03
Grudzień
2006
10:12

Czechow na sześć głosów

Czechow na sześć głosów

Czechow w „Trzech siostrach” opisał trzy kobiety? Nieprawda! Przedstawił ich więcej. Złośliwie nie powiedział, jak powinniśmy żyć. Napisał za to… jak żyjemy – sześć aktorek opowiada o pracy nad rolami w „Trzech siostrch” w Teatrze Polonia w Warszawie.

Czy współczesny człowiek może odnaleźć siebie wśród bohaterów sztuki napisanej ponad 100 lat temu? W Pałacyku Myślewickim w Łazienkach spotkało się sześć pięknych kobiet, by o tym porozmawiać. Posłuchajmy aktorek, które zagrają niebawem w „Trzech siostrach” reżyserowanych przez Natashę Parry-Brook. Premiera – a zarazem otwarcie Dużej Sceny w Teatrze Polonia – przewidziana jest na 3 grudnia. Teraz zaś, by wykorzystać moż­liwość kontaktu z ekspertkami, skłoniliśmy zanurzone w Czechowowskim tekście Panie do rozmowy o tym, co dosłowne, i o tym, co nieuchwytne w jednym z największych arcydzieł literatury.

Hanna Konarowska: – Całkiem niedawno przeżyłam taką konfrontację mitu z rzeczy­wistością. Przez dwa lata marzyłam o po­dróży do Nowego Jorku. Bardzo dokładnie ją sobie planowałam. To dla mnie była wła­śnie ta mityczna Moskwa. Kiedy wylądowa­łam na lotnisku w Nowym Jorku, ogarnęło mnie wspaniałe poczucie wolności. Ale tym samym poczuciem wolności zachłysnęłam się po powrocie, po wylądowaniu w War­szawie, od której przecież uciekałam. Bo tak naprawdę uciekałam wtedy od siebie, od te­go, co mi doskwierało. Kiedy już byłam w Nowym Jorku, natych­miast zaczęłam tęsknić do Polski. W Ame­ryce mitologizowałam Polskę, absolutnie przekonana, że to mój kraj jest tym rajem na ziemi, że chcę jak najszybciej tu wrócić. To zupełnie jak w monologu Wierszynina, który mówi o osobie, który siedzi w więzie­niu i tęskni do widoku ptaków. Ale kiedy już więzienie opuszcza, natychmiast prze­staje te ptaki zauważać. Po powrocie do Polski wszystko wydawało mi się fantastyczne, ale gdy przyszła co­dzienność, nie dostrzegałam już urody tych miejsc, do których tęskniłam.

Maria Seweryn: – Historia, którą opowiada Czechow, to historia absolutnie uniwersal­na. Pamiętam rozmowę z Panią Natashą Brook, z którą pracujemy nad tym spekta­klem. Według niej, bohaterowie Czechowa nie potrafią żyć w teraźniejszości. Tu i te­raz. Żyją marzeniami, nadzieją na jakieś zmiany, ale nie potrafią się spełnić tu – gdzie są. Czują ogromną pustkę. A jak my sobie tę tęsknotę nazwiemy – czy to będzie Moskwa, czy wiosna, czy miłość – to już in­na rzecz. Najistotniejsze jest to, że ludzie nie posiadają umiejętności życia w teraź­niejszości.

Hanna Konarowska: – Mówiąc wprost, nie doceniamy tego, co mamy, a pragniemy te­go, czego nie mamy. Miotamy się między chwilowymi pragnieniami, a raczej tym, co wydaje nam się w danym momencie naszym największym pragnieniem.

Wieczne niespełnienie

„Nie ma dla nas szczęścia i być nie może,
my go tylko pragniemy…” (Wierszynin)

Joanna Kasperek: – Prawie każda z bohate­rek wypowiada zdanie, w którym słychać niespełnienie. Niespełnienie w sytuacji tu i teraz. Olga mówi wręcz: „Gdybym miała męża, gdybym miała dom, byłabym szczę­śliwsza. Kochałabym męża.” Jest niezado­wolona, że jest wolna, że nie ma obowiąz­ków. Masza ma męża, ale też nie jest szczęśliwa. Żadna z tych sytuacji nie jest dla nich zadowalająca. Wszystkie należą do typu ludzi, którym się wydaje, że gdyby mieszkali po drugiej stronie ulicy, byliby szczęśliwsi, że pewnie tam, po tej drugiej stronie trawa jest bardziej zielona. Nie otwierają okien, żeby przewietrzyć miesz­kanie, tylko żeby zobaczyć, jak żyją inni.

