jenkins rozdała cały majątek na tysiące instytucji charytatywnych, wspierających kobiety. Śpiewała zawsze bezpłatnie, zaś ostatni jej koncert w Carnegie Hall, którym miała zarobić na serię charytatywnych projektów, przyniósł ogromne pieniądze. Nikt do dziś nie potrafi rozsądzić, czy słyszała jak źle śpiewała i jak fałszywie, czy słyszała tylko muzykę, którą miała w głowie. Zabawne jest to, że miała wielu naśladowców i naśladowczyń, tak zwanych uczniów Florence Foster Jenkins. Uczniów szkoły spełniania marzeń.

Grając Florence, zgodnie z didaskaliami, musi pani fałszować, a to, jak sądzę, nie jest proste dla profesjonalnej aktorki. Jak się pani oswajała z tym wyzwaniem? I z całym, mocno kiczowatym światem pani Jenkins?

Fałszować? To zupełnie nie jest skomplikowane. Uczyłam się fałszowania podobnie jak nut. I takie niecodzienne śpiewanie „w roli”, sprawia mi ogromną przyjemność.

Gdy do Florence dotarło, że publiczność się z niej śmieje, umarła. Podobno pękło jej serce. Czy pani zdaniem Florence miałyby większe szanse na karierę, gdyby żyła dziś? Jak mówił Zbigniew Zapasiewicz: „kiedyś aktor musiał umieć zagrać garbatego, teraz robi się casting wśród garbatych amatorów”. Może ona też wystartowałaby w jakimś śmiesznym konkursie…

Myślę, że nie. Że dzisiaj byłaby dziwolągiem i bardzo szybko słuchacze uzmysłowiliby jej, jaka jest beznadziejna. Kiedyś ludzie byli lepiej wychowani i w każdym zjawisku widzieli stronę pozytywną. Jeżeli ktoś daje pieniądze np. na klub początkujących pisarek, a przy okazji ma ochotę zaśpiewać koncert, to niech sobie zaśpiewa. Wyobrażam sobie, co ukazałoby się w internecie, gdyby Florence dzisiaj zaśpiewała, jak wzrosłoby dobre samopoczucie internautów…

A czy wybrała już pani kolejną nietuzinkową kobietę, która będzie bohaterką pani następnego scenicznego wcielenia?

Tak, będzie to zupełnie tuzinkowa żona, która zdradza męża i jest zdradzana!

Śledząc pani aktywność, trudno wyjść z podziwu. Gra pani wyczerpujące monodramy, pisze książki, prowadzi blog i szefuje teatrowi, który ma więcej premier niż „norma nakazuje”. Skąd tyle siły? Czy pani w ogóle odpoczywa?

Nie odpoczywam. I w ogóle mi to nie przeszkadza. Odpoczywam w pracy. Wszystko inne mnie nudzi. A właśnie wróciłam po dwutygodniowym urlopie we Włoszech, gdzie spędzałam czas bezmyślnie gapiąc się w fale.

Pani syn Adam zdobywa szlify operatorskie na Wydziale Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego. Myśleliście państwo o jakiejś wspólnej pracy? Na przykład o impresji na temat pani występu w Zabrzu?

Mój syn na razie razem z innymi młodymi operatorami realizuje spektakle „Biała bluzka”, gdzie kamera śledzi mnie na żywo, ze sceny. Jest to jedyny nasz kontakt zawodowy. Co prawda teraz wpraszam się do jego nowego filmu studenckiego, tłumacząc mu, że ja wiem, jak zagrać to, co jest w scenariuszu. Ale na razie nie jest na mnie zdecydowany. Muszę jeszcze trochę nad tym popracować. Zdobycie roli w jego filmie jest jednym z najtrudniejszych zadań, jakie miałam w życiu. Ale może mi się uda. Nęcę go tym, że zagram za darmo (śmiech).

www.naszemiasto.pl
—————————————————————————————————————————

Sobota, 4 września
Niedawno wróciłam do domu, po całym OCH-dniu…
Przesyłam prasę dot. OCH-przystanku (relacja własna jutro, bo jeszcze zaśpię na OCH-warsztaty):

————————————————————————————————————————-
Och-teatr przejmuje przystanek Częstochowska
Agnieszka Wądołowska
2010-09-03, ostatnia aktualizacja 2010-09-02 23:36

Od soboty jeden z przystanków tramwajowych przy Grójeckiej będzie się nazywał Och-teatr.

Swoje przystanki komunikacji miejskiej mają w Warszawie m.in. basen Inflancka, Arkadia czy Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego. Od soboty tramwajowa mapa Warszawy wzbogaci się o nazwę Och-teatr. Przystanek na Grójeckiej między ulicami Bitwy Warszawskiej 1920 r. i Wawelską niejedno miał już imię: kiedyś nosił nazwę Kino Ochota, ale gdy opuszczone kino zaadaptowała na teatr Fundacja Krystyny Jandy, to nie kolejna warszawska scena, ale niewielka poprzeczna ulica okazała się kluczowa dla otoczenia i Zarząd Transportu Miejskiego ochrzcił go nazwą Częstochowska.

Jednak 4 września, z okazji rozpoczęcia nowego sezonu w Och-teatrze, nastąpi też „przejęcie” przez niego przystanku. Dokładnie o 16.20 w obecności burmistrza Ochoty Wojciecha Komorowskiego i dyrektora ZTM nastąpi oficjalna zmiana nazwy. Skąd ten pomysł? Okazuje się, że szczegóły operacji opatrzone są klauzulą „tajne przez poufne”. Och-teatr informuje, że to inicjatywa fundacji Jandy. Fundacja zapewnia, że to pomysł ZTM. A rzecznik ZTM Igor Krajnow twierdzi, że w tej sprawie musi dochować tajemnicy.

Co to za mroczny komunikacyjny sekret kryje się za decyzją ZTM? Wyjaśnia to Maja Gottesman, rzeczniczka Ochoty. Otóż to wspólna inicjatywa burmistrza dzielnicy i Marii Seweryn, właścicielki sceny. Tak dobrze im się współpracuje, że na teatrze pojawi się też niebawem zabytkowy neon „Kino Ochota”.
www.gazeta.pl

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.