01
Lipiec
1997
00:07

Felieton-Uroda, nr 7/1997

zobacz zdjęcie

Zbawienie i przekleństwo

I znów czekam na nową gosposię. Po raz któryś, nowy człowiek w domu, po raz któryś, niewiadoma. Po raz któryś, ciekawość z kim przyjdzie dzielić dom .

Miałam gosposię od zawsze, pierwszą zaangażowałam jeszcze podczas studiów, kiedy zaczęłam łączyć obowiązki studentki i młodej żony, siódmym zmysłem przeczuwając że to będzie moje zbawienie i przekleństwo , a w każdym razie warunek sine qua non mojej przyszłej pracy. Pani Honorata, ukochana, z którą przeżyłam 11 lat, która zapewniła mnie i mojemu dziecku spokój i poczucie bezpieczeństwa na tak długo. Ale o Honoracie napisałam kiedyś duży felieton w Szpilkach, mogłabym napisać książkę, ciągle ją wspominam, cytuję, nie mogę dalej bez niej się obejść. Ja ją nauczyłam pisać, czytać i „znać się na zegarku”, jak mówiła, a ona nauczyła mnie…. żyć. To była wielka osoba. Posługiwała się jedną prostą filozofią…im dalej do kościoła tym większy odpust – rozgrzeszenie, czyli …im trudniej tym lepiej. I dzięki tej prostej zasadzie żyła szczęśliwa i obdzielała tym szczęściem wszystkich dookoła .

Po niej było ich wiele, a to co z nimi przeżyłam to moje. Mnie i moje z nimi przygody mogę potraktować filozoficznie, ale to co przeżyła z nimi moja córka, to już zupełnie inna, poważna sprawa. Myślę że będzie to miało wpływ na całe jej życie i nie wiem jeszcze, czy to dobrze czy źle.

Mnie lubiły, bo się nie wtrącałam, nie zaglądałam do portmonetki,, garnków, a dla dobra naszego domu, byłam gotowa im się podporządkować, z czego bardzo szybko zdawały sobie sprawę. W każdym razie nasze życie dzielę na przed i po Honoracie, a po, była najpierw:

1/ Młoda, co przyszła, położyła się do łóżka i pierwszego ranka oświadczyła że jest chora. Podałam jej śniadanie, odwiozłam do szkoły dziecko i pojechałam karmić łyżeczką Honoratę w szpitalu, bo tego wymagał jej stan. Potem na plan filmowy cos zagrać, itd., itd. Po kilku dniach zadzwoniłam do przyjaciółki płacząc, że męża nie ma, młoda nie wstaje bo mówi że jest w ciąży i źle się czuje a nie mam siły jej wyrzucić, dziecko ma temperaturę a ja muszę grać. Przyjaciółka, wywiozła ją samochodem w nieznanym kierunku., mówiła potem że do jej wsi.

2/ Następni,, pięćdziesięcioletni, Romeo i Julia ze Śląska. Wzruszyła mnie do łez ich miłość. Musieli ukrywać się przed dziećmi które nie pozwalały im się kochać i ich wygnali. On pracował jako palacz w jednym z podwarszawskich hoteli,, ona u nas / gotowała genialnie /, spotykali się w soboty i niedziele, u nas. Po jakimś czasie znikneli , a po nich została cale szafa pustych buteleczek po spirytusie salicylowym, który oboje widocznie lubili.

3/ Majorowa. Jak się potem okazało, wdowa po majorze, ale z UB. Bawiła mnie opowiadaniem jak nieboszczyk maż, pijany, budził nocą, jej czwórkę dzieci, , ustawiał w dwuszeregu i z pistoletem w ręku , odpytywał z matematyki . Odjechała radiowozem milicyjnym , zawołanym przez moich sąsiadów zaniepokojonych bagażami które ode mnie wynosiła pod moją nieobecność.

5/ Kolejnym „ skarbem „ jak je nazywali moi znajomi, była Ela . Zabłysnęła tym że jej narzeczony , perkusista jednego z zespołów rockowych , budził mnie regularnie o 2- giej w nocy, pijany i prosił do telefonu Elżunię. Na moje delikatne uwagi dotyczące godziny , mówił : – Pani też jest artystką , jak ja , więc Pani mnie rozumie. Dodatkowo Ela lubiła się ubierać w moje rzeczy i kłaść na tapczanie koło mojego męża żeby sobie z nim obejrzeć telewizję, kiedy ja byłam w teatrze. Mąż robił mi potem w nocy awantury i kazał ją wyrzucać , ja mówiłam że nie mam czasu szukać kogoś nowego , no a poza tym Ela przecież tak kocha Marysię , nie możemy tego zrobić dziecku.

