02
Wrzesień
2015
23:09

Callas nas uratuje

Wracasz do spektaklu, który grałaś wcześniej w Teatrze Powszechnym – „Maria Callas. Master Class”. Dlaczego chcesz go robić po raz drugi?

Tak jak się robi wielokrotnie Czechowa, Szekspira czy Aleksandra Fredro. To wspaniały tekst , wyjątkowy. No i będzie to, po latach inny spektakl, ja jestem inna, zmieniły się moje doświadczenia jeśli chodzi o relacje artysta – widz,  a o tym traktuje tekst. Z kilku powodów w rezultacie, ale także na żądanie publiczności, jak się to ładnie mówi, i zawsze mnie śmieszy słowo – żądanie, w tym sformułowaniu (śmiech). Niech będzie raczej – na prośbę publiczności. To sztuka inspirowana lekcjami mistrzowskimi, których udzielała śpiewakom Maria Callas. Wielka Callas. Wielki los, temat, zagadnienie, zapis. „Oddajemy publiczności wszystko, co mamy”. Jest mi to bliskie.

Ale ona mówi też, że oddajemy wszystko a zostaje w nas pustka. Masz tak?

Może niedosłownie. Czasem płaci się za emocje dużo, bardzo dużo, tak jak Ona, życiem prywatnym i szczęściem, znamy przecież wiele takich losów. Ale Ona mówi to w kontekście zapłaty, wynagrodzenia….Sztuka to piękno, a za piękno trzeba płacić. Nie oddawaj publiczności wszystkiego co masz, za darmo, bo potem zostaje pustka… Na razie, na szczęście, nie oddałam wszystkiego, trochę mi zostało jeszcze do oddania mam nadzieję… (śmiech) Natomiast niewątpliwie czasem jest tak, że jest to zawód na śmierć i życie. Jak w Jej wypadku.

Nie chcę na siłę szukać analogii między Wami, ale w jednym na pewno jesteście do siebie podobne – w determinacji.

O dziękuję, to porównanie to zaszczyt.  Tyle że ona zawsze była sama, ja nigdy, przede wszystkim mam dzieci, których jej, los poskąpił.

Nie miałam tego na myśli.

Ale to jest chyba najważniejsze.. Samotność Callas rodziła determinację a ta  była często ostateczna. Ostateczna. Dziecko, było jej największym marzeniem. No i w rezultacie musiała liczyć tylko na siebie. W każdej sytuacji,  zawodowej i prywatnej.

A Ty na kogo możesz liczyć odkąd nie ma przy Tobie ukochanego męża? Nauczyłaś się liczyć głównie na siebie czy masz wsparcie od innych?

Nie, nie, nie….nie jestem sama, stworzyłam Fundację , mam dookoła wielu ludzi, idą razem ze mną, mogę na nich liczyć, mam dzieci, mogę na nie liczyć, mieszkam z mamą. Są oczywiście momenty, kiedy nikt mi pomóc nie może, jestem sama, decyzje podejmuję sama i konsekwencje ponoszę sama, jak każdy. Ale moja poduszka nie jest mokra od łez, jak to nazywa Callas, wydaje mi się że rozumiem życie, los, wiem że na wiele rzeczy można mieć wpływ ale nie na wszystkie, i się z tym godzę, że są dobre i złe chwile, popełniamy błędy, ponosimy porażki….to wszystko normalne. Szczęście to tyko chwile.

Maria Callas też trochę wykorzystywała mężczyzn?

W sensie że ja wykorzystywałam? Lub wykorzystuję? ( śmiech) A ona? W jakim sensie?  I którego mężczyznę wykorzystała? Meneghiniego? Który dostąpił zaszczytu bycia jej opiekunem, impresario, w rezultacie został jej mężem? Nie sądzę. To raczej on korzystał z jej talentu i geniuszu. Ona pracowała, on konsumował korzyści, grzał się w jej blasku, choć  być może, nie kochała go tak jakby chciał. Ale, on sam,  Meneghini,  chyba także nie kochał Callas kobietę naprawdę, lubił operę i rozumiał kim jest Callas dla opery, znał się na tym,  wiedział także jak można ją wycenić. Ale miłość? Nie wiem.  Zresztą sprzedał ją Onasisowi za pieniądze, oddalił się za „odszkodowanie”.

A ona przede wszystkim chciała być na scenie. Tak jak Ty. Stworzyłaś przecież Teatr Polonia, bo chciałaś wrócić na scenę.

Moja Droga , uparcie mnie porównujesz, ale nie jest to uprawnione. W ten sposób myśląc, można porównać do Niej wszystkie artystki. A ja ? No cóż, tak się ułożyło moje życie. Jestem rasową aktorką , bez sceny w pewnym momencie nie wyobrażałam sobie życia, ale tak się ułożyło, że żeby grać,  trzeba było sobie tę scenę zbudować. Tyle że jest różnica ( śmiech) Onasis mówił do Callas, kiedy miała problemy w La Scali : – Maria , kupmy tę operę i będziesz miała spokój. (śmiech). Nie miałam Onasisa.( śmiech)  No i nie o to chodzi. Onasis nic nie rozumiał. Ja miałam za to męża, który rozumiał wszystko, powiedział :-  Chcesz budować teatr? Proszę bardzo. Budynek Kina Polonia był wtedy dostępny, ale tylko na sprzedaż, więc sprzedaliśmy dom i go kupiliśmy. W rezultacie powstały dwa teatry fundacji,  dziś już  z dorobkiem, teatry dla wielu widzów, aktorów, artystów.   Je jestem tu już tylko elementem.

I teraz nie ma odwrotu?

Jest. Można odjeść , przekazać albo zamknąć.

Nie wierzę…

(śmiech) Można, choć zamknąć najtrudniej, ale można w każdej chwili, tylko trzeba mieć kilka milionów, bo zamknięcie Och-teatru na dziś, z zobowiązaniami które ma,  kosztowałoby ponad 2 miliony. A te zobowiązania musiałabym zapłacić ja,  prywatnie . Jeśli stracilibyśmy płynność finansowa też konsekwencje ponoszę ja, prywatnie. Mam odpowiedzialność wszelką za fundację, , także  finansową.. Gwarantuję działalność fundacji i teatrów , pożyczki, leasingi, straty, długi, moim osobistym majątkiem. Uroczo. Dziś na szczęście długów nie mamy, zobowiązań, trochę. No i 45 osób na etatach w obu teatrach, to też jest zobowiązanie.

Ciekawa jestem co byś wtedy robiła, kiedy Ty nie jesteś w stanie 15 minut posiedzieć spokojnie na plaży.

