01
Styczeń
2003
00:01

Aktorstwo

MS: „Sądzę, że nawet w najgorszym sitcomie można zagrać nadzwyczajnie, tylko po co?” – tak skomentowała Pani niedawno pytanie o role w serialach. Czy często pyta Pani siebie „po co?” i rezygnuje?

KJ: Tak, dość często. Od dawna już robię to, co naprawdę uznaję za interesujące lub potrzebne, albo dlatego, że mam na to ochotę. Bardzo to miły stan. Oczywiście przynajmniej połowę z moich zawodowych przedsięwzięć powoduję „sama”. Odkąd zaczęłam reżyserować.

MS: Czy dokonując artystycznych wyborów teraz, wybierałaby Pani role podobnie? Jest jakaś, której Pani szczególnie żałuje, (że zagrała lub, że właśnie nie)?

KJ: Nie, niczego nie żałuję. Wydaje mi się, że nawet, jeśli się myliłam, to i tak umiałam potem wyciągać z tych pomyłek wnioski. Żałuję natomiast, że do tylu naprawdę interesujących produkcji, przedsięwzięć nie doszło. Że nie pozwolili na to decydenci w tych sprawach. Że wiele z moich artystycznych marzeń przepadło. No, ale tak to jest. Nie można mieć wszystkiego. I tak mam wielkie szczęście w tym względzie.

MS: Dobre, przekonywujące aktorstwo to kwestia doskonale opanowanego rzemiosła czy raczej natchnienia (wyobraźni?), które pozwala wejść w zupełnie obcą psychikę? Pani bardziej „gra” czy „przeżywa”? I czy w ogóle da się postawić taką granicę?

KJ: I tego, i tego oczywiście. Ale oczywiście, że…. gram. Konstruuję, planuję. Układam. Komponuję. To jest zawód. Przeżywam także, ale w sposób kontrolowany. Przede wszystkim. Ale nie podejmuję się tutaj przeprowadzić poważnej analizy procesu grania. I nie wydaje mi się to aż tak interesujące, aby się o to kusić.

MS: Czy czuje się Pani artystką „w służbie narodu”? Zagrałaby Pani (zagrała?) coś bez wewnętrznego przekonania, z poczucia obowiązku (patriotycznego, społecznego, artystycznego..)?

KJ: Tego rodzaju kino, role, się skończyły razem z Kinem Moralnego Niepokoju, jak go nazywano. Tylko w takich filmach można było pomylić mnie prywatną z graną postacią. Dziś już takich filmów się nie robi. I role, które gram, w żaden sposób nie mogą być ze mną, Krystyną Jandą; Polką, kobietą, matką, żoną 2003 – mylone. Ale wtedy, w tamtych czasach rzeczywiście grałam role, opowiadałam tematy, z którymi „rymowałam się” osobiście. Zgadzałabym się z wymową, ideą tego, co gram. Zresztą i teraz my, aktorzy, ludzie publiczni wciąż świadczymy usługi dla Narodu. Ale inaczej i całkowicie już prywatnie. Włączamy się w sprawy charytatywne, ekologiczne, pomocy słabszym, ratowaniu zabytków itd. itd. Są to zresztą indywidualne wybory każdego z nas i swoistego rodzaju potrzeba pomocy innym, przy wykorzystaniu dorobku zawodowego i nazwiska. Teraz namawiamy na wejście do UNII….. Choć ja wolę zawsze grać i służyć wzruszając, poruszając, ucząc……

MS: Nie ma Pani czasem wrażenia, że ktoś przyprawił Pani Gombrowiczowską „gębę” identyfikując Ją z granymi postaciami, w tym – niezmiennie – z Agnieszką z filmu Wajdy? W jaki sposób się Pani przed tym broni?

KJ: Nie, to akurat poczytuję sobie za zaszczyt. Bronię się? Robię wszystko, żeby nie stracić zaufania społecznego i autorytetu zbudowanego właśnie poprzez granie między innymi w filmach A. Wajdy z tamtych czasów. Bronię się? Przed czym? Zaszufladkowaniem, jednoznacznością? Nigdy nie było takiego zagrożenia.

MS: Przy okazji premiery „Mewy” często pytana jest Pani o kwestie związane z wiekiem, przemijaniem, żalem za niewykorzystanymi okazjami, bo tak kojarzy się postać głównej bohaterki Czechowa. Jak Pani sądzi – czy te problemy bardziej „przynależą” kobiecej płci czy raczej aktorskiej kondycji Arkadiny?

KJ: Chodzi w ogóle o upływ czasu, przemijanie w wielu aspektach zagadnienia. W „Grze” jest także starzenie się jej środków wyrazu jako aktorki, jej teatr, rodzaj teatru, który uprawia, ale to tylko jeden z elementów….

…I NIE TYLKO

MS: Czy różnego rodzaju – jeśli można tak nazwać;-) – czynności artystyczne podejmowane przez Panią (pisanie, malowanie, fotografowanie, aktorstwo, śpiew, reżyseria) potrafi Pani ustawić według osobistej hierarchii ważności? Jeśli tak – skąd taka, a nie inna, kolejność?

