15
Czerwiec
2000
00:06

Guru

Nie mam zupełnie czasu. Wolny wieczór jest świętem i tęsknotą. . Dzieci zdumiewa moja obecność w domu w ciągu dnia . Wspólne śniadanie o siódmej trzydzieści, przed ich wyjściem do szkoły, to jedyne co mamy i czego bronię jak lwica. Zaczynają się drobne problemy wychowawcze. Moje wyrzuty sumienia w stosunku do całej rodziny doszły zenitu. Nie wiem jak dalej żyć. Wiem że czekają mnie poważne decyzje , których podjąć nie umiem. Jestem dorosłą, rozsądną, odpowiedzialną, pragmatyczną kobietą, która coraz gorzej radzi sobie z życiem a na szaleństwo, bo takie życie jest szaleństwem, coraz mniej mnie stać. Destabilizuję się z dnia na dzień. Myślę że mój niepokój  jest podobny do Waszego,Drodzy  Czytelnicy Urody, że wszyscy odczuwamy  „ten czas” podobnie.

– Halo, tu Magda, chodż dziś ze mną do teatru Roma wieczorem.

-Oszalałas, to mój jedyny wolny wieczór w tym półroczu.

– Błagam cię, przyjeżdża najsłynniejszy Guru z Indii, musi mieć   Vipów na widowni. Boimy się że w ogóle będzie miał mało ludzi. Biorę moje dzieci, zresztą idą bardzo chętnie, będzie Magda ,  Zuzia, musisz przyjść.

-A co on tu robi ten Guru ?

-I tak tego nie zrozumiesz. Jest mądry,. Jest Yoginem, filozofem, uczy ludzi być szczęśliwymi, między innymi chodzi o pewne metody oddychania które pomagają osiągnąć spokój. To ciekawe.

-Zwariowałaś! Technikę oddychania mam opanowaną do perfekcji, to mój zawód ! Dobrze przyjdę , ale robię to tylko dla ciebie.

-To jego jedyna wizyta w Polsce, on jest bardzo sławny a organizatorzy boją się że nie będzie ludzi i będzie mu przykro.

Wieczorem pod gmachem byłej Operetki a teraz, nie wiadomo czego, niezliczone ilości ludzi . Nie ma gdzie zaparkować. Przedzieram się w szpilkach, sztucznych paznokciach, rzęsach, makijażu z nagrania telewizyjnego, spóżniona,  przez ekologiczny tłum , na płaskich obcasach, niedotknięty szminką i chemią .Ukradkiem zdzieram krzykliwe klipsy i zlizuję czerwone usta. Mojej przyjaciółki która mnie tu zamówiła, Magdy Umer ( uczulonej na wszystko co sztuczne a przede wszystkim na moje perfumy ) nie mogę w tym nieprzebranym tłumie znależć. Jest! Przeciskamy się trudem między błagającymi o wpuszczenie ludżmi. Jakieś dziecko płacze. Chcę się wycofac, nie, jako vipy wchodzimy specjalnymi drzwiami. Organizatorzy też są oszołomieni zainteresowaniem i ilością ludzi. Wprowadzają nas na  tysiąc czterystu osobową  widownię , jedną z największych w Warszawie i sadzają cudem. Sala jest wypełniona po ostatnie balkony, nigdy jej takiej nie widziałam . Stężenie stresu w powietrzu jest tak silne że i ja zaczynam się denerwować. Ludzie z maleńkimi, często, dziećmi na rękach, starzy, młodzi. Wiele nazwisk z pierwszych stron gazet, wybrańcy losu, dzieci szczęścia, wydawalo by się, wszyscy czekają w ciszy na Guru. Myślę że śnię. Co chwila się komuś kłaniam. Obok syn moich przyjaciół, młody zbuntowany artysta.

-Magda ! Oni są wszyscy nieszczęśliwi ?

-Widocznie tak, albo są w depresji. A może po prostu się tym interesują.

-Za mną siada pan Marek Kotański a znajomy kamerzysta z telewizji ściska mi gwałtownie rękę , chyba w poczuciu wspólnoty.

Za chwilę wejdzie Guru, Magda odwraca się do mnie i  syczy; –  tylko się nie śmiej bo cię zabiję !

Najpierw wchodzi cudowna dziewcztyna z włosami tak pięknymi i długimi  że mam ochotę nauczyć się wszystkich technik polecanych przez Guru, jeśli tylko od tego, urosna mi takie włosy. Magda ściska moja rekę , daje mi do zrozumienia żebym się zamkneła.

Guru okazuje się być młodym, ( moje zdumienie że nie ma siwych włosów ,nie ma granic, podobno ma medale od Gandiego za mądrość, dostał je kiedy, ile miał lat ? ), drobnym hindusem z milym nieśmiałym uśmiechem i aksamitnym głosem. Mówi wolno ,  pauzy i chwile namysłu są tak długie, że moje poczucie czasu , akcji i dramatyzmu jest wystawione na ciężką próbę, ( to samo  mam  w kościele ), ale widownia nie jest zniecierpliwiona, w przeciwienstwie do mnie.

