20
Wrzesień
2015
21:09

Damy i huzary - Teatr Telewizji 2015

zobacz więcej zdjęć (190)

Damy i huzary Aleksander hr. Fredro

Jedna z najsłynniejszych komedii Aleksandra Fredry w reżyserii i adaptacji Krystyny Jandy.

 Spektakl przygotowany przez Krystynę Jandę to oryginalna inscenizacja fredrowskiej komedii w Teatrze TV po ponad 40 latach. Cztery dekady temu powstało słynne przedstawienie telewizyjne tej komedii w reżyserii Olgi Lipińskiej. Dzisiaj reżyserii podjęła się Krystyna Janda, według własnego scenariusza telewizyjnego, w naturalnych wnętrzach i plenerach dworu szlacheckiego w Brześcach. Zaprosiła do współpracy wspaniałych polskich aktorów wielu pokoleń i wybitnych twórców: m.in.scenografa Macieja Marię Putowskiego, autorkę kostiumów Dorotę Kołodyńska, autora zdjęć Piotra Wojtowicza.

Akcja sztuki toczy się w domu Majora na wsi. Wczasuje on tutaj z grupą przyjaciół – huzarów. Odpoczynek w sielskim ustroniu umilają im polowania i gra w szachy. Dopiero co wyprawiono z dworku „ostatnią białogłowę”.

Kawalerski błogostan nie trwa jednak długo. Majora odwiedzają bowiem trzy siostry razem ze „świtą”, bynajmniej nie złożoną z mężczyzn. Żołnierski honor nakazuje godnie przyjąć niewiasty. „Huzary” dwoją się i troją, jednak ich wysiłki odnoszą skutki zgoła przeciwne do zamierzonych.  Tymczasem damy, niezrażone nieokrzesaniem swych gospodarzy, postanawiają wprowadzić w życie swoje plany, dotyczące ożenku Majora.

Autor: 
Aleksander Fredro 
Reżyseria i adaptacja:
 Krystyna Janda 
Zdjęcia: 
Piotr Wojtowicz
Scenografia: 
Maciej Maria Putowski
Kostiumy: Dorota Kołodyńska 
Kostiumy wojskowe: 
Andrzej Szenajch
Dźwięk: 
Wacław Pilkowski, Marcin Kijo
Montaż: 
Milenia Fiedler

Obsada
: Andrzej Grabowski (Major), Sławomir Orzechowski (Rotmistrz), Grzegorz Małecki (Edmund, porucznik pułku huzarów), Ignacy Gogolewski (Kapelan), Krystyna Janda (Pani Orgonowa), Iza Kuna (Pani Dyndalska), Katarzyna Gniewkowska (Panna Aniela), Małgorzata Kocik (Zofia, córka pani Orgonowej), Henryk Niebudek (Grzegorz), Mirosław Kropielnicki (Rembo), Justyna Schneider (Fruzia), Agata Skórska (Zuzia), Dominika Majewska (Józia)

Nagranie 20-27.09.2015

PRASA O SPEKTAKLU:

W Brześcach flirtują damy i huzary

24 września 2015r.

Do soboty w XVIII-wiecznym modrzewiowym dworku oraz otaczającym go parku będą realizowane sceny do spektaklu Teatru Telewizji.

„Damy i huzary” Aleksandra Fredry reżyseruje Krystyna Janda. Aktorka wcieliła się także w jedną z głównych ról. We wtorek na planie zdjęciowym spotkaliśmy też m.in. Andrzeja Grabowskiego i Izabelę Kunę.

Aktorzy są zachwyceni scenerią spektaklu – opowiadającego o pełnym perypetii spotkaniu dam z żołnierzami właśnie w wiejskim dworku. – To bardzo piękne i urokliwe miejsce, którego wcześniej nie znałam. Wybraliśmy je spośród dziesięciu propozycji. Cieszę się też z ładnej pogody, ponieważ wiele scen zaplanowaliśmy w parku – powiedziała „Nad Wisłą” Krystyna Janda.

Ratujmy takie dworki i parki, bo za chwilę ich nie będzie! – wtórował reżyserce Andrzej Grabowski. Choć – jak przyznał – ze względu na ograniczone miejsce w zabytku gra się trudniej niż w studiu.

Inscenizowana z rozmachem komedia zostanie pokazana w TVP1 16 listopada (poniedziałek) wieczorem i uświetni 250-lecie teatru publicznego w naszym kraju.

