02
Czerwiec
2010
21:06

Felieton na A cd

2 czerwca 2010

 

A – dalej piszę na A bo uważam, że litera A jest piękna.

A –  ach jak miło oglądać nocą telewizję kiedy jest ona nareszcie dla mnie. Oglądałam „Nostalgię” Tarkowskiego i wciąż piorunujące wrażenie robi na mnie zdanie z tego filmu – chcesz być szczęśliwa w życiu, są jednak rzeczy ważniejsze…

A dlaczego lądowali jednak? Oto pytanie wszechobecne. Wiecznie wciąż całe dni i noce stenogramy zapisu z czarnych skrzynek, symulacje, komentarze, specjaliści, komentatorzy. Emocje, emocje, emocje. Sytuacja, okoliczność, uwarunkowania, zależność, emocje….Myślę, że emocje były w głównej roli, a rozsądnego, na zimno myślącego, zabrakło. Wielkie pocieszenie i ulga dla mnie niespodziewana, to, to słowo k… na końcu. A to się wyrwało prawdziwie z człowieka! No i to, że to tak krótko dla innych trwało. Aż się zdziwiłam jak krótko oglądając symulację… Wciąż myślę o tych z tyłu, czy wiedzieli, do jakiego stopnia zdawali sobie sprawę z niebezpieczeństwa.

A – jakie było moje zdziwienie, że w Krakowie jest ulica Smoleńsk.

A –  atrament. Piszę na nowo piórem wiecznym, z tłoczkiem. Mam wciąż poplamione palce zielonym atramentem. – Ma pani pobrudzone palce – słyszę wciąż. – Tak, wciąż pisze egzamin z życia. Tak się składa. Tak mi zgotował los.

A – akupunktura. Wierzycie w to? Raz mi nawbijali igieł i to jeszcze zadymiali. Leżałam naga z wbitymi dymiącymi igłami, a mój pies na ten widok szalał. Wył niemiłosiernie. Potem było mi wstyd przed nim ze dwa lata. A ból kręgosłupa nie minął.

A – Ateneum. Byłam aktorką tego warszawskiego teatru 11 lat. Tam zaczynałam. Dyrektor Warmiński, najdłużej panujący dyrektor w historii teatrów warszawskich. W zespole Jan Świderski i Aleksandra Śląska, dyrektorowa, jak się to ładnie i wieloznacznie wtedy mówiło. Panowały tam prawdziwe feudalne stosunki. Po szczeblach drabiny wspinało się mozolnie. Po korytarzach nocami podobno straszył duch Woszczerowicza w charakteryzacji Ryszarda III i łapał za kostki niezdolne aktorki, szczególnie te, które miały do tego złą dykcję. Bałam się tam ciemności jak ognia. Mogłabym pisać o Ateneum moich czasów godzinami, ale nie o to chodzi. Dziś prowadzę dwie sceny tańcząc z nimi na ostrzu brzytwy. Przy każdym ryzykownym przedsięwzięciu, przypomina mi się jak kiedyś przypadkowo zbiegając po schodach na zapleczu Teatru Ateneum, usłyszałam rozmowę. U podnóża schodów po nieudanej, koszmarnej premierze, którą reżyserował młody, awangardowy reżyser, stali, Warmiński, Śląska, Świderski. Mówili szeptem. Janusz – mówiła pani Aleksandra do męża głosem zabarwionym furią – w przyszłym sezonie żadnego ryzyka! Ty wyreżyserujesz jedną premierę, ja zagram, drugą zrobi Janek ( Świderski) i zagra z Machowskim, trzecia będzie ze mną w roli głównej i z Jankiem, co to będzie, to się zastanowimy i ja wybiorę sprawdzonego reżysera,( nota bene, powstał potem świetny spektakl „Taniec śmierci” Strindberga w reżyserii Jana Świderskiego, ze Śląską, Kamasem i Świderskim w roli kapitana),  czwartą premierę na małej scenie zrobi Zdzisław ( Tobiasz), coś ambitnego i jakoś nam sezon bezpiecznie przeleci. Moje oburzenie wtedy nie miało granic. Dziś, kiedy już nie mam siły na niespodzianki myślę tak samo….żeby, choć jeden sezon przeżyć w spokoju…z dobrymi rzemieślnikami.

A – wczoraj przyszło mi do głowy, kiedy graliśmy Pana Jowialskiego, po kwestii Janusza – Otóż to panny w dzisiejszych czasach! Przyjdzie w zaloty uczciwy obywatel, krzywią się, przeglądają, przenicują. Ale strać zdrowie w rozpuście, a majątek w karty, staniesz się ofiarą prześladującego losu i łatwo się podobasz. Ja mam rozum i wieś – ona nie pyta, bo mam rumieniec, jem dobrze i śpię wyśmienicie! – pomyślałam że to o wyborach i o  Bronisławie Komorowskim. Mógłby On ten monolog wygłosić.

A – a wszystko blednie, nie ma znaczenia, choćby czytanie książki nabiera posmaku absurdu, kiedy się patrzy na wiosnę tego roku i to, co przynosi. Nieszczęścia, wybuchy wulkanów, powodzie, deszcze niespotykane.  Oglądamy, oglądamy w relacjach telewizyjnych ludzi, domy, krzyk, rozpacz i dramaty, a zapamiętujemy i wzruszamy się naprawdę, widząc ślimaka, który się uratował, krecika wyłowionego czapką strażacką i każdego uratowanego psa. Moglibyśmy te psy i koty, krowy, kury, opisać ze szczegółami. Dziwny jest człowiek.

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.