06
Maj
2010
21:05

Felieton na A

FELIETON NA A

A  dlaczego piszę? Nie wiem. Bo lubię. Bo mnie o to poproszono. Bo podobno kobiecym czułym acz krzywym okiem sprawy opisują się inaczej. Bo podobno kobieta umie zauważyć drobiazgi, które w rezultacie opisują ogół.  Bo spodobało mi się, że bez zobowiązań i po prostu na litery alfabetu.

AAAAA- to ogłoszenia zamieszczane przez cwaniaków, którzy myślą, że ich anonse zamieszczone jako pierwsze będą przeczytane pierwsze i pierwsi zrobią interes. Z reguły je pomijam na korzyść tych bez AAAAA. Ale kiedyś rozwalił mnie jeden – AAAAAAAAAA ja, szybko i bez zobowiązań. Aneta

ABBA to słynny zespól muzyczny świetnie śpiewający, z ładnymi harmoniami i melodiami, ogólnie badziewiaty, co się podoba nadzwyczajnie. W moim środowisku mówi się o takiej twórczości – przeczyszcza łagodnie, nie przerywając snu.

A czas mija. Kiedyś zatrzymałam się na skrzyżowaniu ulic w Kielcach, spóźniona na spektakl – Przepraszam, gdzie Teatr- wydarłam się do kulturalnie wyglądającego przechodnia. A…… – zastanawiał się. Czas minął – odparłam i pojechałam dalej. Czas generalnie mija. Wielu ludziom umyka to, że coś co jeszcze przed chwilą było modne, ważne, w porządku, jest nieaktualne, głupie i żenujące, bo czas minął. Głównie czas tego kogoś, kto tego nie zauważył. Tak jest z wieloma aktorami i politykami.

Adam Hanuszkiewicz. Kiedyś zatrzymał mnie w kulisie na rozmowę o niczym, pawia rozmowę, inspicjent wołał mnie na scenę już oszalały, ale pan Adam mnie nie puszczał i ciągnął wątek. Muszę iść wykrzyknęłam. – No jeśli pani woli iść na scenę, niż ze mną rozmawiać to, pani sprawa – oburzył się. – Przecież pan jest dyrektorem tego teatru! To jest pańska sztuka, pan to wyreżyserował! – Ale dawno – odparł. O panu Adamie można by tygodniami. Podobno raz zaprosił w miłosnej sprawie jakąś młodą damę i tak długo rozprawiał o romantyzmie w teatrze, że ta zmarzła czekając nago na rozwój wypadków, ubrała się, a on tego nawet nie zauważył. Jeden z najpiękniejszych mężczyzn w polskiej sztuce. O zasługach nie wspomnę, bo nie starczyłoby papieru. Teatr Adama Hanuszkiewicza. Telewizja Adama Hanuszkiewicza.

Afront- jest wtedy kiedy jakiejś pani podoba się jakiś pan, a temu panu ta pani nie bardzo. Odwrotnie to już nie nazywa się afront tylko cnota tej pani.

Agrafka jest symbolem niechlujstwa. Kobieta która ma coś  dłużej niż dzień na agrafkę, jest fleją. Spódnica zapinana na agrafkę. Listwa w sukni na agrafkę. Mężczyźni poszli dalej, odkąd są takie dobre plastry w składach budowlanych, wszystko kleją plastrem,  skracają spodnie podklejając je plastrem, dziury od spodu kleją plastrem. O ich żonie, narzeczonej czy kobiecie, też w takich przypadkach mówi się fleja – że mu nie przyszyła.

A hafty są teraz  nie modne. Hafty to symbol mieszczaństwa i złego gustu. Wielu mężczyzn jednak marzy o haftowanej żonie rozkładającej haftowany obrus. Znam jednego pana co świetnie haftuje. Nie jest on przedmiotem tęsknot pań.  Jego partner za to go bardzo chwali.

A jednak muszę napisać coś poważniejszego. Straciliśmy poczucie bezpieczeństwa. Nie wiadomo gdzie jest granica, gdzie norma.  Kto odważy się poza umowną granicą na krok większy ten wygrywa. Kto odważa się burzyć normy odważniej, tego widać. Nie mówię o sztuce, w niej tak było zawsze, mówię o życiu społecznym, politycznym, medialnym, publicznym. Nie wiadomo co nas czeka. Im więcej  buty, bezczelności, tym większy rozgłos i sława. Im więcej rozsądku, rozwagi, wstrzemięźliwości tym większe zapomnienie i pogarda. Fakt medialny, akt medialny, plotka medialna, atak medialny, prawda medialna, kłamstwo medialne itd… Podobno ludzie nie tacy głupi, i jak przychodzi do poważnych decyzji, wracają do rozumu i wybierają bezpiecznie. Może. Ja jednak mam uczucie, że żyjemy w jakimś szalonym filmie, o wartkiej akcji, efektownych dialogach, absurdalnych zdarzeniach. Aktorami pierwszoplanowymi, są ludzie publiczni i ludzie mediów. Głosy rozsądku są gorszymi momentami tego filmu, nudniejszymi. Tylko że to niestety nie jest film. To nasze życie. Jestem tym przerażona i śledzę akcję z zapartym tchem. Nie mogę spać, szukam współtowarzyszy niedoli. Ale wielu ich nie znajduję. Okazuje się, że takich jak ja nie jest wielu. Boję się mojego kraju. Mojego Narodu.  Boję się wydarzeń. Wyobrażam sobie z przerażeniem sytuację, w której jestem stara, chora, biedna i anonimowa. Boję się Ciebie Polsko i Was Polacy. Obawiam się Waszej wyrazistości, radykalizmu, temperamentu i zbyt szybkich, zbyt emocjonalnych decyzji. Na co dzień, jak choćby zgubię psa, nie ma wspanialszych współodczuwającyh,  gotowych do pomocy, w sytuacjach wielkich poważnych, powolnych, zbiorowych decyzji i wymagających spokoju i odpowiedzialności, samotność i lęk.  Jak zadecydujecie o mnie, o moim życiu, o naszym życiu, bo rozstania z Wami nigdy nie brałam pod uwagę i tęsknota zawsze mnie tu przyganiała.

Ale Felieton na A łatwiej by się pisało gdyby był na I.

A w tramwaju zmian i cywilizowania się Narodu nie widać, powiedział jeden pijany pan po przeczytaniu w gazecie u sąsiada tytułu – „Wielkie zmiany”.

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.