(pc)

http://www.nadwisla.pl/index.php?pokaz=tekst&id=4619

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Teatr Telewizji zaprezentuje spektakl „Damy i huzary” w reżyserii Krystyny Jandy

09.11.2015, 15:29

Największa scena teatralna w Polsce 16 listopada o godz. 20:25 w TVP1 pokaże premierę spektaklu „Damy i huzary” Aleksandra hr. Fredry w reżyserii Krystyny Jandy. To jedna z największych telewizyjnych produkcji teatralnych ostatnich lat, przygotowana z okazji obchodów 250-lecia teatru publicznego w Polsce.

Ponad 40 lat temu powstało słynne przedstawienie telewizyjne fredrowskiej komedii w reżyserii Olgi Lipińskiej. Dzisiaj reżyserii podjęła się Krystyna Janda, według własnego scenariusza telewizyjnego, w naturalnych wnętrzach i plenerach dworu szlacheckiego w Brześcach. Zaprosiła do współpracy wybitnych twórców, m.in.: scenografa Macieja Marię Putowskiego, autorkę kostiumów Dorotę Kołodyńską, mundurów Andrzeja Szenajcha, autora zdjęć Piotra Wojtowicza. W obsadzie znaleźli się wspaniali polscy aktorzy wielu pokoleń, m.in.: Andrzej Grabowski, Sławomir Orzechowski, Grzegorz Małecki, Ignacy Gogolewski, Iza Kuna, Katarzyna Gniewkowska, Małgorzata Kocik i sama Krystyna Janda.

Akcja komedii Aleksandra Fredry z 1825 r. toczy się w domu Majora na wsi. Odpoczywa on tutaj z grupą przyjaciół – huzarów umilając sobie czas polowaniami i grą w szachy. Kawalerski błogostan nie trwa jednak długo. Majora odwiedzają bowiem jego trzy siostry razem ze świtą młodych dziewcząt. Żołnierski honor nakazuje godnie przyjąć niewiasty. „Huzary” dwoją się i troją, jednak ich wysiłki odnoszą skutki zgoła przeciwne do zamierzonych. Tymczasem „damy” niezrażone nieokrzesaniem gospodarzy postanawiają wprowadzić w życie swoje plany, dotyczące ożenku Majora…

OBSADA

Major – Andrzej Grabowski

Rotmistrz – Sławomir Orzechowski

Edmund, porucznik pułku huzarów – Grzegorz Małecki

Kapelan – Ignacy Gogolewski

Pani Orgonowa – Krystyna Janda

Pani Dyndalska – Iza Kuna

Panna Aniela – Katarzyna Gniewkowska

Zofia, córka pani Orgonowej – Małgorzata Kocik

Grzegorz – Henryk Niebudek

Rembo – Mirosław Kropielnicki

Fruzia – Justyna Schneider

Zuzia – Agata Skórska

Józia – Dominika Majewska

http://rozrywka.dziennik.pl/telewizja/artykuly/505082,premiera-spektaklu-damy-i-huzary-w-teatrze-telewizji.html

 

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

 

Krystyna Janda: najrozkoszniejsza komedia Fredry

– „Damy i huzary” są przepełnione miłością do kobiet, mężczyzn, zwierząt, do teatru i do całego świata – mówi Krystyna Janda, która tę komedię Aleksandra Fredry wyreżyserowała i zagrała Orgonową.

Jaki był Pani pomysł na „Damy i huzary” ?

– Jako na komedię bardzo zabawną, może najzabawniejszą i najrozkoszniejszą w dorobku Fredry, a być może w całej literaturze teatralnej. I chciałam ją pokazać bardzo tradycyjnie, pod każdym względem, bardzo tylko niewiele pomagając temu tekstowi w osiągnięciu efektu współczesności. Polegało to na osiągnięciu dynamizmu i tempa właściwego naszym czasom. Dlatego sięgnęłam po najlepszych w Polsce realizatorów, znakomitego scenografa, kostiumologa, aranżera wnętrz. Udało się też znaleźć wspaniały obiekt, jakim jest dworek w Brześciach. No i wspaniałą obsadę.

„Damy i huzary” to rzecz o spotkaniu świata mężczyzn i kobiet. Czy w tej dziedzinie stary Fredro ma nam nadal coś aktualnego do powiedzenia?

