01
Styczeń
2000
00:01

Ginekolog z Łodzi

Było tak. Siedziałam z nimi przy stole w pewnym domu w Niemczech. Było późno. Nasze dzieci oglądały jakiś film na video.

-Ja mieszkałem wtedy w Łodzi, u takiego doktora, co był wtedy pamiętam, najlepszym ginekologiem, -mówił Kurt Weber, operator filmowy, były profesor mojego męża, przed 68 rokiem prodziekan wydziału operatorskiego w Łódzkiej Szkole Filmowej.

-Co ty opowiadasz, najlepszym ginekologiem w Łodzi był profesor…cholera zapomniałem jak on się nazywał….on miał gabinet na Piotrkowskiej,- zaprotestował Wiktor Szacki, nasz przyjaciel , chemik, od 68 roku pracujący i mieszkający w Niemczech.

– Mamo!!! Daj nam cherry-coli! Krzyczały moje dzieci z sąsiedniego pokoju.

-Edward, -odezwałam się do męża, – Kurt mi dzisiaj na nartach, opowiadał o niezwykłej książce.

– -Tak, potwierdził Kurt,- tam jest najpiękniejsza dla mnie scena z literatury jaką znam, że żaden reżyser jeszcze na to nie wpadł żeby cos takiego nakręcić- …

– -No wiesz!- ryknął Wiktor,- mówiłeś mi że twoja ulubiona scena z literatury, to ta wiesz która, no ta ze „ Szwejka”! Pamiętasz?…on mówi : – Spotkamy się o szóstej, po wojnie. A on mu odpowiada:- Dobrze , to ja przyjdę pół godziny wcześniej….pamiętasz? To ty otworzyłeś mi oczy na tę scenę, i teraz mówisz że inna jest dla ciebie najwspanialsza?

– -Kiedy to było!- śmiał się Kurt, -ja po prostu, od tamtej pory, przeczytałem jeszcze jedną książkę…w przeciwieństwie do ciebie.

– -Zawiodłem się na tobie, oszukałeś mnie, świat mi się wali….Zdrajca!- wymyślał mu Wiktor.

– -O jaka książkę i scenę chodzi?- dopytywał się mój mąż.

– -Scenę z „ Księgi Błam „ Aleksandra Tismy, to taki serbski pół- Żyd z Nowego Sadu. Ja to czytałem po niemiecku.

W tym czasie Wiktor telefonował: – Luta! Jaki tuż po wojnie był najlepszy ginekolog w Łodzi?

– -Czyś ty zwariował, teraz dzwonisz do Izraela?- krzyczała żona Wiktora z kuchni. – Która tam teraz jest godzina ?

– -Ta książka opowiada, kontynuował Kurt, o losie żydowskiej rodziny Błam, w latach wojny. Byłem tą książką głęboko, osobiście poruszony, gdyż dzieje rodziny mojego wujka Oskara Webera, który mieszkał w Nowym Sadzie, mają wiele punktów stycznych…..

– -Bella! Rozmawiał z kolejną osobą Wiktor, a widzisz, jednak zostałaś w Nowym Jorku, a mówiłaś że jedziesz na święta do Paryżu?!- Aha, dobrze, słuchaj, może ty pamiętasz, jak się nazywał ten najlepszy ginekolog w Łodzi, ten wiesz, on mieszkał na Piotrkowskiej? Nie mogę sobie przypomnieć- nazwiska….

– -Wiktor! Nie dzwoń do ludzi o tej porze !- upominała go znów jego żona. -Ty całkiem zwariowałeś!

– -Przecież dzwonię do Nowego Jorku, tam jest inna pora!

– -W Nowym Sadzie, skupili Żydów przed wywózką w synagodze i na zieleńcu przed nią, to jest tam opisane, było tam masę ludzi. Dookoła tego zieleńca synagogowego było takie ogrodzenie, wiesz, -tłumaczył mojemu mężowi – po dwóch , trzech godzinach, pod tym ogrodzeniem zaczęły się gromadzić- psy i koty z całego miasta, szukające swoich właścicieli. I potem, przez całą noc, ludzie rozmawiali ze swoimi zwierzętami, przez to ogrodzenie. Niesamowita scena.

Brzęczał telefon. Wiktor rozmawiał z Wiesią z Warszawy, do której zadzwoniła Bella z Nowego Jorku. – Też nie pamięta !- oznajmił wszystkim.

– – A kiedy rano- ciągnął Kurt -podjechały ciężarówki i zapakowali na nie Żydów, żeby zawieźć- do kolei, i wtedy, za tą kolumną samochodów, przez całe miasto, pobiegł tłum kotów i psów. Co to za obraz!

Telefon. Podnosi żona Wiktora.- Luta pyta, czy on się przypadkowo nie nazywał Siekierski?

– – Nie, nie Siekierski, odpowiedział Kurt, ten u którego ja mieszkałem, był naprawdę świetny, przychodziło do niego wiele pań, widziałem je….-Wiesz Wiktor, kto by wiedział ? Dzunia ! No ale ona…-poczekaj mam telefon do jej córki…

– -Pewnie do Australii, -uśmiechnęła się do mnie żona Wiktora, niosąc colę dla dzieci, o których ja całkowicie zapomniałam.

– – Czy ten pisarz był w Polsce tłumaczony?- zastanawiał się mój mąż.

– – W Niemczech, wydano chyba trzy jego powieści „ Kapo”, „ Wierność- i Zdrada” i „ Księgę Błam”, wszystkie są z czasów wojny i dzieją się w Nowym Sadzie.

– – Kurcie, jestem zmęczona, chciałabym już wrócić- do nas – odezwała się cicha, w przeciwieństwie do nas Polaków, niemiecka żona Kurta.

– – Dobranoc.

– – No my spać- nie będziemy!- westchnęła zrezygnowana żona Wiktora. Znam Bellę, będzie dzwonić- dziś całą noc, w sprawie tego ginekologa, jestem pewna że teraz, wydzwania po całym świecie.

– – Słuchaj!- ostrzegawczo, krzyknął do niej Wiktor – jak któreś z nas umrze, to ja się przenoszę na Riwierę!!!

– – Jakie cudne!!!- zawyłam z zachwytu.

– – Nie znałaś tego ?- to stare, to powiedzenie sprzed wojny.

– – Dobranoc.

Następnego dnia, dostaliśmy telefon z Petersburga, kuzyn Wiktora przypomniał mu nazwisko ginekologa z Łodzi.

Milanówek 15 stycznia 2000

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.