06
Lipiec
2008
22:07

ELLING MAMUSIN SYNEK

INGVAR AMBJORSEN

ELLING MAMUSIN SYNEK

Tłum. Maria Gołębiewska – Bijak

Wyd. Replika

 

 

 

 

Ten film zobaczyłam kiedyś nocą w telewizji. Nie mogłam się oderwać. Długo potem wracał do mnie jako temat, historia, problem. Prościutki, ślicznie grany, okazał się dla mnie ważniejszy niż myślałam. Potem uświadomiłam sobie, że „ Elling” to ten film, o którym się tak dużo mówiło, ten nagradzany na wielu światowych festiwalach, u nas, podczas Warszawskiego Festiwalu Filmowego – „ulubieniec” publiczności, uhonorowany nagrodą przez publiczność festiwalu właśnie przyznawaną.

No właśnie. Dlaczego ludzie lubią takie opowieści, dlaczego są im potrzebne, dlaczego właśnie takie są im bliskie? To proste. Bo przywracają wiarę w człowieczeństwo, w przyjaźń, bezinteresowność, więzy międzyludzkie. Bo ludziom potrzebna jest nadzieja, uśmiech, wzruszenie, prostota. Bo jeśli wszyscy mamy problemy z tym światem i życiem, naturalne jest, że szukamy czegoś, co jest nam bliskie, z czym możemy się porównać i wyjść z porównania, jeśli nie zwycięsko to z poczuciem, że jesteśmy  w lepszej sytuacji niż bohaterowie.

Ciepła zabawna historia o przyjaźni dwóch mężczyzn, pokrzywdzonych przez Boga i życie, cierpiących na rozmaite lęki, psychiczne zahamowania czy wręcz opóźnionych, i ich marzenia i tęsknoty, problemy – podobne do naszych, ale z perspektywy takich bohaterów, od nas „gorszych” jakby wyraźniejsze, dotkliwsze.

Wychodzi właśnie w Polsce książka, światowy już w tej chwili, bestseller Ingvara Ambjornsena, według którego nakręcono film. Scenariusz filmowy znacznie odbiega od książki, w książce jesteśmy z tytułowym Ellingiem i jego przyjacielem Kjellem przez pierwszą część w Zakładzie Opieki. Druga część to wspomnienie Ellinga o matce, opis ich wzajemnej relacji i wzajemnego przywiązania, jego podróż z nią do Hiszpanii, i opis przeżyć takich jak pierwsze pakowanie się na dłużej, wyjście do ludzi, podróż samolotem czy kolacja w restauracji. Kilkustronicowe dywagacje na temat pierwszego w życiu kieliszka sherry, czy pobytu na plaży pełnej prawie gołych dziewcząt. Wzruszjace i zabawne, opisy zmagań z zadaniami dla większości z nas prostymi, dla niego ostatecznymi, niewykonalnymi, przerażającymi. Zapisy wewnętrznej walki o zachowanie godności i uznania wśród innych, lęku przed śmiesznością, oraz całkowitej bezradności na temat miłości, istot słabszych, głodnych czy potrzebujących.

Mieliśmy już takich historii, książek, filmów mnóstwo. W naszej literaturze, co prawda, nie przychodzi mi na myśl przykład tego rodzaju bohatera, „świętego głupka” opowiadającego o świecie i kondycji ludzkiej. Szkoda. To lubiani bohaterowie. Potrzebne historie. Wciąż je chętnie przyjmujemy, czekamy na nie. Mamy na nie czas. Zatrzymują nasz bieg, zwalniamy rytm żeby je przeczytać, obejrzeć, żeby znów uświadomić sobie coś, w co straciliśmy nadzieję biegnąc. A ta jest napisana z miłością do ludzi i świata i z wielkim poczuciem humoru.

Pobądzcie z nimi, z Ellingiem, przez moment. Jestem pewna, że dobrze wam to zrobi, no chyba, że zdenerwuje was ta zbyt wielka naiwność, zbytnia prostota i przesadna prostoduszność, tak bohaterów jak autora. Ale pamiętacie także czytając jak potrzebni byli i są nam wszystkim i Książę Myszkin, Lenni Small z „Myszy i ludzi”, Mateusz z „Żywota Mateusza” Indianin z „ Lotu nad kukułczym gniazdem”, Forest Gamp, czy choćby wiele postaci z filmów Felliniego. Ile się od nich nauczyliśmy i ile im zawdzięczamy.

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.