– Oczywiście obyczajowość bardzo się od tamtych czasów zmieniła, poszła do przodu, ale istota relacji męsko-damskich w swojej zasadzie się nie zmieniła, więc Fredro i pod tym względem niezmiennie jest żywy. Tym bardziej, że te różnice między płciami, ten konflikt dowcipnie obrazuje. „Damy i huzary” są przepełnione miłością do kobiet, mężczyzn, ludzi i zwierząt, do teatru i do całego świata. To jest po prostu bardzo humanistyczna literatura, pełna uśmiechu i radości życia.

Długo przygotowywała się Pani do realizacji?

– Niezbyt długo, ale intensywnie. Prześledziłam historię realizacji teatralnych tej komedii, w tym poprzednią realizację telewizyjną sprzed ponad czterdziestu lat – Olgi Lipińskiej. Uważam, że zachowując swój własny styl, trzeba mieć świadomość pewnej tradycji. Nie wolno udawać, że zaczynamy od początku, to byłoby nieuczciwe i w złym guście. Pierwotnie Majora miał grać Jan Frycz, ale musiał go zastąpić Andrzej Grabowski.

Czy to bardzo wpłynęło na kształt przedstawienia?

– Tak, mieliśmy już za sobą próby z udziałem Janka, więc po tej zamianie musieliśmy skorygować nie tylko postać Majora, ale w konsekwencji także całość przedstawienia. Myślę, że nie będzie to gorsze przedstawienie.

W Pani wersji jest bardzo bogata scenografia, zwłaszcza wnętrz, których autorem jest Maciej Putowski…

– To legenda polskiej kinematografii, autor wnętrz miedzy innymi do „Lalki” i „Sanatorium pod klepsydrą” Hasa czy „Ziemi Obiecanej” Wajdy. Pracowałam już z nim na planie, znam go od lat. Jego wiedza i smak estetyczny są imponujące i niemożliwe do zastąpienia. Czuję się z tą jego wiedzą bezpieczna. Jestem pewna, że wszystkie artystyczne decyzje Maćka, będą owocowały w czasie realizacji. Mistrzynią jest też autorka kostiumów, pani Kołodyńska, a także dźwiękowiec, pan Wacek Pilkowski. Cała ekipa jest mistrzowska.

Przygotowała Pani ten spektakl na 250-lecie sceny narodowej. Nie brała Pani pod uwagę innego tekstu?

– Jak wspomniałam, TVP poprosiła mnie o realizację właśnie „Dam i huzarów”, choć oczywiście można sobie było wyobrazić jakiś inny wybór, choćby z Fredry, ale nie tylko z niego przecież. Chodziło o tradycyjnie opowiedzianą klasykę i takie zamówienie z przyjemnością wypełniłam.

Sama zagrała Pani Orgonową. Co to za postać w Pani interpretacji?

– Energiczna dama w średnim wieku i o dużym doświadczeniu, która ma najwięcej do powiedzenia i silną skłonność do organizowania innym życia.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Krzysztof Lubczyński

 

http://www.teatrtelewizji.tvp.pl/22299957/krystyna-janda-najrozkoszniejsza-komedia-fredry

 

Premiera: 16.11.2015

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Izabela Kuna: mężczyznom wolno więcej

 

  • Takie przeniesienie w inny, miniony, anachroniczny i do tego fikcyjny świat wymaga innej gry, więc jest to ciekawe zadanie zawodowe – mówi Izabela Kuna, odtwórczyni roli Dyndalskiej w „Damach i huzarach” Aleksandra Fredro w reżyserii Krystyny Jandy.

 

Gra Pani w tym przedstawieniu jedną z sióstr Majora.

– Kobietę spragnioną uczuć, ale – jak inne przedstawicielki jej płci – spętaną konwencjami. W dzisiejszym odczytaniu „Damy i huzary” to dla mnie rzecz między innymi o tym, że mężczyźni w odróżnieniu od kobiet zawsze mają przyzwolenie prawie na wszystko, co robią, a kobiety mają znacznie mniejszą swobodę. Relacje między oboma światami są podobne do naszych mimo zmiany konwencji, warunków i strojów. Przede wszystkim jednak należy pamiętać, że jest to podane lekko, bo to przecież komedia.

Jednak w tej realizacji to kobieta może sobie pozwolić na więcej, bo jak Krystyna Janda, jest reżyserką tego przedstawienia. Jak się Pani z nią pracowało?

– To moja pierwsza współpraca telewizyjna z panią Krystyną, więc miałam dużą tremę. Pani Krystyna jest dla mnie autorytetem pod każdym względem, więc spełniło się moje marzenie zagrania i w jej reżyserii i u jej boku jako aktorki. To dla mnie wielkie przeżycie zawodowe i osobiste.

