24
Wrzesień
1999
00:09

Dzieci

Zdarzyła mi się rzecz okropna. Poniżajaca. Sytuacja o której myślę z zażenowaniem. Co więcej zdarza mi się to po raz trzeci.

Robiłam zakupy w jakimś sklepie w Rzeszowie czy Gdańsku,/ nie ważne dużo jeżdżę po Polsce /, w pewnym momencie do sklepu weszła elegancka młoda kobieta i zapominając że za nią idzie jej małe dziecko, nie przytrzymała dużych sklepowych , szklanych drzwi . Drzwi uderzyły małego i przewróciły w błoto przed wejściem. Dziecko zaczęło płakać, a matka wybiegła i wyzywając je od niezdar, okropnych bachorów zbiła, wciągneła szarpiąc i popychając płaczące, do sklepu i zajęła się czyszczeniem drogiego skafandarka . Nie będę wam opisywać szczegółowo co wykonałam oburzona, co krzyczałam , w każdym razie połowa personelu sklepu i kupujacych była po mojej stronie, druga połowa ,oburzonych zresztą, steneła po stronie matki, mówiąc że to jest jej dziecko i jej sprawa i może sobie wychowywać to dziecko jak chce . Młoda matka stała jak żona Lota, dziecko przerażone płakało wtulając się w jej futro, rozumiejąc pewnie jednak ,że krzyczę na jego mamę z jego powodu. Koszmar. Dwa inne podobne wypadki zdarzyły mi się wcześniej . Jeden w Niemczech w domu towarowym , wykonałam to samo tylko po niemiecku, co zaręczam zdwoiło efekt tym bardziej że urzywałam słów z polskich filmów wojennych , darłam się na matkę która zgubiła dziecko , przymierzając sukienkę ,a po odnalezieniu, przerażone zbiła . Kolejny występ zdarzył mi się na ulicy w Warszawie, zostawiłam samochód na środku skrzyżowania i pobiegłam do kobiety idącej moim zdaniem za szybko w stosunku do małych kroczków jej dziecka i powiedziałam jej co o tym myśle, zatrzymując ruch w centrum miasta . Nieważne.

Nie mogę tego znieść ! Nie mogę pohamować swojego gniewu ! Nie mogę się nie denerwować nawet kiedy o tym myślę ! Też jestem osobą nerwową , wybuchową, niecierpliwą , ale protestuję !

Dzieci są naszymi małymi niewolnikami . Są skazane na nas . Na nasze nerwy, humory , upodobania . Na nasze poczucie sprawiedliwości. Poczucie taktu . To my jak władcy absolutni, ustalamy granice wolności i godnosci tych małych istot . Dopuszczamy się najochydniejszych gwałtów na ich psychice w imię miłości . Kochamy je ale najczęściej okrutną i egoistyczna miłością. Jak rzadko traktujemy dzieci jak osobne pełnoprawne byty, partnerów w tym życiu, które muszą dzielić z nami bo nie mają innego wyjścia. Jak często wyładowujemy na nich żale, za nasze klęski, niepowodzenia, nasze nerwy i humory. Jak często karzemy za nasze winy. Jak okrutnie decydujemy o ich życiu w imię naszych ambicji. Pomyślmy jak często w imię wyimaginowanego ich dobra, w imie jakichś tam celów które przed nimi stawiamy, oceniamy je okrutnie tylko dlatego że nie spelniają naszych marzeń i oczekiwań. Poniżamy je i upokarzamy. Jak żadko myślimy naprawdę o ich dobru będąc przekonanymi że robimy wszystko, dla nich,że żyjemy dla nich . Jak rzadko z nimi naprawdę serio, poważnie rozmawiamy. Jak rzadko traktujemy jak partnerów. Jak rzadko naprawdę staramy się zrozumieć i kochać jakimi sa , przyznać im do tego prawo , a nie kształtować i rzeżbić na siłę. Nie mogę słuchać dyskusji o biciu dzieci . Oburzają mnie opinie że bez bicia się nie da wychować. Że sposób wychowania nie różniący się od przyuczenia zwierzęcia do czystości, jest skuteczny i jedyny . Nie mogę słuchać wypowiedzi ludzi którzy twierdzą że wychowano ich w ten sposób i że dzięki temu są kim są. To głupie i okrutne. Ta mała istota która myśli, czuje, ocenia, ma swoja dume , charakter, ma też prawo do szacunku i własnego zdania, ma prawo do błędów a przede wszystkim ma prawo do poznawania życia, jego zasad w sposób humanistyczny. I pomyśleć że wszystko to , te gwałty, łamanie charakterów, upokorzenia są czynione w imię miłości i ich dobra ! Dlaczego my dorośli majac tyle wad, robiac tyle błędów, pozwalając sobie samym, na tyle słabości i niedociągnieć , jesteśmy tak wymagający w stosunku do naszych dzieci.

Pamiętam do dziś, jak kiedyś, po okropnym, nerwowym, nieudanym zimowym dniu , wróciłam do domu i Marysia zrobiła mi moim zdaniem coś okropnego. Dziś nawet nie wiem co ,i w odruchu , ze złości i chamstwa uderzyłam ją w twarz. B yłam bardzo młoda, ona miała cztery lata. Nigdy tego nie zapomnę. Nie zapomnę przede wszystkim poczucia nagłej samotności , które pojawiło się na jej twarzy. Pamiętam do dziś jej zaskoczenie, zaciśnięte usta, bezsilność i gwałtowną osobność ode mnie. Wstydzę się tego do dzisiaj, mimo że przepraszałyśmy się potem z tydzień, obie płacząc .

Tych Pań na które tak krzyczałam ,nie przepraszam, może raczej powinnam przeprosić ich dzieci, że moja histeria wyładowała się w ich obecnosci, ale rozumiecie dzieci ,nie miałam innego wyjścia. A tym matkom które wożą swoje malutkie dzieci w wózkach na wznak nie zasłaniajac im oczu przed słońcem i niebem , proponuję żeby się same położyły tak ,choć na chwilę i zobaczyły jak bolą oczy. Tysiące małych, bezkarnych, bezmyślnych tortur. Nie żegnam was . Nie przepraszam was za ten felieton . Myślcie i kochajcie swoje dzieci a nie was w swoich dzieciach. Oczywiscie ten felieton nie jest adresowany do wszystkich, wielu z was zupełnie nie dotyczy i podziwiam was bo w takim razie jesteście aniołami . Mam tez świadomość że nie może być adresowany do wielu, wielu innych którzy nie czytaja Urody, albo w ogóle nic nie czytają, do tych ktorzy nie zastanawiają się w ogóle nad niczym, nie kochają , nie czują, nie myślą , czasem w ogóle nie sa ludżmi , a mają oni wiele, wiele dzieci………o sytuacji i uczuciach tych dzieci nawet nie moge pisać. Sa to już sprawy inne , najsmutniejsze, przzerażające, i trzeba oczywiscie robić co się da żeby tym dzieciom pomóc. W każdym razie nie pozostawajcie objetni. Protestujcie, wtrącajcie się , może takie dzieci żyją i cierpią gdzieś obok was , za ścianą

Marzec 1999

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.