01
Październik
2016
10:10

AKADEMIA TEATRALNA – WYKŁAD INAUGURACYJNY – ARTYSTA WSPÓŁCZESNY

ARTYSTA WSPÓŁCZESNY

Wykład inauguracyjny wygłoszony w Akademii Teatralnej im. A. Zelwerowicza
w Warszawie

 

Krystyna Janda

 

Szanowne Panie, Panowie, Moi Drodzy!

Skończyłam te szkołę dawno temu, w tym roku upłynęło 45 lat mojej pracy artystycznej. Wspominam lata tu spędzone z rozrzewnieniem, ale też pamiętam, ile lęku, obaw i nadziei im towarzyszyło. Ile łez i nieprzespanych nocy, ile szczęśliwych chwil. Jesteście w cudownym momencie, wszystko może się zdarzyć i świat jest przed Wami. Zazdroszczę Wam i współczuję. Zaczynacie tę drogę w trudnym czasie.

Ponad 20 lat żyłam i uprawiałam ten zawód w socjalistycznej Polsce, z cenzurą i brakami w każdej dziedzinie. Przede wszystkim z brakiem dostępu do świata i jego kultury. Dziś dostęp jest nieograniczony, a w Internecie są nie tylko obrazy wszystkich galerii świata, spektakle i filmy, książki, także wszystko lub prawie wszystko, co było zanim Wyście się pojawili, historia sztuki, którą należy znać i szanować. Macie wszelkie informacje i teksty.  Można z tego korzystać nieograniczenie. A, jak powtarzam, nie zawsze tak było.

Zawód artysty to zawód specjalny, możliwość kreacji to dar bezcenny. Szansa publicznej wypowiedzi artystycznej to i odpowiedzialność, i wielkie zadanie. Artyści różnie je traktują i tworzą z wielorakich powodów. Uprawiają sztukę dla sztuki, dla siebie i dla innych, ale zawsze mają nadzieję, że to, co robią, trafia do ludzi i ma dla nich znaczenie. Można też uprawiać sztukę dla pieniędzy i prywatnej satysfakcji, to nie jest naganne. Ale aktor i reżyser bez publiczności nie istnieją, muszą być rozumiani przez sobie współczesnych, trafić w czas, a to nie łatwe… Pamiętajcie też, że to ten rodzaj sztuki, który starzeje się i w formie, i treści najszybciej.

Dziś chcę Wam jednak przypomnieć, że aktorstwo, reżyseria, właściwie każdy rodzaj sztuki to także zawody „społeczne”. Artyści są zależni od czasu, w którym żyją, od miejsca, okoliczności. Zależni od sytuacji społecznej i politycznej, obyczajowej. Także finansowej.  Słowo „posłannictwo” bardzo się wyświechtało, często jest lekceważone, wywołuje uśmiech, ale jego sens jest niezmienny. Sztuka ma za zadanie kształcić, zmieniać, edukować, poszerzać horyzonty, humanizować. W trudnych czasach, tak to enigmatycznie nazwijmy, artystom nie powinno być wszystko jedno, co mówią i dlaczego, w jakich kontekstach i znaczeniach funkcjonują ze swoim „dziełem”. A z tym było różnie, w tamtych czasach bez wolności i coraz częściej teraz. Mówi się w kręgach artystów, że wielka sztuka jest ponad czasem, polityką, sytuacją, że jest większa niż chwila i sytuacja. Bardzo mnie to dziwi i niepokoi. Wiem, że jest wielu, którym jest obojętne, co mówią i jaki to ma odbiór, wymowę, stawiają siebie i swoje artystyczne wypowiedzi ponad codzienność, jak to nazywają. Moim zdaniem tylko częściowo mają do tego prawo. Czy dzieło teatralne, filmowe, książka, obraz, utwór muzyczny mogą zmienić świat? Pewnie nie, choć w naszej historii mamy przykłady, że jest to możliwe.

Namawiam Was, korzystając z zaproszenia mnie na dzisiejszą uroczystość, do odpowiedzenia sobie na kilka podstawowych pytań: Kim jestem? Gdzie żyję? Jaki mam światopogląd? Jakim jestem człowiekiem? Jednym słowem do określenia, wyrobienia własnego widzenia siebie i świata. Zrozumienia zasad moralnych i etycznych, które są Wam bliskie. Określenie własnych granic wolności i intymności, poza które zdecydujecie się nie wychodzić. Namawiam Was do ustalenia własnych zasad i norm i do wierności im. Namawiam Was do zdobywania wolności w życiu i sztuce. Do uprawiania tych zawodów według siebie. Nie wszystko powinno być na sprzedaż i nie wszystko ma swoją cenę. Są rzeczy bezcenne i te warto zachować.