Na ogół gra Pani w realizacjach na wskroś współczesnych. Tu przebrana jest Pani w kostium z XIX wieku. Jakie to przeżycie?

– I do tego sceneria tego dworku. Bardzo żałuję, że tak rzadko gram w tego typu kostiumowych realizacjach, ale może się na to pożalić większość aktorek i aktorów, bo dziś takich realizacji jest mało. Takie przeniesienie w inny, miniony, anachroniczny i do tego fikcyjny świat wymaga innej gry, więc jest to ciekawe zadanie zawodowe.

To Pani szósta realizacja w Teatrze Telewizji. W 1995 roku zadebiutowała Pani epizodem w „Mateczce” Władysław Terleckiego.

– I dzięki temu zdążyłam jeszcze spotkać na swojej drodze wybitnego reżysera, pana Stanisława Różewicza. Na telewizyjnym planie pracowałam też z Waldemarem Śmigasiewiczem w „Pannie Molierównie” Anouilha, z Piotrem Łazarkiewiczem w jego sztuce „Zbliżenie”, w jego reżyserii.

Jednak szczególną uwagę na Pani aktorstwo skierowała rola tytułowej Łucji w „Łucji i jej dzieciach” Marka Próchniewskiego w 2013 roku…

– Reżyser Łukasz Fabicki to poniekąd specjalista od mrocznych klimatów. Bo historia Łucji była bardzo ponura. Współpracę przy tym spektaklu wspominam jako bardzo inspirującą aktorsko. Dużo mi ta praca dała.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Krzysztof Lubczyński

 

http://www.teatrtelewizji.tvp.pl/22494552/izabela-kuna-mezczyznom-wolno-wiecej

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Katarzyna Gniewkowska: szalona pięćdziesięciolatka

 

  • Tematy kobieco-męskie to zawsze ciekawy, ale i trudny temat. Fredro potrafił pokazywać go w sposób zabawny i mądry – mówi Katarzyna Gniewkowska, odtwórczyni roli Anieli w przedstawieniu „Damy i huzary” Aleksandra Fredro w reżyserii Krystyny Jandy.
  • Proszę przedstawić Anielę w Pani interpretacji…
  • – Moja Aniela to niespełniona w miłości, szalona, rozerotyzowana pięćdziesięciolatka. Razem z pozostałymi paniami przybywa do dworku, w którym kwaterują panowie oficerowie. Panie zdominowują ich kompletnie, choć oczywiście do pewnego momentu (śmiech)
  • Jaką rolę pełni Aniela w całości przedstawienia, wobec innych postaci?
  • – Wraz z pozostałymi paniami tworzy grupę jątrzących, snujących intrygi pań. Te intrygi, dodam, osnute są wokół rozmaitych emocji erotycznych i planów matrymonialnych, związanych z ich córką i siostrzenicą. Wiodący motyw „Dam i huzarów”, to konfrontacja świata kobiecego i męskiego, jego różnych biologizmów, psychik i mentalności.
  • Jak Pani to postrzega ze swojego punktu widzenia?
  • – To jest oczywiście komediowo przejaskrawione, skarykaturyzowane, z przymrużeniem oka. Fredro zawsze pokazywał jakąś prawdę o naturze polskiej, o naturze ludzkiej, więc poddajemy się jego tekstowi z przyjemnością, rzucamy się w jego wir. Tematy kobieco-męskie to zawsze ciekawy, ale i trudny temat. Fredro potrafił pokazywać go w sposób zabawny i mądry.
  • W tym roku upłynęło trzydzieści lat od Pani debiutu Teatrze Telewizji w 1985 roku w „Porcie pragnień” według Marka Hłaski…
  • – Byłam jeszcze wtedy studentką krakowskiej PWST. Jednak najbardziej owocne w Teatrze Telewizji były dla mnie lata dziewięćdziesiąte i kilkanaście przedstawień. Dobra passa zaczęła się w 1991 roku od „Zapachu orchidei” Rylskiego, do którego to przedstawienia, do roli Dziennikarki zaangażował mnie Kazimierz Kutz. Później był szereg innych, ciekawych spotkań artystycznych, na przykład z Ireneuszem Englerem we „Wspaniałym życiu” Anouilha, z Krystianem Lupą w „Starym domu” Andersena. Dwa razy pracowałam z Andrzejem Łapickim, w „Weselu Figara” Beaumarchais i „Paryżance” Becque’ a, dwa razy z Jerzym Jarockim, w „Grzebaniu” według Gombrowicza i „Tangu” Mrożka. Kocham tę formę jaką jest teatr Telewizji i gorąco życzę mu przetrwania i rozwoju.
  • Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Krzysztof Lubczyński