Maria Seweryn: – Mnie zainteresowało jesz­cze coś innego. A mianowicie kategoria cza­su. Jak płynął czas u Czechowa, a jak pły­nie dziś. Kontrą do naszej rzeczywistości u Czechowa jest powolność czasu. Sposób, w jaki w tym czasie funkcjonują bohaterki Czechowa, jest dla nas czymś niezwykłym i trudnym do osiągnięcia.

Joanna Kasperek: – Taka powolność rodzi nudę. Może budować wrażenie „stojącej wody”, w której się tkwi w bezruchu. Czy my wszyscy żyjemy w taki sposób? Bała­bym się takich uogólnień.

Hanna Konarowska: – Ja znam ludzi, którzy kochają to, co robią.

Maria Klejdysz: – Przecież my kochamy to, co robimy. My – aktorzy.

Maria Seweryn: -Jestem przekonana, że każdy myślący człowiek zastanawia się choćby przez chwilę, jaki sens ma to, czym się zajmuje. Jeśli ani razu nie zadał sobie tego pytania…

Joanna Kasperek: – To może właśnie jest bardzo szczęśliwy…

Nieme zagrożenie

„Nadszedł czas, kiedy na nas wszyst­kich nadciąga coś ogromnego, zbiera się tęga, silna burza. Zbliża się, jest tuż, tuż i wnet wymiecie z naszego społeczeństwa wszelkie lenistwo, obojętność, uprzedzenia do pracy, zgnitą nudę” (Tuzenbach).

Maria Seweryn: – U Czechowa pojawia się i inny temat. Jak mówi Tuzenbach, nadcho­dzi wielka fala, która ten ich świat zmyje, zniszczy. To lęk przed tym, co nadchodzi, przed czymś groźnym i niezrozumiałym dla nich. Ta wielka fala odbierze im spokój, czas. Już nie będzie tak samo płynął. Prze­staną obowiązywać zasady, którymi dotąd się kierowali. Ta fala zniszczy ich lepszy czy gorszy model życia. Myślę, że symbolem te­go, co nadchodzi – niebezpiecznego i groź­nego – jest Protopopow i Natasza.

Agata Buzek: – Natasza jest kobietą zupeł­nie nieprzystającą do miejsca i ludzi, wśród których się znalazła. Jest konkretna, stoi mocno na ziemi. Bardzo szybko zaczy­na kontrolować całe otoczenie, czyni to bez skrupułów, bo ma precyzyjnie wytyczone cele, do których konsekwentnie zmierza. Kieruje się instynktem, a nie refleksją, bez samoświadomości, która innym tak do­skwiera. I dlatego w kontraście z nimi wy­daje się szczęśliwa… Będę próbowała bro­nić Nataszy, choć to momentami trudne zadanie – bezmyślność też jest grzechem.

Chcę pokazać, że ona jedy­na potrafi działać, a nie tyl­ko marzyć, że to ona osią­ga, co zamierzyła, chociaż myślę, że Andrzej, żeniąc się z Nataszą, unieszczęśli­wił nie tylko siebie, ale i ją.

Maria Seweryn: – A ja lubię Nataszę. Czasem ją nawet rozumiem. Na swój sposób kocha Andrzeja. A kiedy ro­dzi dzieci, zaczyna instynk­townie bronić gniazda do­mu. Natasza wie, że nie jest akceptowana. Tymbar­dziej musi zaznaczyć swoją pozycję. I trudno jej się dziwić. Dla mnie ta sztuka jest genialna w tym, że nie ma w niej nic jednoznacznego. Nic. Myślę jed­nocześnie, nie bez niepokoju, że takich lu­dzi jak Natasza jest w tej chwili przewaga. I zastanawiam się, jakie to będzie miało konsekwencje. Moim zdaniem – to jest bar­dzo współczesny problem.

Ta cudowna przyszłość

„Teraźniejszość jest wstrętna, ale za to, jak pomyślę o przyszłości, to mi tak dobrze. Tak lekko, tak swobodnie na duszy” (Andrzej).

Agata Buzek: – Czechow widzi śmieszność swoich bohaterów…

Maria Seweryn: – Co nie znaczy, że ich nie kocha…

Agata Buzek: – Oczywiście, ale sądzę, że zgodnie z intencją autora powinno się grać jego sztuki z poczuciem humoru. Czechow zagrany śmiertelnie serio byłby nudną kluchą i nie byłby już prawdą o ludziach.

Maria Klejdysz: – My staramy się grać tę sztukę tak, jak napisał ją Czechow. Oczywi­ście dostrzegając to wszystko, co w sztuce Czechowa aktualne jest i dziś. Zresztą czu­wa nad tym pani Natasha Brook.

Maria Seweryn: – Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, czy uda nam się spełnić oczekiwania Pani Natashy Brook, czy choć­by nadzieje… Czechowa. Ale ogromną przyjemnością jest praca nad tekstem, o który można się oprzeć, któremu można tak zaufać.