Aktorstwo, reżyseria to tajemnicze zawody, posługują się wyobraźnią, talentem, wrażliwością, umiejętnościami zawodowymi, rzemiosłem i miarą Waszego człowieczeństwa, wiedzą o naturze ludzkiej, jej pięknie i brzydocie. Ale też musicie mieć świadomość, że paradoksalnie niczego się tu nie da zagrać, nikogo oszukać. Ze sceny, z ekranu, widać jakkolwiek byście interpretowali kim jesteście. I widać to zawsze, najdrobniejszymi szczelinami świetnie skonstruowanej roli czy utworu. Od lat twierdzę, że nie ma wielkiego aktorstwa w marnych ludziach i nie ma też wielkiej sztuki w miałkich, pokrętnych umysłach. Niezależnie od roli, jaką się przyjęło, czy tematu, który się porusza. Miarą człowieczeństwa jest sposób, w jaki się opowiada o dobru i złu, o miłości i nienawiści, okrucieństwie i ohydzie tego świata, i miarą waszego człowieczeństwa jest sposób, w jaki rozmawiacie z odbiorcami o cudzie i urodzie świata, w którym żyjemy.

Są artyści jak płomienie i są tzw. robotnicy scen oraz ekranów, wszyscy są potrzebni, bo dzieła teatralne i filmowe to sztuka zespołowa. Jedni są bardziej swobodni w wyborach artystycznych, inni mniej. Ważne jest jednak, żeby nic nie robić wbrew sobie i aby być suwerennym i w harmonii z tym, co czujecie i myślicie. Najmniej trwałym fundamentem tych zawodów jest kłamstwo, a budowla zbudowana na fałszu, niezgodzie na coś czy upokorzeniu rozpada się najszybciej. Celowo używam słowa upokorzenie, bo bywa ona często obecne w tych zawodach.

Teatr to dziedzina w sztuce bodaj najpiękniejsza, jednoczy w sobie wiele sztuk, ale też jest to miejsce dające największe możliwości kreacji. Film jest najczęściej sztuką dosłowną, w teatrze wyobraźnia i niedomówienie mają znacznie więcej miejsca. Wchodząc nawet na pustą scenę, możecie przedstawić nawet niuanse skomplikowanych spraw, opowiedzieć o człowieku, o sobie. Wzruszyć, zdenerwować lub rozśmieszyć. Sprowokować i poruszyć. Pod warunkiem, że umiecie mówić, umiecie porozumiewać się z publicznością i macie do tego narzędzie, jakim jest rzemiosło. Rozumiem to i doceniam dopiero dziś, po tylu latach pracy, po wielu, wielu godzinach na scenie i planie filmowym. Bez rzemiosła nie ma wielkości, trzeba liter, żeby napisać zdanie, czytelnych słów, żeby przekazać myśl. Ale aktorstwo, spektakl wtedy są najpiękniejsze, kiedy opowiadają tak, że nie da się tego opisać słowami. Kiedy brakuje słów zaczyna się aktorstwo, coś, czego nie da się opowiedzieć, trzeba zagrać.

Sukces, szczęśliwe długie życie w tym zawodzie nigdy nie wynikiem przypadku. Jak powiedziała Maria Callas, którą gram: „[] sztuka to wielka praca, wieczne zmiany, inspiracje, wiedza o ludziach i świecie, ale trzeba pamiętać o prawidłowej emisji, dykcji i o uczuciach”. Puste konstrukcje to „gówno” jak się wyraziła. Talent, geniusz tak, oczywiście, bez tego jest się nikim, ale żeby wyrazić talent i człowieczeństwo, trzeba mieć środki wyrazu. I tego – teoretycznie macie się tutaj zacząć uczyć. W tej szkole, w tym budynku. I jeszcze jedno: nikt Was tego nie nauczy. Musicie nauczyć się sami. Możecie tu spotkać osobowości, artystów, sposoby myślenia, ludzi, którzy Wam uchylą drzwi, ale otworzyć je i wejść musicie sami. Ten budynek to tylko i aż tyle: sale do ćwiczeń i prób, miejsce do popełniania błędów i poszukiwań i… czas, czas, którego później już nigdy nie będzie.

Poszukajcie tutaj siebie. Określcie się. Spójrzcie na siebie w lustrze i zrozumcie, co obiecujecie, wchodząc na scenę lub przed kamerę, odezwijcie się i usłyszcie, czy to, co z Was wychodzi, brzmi prawdziwie i jest przekonujące, i na tym budujcie. Nie budujcie na wyobrażeniach czy marzeniach o sobie, tylko na tym, kim jesteście. Polubcie siebie, to wasz obowiązek. Ale przede wszystkim trzeba rozumieć, co się gra i dlaczego, co się opowiada i z jakiego powodu. Nie kłamać ani przed ludźmi, ani przed sobą. I bądźcie dla siebie surowi. Wymagajcie od siebie. Nie bądźcie zadowoleni z byle czego.