 

http://www.teatrtelewizji.tvp.pl/22494484/katarzyna-gniewkowska-szalona-piecdziesieciolatka

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Ignacy Gogolewski: nie uchodzi, nie uchodzi

– Tym powiedzonkiem Kapelan niby trochę próbuje dyscyplinować panów oficerów, ale z rezygnacją i bez przekonania, bo wie że jego „nie uchodzi” na niewiele się zda – mówi Ignacy Gogolewski, kreujący rolę Kapelana w telewizyjnym przedstawieniu „Damy i huzary” Aleksandra Fredry w reżyserii Krystyny Jandy.

Proszę opowiedzieć o swoim Kapelanie…

– To kapelan wojskowy, starszy już ksiądz, który, jak to się mówiło, zjadł zęby na wojsku i do głębi zna psychikę i obyczaje wojskowych. Rola niby nie jest obszerna, ale kapelan ma wiele do powiedzenia leciwym, jak na owe czasy, panom oficerom. Jak na owe czasy, bo dziś mężczyzna po pięćdziesiątce jest w kwiecie wieku.

Ulubione powiedzenie Kapelana, to „nie uchodzi, nie uchodzi”…

– To taki jego znak firmowy. Tym zwrotem niby trochę próbuje dyscyplinować i temperować panów oficerów, ale z rezygnacją i bez przekonania, bo wie że jego „nie uchodzi” na niewiele się zda.

To Pana kolejna rola kostiumowa….

– Ale jaki to kostium! Trochę sutanny, trochę munduru. Zresztą w „Damach i huzarach” w telewizji zagrałem już wcześniej. Pięćdziesiąt lat temu, rolę Edmunda, u reżysera Józefa Słotwińskiego.

Z pobieżnego choćby przeglądu Pana ról jasno wynika, że kostium był dla Pana niemal chlebem powszednim…

– To prawda. Być może warunki predysponowały mnie do takich ról. Poza tym jednak dawniej było więcej po temu okazji, bo kręcono filmy historyczne, kostiumowe, a w Teatrze Telewizji pokazywano dużo klasyki. Do tego rodzaju kostiumu niektórzy aktorzy nadają się, inni mniej lub wcale. Ale grałem też sporo w stroju współczesnym.

Jak ocenia Pan współpracę z młodszą koleżanką, Krystyną Jandą?

– Pracuję z nią już od dłuższego czasu, a po raz drugi w Teatrze Telewizji. Pani Krystyna wie czego chce, ma świetny sztab współpracowników. Mogę mówić o tej współpracy w samych superlatywach.

Pana dorobek w Teatrze Telewizji jest ogromny i ma bardzo długą metrykę sięgającą 1957 roku…

– To prawda, czyli to już ile? 58 lat. Mój Boże. Jedna z pierwszych moich ról była też we Fredrze, w „Zemście” reżyserowanej przez Jana Kreczmara. Przez kilka pierwszych lat były to, z uwagi na mój młody wiek, epizody. Pierwszą większą rolę, Roderyka w „Cydzie” Corneille’a dał mi Ludwik Rene, bodaj w 1963 roku. W tym samym roku dwukrotnie do swoich realizacji zaangażował mnie Jerzy Antczak: do roli tytułowego „Kordiana” i do „Szklanej menażerii” Williamsa. A potem worek z propozycjami się rozwiązał i do początku lat osiemdziesiątych nie było roku, w którym bym nie zagrał czegoś w Teatrze Telewizji.

Które z ról najlepiej Pan wspomina?

– Bardzo ceniłem sobie współpracę z Jerzym Antczakiem w „Mistrzu” Skowrońskiego, w „Skowronku” Anouilha czy w „Fantazym” Słowackiego. Bardzo sentymentalnie wspominam współpracę z Gustawem Holoubkiem w „Mazepie” Słowackiego, gdzie zagrałem rolę tytułową. Ciekawa też była współpraca, w roli Dymitra, z Jerzym Krasowskim w „Braciach Karamazow” Dostojewskiego, ze Stanisławem Wohlem w „Gospodzie pod Królową Gęsią Nóżką” France’a, ze Staszkiem Brejdygantem w „Amfitrionie 38” Giraudoux w roli Jowisza czy w „Zmowie świętoszków” Bułhakowa u Macieja Wojtyszki, w roli Ludwika XIV. Sam wyreżyserowałem „Pannę Molierównę” Anouilha i „Kroniki królewskie” według Wyspiańskiego. Ciekawie wspominam też pracę ze Zbyszkiem Zapasiewiczem jako reżyserem w „Horsztyńskim” Słowackiego, w roli Hetmana Kossakowskiego.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Krzysztof Lubczyński

http://www.teatrtelewizji.tvp.pl/22374914/ignacy-gogolewski-nie-uchodzi-nie-uchodzi

