26
Luty
2004
22:02

1%

Powtórzono mi, że dziecko znajomych, pytane, co mu się najbardziej podobało w Paryżu, odpowiada: „Pani Ania”. Dziecko, chyba ci coś zapiszę w testamencie.

I proszę: ucieszyłam się. Mimo że znam życie, a jakże, i powtarzam sobie po sto razy dziennie, że mi skłamano (choć niby po co?), a jeśli nie, to dziecko musiało bredzić w gorączce. Poza tym nie wolno mi zapominać, że świat składa się z samych okropności, jak wściekłe krowy, AIDS i coś jeszcze gorszego. (Gdyby ktoś chciał wiedzieć, co jest gorsze od AIDS i wściekłych krów, niech napisze: podam imię i nazwisko.) No, z czego się cieszysz, głupia?

Cieszę się i już, kto mi zabroni?

Katherine Mansfield, wielka angielska pisarka, której życie było krótkie i paskudne (umarła na suchoty w wieku 34 lat, po bardzo długich męczarniach, pracowała jak szalona bez żadnych sukcesów, istny Van Gogh, po czym przyszła pośmiertna sława, co już najgorsze: to powinno być zabronione, ten chichot nad trupem, de mortuis nihil !!!) – hm, biedna Katherine któregoś dnia poczuła się bez powodu tak cudownie, że miała ochotę skakać z radości. No, powody były, ale malutkie: piękna pogoda, jakiś miły list, jakieś inne głupstwa… Najgorsze, że miała ochotę skakać z radości DOSŁOWNIE. Fizycznie niby. „Kobieto” – powtarzała sobie – „jesteś dorosła, nikt dorosły tego nie robi, to idiotyzm!”, ale ledwo dobiegła do domu, gdzie jej nikt nie widział, ZROBIŁA TO. Podskoczyła. Z radości. I nagle zobaczyła się w lustrze, zobaczyła dorosłą, elegancką kobietę z potwornie głupią miną („Co ja zrobiłam, Boże? Ja SKAKAŁAM!”), i o mało nie umarła ze śmiechu. No. Życie nigdy nie jest tak całkiem czarne. Może w 99 procentach, ale ten jeden procent jest nasz, i wykorzystajmy go, na Boga! Nic więcej nie mamy!

Tak: wiem, że to niełatwe.

Trenuję to. Naprawdę.

Budzę się i wcale nie muszę natychmiast wstawać, mogę jeszcze podrzemać. Naciągam kołdrę na głowę. Próbuję się cieszyć. Kiepsko mi idzie. W dodatku ślubny też się obudził i coś tam gada. Opowiada, co mu się śniło. Staś Podgórnik mu się śnił, czy on mi opowiadał o Stasiu Podgórniku? – Człowieku – jęczę – przestań mówić, chcę jeszcze troszkę pospać!

– Dobrze – odpowiada z posępną godnością. ?Na chwilę przerywam rzucanie pereł. Niech wieprz śpi.

I konam ze śmiechu. I jeszcze przez tydzień będę konać ze śmiechu. Ach, ten mój jeden procent, jaki on miły!

Jasne, że wszystko się źle skończy, nie może inaczej, ale ten jeden procent naszego życia, ludzie… Czy to mało?

A inne dziecko napisało do mnie: „Pani jest wspaniała! Lepsza niż Kurt Cobain!”, i kupiłam sobie z wdzięczności podkoszulek z fotografią Kurta Cobaina, i czasem w nim sypiam, i sny mam psychodeliczne w tym podkoszulku, i dzięki ci, dziecko.

A gdzieś w pobliżu mieszka prawdziwa śpiewaczka operowa, sopran koloraturowy; zwykle jej nie ma, ale czasem przyjeżdża i ćwiczy, to coś z Carmen wyśpiewuje, to z Toski, i właśnie sklepikarka z naprzeciwka, kiedy kupowałam u niej żarówki, powiedziała:

– Już od dawna chciałam zapytać… Czy to pani tak pięknie śpiewa?

Nie było wątpliwości, o kogo jej chodzi.

– Skąd! Nie! Czy ja wyglądam na kogoś, kto tak śpiewa?!

– Tak! – odpowiedziała sklepikarka z przekonaniem, i nigdy bym nie pomyślała, i ciągle się z tego cieszę, już trzeci miesiąc!

I jeśli ktoś myśli, że się przechwalam, to myli się ten ktoś okropnie. Ja próbuję utrzymać się w pionie. Ten mój jeden procent życia, jedyny ważny procent życia, próbuję utrzymać w pionie. Szukam podpórek. Znajduję podpórki. Każdy znajdzie. Bo jednak zdarza się coś miłego, nieeee?

O Jezu, to już dno, chyba się zabiję. Albo się wyżalę w e-mailu do przyjaciółki. Od paru dni gryziemy się ze ślubnym jak dwa wściekłe ratlery, koszmar! Lauro, skarbie, tylko ty mnie trzymasz przy życiu, napisz do mnie, bo umrę!

Laura-skarb odpowiada natychmiast. Każe mi się cieszyć, że mam pod ręką kogoś, komu w każdej chwili mogę zrobić piekielną awanturę. Bywa gorzej. Awanturę się i tak zrobi, ale komuś przypadkowemu i niezbyt winnemu. Sąsiadce, dozorcy, sprzedawcy. W dodatku o czwartej w nocy nie dopadniesz ich, człowieku, a ślubnego możesz obudzić i zmieszać z błotem, po to go masz.

Fakt.

Racja.

Lauro, uwielbiam cię.

I ciebie, Żorżyku, i ciebie, Maksiu, i ciebie, Mumsie. To ten mój 1%. Resztę diabeł zabrał, ale to moje. Tyle mojego.

Tyle naszego.

© Copyright 2017 Krystyna Janda. All rights reserved.