-Moziemy poloziumiewać się na tsiech poziomach,- mówi Guru –

gowa – gowa

sielce – sielce

dusia – dusia….

Magda Czapinska która jest z nami, nasza nieoceniona przyjaciółka, psycholog z wykształcenia i  nasz psychoterapeuta telefoniczny, pochyla się do mojego ucha i szepcze; – a teraz na jakim poziomie się porozumiewamy ?. – Cccicho ! – syczy  M. Umer i wbija mi paznokcie których oczywiście nie ma , bo ma je zawsze schludnie przyciete ,co podziwiam od lat.

Mały sześcio, siedmio letni chłopczyk , ubrany przez swoich młodych rodziców w strój podobny do stroju Guru, pyta : – Guru, dlaczego łatwiej jest zepsuć niż naprawić ?

Z zachwytu nad pytaniem umieram. Guru okazuje się naprawdę mądrym , rozsadnym człowiekiem bo ,po niebotycznej chwili namysłu mówi z usmniechem  : – Nie wiem.  Oddycham z ulgą, dała bym mu medal. Po trzydziestu minutach wpatrywania się w powolnego Guru czuje się jakby spokojniejsza, a może znudzona. Pada pytanie dotyczace technik oddychania. Guru mówi że jest ich wiele i są bardzo skomplikowane , zależą od stopnia wtajemniczenia i to nie jest ani sytuacja ani miejsce , żeby o nich serio opowiedziec, ale w zamian proponuje proste ćwiczenie ;

 

-Wdech…….cała sala głośno i głęboko wciąga powietrze….- widech…..słychać równy i długi wydech. Tysiąc czterysta osób ! Myślę że śnię. Patrzę dookoła siebie. Ludzie rozłożyli ręce, dotknęli środkowymi palcami do kciuków jak Guru, ……wdech…..widech….równomierny zgodny szum powietrza …..zaraz zwariuję myślę sobie,  już z tym pogodzona…..a telaz wdech i jednoceśnie  się uśmiechamy  – szemrze Guru.  Odwracam głowę, tysiąc czterydsta osób uśmiecha się, łącznie z płaczącymi przedtem dzieśmi…..widech i dalej się uśmiechamy…  Oszaleję ! Boże myślę gorączkowo, co  i jak zagrać żeby mieć taką widownię ? Nieosiagalne! Magda odwraca do mnie głowę z błogim uśmiechem.

Teraz każdy może podejść do Guru , mówi ta piękna z włosami. Patrzę na twarze. Zachwycone, szczęśliwe, zapłakane, wzruszone. Jacy oni muszą być nieszczęśliwi, myślę sobie, jakie muszą mieć problemy. Jak chcą się uspokoić, za wszelką cenę . Ściska mnie w gardle. Spokój, pocieszenie, wiarę w sens, rozdaje z tą techniką oddychania ? Niemożliwe !. Przestaję się śmiać. Przypominam sobie mój ulubiony wiersz Grochowiaka, mój wiersz z młodości, wiersz z czasów kiedy nie wiedziałam jaka będę, kim będę, co chcę , o co mi chodzi, nie wiedziałam zupełnie jak żyć. Z czasów w których wydawało nam się wszystkim ,że odpowiedż na to pytanie jest odpowiedzią dotyczacą tylko i wyłącznie  moralności, a system polityczny upraszczał nam brutalnie resztę.

Didaskalia

-Wiec jak żyć ?

Tu poprawiasz się w krześle,

Ręce układasz na szczupłych kolanach,

Masz w sobie powagę dziecka ,

Co się dowie.

Patrzę na łódki Twoich młodych powiek,

Na wargi pochmurne jak owoce lesne,

Na wlosy przesiane zlotym blaskiem rana.

Nie wiem doprawdy co Ciebie przejedna

Moja Śliczna Biedna.

-Wiec jak żyć ?

Tu odchodzisz od stołu

Z talerzem w dłoniach jak z wielkim ciężarem,

Kobiecość niosąca i cieżkie zmęczenie.

Patrzę na czoła wysokiego cienie,

Na Twych paznokci szarzejacy ołów,

Na wąskie usta, co nie chcą być stare.

Nie wiem doprawdy , co Ciebie przejedna

Moja Śliczna Biedna

-Więc jak żyć ?

Tu odchylasz się z wieńcem

Sponad gliny wzniesionej wysoko jak wieża,

I dajesz się unieść w milczący korowód.

Patrzę na chłodne kościoły wieczoru,

Na to, co było i nie będzie więcej.

Na studnie nieba, otwarte na ścieżaj.

Nie wiem doprawdy co Ciebie przejedna

Moja Śliczna Biedna.

Zachwycałam się tym wierszem dwadziescia pięć lat temu, w innym życiu, innych czasach, inna. Znów nie wiem jak żyć.

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.