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

 

Andrzej Grabowski: i śmiesznie, i strasznie

Z paniami układa się sano tak jak zawsze i wszędzie, czyli raz dobrze, raz źle. I to się nie zmienia – mówi Andrzej Grabowski, odtwórca roli Majora w „Damach i huzarach” Aleksandra Fredry w reżyserii Krystyny Jandy.

Co można powiedzieć o postaci Majora?

– Ho, ho, ho. Już to, że jest postacią fredrowską i wojskowym z napoleońskiej epoki wiele o tej postaci mówi. To facet mocno starszy, jak na tamte lata oczywiście, kiedy wiek inaczej się oceniało. Mężczyzna, człowiek w ogóle, pięćdziesięcioletni był starym człowiekiem. Dziś nie do końca tak. I tego starego wojaka jego siostry próbują przekonać, by ożenił się z własną siostrzenicą, osiemnastoletnią Zosią. I on, jak ten głupi mężczyzna, zamierza ulec namowom, ale na szczęście wszystko się wyjaśnia korzystnie dla niego.

Jak się Panu pracowało u Krystyny Jandy?

– Fantastycznie. To była moja pierwsza z nią współpraca i balem się trochę, że będzie nerwowo, że będzie krzyczała, ale nic z tych rzeczy. Była na planie cudowna, pogodna, samokrytyczna.

Jak się panom oficerom ogólnie układa z paniami?

– Z paniami układa się tak jak zawsze i wszędzie, czyli raz dobrze, raz źle. I to się nie zmienia.

W ubiegłym roku minęło czterdzieści lat od Pana debiutu w Teatrze Telewizji w zabawnym przedstawieniu „Jak redagowałem gazetę w…”. Pamięta Pan?

– Tak, byłem jeszcze świeżynką studencką, a reżyserował to mój profesor z krakowskiej szkoły Jerzy Goliński, zwany „Golo”, którego sporo studentów się bało, bo umiał grać bardzo surowego, do czego wykorzystywał swoją powierzchowność jak z horroru i straszliwie krzaczaste brwi.

Potem był epizod w „Lorenzacciu” Musseta w reżyserii Laco Adamika…

– Gdzie „Golo” też grał, ojca rodziny Strozzich. Wspominam jeszcze rolę Seydy w historycznych widowiskach „Polski listopad” i Mitraszewskiego w „Traugutcie” według tekstów historyka z Jagiellonki, profesora Ziejki. W 1989 roku po raz pierwszy zetknąłem się z Feliksem Falkiem jako Morderca w „Ryszardzie III”. Jednak przedstawieniem, w którym w pełni wyzwoliłem się na aktora do większych zadań niż epizody, było widowisko mojego brata Mikołaja Grabowskiego „Opis obyczajów” według księdza Kitowicza. Potem grałem bowiem na przykład Gruszczyńskiego w dużej inscenizacji „Snu srebrnego Salomei” Słowackiego w reżyserii Krzysztofa Nazara, w „Rodzinie” Słonimskiego u Kazia Kutza czy Lebiadkina w „Sprawie Stawrogina” Dostojewskiego w reżyserii Krzysztofa Zaleskiego. No i oczywiście rola Władka w „Bracie Elvisie” Łukasza Wylężałka, cieszącym się dużą popularnością wśród widzów.

Ukształtował Pan ciekawe emploi, bo w ostatnich latach angażują Pana zarówno do ról ostro komediowych, charakterystycznych, jak w „Elvisie” czy w „Południku 19” w reżyserii Juliusza Machulskiego, ale też dramatycznych jak w „Kontrymie” czy w „Rzeczy o banalności miłości” do roli filozofa Heideggera.

– To przywilej starszego wieku, że można być i śmiesznym, i strasznym (śmiech)

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Krzysztof Lubczyński

http://www.teatrtelewizji.tvp.pl/22373724/andrzej-grabowski-i-smiesznie-i-strasznie

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Janda reżyseruje Fredrę w Teatrze TV

Anna Legierska, 2015/11/13

Po ponad 40 latach od pierwszej telewizyjnej wersji „Dam i huzarów”, fredrowska komedia wraca do Teatru Telewizji. 16 listopada 2015, na tej największej polskiej scenie spektakl wyreżyseruje Krystyna Janda.