Uważa się, że w literaturze jest wszystko, że opisano wszystkie ludzkie uczucia, stany, myśli, sytuacje, lęki… wszystko. A potem jest aktorstwo. Warto znać kanon światowej literatury, żeby być świadomym artystą, wiedzieć, że wszystko już było, zmienia się tylko forma, sposób, ale… każde pokolenie ma prawo do własnych wypowiedzi, nowych sposobów, interpretacji i form. Walczcie o to. Opowiadajcie na swój sposób. Nie dajcie się zwieść innym. Tylko odwaga i ryzyko się opłaca. Niekonwencjonalność i brak konformizmu, wyrażanie własnych uczuć znanych od wieków po swojemu ma siłę. Przyciągnie widza bo jest prawdą. I strzeżcie się wymuszonej, wymęczonej, pustej, zbudowanej na pozorach awangardy, bo to trwa krótko. Tylko autentyczna potrzeba wypowiedzi ma wartość.

A teraz na koniec. Musicie grać i tworzyć, dla pieniędzy… ale czasem dla własnego zbawienia, jak mówi Callas. To nie są zbyt duże słowa. Na koniec spektaklu powtarzam jej monolog i za każdym razem mnie zachwyca jego prostota i wiara w to przesłanie: „Wybierając sztukę, przyczyniamy się do tego, żeby ten świat stawał się piękniejszym i lepszym. Że zostawiamy go mądrzejszym i bogatszym dzięki sztuce…”. Pretensjonalne? Naiwne? Mam nadzieję, że nie i że Wy myślicie podobnie. Na marginesie: z innymi zdaniami, które wygłaszam jako ona, generalnie się zgadzam, ale ze zdaniem „Sztuka to piękno” nie do końca. Wiele się zmieniło i nie ma co tęsknić.

Życzę Wam wszystkiego dobrego. Wielu uniesień, objawień, odkryć. Ten zawód, szczególnie zawód aktora, to sprzedawanie uczuć, własnych uczuć i emocji. To boli. Niezrozumienie boli i brak akceptacji boli najbardziej. Ale chroń Was Boże od upokorzenia, od odejścia od własnych poglądów i wstydu za to, co się gra i jak się gra.

I jeszcze jedno: nie warto tym zawodom oddawać wszystkiego, wszystkiego… To jest zawód, a nie życie. Pamiętajcie.

Jest taka wspaniała anegdota: królowa Wiktoria pewnego dnia zachorowała. Zbadali ją lekarze i uznali, że cierpi na melancholię, smutek, depresję. Zapytali ją, na co miałaby ochotę, co mogłoby ją rozweselić czy pocieszyć. Odpowiedziała, że chciałaby spędzić noc z Aleksandrem Wielkim. Wtedy lekarze poszli do ówcześnie największego aktora – Edmunda Keana – i poprosili: „Mistrzu, królowa chce spędzić noc z Aleksandrem Wielkim, niech mistrz się ucharakteryzuje, przebierze w stosowny kostium i pójdzie do królowej”. Rano królowa czuła się lepiej. Kolejnego wieczora zapytali znów, na co miałaby ochotę, odpowiedziała, że chciałaby spędzić noc z Juliuszem Cezarem. Lekarze poszli wtedy do Keana i powiedzieli: „Mistrzu, tym razem zadanie jest proste Juliusz Cezar. Ma mistrz właśnie tę rolę w repertuarze, proszę się ucharakteryzować, założyć kostium i pójść do królowej”. Rano królowa czuła się lepiej. Trzeciego wieczoru, kiedy ją zapytano, odpowiedziała, że chciałby spędzić noc z Edmundem Keanem – największym aktorem szekspirowskim. „Mistrzu tym razem zadanie jest arcy proste. Królowa chce pana”. I wtedy Kean miał podobno odpowiedzieć: „Panowie, to jest absolutnie niemożliwe, prywatnie jestem impotentem”.

I tego Wam życzę. Chrońcie swoją prywatność.

Zachowajcie poczucie sensu.

Dobrego roku. Wielu pomysłów i sukcesów. Powodzenia i aplauzu. Szczęścia. Uznania publiczności. I bądźcie wierni sobie.

I… nie miejcie wszystkiego w d… tak mi ostatnio powiedział młody aktor, kiedy zapytałam, jak mu się podoba to wszystko dookoła. „A ja mam wszystko w d…!”. Nie warto mieć wszystkiego w d…, bo to, co mielibyście ewentualnie w d…, wpływa i na waszą sztukę, i na Wasze życie. I sztuka, i życie potrzebują zaangażowania.

Warszawa, 01.10.2016 

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.