Maria Klejdysz: – Każda postać ma w sobie tajemnicę. I nie musimy za wszelką cenę do niej dotrzeć! Ale każdy aktor daje posta­ci coś z siebie.

Joanna Kasperek: – Gdyby było inaczej, aktorzy byliby wtedy niepotrzebni. Można by ich zastąpić komputerowymi ho­logramami. Nigdy nie dotkniemy tajemnic, które tkwią w nas samych i tych, które tkwią w granej przez nas postaci.

Hanna Konarowska: – Moja trudność pole­ga na czym innym. Bo ja wiem, że byłam kiedyś Iriną. Taką Iriną jak moja bohaterka z pierwszego aktu. Tak się moje życie uło­żyło, że to, co się dzieje z Iriną poprzez te cztery akty, przystaje dokładnie do moich doświadczeń. To, co ona przeżywa w pierw­szym akcie, ja przeżywałam parę lat temu. Tak jak Irina potrafiłam cieszyć się każdym drobiazgiem. Byłam pełna nadziei, szczę­ścia i naiwności. Ale to we mnie zgasło, pod wpływem tego, co zdarzyło się w mo­im życiu osobistym. Dziś trudno mi grać Iri­nę taką, jaką poznajemy w pierwszym ak­cie – naiwną i niewinną, bo… noszę w sobie smutek.

Joanna Kasperek: – Olga, którą gram, jest zaprzeczeniem mojej osobowości i tych po­staci, które dotychczas grałam na scenie – zadziornych, demonicznych, szalonych, czasem agresywnych. A tu mam stworzyć postać, która jest łagodna, mądra, pogodzo­na z losem. Nawet jeśli nie do końca chce w to wierzyć, wmawia to sobie. Ponieważ jest osobą wierzącą, chce żyć zgodnie z zasadami religii, którą wyznaje. Chce wierzyć w to, że jest szczęśliwa. Mimo swojej samotności, mimo poczucia niespełnienia mówi sobie: „Tak, jest dobrze. To jest wola Boża, Bóg tak chce.” We mnie samej jest ty­le niepokory, niezgody na to, co mnie ota­cza! Nawet gdy wiem, że „tak trzeba”, wewnętrznie nieustannie walczę sama ze sobą i z tym, co mnie otacza. Nie wiem, co z Olgi odnajdę w sobie?

Mrok zapomnienia

„Minie czas i my odejdziemy na wieki, zapomną nas, zapomną nasze twarze, głosy, zapomną, ile nas było…” (Olga).

Maria Seweryn: – Myślę, że zadaniem sztu­ki jest pobudzić do zastanowienia się nad pytaniami, które ona zadaje. Zmusić nas do własnych przemyśleń, do próby wła­snej interpretacji. I to wszystko.

Joanna Kasperek: – Pamiętam, jak po przeczytaniu tekstu przyszłam do Pani Natashy Brook z zestawem pytań. Wie­le z nich to były pytania pro­ste, naiwne, ale odpowiedzi na nie były mi potrzebne. Pani Natasha przemilczała jednak niektóre z nich. Według niej za dużo chciałam wiedzieć. Powiedziała mi wtedy, że nie trzeba tak „kombinować”, zastanawiać się, nie trzeba drążyć tak głęboko, tylko za­ufać autorowi…

Maria Klejdysz: – Noszę w so­bie wciąż tekst z „Fortepianu Chopina” Nor­wida, który recytowałam tuż po szkole w 52. roku na deskach Starego Teatru: „Pięknem globu tego niedostatek, dopełnie­nie go boli. On rozpoczynać wciąż woli i woli wciąż przed się rzucać zadatek…”

„Kiedy mężczyzna filozofuje, to się na­zywa filozofistyka czy sofistyka; jeśli zaś filozofuje kobieta albo dwie kobiety, to już jest figa z makiem, z pasternakiem” (Solony).

Osoby:
Irina: Hanna Konarowska/Karolina Gruszka
Masza: Maria Seweryn
Olga: Joanna Kasperek
Natasza: Agata Buzek
Anfisa: Maria Klejdysz

Opracowała: Monika Cieślik
Warsaw Point 26/06
2 grudnia 2006

trzys_zes2p.jpg
„Trzy siostry” – reż. Natasha Parry, Krystyna Zachwatowicz, Krystyna Janda –
Teatr Polonia w Warszawie (zdjęcie z próby)

trzys_zes1p.jpg
„Trzy siostry” – reż. Natasha Parry, Krystyna Zachwatowicz, Krystyna Janda –
Teatr Polonia w Warszawie (zdjęcie z próby)
© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.