To jedna z największych telewizyjnych produkcji teatralnych ostatnich lat, przygotowanych z okazji obchodów 250-lecia teatru publicznego w Polsce. Krystyna Janda, reżyserka i jednocześnie autorka scenariusza telewizyjnego oraz odtwórczyni jednej z ról, punktualnie o godzinie 20:25 zaprosi widzów do zabytokwych wnętrz dworu szlacheckiego w Brześcach.

„Akcja komedii Aleksandra Fredry z 1825 r. toczy się w domu Majora na wsi. Odpoczywa on tutaj z grupą przyjaciół – huzarów umilając sobie czas polowaniami i grą w szachy. Kawalerski błogostan nie trwa jednak długo. Majora odwiedzają bowiem jego trzy siostry razem ze świtą młodych dziewcząt. Żołnierski honor nakazuje godnie przyjąć niewiasty. „Huzary” dwoją się i troją, jednak ich wysiłki odnoszą skutki zgoła przeciwne do zamierzonych. Tymczasem „damy” niezrażone nieokrzesaniem gospodarzy postanawiają wprowadzić w życie swoje plany, dotyczące ożenku Majora…”

Co takiego ma w sobie twórczość Aleksandra Fredry? – Rytm, intryga, postaci, spiski, ponadczasowość – wyliczaja jednym tchem aktorzy. A zdaniem Krystyny Jandy, „Damy i huzary” to najśmiejszniejsza i najrozkoszniejsza komedia w dorobku Fredry, a być może nawet w całej literaturze teatralnej.

„Chciałam ją pokazać bardzo tradycyjnie, pod każdym względem, bardzo tylko niewiele pomagając temu tekstowi w osiągnięciu efektu współczesności. Polegało to na osiągnięciu dynamizmu i tempa właściwego naszym czasom. Dlatego sięgnęłam po najlepszych w Polsce realizatorów, znakomitego scenografa, kostiumologa, aranżera wnętrz. Udało się też znaleźć wspaniały obiekt, jakim jest dworek w Brześciach. No i wspaniałą obsadę.”

„Damy i huzarów” ostatni raz publiczność teatru telewizji widziała ponad 40 lat temu  w  reżyserii Olgi Lipińskiej. Janda zaprosiła do współpracy wybitnych twórców, m.in.: scenografa Macieja Marię Putowskiego, autorkę kostiumów Dorotę Kołodyńską, mundurów Andrzeja Szenajcha, autora

zdjęć Piotra Wojtowicza. W obsadzie znaleźli się ceneini aktorzy wielu pokoleń,  m.in.: Andrzej Grabowski, Sławomir Orzechowski, Grzegorz Małecki, Ignacy Gogolewski, Iza Kuna, Katarzyna Gniewkowska, Małgorzata Kocik i sama Krystyna Janda.

Premiera w poniedziałek, 16 listopada 2015, o godz. 20:25 w TVP1

źródła: Teatr Telewizji, oprac. AL

http://culture.pl/pl/artykul/janda-rezyseruje-fredre-w-teatrze-tv

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

„Damy i huzary” w reżyserii Krystyny Jandy [Premiera Teatru Telewizji]

 Dorota Szymborska 13.11.2015

 Gazeta Wyborcza Telewizja

 Co z tą klasyką? Jak dla mnie: grać. Ale bez zbyt wielu udziwnień, bo tak też się da.

 Damy i huzary ****

Poniedziałek (16.11) 20:25 TVP 1

Polska 2015, aut. Aleksander Fredro, reż. Krystyna Janda, wyk. Krystyna Janda, Katarzyna Gniewkowska, Izabela Kuna, Andrzej Grabowski, Sławomir Orzechowski, Grzegorz Małecki, Małgorzata Kocik, Henryk Niebudek, Mirosław Kropielnicki, Ignacy Gogolewski

 Damy i huzary” Aleksandra Fredry w reżyserii Olgi Lipińskiej to spektakl zaliczany do tzw. złotej setki Teatru Telewizji. Miał premierę 24 grudnia 1973 roku. No cóż, tak wtedy telewizja układała świąteczny program. Ale do rzeczy.