Jestem w stanie, jestem. Robiłabym pewnie bardzo dużo rzeczy, tyle że gdzie indziej i innych. Ale dobre że jestem tutaj,  choć czuję mój wiek. Już nie gram dwóch spektakli dziennie, nie mam siły, po całym dniu urzędowania, czytania tekstów, spotkań, emalii, decyzji, prób, zebrań i co tam chcesz. Zaczęły się niedomagania, kłopoty zdrowotne. Są dni, w których  rano nie mogę zejść z pierwszego piętra z powodu bólu kręgosłupa. Są też wieczory, kiedy, żeby wyjść na scenę biorę silne tabletki przeciwbólowe. Są momenty w których zwyczajnie nie mam siły i mi się nie chce zmuszać do wysiłku…

Tu zaszła zmiana. Nie poznaję Cię…

Przestań! Akurat dziś mnie „rypie” wyjątkowo i się żalę! Ale rzeczywiście czas płynie….i zmienia wile rzeczy. Ale dam o siebie. Choć ta Callas, to ciężki dla mnie spektakl. Trzeba będzie wytoczyć ciężkie działa.

Reżyser spektaklu ten sam, Andrzej Domalik, ale od ostatniej Callas w Powszechnym upłynęło 18 lat. Czego się można spodziewać po tak długiej przerwie?

Cudów! Cudów! ( śmiech) Okazało się, że mam tę Callas w sobie i wystarczyło kilka prób, żeby wróciła. Nawet jej nie wołałam, po prostu sama przyszła i na nowo się rozpanoszyła (śmiech). Bezczelna! Tylko wróciła jednak  inna.

Jaka?

Boję się, że będzie mniej gorąca i mniej instynktowna, wróciła bardziej stanowcza, ostateczna, i dużo słabsza wewnętrznie, dużo bardziej krucha. Trudno mi to wytłumaczyć, ale czuję, że łatwiej ja będzie zranić choć będzie chyba jeszcze bardziej „nieznośna”, ale to się tak podoba publiczności i ich bawi.  Będzie inna na pewno.

Może dlatego, że w Twoim życiu się trochę zmieniło i może Ty się zmieniłaś?

Tak. I wiem o teatrze i o relacjach z widownią znacznie więcej. Mniej w tym moim podejściu naiwności a dużo więcej racjonalizmu no i ….goryczy. Także w wypowiedziach Callas mówiącej o teatrze, publiczności, innych ludziach, artystach i o tym, że sztuka oznacza współpracę – w to też wkradło się więcej goryczy. Słyszę to, wydobywa się to  ze mnie na próbach. Poza tym przez tych 18 lat do Internetu trafiła nieprawdopodobna ilość materiałów o niej, wywiadów, filmów dokumentów, fragmentów koncertów, spotkań z nią , jej wypowiedzi…  kiedy pierwszy raz robiliśmy Callas, nie było nic – dostałam zaledwie kilka fragmentów z jakichś archiwów, obejrzałam „Medeę” Pasoliniego, i słuchałam jej , słuchałam bez końca. Teraz wiem że była inna niż sobie wtedy wyobraziłam, to mnie początkowo skonsternowało, ale teraz, czasem na próbach myślę,  że moja wersja jej, była lepsza niż prawda( śmiech)

Zgadzasz się z opinią, że Callas miała przeciętny głos, ale dzięki treningowi, sile woli i determinacji osiągnęła sukces?

Absolutnie nie, nie zgadzam się. Ona miała głos wyjątkowy! Muzykalność, inteligencję muzyczną , jak to niektórzy nazywają. Poza tym używała swej doskonałej techniki i głosu świadomie, wydobywając sensy i uczucia. Mówi się że dopiero Callas dała operze serce.  I coś w tym jest. Ta kobieta to był wyjątkowy talent, intuicja i prawda . Sprzeciwiała się każdemu kłamstwu na scenie – i to nie tylko muzycznemu, przede wszystkim psychologicznemu. Głosem budowała niebywałe konstruujcie psychologiczne i charaktery. „ Pamiętajcie nie tylko o technice, emisji, dykcji, pamiętajcie o uczuciach, zwykłych ludzkich uczuciach”- powtarzała młodym wokalistom podczas swoich lekcji.

Ale z tym, że była zołzą, to się chyba zgadzasz?

Przy takich wyśrubowanych oczekiwaniach, jakie miała w stosunku do siebie i do sztuki musiała być twarda, inaczej nie doszłaby tam, gdzie chciała być. Z bólu, emocji, braku sił, wielkości w sobie, jest się często ostatecznym i bezkompromisowym, maluczcy biorą to za zły charakter, bo oni żyją byle jak, przez zaniechanie, płasko, kompromisowo. Wielki artysta nie może sobie na to pozwolić.

A ty jesteś czasem zołzą?

O, bardzo często! Jestem typową choleryczką po ojcu, taką klasyczną, co to wybucha, gaśnie i potem w ogóle nie wie, o co chodziło. W tym sensie jestem do Callas pewnie podobna. Ale tyko w tym sensie. Potem jest mi z tym źle, chodzę i przepraszam, nie mogę spać, bo powiedziałam komuś coś przykrego itd. Ale ci którzy mnie znają naprawdę wiedzą kim jestem i jaka jestem. A ludzie? No cóż, o każdym kto wymaga, dąży do perfekcji w zespole, mówią że ma zły charakter, bo to ich usprawiedliwia .

Ale w końcu masz status gwiazdy w tym kraju – nie celebrytki, tylko gwiazdy, a gwieździe chyba wolno?

To nieprawda, że gwieździe wolno więcej. Nikomu. Nie ma takiej sytuacji, w której można obrazić, czy upokorzyć człowieka – ani w sztuce, ani w życiu. Widziałam wielokrotnie takie upokorzenia aktorów w trakcie prób w teatrze, czy na planie filmowym i absolutnie się z tym nie zgadzam. U nas w fundacji, w naszych teatrach, nikt z aktorów nie jest lekceważony. Nie traktujemy ludzi, którzy tutaj pracują, przedmiotowo. Myślę, że dlatego lubią tu grać i przychodzić, czują, że to jest wspólne miejsce – idziemy gdzieś razem, w jedną stronę, i równym krokiem. Jest u nas wiele debiutów, przychodzą tu ludzie młodzi, przychodzą studenci szkoły teatralnej. Każdy aktor,  ma szansę się ze mną spotkać i porozmawiać. Sama jestem aktorką, więc wiem, co oni czują, co przeżywają, wiem, jak jest z tym wszystkim trudno. Tak naprawdę nie jestem dyrektorem, tylko aktorką, która prowadzi teatr.

Zastanawiałaś się czasem, co by było, gdybyś urodziła się później i chciała uprawiać ten zawód?

Dzisiaj co innego jest ważne i cenne. Poza tym nie miałabym urody na te czasy. W tamtych czasach, kiedy debiutowałam było kino moralnego niepokoju, w którym aktorka powinna być podobna do wszystkich. Przeciętny wygląd był w cenie.

Uważasz, że masz przeciętny wygląd?

Ale ja to wiem! ( śmiech). Kiedyś w latach 70,  kiedy zaczynałam, przyjechali filmowcy z NRD i chcieli obsadzić mnie w głównej roli w serialu, oglądali mnie, fotografowali, stękali, i w rezultacie powiedzieli , że nie mogą, bo jestem za brzydka. Tłumaczyli, że w serialu musi być lalka, która z każdej strony będzie dobrze się fotografować, czyli produkt w jakimś sensie doskonały. Ale za to kiedy przyjechali Rosjanie,  powiedzieli, że chcą mnie zaangażować, bo u mnie jest taka „job twoju mać swaboda”, taka wolność wewnętrzna, jakiej oni nie znają.