KJ: Nie. Po co zresztą. Robię to, co w danej chwili jest mi potrzebne. Ale jestem aktorką przede wszystkim i niewątpliwie.

MS: W Pani życiu jest miejsce na muzykę, na literaturę, na to wszystko, co stanowi o życiu innym niż zwyczajna egzystencja „od pierwszego do pierwszego”. Jak Pani sądzi, gdyby inaczej potoczyły się Pani losy, też miałaby Pani na to czas? Dlaczego ludzie w miarę upływu lat tracą zdolność zachwytu nad czymś więcej niż nową kanapą w salonie czy podwyżką pensji?

KJ: Myślę, że większość z nich rozczarowuje życie i los. Że im większy dysonans między ich marzeniami, planami i oczekiwaniami a tym, co osiągają, tym większe rozczarowanie i apatia, niechęć do walki o siebie. Poza tym ludzie robią się leniwi, kiedy sami sobie ustalają rytm …. a rozczarowanie zniechęca i zwalnia….

MS: Czy ma Pani poczucie, że wiele, o wiele więcej osiągnęła niż ludzie, z którymi zaczynała Pani w Starachowicach? Od czego to zależało?

KJ: Przede wszystkim osiągnęłam więcej niż sama pragnęłam i zamierzałam. Żyję, myślę, działam, robię, a rezultaty mnie zaskakują… tyle. No i nie oglądam się na innych. Ufam sobie i swoim apetytom…

MS: Czy lubi Pani siebie? Jeśli tak, to za co najbardziej?

KJ: Lubię. Ale moja mama też siebie lubi, i siostra, i lubimy świat i dzień, i myślę o tym tak właśnie, bo jest to jakby cecha rodzinna. Mojej mamie dobrze jest, zawsze, wszędzie, i z każdym, i w każdej sytuacji. To zdumiewające. To mnie samą zachwyca i wydaje mi się, że mam choć trochę podobnie do niej…

MS: Udaje się Pani harmonijnie łączyć życie osobiste i zawodowe. To dar od losu czy świadoma i wypracowana strategia? Zawsze tak było, czy musiała się Pani tego nauczyć?

KJ: Nie, to sprawa organizacji i modelu życia. Żyję w harmonii z domem, pracą, otoczeniem, – przy pomocy wielu ludzi, a przede wszystkim męża i mamy. Moje życie to praca, to wysiłek grupy ludzi, także gosposi a teraz i moich dzieci, które muszą być samodzielne….

MS: W jaki sposób „dojrzała” Pani do Internetu? To dość nietypowe hobby, zupełnie nie mieści się Pani w profilu przeciętnego użytkownika, jakim jest młody mężczyzna z dużego miasta.

KJ: Dojrzałam? Jestem człowiekiem mediów. Rozglądam się w świecie. Urzekła mnie wolność, jaką ofiarowuje Internet twórcy, a potem siła, jaką rozporządza….. tyle lat musiałam pytać jakichś ludzi czy mi coś wolno, oni mi mówili, że jeśli wolno to jak wolno, kiedy wolno, dlaczego ….Teraz jestem u siebie i to ja decyduję jak, co, kiedy i czy w ogóle, i nikt mi niczego nie zabrania, nie pozwala i nakazuje….

FELIETONY

MS: Własną felietonistykę traktuje Pani jako odpoczynek, odskocznię od aktorstwa, czy też zajmuje w Pani życiu miejsce równie ważne, jak ono? Czy to się zmieniło na przestrzeni lat? Dlaczego?

KJ: Jako pracę. Zaproponowano mi kiedyś zabieranie głosu w tej formie i skorzystałam z tego. Teraz lubię pisać, lubię formę felietonu, lubię tak formułować myśli. To rodzaj jeszcze zupełnie innego kontaktu z ludźmi, a ja się lubię z ludźmi porozumiewać, rozmawiać, wymieniać myśli….

MS: Jak wynika z różnych wypowiedzi, jest Pani rzeczniczką „usługowości” teatru wobec publiczności. Czy literatury również? Czy Pani felietony też można wpisać w ten nurt?

KJ: Tak.

MS: Czy w swoich felietonach powołuje się Pani na fikcyjne osoby, sytuacje, by odpowiednio zaprezentować jakiś problem, czy też wszystko jest z „życia wzięte”? Rodzina i znajomi nie protestowali?

KJ: Bywa to różnie, zależy od tematu, który wpadnie mi do głowy. Ale piszę 12 lat, nigdy nikogo nie naraziłam na szwank…. Czy choćby frustracje z powodu mojego zapisu.

MS: Jak – w warunkach domowych – można być kobietą kapryśną, tajemniczą i nieobliczalną nie rujnując życia bliskim? A na serio – tzw. kobiecość to rzecz wrodzona czy nabyta?

KJ: Kobiecość to inteligencja i wyczucie, kiedy i w jakim stopniu, i w którym momencie sobie na tę kobiecość można pozwolić. Kobiecość to kobieca delikatność, takt, poczucie humoru, praktycyzm, odwaga, realizm, uczuciowość, emocjonalność, nieobliczalność, nielogiczność, intuicja, a przede wszystkim uwaga skierowana na innych (w domyśle – dziecko i mężczyzna) a na siebie …. itd., itd.

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.