15
Lipiec
2006
12:07

Czy Janda wskoczy do basenu?

– Mam ochotę zaprzyjaźnić się z publicznością. Już się trochę przyjaźnimy. Odkąd jestem w Teatrze Polonia dużo intensywniej niż gdzie indziej – mówi KRYSTYNA JANDA, aktorka, reżyser, dyrektor Teatru Polonia w Warszawie.

„Skok z wysokości” to nowy monodram Krystyny Jandy. Nietypowy, bo oprócz aktorki wezmą w nim udział widzowie. Premiera w sobotę w Teatrze Polonia.

Krystyna Janda od dawna szukała „sztuki na wakacje”. Tekstu, który włączy do akcji widzów i będzie odprężającą propozycją na lato. I znalazła sztukę Amerykanki Leslie Ayvazian. Rzecz dzieje się w Grecji, na wakacjach. Jest bardzo gorąco. Bohaterka (ma lęk wysokości) stoi nad basenem i zastanawia się, czy skoczyć…

Dorota Wyżyńska: „Skok z wysokości” to eksperyment. Do udziału w spektaklu włączona jest publiczność.

Co wieczór 28 osób dostanie swoje role i…

Krystyna Janda: …Jedni będą mieli dłuższe kwestie, inni krótsze, np. Pirat mówi tylko:”chrrrr, chrrr”. To spektakl wakacyjny, rodzaj zabawy z widzem. Celem tego wieczoru jest to, żeby się odważyć. Moja bohaterka ma skoczyć z wieży mimo lęku wysokości. A widzowie muszą się przełamać i „wskoczyć” do spektaklu. To show. One woman show. Jednocześnie ten tekst pokazuje pewien sposób myślenia. Jest bardzo amerykański. Wszystkim świetnie się w życiu powodzi i tylko ona ma pecha. Dlatego właśnie nie przeniosłam tej historii w polskie realia, bo to niemożliwe. Moja bohaterka przeżyła wszystkie możliwe amerykańskie kataklizmy – trzęsienia ziemi, huragany. Gdybym chciała umieścić akcję w naszej rzeczywistości i opowiedzieć o naszych kataklizmach, to wyszedłby z tego tekst polityczny (śmiech). A to przecież propozycja na lato.

Jak będzie wyglądało rozdawanie ról?

– Długo się wahaliśmy. W Ameryce Leslie Ayvazian, autorka „Skoku z wysokości” i aktorka, sama rozdawała widzom role. I nigdy nie miała z tym problemu. Tam wszyscy chcieli grać. A jak będzie w Polsce? Postanowiłam na wszelki wypadek działać inaczej. Wyznaczymy krzesła Męża, Syna czy „Pana od klimatyzacji”. Kto je zajmie, to przepadło – trafiony, zatopiony. Dostanie kartkę z rolą i już. Nieważne – mężczyzna czy kobieta.

Uważa Pani, że u nas nie będzie chętnych?

– Kiedy w telewizji widzę ludzi, którzy przed kamerą opowiadają swoje życie, nie czują żadnych barier, to już sama nie wiem. Ale mam wrażenie, że polska publiczność teatralna jest inna. Kulturalna. Przyzwyczajona, że siedzi bezpiecznie w ciemności, unika jakiejkolwiek aktywności. Nawet jeśli się komuś nie podoba, to tego nie okazuje. Widziałam osoby, które biły brawo na stojąco, ale potem na ulicy mówiły: „Ale beznadziejne”. Nie boję się, że ktoś rzuci we mnie pomidorem, bo w naszym kraju tylko w sprawach politycznych jesteśmy ekstremalni.

Dlaczego zdecydowała się Pani na taką formę spektaklu?

– Mam ochotę zaprzyjaźnić się z publicznością. Już się trochę przyjaźnimy. Odkąd jestem w Teatrze Polonia dużo intensywniej niż gdzie indziej. Kiedyś zawsze byłam po drugiej stronie. Wchodziłam do teatru od tyłu, przechodziłam do garderoby, przebierałam się, malowali mnie, wychodziłam na scenę i widziałam przed sobą czarną dziurę. A potem wsiadałam do samochodu i jechałam do domu. Teraz jest inaczej. Jak nie gram, to siedzę tu przy wejściu do teatru i publiczność ze mną rozmawia: „A czy pani pojedzie w tym roku na wakacje?” – pytają. – „A kiedy ta budowa się skończy?”.

Mała Scena Teatru Polonia to zresztą idealne miejsce na taki rodzaj zabawy z widzem. Na innym pani spektaklu „Shirley Valentine” publiczność też przecież nie siedzi cicho. Zdarza się, że ktoś coś dopowiada, komentuje.