I zagrałaś u Rosjan?

Nie, bo miałam Leninowi dać kromkę chleba, więc odmówiłam. (śmiech) Miałam być szwajcarską studentką, która uratowała Lenina od głodu. Nie przyłożyłam do tego ręki ( śmiech)

Nie czujesz się z tym źle, że mówisz o sobie – mam przeciętną urodę?

Nie, bo sama tak uważam. Myślę, że jak każdy normalny człowiek nie podobam się sobie i tyle. Każdy normalny człowiek nie jest z siebie zadowolony.

A przykazanie „kochaj siebie”?

Ale „kochaj siebie” nie jest zależne od urody. To coś innego – poznajesz siebie, akceptujesz i w związku z tym idziesz dalej. I to nie oznacza, żeby siebie uwielbiać i uważać, że jest się pięknym, czy nawet ładnym. To zaburzenie umysłowe, naprawdę tak uważam. Chociaż kocham narcyzów, ten kolor w naszym życiu też jest potrzebny. Nigdy nie zapomnę jak kiedyś pan Adam Hanuszkiewicz powiedział, że nienawidził jak robili mu zdjęcia, ale uwielbiał je potem oglądać. (śmiech) On uważał się za pięknego i miał zresztą rację. A to z drugiej strony było to zachwycające!

A Ty lubisz zdjęcia?

Nienawidzę.

Bo wiesz, że jak Krystyna Janda ma przyjść do telewizji, to się cieszymy, ale też wpadamy w panikę typu – „rany boskie, który profil ona woli?”

Odwrotny niż twój. Lubię być fotografowana z lewego profilu. Jest taki program w TVN24, do którego niechętnie  daję się zaprosić, bo tam nie można zmienić ustawienia mebli, tak żebym mogła czuć się komfortowo. Raz byłam i spełnili moją prośbę, ale za to była gruba afera, dlaczego nagle było odwrotne ustawienie? Pytali widzowie.

Czemu Ty się tak upierasz przy tym profilu?

Bo się sobie nie podobam, a jestem próżna i jeszcze bardziej nie podobam się sobie z tej drugiej strony. Tu jestem gwiazdą. (śmiech) Tu robię sobie przyjemność. A poza tym wygląd ma podstawowe znaczenie w tym zawodzie i nie należy tego lekceważyć. Callas ma o tym długi wykład, bardzo zabawny ale i bardzo celny.

Nie przyszło ci do głowy, że Callas osiągnęła wielki sukces, zaśpiewała wszystko, co było do zaśpiewania, ale tak naprawdę mentalnie byłą wciąż grubaską i brzydulą?

Nie , nie to nieprawda, dość wcześnie „osiągnęła właściwy wygląd” jak ona to nazwała. Potem śpiewała jeszcze długo i pięknie. Właśnie to jest ten fenomen. W sztuce osiągnęła wszystko co zamierzała, nawet wygląd. Złamała ją miłość , a właściwie okrutny niewrażliwy mężczyzna. Jeśli chodzi o wygląd, ona potem bardzo się sobie podobała. Była przekonana, że wygląda świetnie i naprawdę wyglądała świetnie. A później już nigdy nie była gruba, tyle że naprawdę kosztem wielu wyrzeczeń..

Ale zanim schudła, zjadła jajo tasiemca i omal nie umarła!

Tak naprawdę nie wiadomo, co zrobiła. Niby zjadła tasiemca, Boże kochany, ale do końca życia jadła te tasiemce? (śmiech) Potem już nigdy nie utyła, więc może bez przesady… Po te tabletki z tasiemcem przyjeżdżała podobno Marilyn Monroe i wiele innych gwiazd.( śmiech) Nie mówmy o tym dalej, bo jeszcze kobietom przyjdzie do głowy zjeść tasiemca…

Wrzesień to także premiera kosmetyków sygnowanych Twoim nazwiskiem.

Tak. Bardzo jestem tego ciekawa. Pewnego dnia przyszedł do mnie pewien mężczyzna, Jarosław Cybulski, powiedział: „Czy pani się zgodzi, żebyśmy zrobili kosmetyki Janda?” Znałam Jarka wcześniej, lubiłam, miałam zaufanie, wiedziałam jakim jest fachowcem. Powiedziałam tak i …teraz wychodzi pierwszych trzynaście produktów. Specjalnie dla mnie był tworzony krem Janda nr.1, którego się używa rano wieczór, we dnie w nocy  jest zawsze ku pomocy. Można go nałożyć na twarz, szyję, na co się chce i działa. Pomaga, rozluźnia, koi, . Trzyma się go w torebce jak przyjaciela (śmiech) pod ręką. Nawet położony miejscowo, na podkład, poprawia wygląd. Lubię go. „Zróbcie mi krem na dzień dobry i na dobranoc” – dokładnie tak wyraziłam moją prośbę i tak zostało w nazwie, Janda nr 1 – krem na dzień dobry i na dobranoc.

Miło jest mieć kosmetyki sygnowane własnym nazwiskiem?

Chyba miło, jeszcze nie wiem. Boję się Polaków. Tu w tym kraju nic co nowe nie uchodzi bezkarnie. Myślenie wielu ludzi tu w tym kraju, jest najpierw negatywne. To jak obowiązek. . No ale, jem to dużymi łyżkami od 45 lat , wiec się przyzwyczaiłam. A nazwisko.? Zobaczyć nazwisko? To miłe. Tak samo miło jak na plakacie zobaczyć „Krystyna Janda”. To po prostu jeszcze jeden element. Ważne, że te kremy są dobre i niedrogie. Teraz premierę mają te, które są przeznaczone dla kobiet, wiosną te dla mężczyzn.

I jeszcze trzecia premiera przed Tobą na początku października – film „Panie Dulskie” Filipa Bajona, który powiedział, że tak naprawdę scenariusz pisał pod Jandę.

Niemożliwe! A to nowość! A ja mu cały czas mówiłam: „Filip, nie chcę grać. Nienawidzę tej sztuki Zapolskiej, nienawidzę Anieli Dulskiej, tego babska!” Ale zagrałam. Zagrałam z odruchu jakby,  takie babony lubię grać najbardziej! (śmiech) Dodatkowo, teraz rzadko gram w filmach, więc każda obecność na planie filmowym jest dla mnie radością.

Bajon umiejscowił akcję filmu w trzech planach czasowych, dzięki temu poznajemy twoją dorosłą córkę (Katarzyna Figura) i dorosłą wnuczkę (Maja Ostaszewska). Zgadzasz się z jego podejściem, że nosimy w sobie różne emocje z poprzednich pokoleń?

Tak, niewątpliwie. Ja to czuję, wychowywała mnie babcia, wiem o jej emocjach dużo, przeniosły się na mnie. Dzisiaj mieszkam z moją mamą, mam córkę, ona ma córki i widzę, że niby wszystko ciągle się zmienia – są różne priorytety, postawy, wybory, ale jeśli chodzi o apetyt na życie, o temperament, czy przede wszystkim o poczucie godności,  jest to wspólne.