6/ Bezdomna z Dworca Centralnego co się przespała, najadła, umyła i wzięła sobie mój szlafrok w prezencie .

7/ Fantastyczna Helenka , która sprzątała 20 godzin na dobę , za to , nie lubiła gotować i dzieci . Skarżyła na Marysię że ta / przepraszam za słowo/

n a h a r h a ł a jej, na świeżo umytą szybę. Nie wolno było nam w domu nic ruszać, chodzić ,żyć, bo brudziliśmy. Porostu Brylant.

8/ Baba co przyszła podpierając się kijem . Opowiedziała historię swojego życia doprowadzając mnie do łez żalu i współczucia tym bardziej, że cały czas rzucał się na nią nasz pies , jakby czuł że coś jest nie tak , i słusznie . Okazała się leczoną schizofreniczną, a w jej papierach ani książeczce zdrowia nic nie było , bo podobno nie wolno tego wpisywać żeby nie dyskryminować człowieka . Zamknęła na cały dzień Marysię samą i poszła gdzieś z kijem . Na szczęście dziecko przygotowane już po poprzednich , na wszelką okoliczność , zawsze miało telefon Babci w kieszeni , w fartuszku.

9/ Potem dwie po kolei co za wszelką cenę chciały wyjść za mąż .Jedna miała 20 lat , druga 60. Wysyłały tony listów w rozmaitych kierunkach . Przy czym młoda chciała koniecznie wyjść za mąż za któregoś z moich znajomych , wszystko jedno którego . Przy każdym gościu siadała pierwsza na kanapie i zabawiała ich rozmowa, fizyka – o fizyce , reżysera – o reżyserii , malarza – o malarstwie. Ja podawałam herbatę, a ona wszystkim dawała do zrozumienia, /oprócz mojego męża, bo jego się bała jak ognia/ , że żyć z aktorką to koszmar , a ona inteligentna , domowa i do tego lubi wyszywać . Moi znajomi zwozili jej z całego świata jakieś makatki do wyszywania, bo w Polsce wtedy o to było trudno. Druga, ta starsza, jeździła na randki po całej Polsce, w mojej najlepszej bieliźnie. Żałuję tylko mojej czarnej koszuli nocnej Palmers’ a, niczego więcej , dom był zadbany .

Mogłabym tak pisać długo , bo było ich wiele. Drugiej Honoraty nigdy. Od kilku lat mieszkam na nowo z mamą , która zawsze jest w domu. Skończyły się moje bóle brzucha, telefony , oszalałe jazdy do domu w trakcie dnia zdjęciowego , żeby sprawdzić sytuację , nieprzespane noce w hotelach , namawianie przyjaciół żeby u nas pomieszkali kiedy nas nie ma.

Byłam młoda , młodsza. Marysia ma 21 lat. Gdybym dziś miała zostawić moich dwóch małych chłopczyków z kimś obcym , bez kontroli mojej mamy – zwario-

wałabym.

Jeśli kiedyś miałabym napisać swoją biografię , napisałabym o moich gosposiach przede wszystkim. Dopiero potem dopasowałabym do nich, role które zagrałam, , ludzi których spotkałam , z którymi pracowałam. Każda z nich w zamian za możliwość pracowania , była królową naszego życia, władczynią naszych dni , sprawczynią naszych szczęść i nieszczęść domowych ,dopiero potem były plany filmowe, festiwale, wyjazdy, teatr, reżyserzy. Zagrać rolę, zrobić film to był drobiazg , gosposia to był problem. I za każdym razem scenariusz się powtarzał, ,my staraliśmy się je traktować nadzwyczajnie, jak członków rodziny, a one po jakimś czasie przestawały rozumieć dlaczego ja to ja a one to one . Moim mężem nie chciały być , ja byłam ich marzeniem.. Rozumiały jedno , że cała ta sytuacja jest niesprawiedliwa i nie z ich winy .A pomiędzy mną i nimi nie ma żadnej różnicy, co więcej one wypadają jak się zastanowić korzystniej pod każdym względem.

Kto przyjedzie teraz ? Może Honorata ?

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.