– O, bardzo często. Zdarzają się tacy nawet podczas spektakli „Ucho, gardło, nóż”.

„Skok z wysokości” to tekst, który nie tylko daje możliwość improwizacji, ale to od aktora zależy, który z tematów w nim zawartych będzie zaakcentowany. Co pani zaakcentuje?

– Mnie najbardziej wzrusza relacja bohaterki z synem. To syn jej powiedział: „Mamo, a nie skoczyłabyś z tej wieży, dziś są twoje urodziny”. Ona ma lęk wysokości, ale skoro dziecko tego od niej oczekuje… „Synku, nie skoczę” – żali się. Widzi jego rozczarowanie. To dla niej cios. Absolutnie ją rozumiem. Mam to samo. Dla dzieci byłabym gotowa skoczyć z wieży. Chciałabym dorównać ich wyobrażeniom o mnie. Ona mówi w pewnym momencie: „Synku, ale ja naprawdę umiem robić dobrze różne rzeczy, uwierz mi”. U mnie jest podobnie. „Dzieci, wiem, że mnie ciągle nie ma w domu, że nie umiem gotować, ale umiem… grać”. Tak, to będzie o mamusi i syneczku.

Teatr Polonia w przeciwieństwie do innych warszawskich scen nie boi się grać w wakacje.

– Musimy grać w wakacje, bo inaczej byśmy się „wywrócili”. Ten teatr bez grania umiera finansowo. Przerwę będziemy mieć dopiero w sierpniu, ale z powodów wyłącznie technicznych – robimy nowe, większe przyłącze prądu na użytek dużej sceny.

Ale w sierpniu rozpoczną się z kolei próby „Trzech sióstr” Czechowa w reżyserii Nataszy Parry, żony Petera Brooka.

– Natasza Brook to osoba, która jak nikt inny czuje teksty Czechowa. Kiedy myślę o autorze „Trzech sióstr” – mam przed oczami jej wielką Raniewską. Natasza, która ma korzenie rosyjskie i niezwykłą czułość do teatru, zgodziła się u nas zadebiutować jako reżyser. Nie mam wątpliwości, że będą to „Trzy siostry” bardzo specjalne, takie, za którymi ja tęsknię. Odbył się już casting, jest wstępna obsada m.in.: Magdalena Cielecka, Karolina Gruszka, Maria Seweryn, Agata Buzek, Agnieszka Warchulska, Piotr Adamczyk, Andrzej Chyra, Arkadiusz Janiczek, Redbad Klijnstra, Rafał Mohr. Jestem szczęśliwa, bo scenografię i kostiumy zgodziła się zrobić pani Krystyna Zachwatowicz. Premiera na otwarcie dużej sceny na przełomie października i listopada.

Do współpracy zaprosiła Pani też Piotra Cieplaka, który przygotuje „Radosne dni” Becketta.

– O współpracy z Piotrem Cieplakiem marzyłam od dawna. Razem ze mną wystąpi Jerzy Trela. Premiera planowana jest na grudzień.

A potem premiera „Boskiej”.

– To utwór o śpiewaczce, która nie potrafiła śpiewać, ale po pierwsze, uważała, że śpiewa najpiękniej na świecie, a po drugie – miała pieniądze i dzięki temu nagrała najpiękniejsze arie operowe, potwornie fałszując. Postać historyczna. Do dziś można kupić jej płyty. Kiedy dawała koncerty, ludzie na widowni krzyczeli ze złości. A Gershwin ponoć bił głową o ścianę: „Niech ona przestanie”. To komedia o tym, że warto mieć marzenia, ale też warto mieć pieniądze, żeby te marzenia realizować. Trochę też o mnie. Tyle że nam pieniędzy starczyło tylko na początek. Była sobie baba, która wymyśliła sobie teatr. Wszyscy jej mówili: „Nie dasz rady, nie znasz się na niczym”. A ona i tak go buduje. Natasza Brook wierzy mi, że duża scena będzie gotowa na premierę „Trzech sióstr”. Kiedy jechała do nas, wyobrażała sobie, że Teatr Polonia, skoro nazywa się Polonia – tak dostojnie jak kraj – na pewno jest potężny, musi mieć przynajmniej cztery ogromne kolumny na frontonie. Zobaczyła dziurę w ziemi, ale nie przeraziła się: „O, bardzo ładnie” – wyszeptała. Powiedziałam jej: „A ta ściana będzie jeszcze na premierę przesunięta o 4 metry”. Uwierzyła mi. Wierzy, że przesuniemy tę ścianę. I ja też w to wierzę, choć okropnie boję się protestów mieszkańców.

„Czy Janda wskoczy do basenu?”
Gazeta Wyborcza – Stołeczna nr 164
15-07-2006

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.