A łapiesz się czasem na dulszczyźnie, czy jesteś od niej wolna?

No skąd! Jestem Dulską jak cholera jasna! Ale w takich rzeczach najdrobniejszych, powierzchownych. Uważam po prostu, że wiele rzeczy nie wypada pokazywać i wynosić.

Ale pytam też dlatego, bo żyjemy w czasach totalnego ekshibicjonizmu, kiedy wszystko jest na sprzedaż. Masz swój blog, facebook i piszesz dużo o sobie…

Jeżeli dotykam swoich spraw, to tylko wtedy, kiedy uznaję, że moja historia jest komuś przydatna, to znaczy, że nauczy czegoś  innych, ominą mój błąd albo zastanowią się nad tym samym, czego ja nauczyłam się w sposób bolesny. Nie zdradzam swoich prywatnych rzeczy, jeżeli nie płynie z tego żadna wspólna nauka , czy nie istnieje wspólna płaszczyzna z czytającymi. Pomijając już to, że staram się nie wskazywać ludzi personalnie w negatywnym sensie. Każdy z nas ma do kogoś pretensje i ja też mam wiele pretensji, ale….Pozytywy natomiast…zawsze z nazwiskami i wykrzyknikiem.

Dużym echem odbiła się Twoja opowieść jak jechałaś z koleżanką na wakacje do Włoch i nie umiałyście sobie poradzić z nawigacją. To jest niezły materiał na komedię!

To było naprawdę śmieszne, ale myślę, że naprawdę dużym echem odbija się zajmowanie jednoznacznego stanowiska w sprawach ogólnych. Polacy wciąż nie są ani tolerancyjni, ani demokratyczni.  Niewinny wpis w trakcie kampanii prezydenckiej, zresztą zgodny z moimi poglądami stałymi od lat, z moim rodowodem artystycznym także, wywołał dopiero teraz grzmot, po miesiącu, kiedy ci dotąd siedzący pod miotłą podnieśli głowy. ( To osobna sprawa , ta odwaga tych na wozie, zawsze wtedy widzę mojego wiernego psa, który tyko wtedy szczeka na kogoś  kiedy ja podniosę na tego kogoś głos, u mojego psa to słodkie, ale wśród ludzi małe. ) Oczywiście jak zwykle, przeinaczenia, tendencyjność, wyrywkowość i zła wola, no i sposób żeby za pomocą mojego nazwiska przypomnieć lub zawiadomić o sobie. Ja nie mam nic do ukrycia więc mi to „ zwisa kalafiorem” jak mawiał młodzieżowo mój dziadek, ale ludzie nie umieją spojrzeć obiektywnie ani z jednej ani z drugiej strony, lubią być w chórze. A ja no cóż…jestem szefową fundacji, mam na głowie dwa teatry, walczę o granty, nie dla siebie prywatnie, ale na kulturę, na sztukę, nie wstydzę się tego i mam w nosie w jakiej partii jest urzędnik  z którym przyszło mi rozmawiać, czy do którego składam wniosek artystyczny. On ma wykonywać swoje obowiązki, dokładanie tak jak ja. A jeśli chodzi o Czechowa, Becketa czy polską klasykę , czy w ogóle teatr, orientacja polityczna jest na dalekim końcu spraw. No i przede wszystkim, od kiedy artyści za złotówkę przyznaną z pieniędzy społecznych, mają być prywatnie grzeczni i lojalni wobec partii do której należy urzędnik? W ogóle w stosunku do jakiejkolwiek partii? To całkowita nowość , nawet dla mnie która przeżyłam większość życia w socjalizmie z silną cenzurą. Urzędnik jest tylko i to najczęściej przypadkowo, decydentem w sprawach sztuki, dzieli społeczne pieniądze a nie pieniądze partii, a ja nie jestem znikąd, można mieć nadzieję że coś z tego co planuję będzie artystycznie, zaufać że  każdą złotówkę a nawet grosik pomocy od Państwa, zamieniam w złoto duchowe, w tym trudnym dziele którego się podjęłam. Zresztą udowadniam to nie od dziś. .

I jak się z tym wszystkim, ty artystka, czujesz?

Nie wiem. Nijak. Tak sobie wybrałam i nie jestem naiwna. Na szczęście , pracowita, utalentowana i dość odważna. Zbudowałam swoje nazwisko i markę ciężką pracą , latami, przechodząc koło każdej władzy wcale nie na paluszkach. Za każdym razem występowałam o granty i to były takie same granty przyznane mi przez PiS jak i przez PO czy SLD a nawet PSL. To są pieniądze publiczne. Udało mi się ich dostać niewiele, nigdy więcej niż 10% naszego rocznego budżetu. To mało, dużo za mało, niezależnie od władzy z którą rozmawiałam. Resztę wypracowujemy sami.

Pamiętam jak opowiadałaś mi, że szukając miejsca na teatr udałaś się do nieżyjącego prezydenta Kaczyńskiego, który był wówczas prezydentem Warszawy; usłyszałaś: „A pani w ogóle umie prowadzić teatr? I przepraszam, bo nie mam czasu”.

A jednocześnie jego żona, pani Maria, rozumiała wszystko jak rzadko kto. Przychodziła do teatru na premiery i była emocjonalnie z nami związana, jak i z wieloma warszawskimi teatrami, bo lubiła teatr i znała się na nim. Także, to w ogóle nie polega na tym, kto jest z jakiej partii.

Będziesz wdawała się w dyskusję i odpowiadała na te wszystkie „hejty”?

Nigdy nie odpowiadam na takie rzeczy. Niech piszą, co chcą. Przecież ja jestem gwiazdą. (śmiech)Mam swój świat, wyobraźni, wspólnoty z publicznością, mam swoje miejsce. Nie ma cenzury, nie mogą mnie jak w dawnych czasach zdjąć ze sceny, wywalić z telewizji czy z gazety, bo są różne gazety, różne telewizje, a ja stworzyłam teatr według swoich gustów. Pieniądze, które tak mi wytykają, pomogły nam (w niewielkim zresztą stosunkowo stopniu) w zbudowaniu teatru, który działa tak, że nie ma porównania z większością państwowych – więc o czym my mówimy? Wszystko jest w papierach – niczego nie ukradłam, nie sprzeniewierzyłam, nie wydałam na siebie. Zajmijcie się sobą.

A jak będą utrudniać Ci życie?

Trudno. Mam szerokie, bogate, atrakcyjne plany artystyczne, jestem w świetnej formie zawodowej, póki co zawsze znajdę wariata , który zapłaci za bilet żeby zobaczyć co tam gram i o czym. Mnie cieszy to, że dwa miesiące po premierze Callas pojadę do Mediolanu, pójdę jej śladami i zobaczę wszystko, co tylko możliwe. Potem jadę na Sylwestra, a w marcu na narty. Myślę, że to całkiem miłe plany.

A masz stracha przed premierą?

Nie.

Jak to nie?!

Nie. (śmiech) To będzie tylko przyjemne.

Prawda, zapomniałam, że spektakle są dla Ciebie środkiem uspokajającym.

Tak. Szczególnie ten, który przed nami. W Och-Teatrze. Callas nam pomoże .