 Po 42 latach powstała nowa wersja „Dam i huzarów”. I ogląda się ją z równie dużą przyjemnością co poprzednią, a miejscami nawet większą, bo jakość obrazu jest dużo lepsza. Poza tym tę wersję zrealizowano w plenerze: pięknym dworku oraz otaczającym go parku. Taki unowocześniający klasykę zabieg jest akurat bardzo wskazany.

 A jak wypadła nowa obsada? Trochę trudno to porównywać, bo w obydwu spektaklach pojawili się doskonali aktorzy. Mogę natomiast powiedzieć tak: u Olgi Lipińskiej sceny zbiorowe były bardzo gęste, z szaleństwem podobnym w klimacie do jej słynnego kabaretu. To wrażenie pogłębiła jeszcze nieco ciasna scenografia.

 Natomiast u Krystyny Jandy trochę szarżują pojedynczy bohaterowie. Nie jest to jednak zarzut, choć muszę przyznać, że Andrzej Grabowski w roli Majora najbardziej podobał mi się w momentach spokojniejszych, bez wybuchów złości czy śmiechu. Przypominał wtedy równie znakomitego, a jednak oszczędniejszego w emocjach Marka Walczewskiego. Nie mogłam także oprzeć się myślom, jak wypadłby w tej roli Jan Frycz, który musiał zrezygnować z udziału, bo miał wypadek samochodowy.

 Młodych bohaterów „Dam…” (Zosię i Porucznika) u Lipińskiej zagrali Bożena Dykiel i Wojciech Pokora, u Jandy – Małgorzata Kocik i Grzegorz Małecki. W tym przypadku bardziej przekonuje mnie druga para. Może dlatego, że dostali więcej swobody od reżysera. Widać to np. w scenach, kiedy spotykają się ukradkiem sam na sam.

 Krystyna Janda przyznała podczas spotkania inaugurującego nowy sezon Teatru TV, że na początku nie miała zamiaru grać, chciała jedynie reżyserować. Ale przedstawiciele TVP bardzo ją namawiali, aby zagrała. I dobrze. Chociaż jej Orgonowa przypomina czasem w tonacji Florence Jenkins z komedii „Boska” (Teatr Polonia, ale także Teatr TV), jednak nie ma to znaczenia. Jest śmiesznie, kiedy trzeba, i trochę straszno, kiedy trzeba. Orgonowa Danuty Szaflarskiej wydaje się czasem bardziej wyrachowana niż zabawna, choć cała kreacja jest równie wyśmienita.

 W przedstawieniu Jandy widać też wysiłek włożony w przygotowania do realizacji, choćby dokumentację kostiumów (zwłaszcza mundury!). Rozczulające są… kury, traktowane trochę jak element scenografii. Takie smaczki dodają życia spektaklowi, brawo!

 Zapraszam serdecznie do obejrzenia nowych „Dam i huzarów”, ale jeśli zechcą Państwo uczynić podobne porównanie co ja – proszę poszukać płyty z „Damami…” sprzed ponad 40 lat. Zabawa będzie przednia.

 Z facebooka Krystyny Jandy

„Damy i huzary”. Wspaniały Fredro. Setki inscenizacji. Dziesiątki wspaniałych ról, kreacji. Historia polskiego teatru. Jak się z tym zmierzyć? W telewizji. Teatr telewizji, kolejne lata tradycji. Wybitności. 250-lecie Teatru Publicznego. Jubileusz. Spektakl na jubileusz. Po prostu. Tradycyjny, a współczesny. Zadanie. Trudne zadanie. Dla wszystkich i dla smakoszy. Odpowiedzialność. Wielka produkcja. Fredro. Rozkosz. Dobry świat. Dobrzy zabawni ludzie. Ani jednego złego charakteru, ani złej intencji. Tylko śmiech z natury ludzkiej, jej przywar i miłość do ludzi i życia. Czasem gorzka ironia na temat Polski. 7 dni kręcenia. Wcześniej dużo przygotowań, wątpliwości. Ograniczeń i przypadków, szczęśliwych i nieszczęśliwych. Najwybitniejsi specjaliści od scenografii, kostiumów, koni, operatorzy, świetny sprzęt no i AKTORZY, bo przy realizacji Fredry to podstawa. Przyjaciele. Grupa starych i nowo poznanych. Brzeście, zaczarowane miejsce. Miły, humanistyczny świat. Dobra literatura. Wspaniali ludzie. Wczoraj koniec zdjęć.

http://wyborcza.pl/1,90535,19175692,damy-i-huzary-w-rezyserii-krystyny-jandy-premiera-teatru.html

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

 

 

 

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.