06
Styczeń
2004
22:01

Jakiego mężczyzny szukasz?

– Jakiego mężczyzny szukasz?

– Szukam kogoś, kto umie kochać, jest silny, wierny, niezależny, mądry, czuły, wrażliwy, a kiedy trzeba jest stanowczy, wytrwały i nieustępliwy. Kogoś, kto umie się bawić, cieszyć, smucić, płakać, wzruszać.

– Aby spotkać takiego mężczyznę, musisz najpierw sama posiąść te wszystkie zalety. A kiedy je posiądziesz, spotkasz go na pewno.

Ta przytoczona z błąkającej mi się po głowie jakiejś legendy, przypowieści czy bajki, rozmowa Kobiety z Mędrcem, przyszła mi do głowy, ponieważ jedna z moich znajomych kolejny raz związała się z takim samym jak poprzedni jej partnerzy, nieodpowiednim mężczyzną. Siedząc z nimi wczoraj przy kolacji, wieczorku zapoznawczym, jej znajomych z NOWYM WYBRANYM, myślałam cały czas, że kolejny raz mi się nic nie zgadza.

Moja znajoma wiecznie marzy o spotkaniu silnego, wiernego, mądrego, czułego, co umie cieszyć się i smucić, śmiać się i płakać oraz wzruszać razem z nią, a po raz kolejny u jej boku widzę bufona, narcyza, zapatrzonego w siebie egoistę, dla którego ona, skądinąd bardzo efektowna pani, jest lustrem, w którym on się przegada z lubością, ale za to kolejny raz jest to bardzo przystojny, zadbany, wysoki brunet, o ładnych dłoniach i niskim głosie. Kogo wiec ona szuka? Ona szuka, wysokiego bruneta o ładnych dłoniach i niskim głosie, a nie takiego, co by wzruszał się razem z nią. To jasne.

Żeby się wzruszać, trzeba coś czuć, rozumieć, zauważać, czemuś się umieć przyjrzeć, nad czymś spokojnie pochylić, już nie mówię nad nią, ale w ogóle nad czymkolwiek, a oni wszyscy ci wybrani, zawsze mówili o sobie, myśleli o sobie, zastanawiali nad sobą, a na dodatek ona za każdym razem wszystkim tym nowym brunetom z niskim głosem, tak nadskakiwała, tak się nimi zajmowała i tak była na nich skupiona, że sama nie miała szansy się zauważyć czy on mianowicie jest w stanie się zająć czymkolwiek innym niż sobą samym. A potem odmienić ten układ było niemożliwością. Oni się w niej za każdym razem przeglądali, zachwyceni odbiciem, a lustro po jakimś czasie radosnego odbijania zachodziło mgłą, mętniało, szarzało i dziwiło się, że obraz odbity najmilszego przestaje być tak krystaliczny, czysty optymistyczny jak na początku. No a potem już były tylko łzy, pretensje, zdzwieinie, że tyle dało a nic nie dostało. No i lustro szło do koleżanek, znajomych, piło kieliszek za kieliszkiem ginu z tonikiem, potrząsało głową ze smutkiem i nie mogło zrozumeć, gdzie był błąd, czyja wina, dlaczego odbicia mętnieją, a ono ma ochotę się roztrzaskać na progu mieszkania na drobne kawałki. Potem lustro znów dobijało wszystkich jak popadnie, nieuważnie, byle, kogo, wielu, po łebkach, no, bo jak odbić rozum? Wrażliwość? Czułość? I nagle znów jakieś odbicie wysokiego, bruneta z ładnymi rękoma je zachwycało i znów i znów i znów.….A potem znów pytania, dlaczego ono nie umie wybrać i za każdym, za każdym razem źle trafia….

Moja znajoma ma 40 lat. Jest nadal piękna, choć z roku na rok coraz bardziej melancholijna. Zastanawiam się jaka ona jest naparwde skoro za każdym razem tak wybiera, dokonuje tak złego wyboru, i za każdym razem tak bezbłędnie mija się ze swoimi marzeniami i oczekiwaniami.

Czy jest mądra? No chyba raczej nie…jest naiwna, powierzchowna, łatwo się zachwyca, szybko zniechęca bez powodu…Czy umie kochać? Wydaje się, że tak, ale zbyt efektownie, zbyt gwałtownie, i tylko do pierwszych rozczarowań aż tak, a jej stosunki córką są zastanawiajaco chłodne. Nie ma psa, kota, o matce nigdy nie słyszałam. Wierna? O tak, dopóki kocha. Czy jest czuła? W pierwszych okresach miłości, krępująco czuła, tak mi się wydaje. Jeśli chodzi o wrażliwość, to wydaje się że gdyby naprawdę była wrażliwa, rozumiałaby że jej czułość w obecności innych potrafi być żenująca. Stanowcza jest zawsze i w każdej sprawie, nieustępliwa i wytrwała, szczególnie w zdobywaniu kogoś, kto jej się spodoba. Umie się śmiać, bawić, płakać, cieszyć, żywiołowo i bez zahamowań, ale kiedy ludzie znikają smutnieje, nieruchomieje, przygasa, nic ją nie bawi…W okresach, kiedy jest sama, zawiedziona i nieszczęśliwa, płacze i wzrusza się… sobą. Krzyczy, mam dosyć! Nie chcę być dla nich lustrem o wdzięcznym odbiciu i nic więcej! A potem, każdego mężczyznę, który patrzy na nią ciszej, dłużej, spokojniej, uważniej, przegania jako nudnego, ofukuje jak nudziarza i marudę.

Czy zasługuje na kogoś ze swoich marzeń? Nie. Ona dokonuje wyborów jej godnych, mężczyzn do niej podobnych. Takich samych jak ona sama.

Następnym razem, kiedy przyjdzie do mnie rozczarowana, choćby tym panem, którego własne poznałam, wygonię ją za drzwi i nie wysłucham ani zdania, ani słowa, ani jednego z narzekań.

Poprzedni jej wybranek zadzwonił do mnie po wczorajszej kolacji i zapytał jak było, jak Nowy Wybraniec. Odparłam: – Taki sam jak ty, bardzo do Ciebie podobny. W jakim sensie? – Zapytał. – W każdym – odparłam. To nie potrwa długo.

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.