Wracasz do spektaklu, który grałaś wcześniej w Teatrze Powszechnym – „Maria Callas. Master Class”. Dlaczego chcesz go robić po raz drugi?

Tak jak się robi wielokrotnie Czechowa, Szekspira czy Aleksandra Fredro. To wspaniały tekst , wyjątkowy. No i będzie to, po latach inny spektakl, ja jestem inna, zmieniły się moje doświadczenia jeśli chodzi o relacje artysta – widz,  a o tym traktuje tekst. Z kilku powodów w rezultacie, ale także na żądanie publiczności, jak się to ładnie mówi, i zawsze mnie śmieszy słowo – żądanie, w tym sformułowaniu (śmiech). Niech będzie raczej – na prośbę publiczności. To sztuka inspirowana lekcjami mistrzowskimi, których udzielała śpiewakom Maria Callas. Wielka Callas. Wielki los, temat, zagadnienie, zapis. „Oddajemy publiczności wszystko, co mamy”. Jest mi to bliskie.

Ale ona mówi też, że oddajemy wszystko a zostaje w nas pustka. Masz tak?

Może niedosłownie. Czasem płaci się za emocje dużo, bardzo dużo, tak jak Ona, życiem prywatnym i szczęściem, znamy przecież wiele takich losów. Ale Ona mówi to w kontekście zapłaty, wynagrodzenia….Sztuka to piękno, a za piękno trzeba płacić. Nie oddawaj publiczności wszystkiego co masz, za darmo, bo potem zostaje pustka… Na razie, na szczęście, nie oddałam wszystkiego, trochę mi zostało jeszcze do oddania mam nadzieję… (śmiech) Natomiast niewątpliwie czasem jest tak, że jest to zawód na śmierć i życie. Jak w Jej wypadku.

Nie chcę na siłę szukać analogii między Wami, ale w jednym na pewno jesteście do siebie podobne – w determinacji.

O dziękuję, to porównanie to zaszczyt.  Tyle że ona zawsze była sama, ja nigdy, przede wszystkim mam dzieci, których jej, los poskąpił.

Nie miałam tego na myśli.

Ale to jest chyba najważniejsze.. Samotność Callas rodziła determinację a ta  była często ostateczna. Ostateczna. Dziecko, było jej największym marzeniem. No i w rezultacie musiała liczyć tylko na siebie. W każdej sytuacji,  zawodowej i prywatnej.

A Ty na kogo możesz liczyć odkąd nie ma przy Tobie ukochanego męża? Nauczyłaś się liczyć głównie na siebie czy masz wsparcie od innych?

Nie, nie, nie….nie jestem sama, stworzyłam Fundację , mam dookoła wielu ludzi, idą razem ze mną, mogę na nich liczyć, mam dzieci, mogę na nie liczyć, mieszkam z mamą. Są oczywiście momenty, kiedy nikt mi pomóc nie może, jestem sama, decyzje podejmuję sama i konsekwencje ponoszę sama, jak każdy. Ale moja poduszka nie jest mokra od łez, jak to nazywa Callas, wydaje mi się że rozumiem życie, los, wiem że na wiele rzeczy można mieć wpływ ale nie na wszystkie, i się z tym godzę, że są dobre i złe chwile, popełniamy błędy, ponosimy porażki….to wszystko normalne. Szczęście to tyko chwile.

Maria Callas też trochę wykorzystywała mężczyzn?

W sensie że ja wykorzystywałam? Lub wykorzystuję? ( śmiech) A ona? W jakim sensie?  I którego mężczyznę wykorzystała? Meneghiniego? Który dostąpił zaszczytu bycia jej opiekunem, impresario, w rezultacie został jej mężem? Nie sądzę. To raczej on korzystał z jej talentu i geniuszu. Ona pracowała, on konsumował korzyści, grzał się w jej blasku, choć  być może, nie kochała go tak jakby chciał. Ale, on sam,  Meneghini,  chyba także nie kochał Callas kobietę naprawdę, lubił operę i rozumiał kim jest Callas dla opery, znał się na tym,  wiedział także jak można ją wycenić. Ale miłość? Nie wiem.  Zresztą sprzedał ją Onasisowi za pieniądze, oddalił się za „odszkodowanie”.

A ona przede wszystkim chciała być na scenie. Tak jak Ty. Stworzyłaś przecież Teatr Polonia, bo chciałaś wrócić na scenę.

Moja Droga , uparcie mnie porównujesz, ale nie jest to uprawnione. W ten sposób myśląc, można porównać do Niej wszystkie artystki. A ja ? No cóż, tak się ułożyło moje życie. Jestem rasową aktorką , bez sceny w pewnym momencie nie wyobrażałam sobie życia, ale tak się ułożyło, że żeby grać,  trzeba było sobie tę scenę zbudować. Tyle że jest różnica ( śmiech) Onasis mówił do Callas, kiedy miała problemy w La Scali : – Maria , kupmy tę operę i będziesz miała spokój. (śmiech). Nie miałam Onasisa.( śmiech)  No i nie o to chodzi. Onasis nic nie rozumiał. Ja miałam za to męża, który rozumiał wszystko, powiedział :-  Chcesz budować teatr? Proszę bardzo. Budynek Kina Polonia był wtedy dostępny, ale tylko na sprzedaż, więc sprzedaliśmy dom i go kupiliśmy. W rezultacie powstały dwa teatry fundacji,  dziś już  z dorobkiem, teatry dla wielu widzów, aktorów, artystów.   Je jestem tu już tylko elementem.

I teraz nie ma odwrotu?

Jest. Można odjeść , przekazać albo zamknąć.

Nie wierzę…

(śmiech) Można, choć zamknąć najtrudniej, ale można w każdej chwili, tylko trzeba mieć kilka milionów, bo zamknięcie Och-teatru na dziś, z zobowiązaniami które ma,  kosztowałoby ponad 2 miliony. A te zobowiązania musiałabym zapłacić ja,  prywatnie . Jeśli stracilibyśmy płynność finansowa też konsekwencje ponoszę ja, prywatnie. Mam odpowiedzialność wszelką za fundację, , także  finansową.. Gwarantuję działalność fundacji i teatrów , pożyczki, leasingi, straty, długi, moim osobistym majątkiem. Uroczo. Dziś na szczęście długów nie mamy, zobowiązań, trochę. No i 45 osób na etatach w obu teatrach, to też jest zobowiązanie.

Ciekawa jestem co byś wtedy robiła, kiedy Ty nie jesteś w stanie 15 minut posiedzieć spokojnie na plaży.

Jestem w stanie, jestem. Robiłabym pewnie bardzo dużo rzeczy, tyle że gdzie indziej i innych. Ale dobre że jestem tutaj,  choć czuję mój wiek. Już nie gram dwóch spektakli dziennie, nie mam siły, po całym dniu urzędowania, czytania tekstów, spotkań, emalii, decyzji, prób, zebrań i co tam chcesz. Zaczęły się niedomagania, kłopoty zdrowotne. Są dni, w których  rano nie mogę zejść z pierwszego piętra z powodu bólu kręgosłupa. Są też wieczory, kiedy, żeby wyjść na scenę biorę silne tabletki przeciwbólowe. Są momenty w których zwyczajnie nie mam siły i mi się nie chce zmuszać do wysiłku…

Tu zaszła zmiana. Nie poznaję Cię…

Przestań! Akurat dziś mnie „rypie” wyjątkowo i się żalę! Ale rzeczywiście czas płynie….i zmienia wile rzeczy. Ale dam o siebie. Choć ta Callas, to ciężki dla mnie spektakl. Trzeba będzie wytoczyć ciężkie działa.

