05
Maj
2009
21:05

Grzesio Skurski

W „Człowieku z marmuru” należał do małej ekipy filmowej reżysera Agnieszki, nosił sprzęt, był kierowcą, z filmu pamięta się Jego charakterystyczną lekko pochyloną sylwetkę w białej kurtce i Jego sarkazm. Potem już był cały czas, niedaleko mnie, jako reżyser, felietonista, dokumentalista, autor sztuk teatralnych, kierowca, doradca w sprawach samochodowych, środowiskowych, małżeńskich, towarzysz depresji i sukcesów, świadek wydarzeń. Znał znanych, i jakoś tak się zdarzało, że przeżywał z nimi te najtrudniejsze momenty, był gdzieś niedaleko. Do Niego się dzwoniło, kiedy trzeba było się uśmiechnąć nad nieszczęściem i tragedię przyjąć jako coś naturalnego, On w tym pomagał, On to potrafił, i to bez znieczulenia. Mówił o sobie, że z niejednego pieca jadł chleb, w niejedną ulicę zabłądził, bawił się na niejednej imprezie i spał kątem w najdziwniejszych miejscach i do tego na zakrętach historii. Kochał Kobietę jako zjawisko, stwór godny opisu i zastanowienia. Przyjaźnił się z kobietami. Uwielbiam jego filmy dokumentalne opowiadające i zwykłych ludziach, tropiące paradoksy ludzkiej psychiki i ludzkich losów. Przez ostanie dwa lata pisał felietony na mojej stronie internetowej, mówił, że tylko one  trzymają Go przy życiu. Walczył z cierpieniem i losem jak tur, jak olbrzym. Kilka dni temu zadzwonił do mnie jak zwykle dzwonił, co kilka dni, i powiedział – K… nie jest lekko. To wszystko.

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.