06
Marzec
2009
00:03

GAZETA SZCZECIŃSKA

Gazeta Szczecińska

Krystyna Janda to dzisiaj instytucja; założycielka i dyrektor artystyczny Teatru „Polonia”, pisarka, felietonistka, aktorka, reżyser, producent, piosenkarka do tego wszystkiego matka i babcia… Czy nie czuje się Pani – momentami – tym wszystkim zmęczona? Skąd w Pani taka siła?

 

Jestem bardzo zmęczona. I nie tylko momentami , ale w ogóle. Powoli ograniczam swoja działalność. Staram się mniej grać , wybierać i eliminować propozycje zawodowe. Teatr w tej chwili nie wymaga już ode mnie Az takiego wysiłku i stałej obecności. Skupiam się na moich obowiązkach rodzinnych. Nie mam już rzeczywiście ani takiej siły ani determinacji jak dawniej.

Zawsze wybiegała Pani przed szereg. W wielu działaniach wyprzedzała wręcz epokę; nowatorki sposób gry, blog – pamiętnik w internecie, własny teatr, spektakl grany w Warszawie, na Placu Konstytucji w godzinach szczytu… Lubi Pani wyzwania?

 

Przy każdej z tych aktywności, kiedy ja podejmowałam nie zdawałam sobie sprawy że jest nowatorska ani niezwykła. Zawsze robie to co wydaje mi się aktualne, na co jest czas, a mnie jednocześnie interesuje. Wydaj mi się że generalnie robię wszystko bez specjalnego wysiłku i napięcia, mimo iż z zewnątrz moje wybory, działania wyglądają na  wyzwania. Ja tego tak nie odbieram.

 

Agnieszka Osiecka powiedziała mi przed laty: „Janda jest perełką, której w tym kraju się nie docenia, której nie pozwala się, przez różnego rodzaju układy – zawiść, rozwinąć”… Zgadza się Pani z tym stwierdzeniem?

Chyba nie. Czuje się doceniona. Wszelkie ograniczenia pokonałam w momencie kiedy stworzyłam własna scenę i to ja dokonuję suwerennie wyborów. Wcześniej zdarzały się nieprzyjemności, szczególnie od kiedy zaczęłam reżyserować, ale przezywa je chyba każdy twórca składający propozycje produkcyjne, czy to w teatrze czy telewizji. Odmowy sa wliczone w zawód reżysera.  

 

Mimo częstych przeciwności losu, w środowisku mówi się, że jest Pani osobą pogodną. Pani Krystyno, to prawda, czy tylko maska-twarz na pokaz?

 

Chyba nie udałoby mi się tak długo udawać. Pracuję intensywnie 30 lat. To za długo  na maskę i grę w życiu prywatnym.   

 

Kilkakrotnie „sprzedała” Pani swój wizerunek reklamie. Czy Pani zdaniem, reklama dzisiaj dla polskiego aktora, to szybkie pieniądze, czy środki na przetrwanie?

 

Ja mam pieniądze na przetrwanie. To szybkie i spore pieniądze na inwestycje. Choćby na nowe przedsięwzięcia teatralne.

 

Suknia balowa godna Marii Antoniny, na głowie peruka o nieokreślonej wysokości… Pani strój na porodówce, do dzisiaj omawiany jest przez pielęgniarki jednego z warszawskich szpitali… J

 

To po lekturze jednego z moich felietonów wiadomości? Tak. Telefon z informacja ze moja córka rodzi złapał mnie na palnie Teatru Telewizji. Natychmiast się udałam do szpitala. Nikt się nie dziwił nawet moim wyglądem, wszyscy uznali to za naturalne. To było miłe. To była szczęśliwa noc.

 

Często podejmuje Pani decyzje pod wpływem impulsu?

 

Bardzo często. Jestem kobieta a do tego emocjonalną. Nigdy nie żałowałam. Nie jestem za to ani narwana ani nierozsądna. Nie jestem awanturnica . Wydaje mi się poza tym że szybko myślę i umiem przepraszać kiedy nabroję. Nigdy nie mam złych intencji w każdym razie.

 

Jest Pani jedyną aktorką, która uzyskała przed laty zgodę samej Dietrich na śpiewanie jej piosenek. Pani Krystyno, kiedy doczekamy się całej płyty z piosenkami „Błękitnego Anioła”?

 

Nigdy. To temat który już minął. Ona śpiewała prawie zawsze o miłości. Do 70 roku życia udawała atrakcyjną kobietę do wzięcia. Wampa. Nie bardzo mi to pasuje.

 

Czy patrząc na ten ocean nagród, jakie ma Pani w swoim dorobku, nie wywołuje u Pani małego skurczu serca, świadomość, że do przysłowiowej kropki nad „i”, brakuje tylko OSKARA?

 

Nie. Regulamin nagrody mówi ze może ja dostać aktorka za rolę wykonaną w języku angielskim , ja nie mówię po angielsku. Nie mam wiec szans. Ale życzę żeby komuś z Polski się to udało. Najbliższa była przed laty Ida Kamińska.

 

Od początku kreowała Pani role kobiet niezależnych np.; Agnieszka w „Człowieku z marmuru”, Krystyna Traczyk w „Kochankowie mojej mamy”, Antonina Dziwisz w „Przesłuchaniu”,  Marlena Dietrich w monodramie „Marlena”, Maria Callas w monodramie „Lekcja śpiewu”. Nie miałaby Pani ochoty, tak dla kontrastu, zagrać roli słodkiej blondynki?

 

Gram. Jak muszę. Ale to nie moje emploi i zawsze bardzo się meczę. W teatrze zagrałam dużo takich ról. Mój debiut teatralny to Aniela w „Ślubach panieńskich” symbol tego rodzaju postaci.  W pewnym sensie moja przedostania rola filmowa , pani Jadwiga Stańczakowi , naiwnością i słodyczą przewyższała to emploi.

 

Pani rola-epizod w serialu „Niania”, czy w „Superprodukcji”, udowadniają, że ma Pani do siebie ogromny dystans. Czy to role godne aktorki, która już za życia jest legendą?

 

Dziwne pytanie. Ja żyję , pracuję , gram, ryzykuje, mam do siebie dystans i poczucie humoru. Nie godne byłoby gdybym się wygłupiała i nie dorastała do swego wizerunku w życiu prywatnym. To zawód. Umiem zagrać wszystko, no , prawie wszystko, traktuje ten zawód poważnie wtedy kiedy propozycja na to zasługuje, ale umiem się tez bawić i śmieć , najczęściej sama z siebie.

 

Marzenie Krystyny Jandy, dzisiaj już nie do spełnienia? 

 

Chciałabym zbudować magazyny na dekoracje dla teatru POLONIA, ale to jest jak najbardziej do spełnienia. Marzeń nie do spełnienia nie miewam, jestem na to za dorosła.  

 

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.