Reżyser spektaklu ten sam, Andrzej Domalik, ale od ostatniej Callas w Powszechnym upłynęło 18 lat. Czego się można spodziewać po tak długiej przerwie?

Cudów! Cudów! ( śmiech) Okazało się, że mam tę Callas w sobie i wystarczyło kilka prób, żeby wróciła. Nawet jej nie wołałam, po prostu sama przyszła i na nowo się rozpanoszyła (śmiech). Bezczelna! Tylko wróciła jednak  inna.

Jaka?

Boję się, że będzie mniej gorąca i mniej instynktowna, wróciła bardziej stanowcza, ostateczna, i dużo słabsza wewnętrznie, dużo bardziej krucha. Trudno mi to wytłumaczyć, ale czuję, że łatwiej ja będzie zranić choć będzie chyba jeszcze bardziej „nieznośna”, ale to się tak podoba publiczności i ich bawi.  Będzie inna na pewno.

Może dlatego, że w Twoim życiu się trochę zmieniło i może Ty się zmieniłaś?

Tak. I wiem o teatrze i o relacjach z widownią znacznie więcej. Mniej w tym moim podejściu naiwności a dużo więcej racjonalizmu no i ….goryczy. Także w wypowiedziach Callas mówiącej o teatrze, publiczności, innych ludziach, artystach i o tym, że sztuka oznacza współpracę – w to też wkradło się więcej goryczy. Słyszę to, wydobywa się to  ze mnie na próbach. Poza tym przez tych 18 lat do Internetu trafiła nieprawdopodobna ilość materiałów o niej, wywiadów, filmów dokumentów, fragmentów koncertów, spotkań z nią , jej wypowiedzi…  kiedy pierwszy raz robiliśmy Callas, nie było nic – dostałam zaledwie kilka fragmentów z jakichś archiwów, obejrzałam „Medeę” Pasoliniego, i słuchałam jej , słuchałam bez końca. Teraz wiem że była inna niż sobie wtedy wyobraziłam, to mnie początkowo skonsternowało, ale teraz, czasem na próbach myślę,  że moja wersja jej, była lepsza niż prawda( śmiech)

Zgadzasz się z opinią, że Callas miała przeciętny głos, ale dzięki treningowi, sile woli i determinacji osiągnęła sukces?

Absolutnie nie, nie zgadzam się. Ona miała głos wyjątkowy! Muzykalność, inteligencję muzyczną , jak to niektórzy nazywają. Poza tym używała swej doskonałej techniki i głosu świadomie, wydobywając sensy i uczucia. Mówi się że dopiero Callas dała operze serce.  I coś w tym jest. Ta kobieta to był wyjątkowy talent, intuicja i prawda . Sprzeciwiała się każdemu kłamstwu na scenie – i to nie tylko muzycznemu, przede wszystkim psychologicznemu. Głosem budowała niebywałe konstruujcie psychologiczne i charaktery. „ Pamiętajcie nie tylko o technice, emisji, dykcji, pamiętajcie o uczuciach, zwykłych ludzkich uczuciach”- powtarzała młodym wokalistom podczas swoich lekcji.

Ale z tym, że była zołzą, to się chyba zgadzasz?

Przy takich wyśrubowanych oczekiwaniach, jakie miała w stosunku do siebie i do sztuki musiała być twarda, inaczej nie doszłaby tam, gdzie chciała być. Z bólu, emocji, braku sił, wielkości w sobie, jest się często ostatecznym i bezkompromisowym, maluczcy biorą to za zły charakter, bo oni żyją byle jak, przez zaniechanie, płasko, kompromisowo. Wielki artysta nie może sobie na to pozwolić.

A ty jesteś czasem zołzą?

O, bardzo często! Jestem typową choleryczką po ojcu, taką klasyczną, co to wybucha, gaśnie i potem w ogóle nie wie, o co chodziło. W tym sensie jestem do Callas pewnie podobna. Ale tyko w tym sensie. Potem jest mi z tym źle, chodzę i przepraszam, nie mogę spać, bo powiedziałam komuś coś przykrego itd. Ale ci którzy mnie znają naprawdę wiedzą kim jestem i jaka jestem. A ludzie? No cóż, o każdym kto wymaga, dąży do perfekcji w zespole, mówią że ma zły charakter, bo to ich usprawiedliwia .

Ale w końcu masz status gwiazdy w tym kraju – nie celebrytki, tylko gwiazdy, a gwieździe chyba wolno?

To nieprawda, że gwieździe wolno więcej. Nikomu. Nie ma takiej sytuacji, w której można obrazić, czy upokorzyć człowieka – ani w sztuce, ani w życiu. Widziałam wielokrotnie takie upokorzenia aktorów w trakcie prób w teatrze, czy na planie filmowym i absolutnie się z tym nie zgadzam. U nas w fundacji, w naszych teatrach, nikt z aktorów nie jest lekceważony. Nie traktujemy ludzi, którzy tutaj pracują, przedmiotowo. Myślę, że dlatego lubią tu grać i przychodzić, czują, że to jest wspólne miejsce – idziemy gdzieś razem, w jedną stronę, i równym krokiem. Jest u nas wiele debiutów, przychodzą tu ludzie młodzi, przychodzą studenci szkoły teatralnej. Każdy aktor,  ma szansę się ze mną spotkać i porozmawiać. Sama jestem aktorką, więc wiem, co oni czują, co przeżywają, wiem, jak jest z tym wszystkim trudno. Tak naprawdę nie jestem dyrektorem, tylko aktorką, która prowadzi teatr.

Zastanawiałaś się czasem, co by było, gdybyś urodziła się później i chciała uprawiać ten zawód?

Dzisiaj co innego jest ważne i cenne. Poza tym nie miałabym urody na te czasy. W tamtych czasach, kiedy debiutowałam było kino moralnego niepokoju, w którym aktorka powinna być podobna do wszystkich. Przeciętny wygląd był w cenie.

Uważasz, że masz przeciętny wygląd?

Ale ja to wiem! ( śmiech). Kiedyś w latach 70,  kiedy zaczynałam, przyjechali filmowcy z NRD i chcieli obsadzić mnie w głównej roli w serialu, oglądali mnie, fotografowali, stękali, i w rezultacie powiedzieli , że nie mogą, bo jestem za brzydka. Tłumaczyli, że w serialu musi być lalka, która z każdej strony będzie dobrze się fotografować, czyli produkt w jakimś sensie doskonały. Ale za to kiedy przyjechali Rosjanie,  powiedzieli, że chcą mnie zaangażować, bo u mnie jest taka „job twoju mać swaboda”, taka wolność wewnętrzna, jakiej oni nie znają.

I zagrałaś u Rosjan?

Nie, bo miałam Leninowi dać kromkę chleba, więc odmówiłam. (śmiech) Miałam być szwajcarską studentką, która uratowała Lenina od głodu. Nie przyłożyłam do tego ręki ( śmiech)

Nie czujesz się z tym źle, że mówisz o sobie – mam przeciętną urodę?

Nie, bo sama tak uważam. Myślę, że jak każdy normalny człowiek nie podobam się sobie i tyle. Każdy normalny człowiek nie jest z siebie zadowolony.

A przykazanie „kochaj siebie”?

Ale „kochaj siebie” nie jest zależne od urody. To coś innego – poznajesz siebie, akceptujesz i w związku z tym idziesz dalej. I to nie oznacza, żeby siebie uwielbiać i uważać, że jest się pięknym, czy nawet ładnym. To zaburzenie umysłowe, naprawdę tak uważam. Chociaż kocham narcyzów, ten kolor w naszym życiu też jest potrzebny. Nigdy nie zapomnę jak kiedyś pan Adam Hanuszkiewicz powiedział, że nienawidził jak robili mu zdjęcia, ale uwielbiał je potem oglądać. (śmiech) On uważał się za pięknego i miał zresztą rację. A to z drugiej strony było to zachwycające!

A Ty lubisz zdjęcia?

Nienawidzę.

Bo wiesz, że jak Krystyna Janda ma przyjść do telewizji, to się cieszymy, ale też wpadamy w panikę typu – „rany boskie, który profil ona woli?”

Odwrotny niż twój. Lubię być fotografowana z lewego profilu. Jest taki program w TVN24, do którego niechętnie  daję się zaprosić, bo tam nie można zmienić ustawienia mebli, tak żebym mogła czuć się komfortowo. Raz byłam i spełnili moją prośbę, ale za to była gruba afera, dlaczego nagle było odwrotne ustawienie? Pytali widzowie.

Czemu Ty się tak upierasz przy tym profilu?

Bo się sobie nie podobam, a jestem próżna i jeszcze bardziej nie podobam się sobie z tej drugiej strony. Tu jestem gwiazdą. (śmiech) Tu robię sobie przyjemność. A poza tym wygląd ma podstawowe znaczenie w tym zawodzie i nie należy tego lekceważyć. Callas ma o tym długi wykład, bardzo zabawny ale i bardzo celny.

Nie przyszło ci do głowy, że Callas osiągnęła wielki sukces, zaśpiewała wszystko, co było do zaśpiewania, ale tak naprawdę mentalnie byłą wciąż grubaską i brzydulą?

Nie , nie to nieprawda, dość wcześnie „osiągnęła właściwy wygląd” jak ona to nazwała. Potem śpiewała jeszcze długo i pięknie. Właśnie to jest ten fenomen. W sztuce osiągnęła wszystko co zamierzała, nawet wygląd. Złamała ją miłość , a właściwie okrutny niewrażliwy mężczyzna. Jeśli chodzi o wygląd, ona potem bardzo się sobie podobała. Była przekonana, że wygląda świetnie i naprawdę wyglądała świetnie. A później już nigdy nie była gruba, tyle że naprawdę kosztem wielu wyrzeczeń..

Ale zanim schudła, zjadła jajo tasiemca i omal nie umarła!

Tak naprawdę nie wiadomo, co zrobiła. Niby zjadła tasiemca, Boże kochany, ale do końca życia jadła te tasiemce? (śmiech) Potem już nigdy nie utyła, więc może bez przesady… Po te tabletki z tasiemcem przyjeżdżała podobno Marilyn Monroe i wiele innych gwiazd.( śmiech) Nie mówmy o tym dalej, bo jeszcze kobietom przyjdzie do głowy zjeść tasiemca…

Wrzesień to także premiera kosmetyków sygnowanych Twoim nazwiskiem.

Tak. Bardzo jestem tego ciekawa. Pewnego dnia przyszedł do mnie pewien mężczyzna, Jarosław Cybulski, powiedział: „Czy pani się zgodzi, żebyśmy zrobili kosmetyki Janda?” Znałam Jarka wcześniej, lubiłam, miałam zaufanie, wiedziałam jakim jest fachowcem. Powiedziałam tak i …teraz wychodzi pierwszych trzynaście produktów. Specjalnie dla mnie był tworzony krem Janda nr.1, którego się używa rano wieczór, we dnie w nocy  jest zawsze ku pomocy. Można go nałożyć na twarz, szyję, na co się chce i działa. Pomaga, rozluźnia, koi, . Trzyma się go w torebce jak przyjaciela (śmiech) pod ręką. Nawet położony miejscowo, na podkład, poprawia wygląd. Lubię go. „Zróbcie mi krem na dzień dobry i na dobranoc” – dokładnie tak wyraziłam moją prośbę i tak zostało w nazwie, Janda nr 1 – krem na dzień dobry i na dobranoc.

Miło jest mieć kosmetyki sygnowane własnym nazwiskiem?

Chyba miło, jeszcze nie wiem. Boję się Polaków. Tu w tym kraju nic co nowe nie uchodzi bezkarnie. Myślenie wielu ludzi tu w tym kraju, jest najpierw negatywne. To jak obowiązek. . No ale, jem to dużymi łyżkami od 45 lat , wiec się przyzwyczaiłam. A nazwisko.? Zobaczyć nazwisko? To miłe. Tak samo miło jak na plakacie zobaczyć „Krystyna Janda”. To po prostu jeszcze jeden element. Ważne, że te kremy są dobre i niedrogie. Teraz premierę mają te, które są przeznaczone dla kobiet, wiosną te dla mężczyzn.

I jeszcze trzecia premiera przed Tobą na początku października – film „Panie Dulskie” Filipa Bajona, który powiedział, że tak naprawdę scenariusz pisał pod Jandę.

Niemożliwe! A to nowość! A ja mu cały czas mówiłam: „Filip, nie chcę grać. Nienawidzę tej sztuki Zapolskiej, nienawidzę Anieli Dulskiej, tego babska!” Ale zagrałam. Zagrałam z odruchu jakby,  takie babony lubię grać najbardziej! (śmiech) Dodatkowo, teraz rzadko gram w filmach, więc każda obecność na planie filmowym jest dla mnie radością.

Bajon umiejscowił akcję filmu w trzech planach czasowych, dzięki temu poznajemy twoją dorosłą córkę (Katarzyna Figura) i dorosłą wnuczkę (Maja Ostaszewska). Zgadzasz się z jego podejściem, że nosimy w sobie różne emocje z poprzednich pokoleń?

Tak, niewątpliwie. Ja to czuję, wychowywała mnie babcia, wiem o jej emocjach dużo, przeniosły się na mnie. Dzisiaj mieszkam z moją mamą, mam córkę, ona ma córki i widzę, że niby wszystko ciągle się zmienia – są różne priorytety, postawy, wybory, ale jeśli chodzi o apetyt na życie, o temperament, czy przede wszystkim o poczucie godności,  jest to wspólne.

A łapiesz się czasem na dulszczyźnie, czy jesteś od niej wolna?

No skąd! Jestem Dulską jak cholera jasna! Ale w takich rzeczach najdrobniejszych, powierzchownych. Uważam po prostu, że wiele rzeczy nie wypada pokazywać i wynosić.

Ale pytam też dlatego, bo żyjemy w czasach totalnego ekshibicjonizmu, kiedy wszystko jest na sprzedaż. Masz swój blog, facebook i piszesz dużo o sobie…

Jeżeli dotykam swoich spraw, to tylko wtedy, kiedy uznaję, że moja historia jest komuś przydatna, to znaczy, że nauczy czegoś  innych, ominą mój błąd albo zastanowią się nad tym samym, czego ja nauczyłam się w sposób bolesny. Nie zdradzam swoich prywatnych rzeczy, jeżeli nie płynie z tego żadna wspólna nauka , czy nie istnieje wspólna płaszczyzna z czytającymi. Pomijając już to, że staram się nie wskazywać ludzi personalnie w negatywnym sensie. Każdy z nas ma do kogoś pretensje i ja też mam wiele pretensji, ale….Pozytywy natomiast…zawsze z nazwiskami i wykrzyknikiem.

Dużym echem odbiła się Twoja opowieść jak jechałaś z koleżanką na wakacje do Włoch i nie umiałyście sobie poradzić z nawigacją. To jest niezły materiał na komedię!

To było naprawdę śmieszne, ale myślę, że naprawdę dużym echem odbija się zajmowanie jednoznacznego stanowiska w sprawach ogólnych. Polacy wciąż nie są ani tolerancyjni, ani demokratyczni.  Niewinny wpis w trakcie kampanii prezydenckiej, zresztą zgodny z moimi poglądami stałymi od lat, z moim rodowodem artystycznym także, wywołał dopiero teraz grzmot, po miesiącu, kiedy ci dotąd siedzący pod miotłą podnieśli głowy. ( To osobna sprawa , ta odwaga tych na wozie, zawsze wtedy widzę mojego wiernego psa, który tyko wtedy szczeka na kogoś  kiedy ja podniosę na tego kogoś głos, u mojego psa to słodkie, ale wśród ludzi małe. ) Oczywiście jak zwykle, przeinaczenia, tendencyjność, wyrywkowość i zła wola, no i sposób żeby za pomocą mojego nazwiska przypomnieć lub zawiadomić o sobie. Ja nie mam nic do ukrycia więc mi to „ zwisa kalafiorem” jak mawiał młodzieżowo mój dziadek, ale ludzie nie umieją spojrzeć obiektywnie ani z jednej ani z drugiej strony, lubią być w chórze. A ja no cóż…jestem szefową fundacji, mam na głowie dwa teatry, walczę o granty, nie dla siebie prywatnie, ale na kulturę, na sztukę, nie wstydzę się tego i mam w nosie w jakiej partii jest urzędnik  z którym przyszło mi rozmawiać, czy do którego składam wniosek artystyczny. On ma wykonywać swoje obowiązki, dokładanie tak jak ja. A jeśli chodzi o Czechowa, Becketa czy polską klasykę , czy w ogóle teatr, orientacja polityczna jest na dalekim końcu spraw. No i przede wszystkim, od kiedy artyści za złotówkę przyznaną z pieniędzy społecznych, mają być prywatnie grzeczni i lojalni wobec partii do której należy urzędnik? W ogóle w stosunku do jakiejkolwiek partii? To całkowita nowość , nawet dla mnie która przeżyłam większość życia w socjalizmie z silną cenzurą. Urzędnik jest tylko i to najczęściej przypadkowo, decydentem w sprawach sztuki, dzieli społeczne pieniądze a nie pieniądze partii, a ja nie jestem znikąd, można mieć nadzieję że coś z tego co planuję będzie artystycznie, zaufać że  każdą złotówkę a nawet grosik pomocy od Państwa, zamieniam w złoto duchowe, w tym trudnym dziele którego się podjęłam. Zresztą udowadniam to nie od dziś. .

I jak się z tym wszystkim, ty artystka, czujesz?

Nie wiem. Nijak. Tak sobie wybrałam i nie jestem naiwna. Na szczęście , pracowita, utalentowana i dość odważna. Zbudowałam swoje nazwisko i markę ciężką pracą , latami, przechodząc koło każdej władzy wcale nie na paluszkach. Za każdym razem występowałam o granty i to były takie same granty przyznane mi przez PiS jak i przez PO czy SLD a nawet PSL. To są pieniądze publiczne. Udało mi się ich dostać niewiele, nigdy więcej niż 10% naszego rocznego budżetu. To mało, dużo za mało, niezależnie od władzy z którą rozmawiałam. Resztę wypracowujemy sami.

Pamiętam jak opowiadałaś mi, że szukając miejsca na teatr udałaś się do nieżyjącego prezydenta Kaczyńskiego, który był wówczas prezydentem Warszawy; usłyszałaś: „A pani w ogóle umie prowadzić teatr? I przepraszam, bo nie mam czasu”.

A jednocześnie jego żona, pani Maria, rozumiała wszystko jak rzadko kto. Przychodziła do teatru na premiery i była emocjonalnie z nami związana, jak i z wieloma warszawskimi teatrami, bo lubiła teatr i znała się na nim. Także, to w ogóle nie polega na tym, kto jest z jakiej partii.

Będziesz wdawała się w dyskusję i odpowiadała na te wszystkie „hejty”?

Nigdy nie odpowiadam na takie rzeczy. Niech piszą, co chcą. Przecież ja jestem gwiazdą. (śmiech)Mam swój świat, wyobraźni, wspólnoty z publicznością, mam swoje miejsce. Nie ma cenzury, nie mogą mnie jak w dawnych czasach zdjąć ze sceny, wywalić z telewizji czy z gazety, bo są różne gazety, różne telewizje, a ja stworzyłam teatr według swoich gustów. Pieniądze, które tak mi wytykają, pomogły nam (w niewielkim zresztą stosunkowo stopniu) w zbudowaniu teatru, który działa tak, że nie ma porównania z większością państwowych – więc o czym my mówimy? Wszystko jest w papierach – niczego nie ukradłam, nie sprzeniewierzyłam, nie wydałam na siebie. Zajmijcie się sobą.

A jak będą utrudniać Ci życie?

Trudno. Mam szerokie, bogate, atrakcyjne plany artystyczne, jestem w świetnej formie zawodowej, póki co zawsze znajdę wariata , który zapłaci za bilet żeby zobaczyć co tam gram i o czym. Mnie cieszy to, że dwa miesiące po premierze Callas pojadę do Mediolanu, pójdę jej śladami i zobaczę wszystko, co tylko możliwe. Potem jadę na Sylwestra, a w marcu na narty. Myślę, że to całkiem miłe plany.

A masz stracha przed premierą?

Nie.

Jak to nie?!

Nie. (śmiech) To będzie tylko przyjemne.

Prawda, zapomniałam, że spektakle są dla Ciebie środkiem uspokajającym.

Tak. Szczególnie ten, który przed nami. W Och-Teatrze. Callas nam pomoże .

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.